Rozpoczęła się operacja ratowania zabytkowego gmachu przy Alei Hallera. Po latach niszczenia dawne kino „Lwów” (a jeszcze wcześniej „Przodownik”) wróciło do zasobów miejskich. To pierwszy krok na długiej drodze do przywrócenia blasku modernistycznej perle Wrocławia, za którą miasto zapłaciło 4,7 mln zł.
- Co dzieje się dzisiaj w dawnym wrocławskim kinie.
- Kiedy pojawi się nowy projekt zagospodarowania obiektu.
- Jaki plan na kino "Lwów" mają władze Wrocławia.
Obecnie w budynku nie trwają jeszcze zaawansowane roboty budowlane, na razie to dopiero „rozpoznanie placu boju”. Miasto zleciło kompleksowe prace porządkowe oraz inwentaryzację techniczną budynku. Z wnętrz usuwane są nagromadzone przez dekady śmieci i zbędne elementy, które uniemożliwiały rzetelną ocenę stanu konstrukcji. Specjaliści muszą sprawdzić każdy metr kwadratowy – od piwnic, gdzie dawniej mieściła się kręgielnia, aż po dach.

Zaglądamy do środka: czas porządków i wielkich planów
Dzięki wizytacji władz miasta z prezydentem Jackiem Sutrykiem możemy za zamknięte od lat drzwi i zobaczyć, jak obiekt wygląda dzisiaj od środka. Widok jest słodko-gorzki: z jednej strony wciąż czuć niesamowity klimat przedwojennego modernizmu, z drugiej – skala zaniedbań poprzedniego właściciela jest ogromna. Opuszczona sala kinowa i niszczejące detale architektoniczne czekają na ratunek, ale widać już pierwsze efekty sprzątania.

Magistrat nie ukrywa, że na finalny projekt będziemy musieli jeszcze poczekać. Obecnie urzędnicy zastanawiają się, jaką funkcję nadać budynkowi, by służył mieszkańcom, a nie stał się kolejnym „pustostanem z tabliczką”.

Pod uwagę brane są funkcje kulturalne, wystawiennicze i edukacyjne. Jedno jest pewne: nie powstanie tu hotel ani galeria handlowa – miasto stawia na kulturę.

Kolejnym etapem po zakończeniu wielkiego sprzątania będzie przygotowanie dokumentacji projektowej. Wrocław planuje w tym roku przeznaczyć rekordowe sumy na remonty zabytków, a dawne kino ma być jednym z priorytetów na mapie rewitalizacji południa miasta.



