Posada Remigiusza Jezierskiego wisi na włosku. Prezes Śląska ma niebawem pożegnać się ze stanowiskiem – poszukiwany jest jego następca. W materiale poniżej przedstawiamy „grzechy” Jezierskiego. Zdradzamy też jako pierwsi, kto został wytypowany do tymczasowego objęcia sterów w klubie.

Remigiusz Jezierski trafił do Ślaska nieoczekiwanie. Na początku roku zastąpił na stanowisku Michała Mazura, który nie dał większych powodów aby się z nim żegnać. Prawda jest taka, że Mazur to menedżer ze stajni Grzegorza Schetyny, a wtedy relacje tego polityka z prezydentem Jackiem Sutrykiem (czyli właścicielem klubu) nie były najlepsze. Przyszedł więc Jezierski, który z kolei uznawany był (bo już podobno nie jest…) za człowieka jednego z najbardziej wpływowych wrocławskich biznesmenów.
Jezierski zrobił awans do Ekstraklasy, w której Śląsk (mamy początek sezonu) spisuje się tak sobie. Ale to nie kwestie sportowe zdecydowały o tym, że miasto nie chce więcej współpracować z Jezierskim. Głównie chodzi o braki w komunikacji – w mieście oczekują, że prezes ma z nimi współpracować, a Jezierski nie pali się do tego. Z jednej strony takie zachowanie prezesa należy ocenić jako dobre – wszak ograniczenie władzy urzędników w klubie to oczekiwane posunięcie. Z drugiej jednak…
– Przez to, że nie było współpracy wisi nad nam kara za niewpuszczenie kibiców Wisły Kraków. Gdyby komunikacja na linii klub – miasto była lepsza, nie doszłoby do tego skandalu – mówi nam jeden z ważnych urzędników.
Kolejny problem to też pozornie sukces Jezierskiego. Prezes radykalnie ograniczył rozdawnictwo biletów. Problem z darmowymi wejściówkami faktycznie był poważny i ruch z ukróceniem rozdawania wejściówek na prawo i lewo należy ocenić pozytywnie. Szkopuł tkwi w szczegółach. Pal licho, że urzędnicy magistratu muszą teraz płacić za wstęp. Do kieszeni sięgają też rodziny pracowników klubu i nie tylko.
– Doszło do absurdalnej sytuacji, w której za bilety muszą też płacić agenci piłkarscy – mówi nam jeden z menadżerów.
– Wiadomo, stać nas. Ale na całym świecie agenci są wpuszczani na mecze za darmo, a we Wrocławiu trzeba płacić. To zraża do klubu menadżerów, robi złą atmosferę. A to może mieć skutek w przypadku rozmów transferowych. No i po prostu to trochę wiocha – mówi nam agent.
Jezierski denerwuje się na takie zarzuty. W klubie zastanawiają się żartobliwie, czy nie wpuszczać agentów za darmo, ale później potrącać odpowiednią kwotę z ich prowizji…
Zarzuty pod adresem Jezierskiego są też bardzo ludzkie. Od wielu osób słyszeliśmy, że bardzo sympatycznemu Remkowi odbiła palma.
– No sodówka mu uderzyła do głowy. Nie zachowuje się tak jak dawniej. Czasami mam wrażenie, że nie ma sensu się w ogóle odzywać, bo i tak „Jezier” wie wszystko najlepiej – słyszymy od osoby z piłkarskiego środowiska.
Na koniec: Jezierskiego może zgubić chytrość. Co prawda – to duży plus – ograniczył wydatki, ale taka postawa uderzyła w jakość kadry Śląska. Gołym okiem widać, że brakuje przynajmniej trzech porządnych piłkarzy, którzy do klubu powinni dołączyć już dawno.
Z naszych informacji wynika, że trwają już pierwsze rozmowy z potencjalnymi kandydatami do objęcia stanowiska prezesa. Jednocześnie miasto wytypowało już tymczasowego prezesa Śląska, który przejmie klub po Jezierskim i po krótkim czasie odda nowemu-stałemu prezesowi. To Przemysław Nowicki, członek zarządu MPK Wrocław.



Ile dostanie wyprawki? Bo jak się nie mylę szachowanie prezesami raczej jest po to żeby wyplywały pieniążki, pan Mazur z prezesa Piłkarskiego Śląska, teraz nagle zna się najlepiej na koszykówce i został prezesem koszykarskiego WKS Śląsk Wrocław…. Mafia w białych rekawiczkach