„Wszyscy zginiecie”, czyli zombie w Zamku Książ

Fot. wszyscyzginiecie.pl

Świebodzice, Zamek Książ, Wałbrzych i apokalipsa zombie. Zwłoki ożywają podczas sekcji, miasto pogrąża się w chaosie, a grupa bohaterów szuka schronienia za murami zamku. W powieści „Wszyscy zginiecie” Franciszek Moor’e łączy klasyczny horror z czarnym humorem, osadzając swoją opowieść w dobrze znanych dolnośląskich lokacjach. Choć nie ukrywa fascynacji powieściami Stephena Kinga i Roberta Ludluma przyznaje, że równie ważną inspiracją pozostaje dla niego proza Jaroslava Haška. Przekonuje jednak, że w jego książce zombie są tylko pretekstem. Znacznie bardziej interesują go ludzkie wybory, zachowania i pytanie, kto tak naprawdę okazuje się prawdziwym potworem.

– Marek Zoellner: Panie Franciszku, dlaczego Pan straszy ludzi?

– Franciszek Moor’e: Broń Boże, wcale nie straszę. Nie miałem takiego zamiaru pisząc tę książkę.

– Przecież napisał Pan, że wszyscy zginiemy. W dodatku na okładce.

– Egzegeza tego tytułu jest ciekawa, ponieważ pochodzi z Ewangelii św. Łukasza. Ten konkretny cytat zapadł mi w pamięć bardzo dawno temu, jeszcze w podstawówce, kiedy słuchałem kazań w kościele pod wezwaniem św. Mikołaja w Świebodzicach. Ale podkreślam jeszcze raz, że pisząc tę książkę, absolutnie nie miałem zamiaru nikogo straszyć.

Z drugiej strony od zawsze byłem wielkim fanem horroru. Oglądałem wszystko, co tylko pojawiało się na kasetach VHS, które namiętnie wymieniałem na targowisku miejskim w Świebodzicach. Lubię ten gatunek i miałem też kiedyś sporą biblioteczkę ze wszystkimi pozycjami, które w latach 90. wydawało chociażby wydawnictwo Amber. To konwencja, która jest bliska mojemu sercu i moim zainteresowaniom. Ale straszyć nie zamierzałem i nie zamierzam. Wprost przeciwnie, chodzi o dostarczanie rozrywki.

Franciszek Moor'e Wszyscy zginiecie
Fot. wszyscyzginiecie.pl

– Jest tam mieszanka grozy i humoru. Jak autor patrzy na świat, który stworzył? I jak on się ma do prawdziwego świata, w którym żyjemy?

– Przede wszystkim patrzę na świat, który nas otacza, i myślę, że poziom grozy z jednej strony i groteski z drugiej w fali newsów, które codziennie wylewają się z mediów, już dawno przerósł to, co napisałem. Po prostu świat ewidentnie zwariował i ja się tylko staram do tego dostosować.

Tak jak swego czasu mistrz Bareja, zamykając wszystkich na klatce schodowej „Alternatywy 4”, starał się opisać otaczającą go rzeczywistość PRL-u, tak ja założyłem, że jeżeli zamkniemy przypadkowych ludzi za murami Zamku Książ, gdzie na zewnątrz szaleją hordy zombie, to stworzymy ciekawy poligon do opisywania przede wszystkim różnych ludzkich postaw i zachowań. Bardzo mnie to zaciekawiło i postanowiłem, że spróbuję. Co z tego wyszło, to już ocenią sami czytelnicy.

– Uchylmy więc rąbka tajemnicy. O czym jest ta książka?

– Są to przygody prokuratora, który w pewnym momencie, podczas sekcji zwłok, widzi, jak zmarły ożywa na stole sekcyjnym. W tej chwili jego życie, jak i życie wszystkich na planecie zmienia się w postapokaliptyczną rzeczywistość. Ten lekko łysiejący pan z brzuszkiem musi się odnaleźć w nowych okolicznościach i uratować rodzinę – żonę i trzech synów. Akurat tak się składa, że są mieszkańcami Świebodzic, miasta, które istnieje naprawdę.

Opatrzność, przypadek, a może instynkt przetrwania kieruje ich do Zamku Książ. Dodam, że Książ od najwcześniejszych lat dziecięcych jest dla mnie szczególnym miejscem na ziemi. Tam zamykają za sobą bramy i usiłują się bronić przed nadciągającymi hordami nieumarłych.

Obecnie mieszkam we Wrocławiu, ale Świebodzice są dla mnie bardzo ważnym miastem i zajmują szczególne miejsce w moim sercu. W książce staram się opisać miejsca i historie, które zdarzyły lub mogły zdarzyć się w Świebodzicach. Jest to swego rodzaju hołd dla mojego rodzinnego miasta.

Franciszek Moor'e Wszyscy zginiecie
Fot. wszyscyzginiecie.pl

– Jak bardzo możemy utożsamiać autora książki z jej bohaterem?

– Możemy. Jak najbardziej jest to uprawnione. Pisząc, oparłem się na swoim doświadczeniu zawodowym. Na obecnym etapie chciałbym pozostać jednak nieco tajemniczy, aczkolwiek z wykształcenia jestem prawnikiem.

– Franciszek Moor’e to pseudonim literacki. Nie jest przypadkowy, choć na pierwszy rzut oka trudno się domyślić, skąd się wziął. Proszę zdradzić jego historię.

– Wystarczy przeczytać to nazwisko fonetycznie po polsku jako „Mur”, a następnie przełożyć na język niemiecki: Maurer.

– Franz Maurer…

– I film „Psy”!

Będąc uczniem szkoły średniej, chciałem zostać lekarzem, ale w moim życiu wydarzyło się kilka rzeczy, które w czwartej klasie liceum sprawiły, że zmieniłem profil i ostatecznie nie zdawałem matury z biologii, tylko z historii. Wtedy postanowiłem zostać prawnikiem. Pewien wpływ miał na to również film „Psy”, który był wówczas niezwykle popularny. Razem z kolegami znaliśmy wszystkie teksty na pamięć. Każdy chciał być Franzem Mauerem, mieć taką kurtkę jak on i jeździć BMW z Andżelą. Oczywiście nie można powiedzieć, że film był czynnikiem, który ostatecznie przesądził o moim wyborze, ale z pewnością miał na mnie pewien wpływ.

– Kto jest albo kto był literackim autorytetem, wzorem do naśladowania dla Franciszka Moor’a? I czy wierzy Pan w zombie?

– Nie, absolutnie nie. To nie może się zdarzyć z uwagi na brutalne prawa, które rządzą naszymi ciałami po śmierci. Zombie jest oczywiście tutaj osią, spiritus movens zachowań bohaterów. Szczerze mówiąc, bardziej mnie interesują wybory i zachowania przypadkowych ludzi, którzy się chronią na zamku, aniżeli zombie. Podczas pisania kroczyło za mną pytanie, czy gorsze potwory są w zamku, czy poza murami?

Moja książka ma jednak przede wszystkim bawić. To literatura rozrywkowa. Starałem się oczywiście, w lekkiej formie, zwrócić uwagę na pewne rzeczy: na konieczność współdziałania w trudnych sytuacjach, na potrzebę podejmowania decyzji. Ale wszystko to jest podane bez jakiegokolwiek zadęcia. Jeśli zaś chodzi o autorytety ze świata literatury, to moja pierwsza trójka to Hašek, King i, jeszcze z dawnych czasów, Ludlum.

– To jeszcze wróćmy do lokalnego podwórka. Marek Krajewski pisze swoje książki, bardzo skupiając się na detalach. Jest w tym duża drobiazgowość. A jak jest z tymi opisami, jeżeli chodzi o Świebodzice czy Zamek Książ w Pana książce? Jak blisko są prawdy, a jak mocno wybiegają w świat fikcji?

– Jeżeli chodzi o scenografię, to wszystko jest odwzorowane jeden do jednego, aczkolwiek pewne realia się zmieniły. Na przykład opisywane prosektorium, które swego czasu działało przy szpitalu w Świebodzicach, już nie istnieje. Starałem się jak najwierniej odtworzyć wszystkie ciągi ulic, układy budynków. Zamek Książ był zawsze moim ulubionym miejscem do wakacyjnych eskapad. Po prostu znam go, wydaje mi się, bardzo dobrze.

– A bohaterowie? To tylko fikcja, czy znajdziemy w nich odbicie realnych postaci, mieszkańców Pana rodzinnego miasta?

– Ci, co wiedzą, to wiedzą. I tak to zostawmy…

– Trzeci tom jest już na ukończeniu?

– Dwa już zostały wydane, trzeci wkrótce. Jeżeli chodzi o styl narracji, to wszystko dzieje się w porządku chronologicznym, od momentu pamiętnej sekcji zwłok w świebodzickim szpitalu.

– I na tym koniec? Opowieści o zombie to też dobry materiał na film. W polskim kinie, w odróżnieniu od amerykańskiego, nie ma ich zbyt wiele.

– Nawet Koreańczycy biją nas na głowę. Oczywiście, spełnieniem jakichś dziecięcych marzeń byłoby dla mnie, gdyby moja opowieść została przeniesiona na ekran. Z jednej strony taki film czy serial spopularyzowałby moje ukochane miasto, mój ulubiony zamek i Wałbrzych. To mogłoby pozytywnie wpłynąć na turystykę. Na razie, czekając na kontakt z branży filmowej, kończę trzeci tom i wcale nie mówię, że będzie to moje ostatnie słowo.

Franciszek Moor'e Wszyscy zginiecie
Fot. wszyscyzginiecie.pl
Show Comments (0) Hide Comments (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.