Rekordowy budżet Wrocławia na 2026 rok zakłada ogromne inwestycje, ale też gigantyczny deficyt ponad miliard złotych i brak ambitnych rozwiązań w transporcie publicznym – remontujemy ulice za dziesiątki milionów, ale bez torowisk tramwajowych, powtarzając błędy jak przy Jagodnie; tramwaj na Psie Pole opóźniony do 2032 roku, centrum bez realnych planów przyspieszenia tramwajów, a wrocławianie coraz mniej korzystają z MPK, skazani na korki i samochody. Do tego brak transparentności w aferze Collegium Humanum i fiasko sprzedaży Śląska Wrocław po pełnej pewności siebie zapowiedziach ratusza – mówi Jakub Nowotarski, radny Rady Miejskiej Wrocławia z ramienia Naprawmy Przyszłość w rozmowie z Marcinem Lustigiem.
– Marcin Lustig: Jak oceniasz przyjęty budżet Wrocławia na 2026 rok, biorąc pod uwagę rekordowy deficyt? Czy miasto nie ryzykuje nadmiernego zadłużenia? Czy w Twojej opinii budżet odpowiednio adresuje kluczowe potrzeby mieszkańców, takie jak efektywny wywóz odpadów, rozwój infrastruktury transportowej, w tym nowe tory tramwajowe, oraz inwestycje w edukację.
– Jakub Nowotarski: Mam duże wątpliwości szczególnie w sprawach infrastruktury transportowej. Czy to wystarczająco ambitny projekt, który sprawi, że będzie nam wszystkim łatwiej przemieszczać się po mieście? Nie. Nie oznacza to, że inwestycji jest mało; to ich zakres budzi moje wątpliwości. Skoro remontujemy ul. Gajowicką za kilkadziesiąt milionów złotych, dlaczego nie robimy tego od razu z budową torowiska tramwajowego? Taki kierunek przyjęli przecież w porozumieniu koalicyjnym prezydent Sutryk i klub radnych KO na początku tej kadencji. W rezultacie, remont się zakończy i wkrótce trzeba będzie tę ulicę zamknąć podobnie, żeby zbudować w niej torowisko tramwajowe. Ten sam błąd popełniło miasto ws. tramwaju na Jagodnie i jak widać, nie wyciągnięto wniosków. To jeden z kilku przykładów.
– Jak postrzegasz obecny stan transportu publicznego we Wrocławiu? Czy dostrzegasz pozytywne zmiany w ostatnich latach?
– Pamiętajmy, że z danych Urzędu Miasta wynika, że wrocławianie coraz mniej chętnie korzystają z transportu publicznego. Tutaj potrzebny jest ambitny program naprawczy, a nie tylko wymiana nawierzchni z bruku na asfalt. To też ważne, ale nie ułatwi znacząco przemieszczania się po mieście, bo udział podróży autem pozostanie wysoki. A skoro wrocławianie i wrocławianki będą wciąż w wielu przypadkach skazani na samochód, korki nie znikną.
Oczywiście, plusem jest zakres remontów torowisk. Cieszę się, że udało nam się przekonać prezydenta Sutryka na początku poprzedniej kadencji, że trzeba w ten cel znacznie więcej inwestować. Ale po paru latach poprawy, liczba wykolejeń tramwajów pozostaje na tym samym poziomie. Wciąż jest ich zbyt wiele. To pokazuje, że środki na remonty trzeba dalej zwiększać.
– W których rejonach miasta powinny powstać nowe linie tramwajowe, aby poprawić komunikację?
– Dwie kluczowe inwestycje dla miasta to moim zdaniem Psie Pole i centrum miasta. To pierwsze może wygenerować największy zysk w postaci nowych pasażerów MPK. Ale wymaga to nowej jakości, bo tylko tak przekonamy mieszkańców do przesiadki.
Z kolei centrum jest kluczowe, bo to tutaj dziś tramwaje jeżdżą najwolniej. Wiele miejsc trzeba przeprojektować, być może dodać też brakujące odcinki, np. drugi tor na Szewskiej albo torowisko na Słowackiego.
Problemem we wszystkich tych przypadkach jest harmonogram. W kampanii wyborczej tramwaj na Psie Pole był obiecany na 2030 rok, teraz mówi się już o 2032 i to w optymistycznym scenariuszu. Szczegółów co do inwestycji w centrum nie ma wcale.
– Gdzie według Ciebie autobusy powinny kursować częściej, by lepiej służyć mieszkańcom? Co sądzisz o koncepcji budowy metra we Wrocławiu – czy to realny i potrzebny projekt?
– Wrocław ma ogromny potencjał na metro w formie kolei nadziemnej na istniejącej infrastrukturze. Być może z jej uzupełnieniami, np. z tunelem pod centrum. I właśnie to warto analizować, szczególnie że spółka PKP PLK takiej wizji dla Wrocławia dziś nie ma. Dla wielu podróży to właśnie kolej ma potencjał być najszybszym środkiem transportu. Leśnica do centrum w 15 minut, Jagodno-Mikołajów tak samo – to są czasy nieosiągalne w żaden inny sposób.
– Jak podsumowałbyś mijający 2025 rok dla klubu Naprawmy Przyszłość? Jakie sukcesy udało się osiągnąć, a gdzie widzisz niedociągnięcia?
Najbardziej cieszę się z samego końca roku, bo na minionej sesji okazało się, że Urząd wraca do prac nad uchwałą krajobrazową – są w tym celu środki w projekcie budżetu na 2026. To temat, który osobiście podnosiłem w lutym tego roku, gdy na sesji proponowałem projekt uchwały z apelem do prezydenta o wszczęcie tych prac.
Jak widać, urząd potrzebował chwilę czasu na zmianę podejścia. Pozostajemy merytoryczną opozycją — dalej będziemy zadawać pytania, np. o postępy w przetargu na wywóz odpadów i o to, ile mieszkańcy zapłacą za śmieci w najbliższej w przyszłości. Albo o Śląsk Wrocław i to, dlaczego spółka jest w tak fatalnej kondycji i dlaczego nie udało się jej sprzedać.
– Jakie są główne plany klubu Naprawmy Przyszłość na 2026 rok i co będzie dla Was priorytetem? Jak oceniasz 2025 rok w kontekście działań prezydenta Jacka Sutryka, zwłaszcza w obliczu nieudanej sprzedaży klubu piłkarskiego Śląsk Wrocław i zarzutów związanych ze sprawą Collegium Humanum?
– Pamiętam pewność siebie ze strony Ratusza przy rozmowach o sprzedaży Śląska. I wcześniej, gdy urząd wycenił wartość klubu na 50 mln zł, i pół roku temu, gdy zapowiadał nadchodzącą sprzedaż. W obu przypadkach zderzenie z rzeczywistością było bardzo bolesne. Nie tylko dla Jacka Sutryka, ale przede wszystkim dla miasta i mieszkańców. I wydaje mi się, że w tej sprawie kończymy rok w jeszcze gorszym miejscu niż byliśmy w styczniu.
– Czy te wydarzenia oznaczają koniec politycznej kariery Jacka Sutryka? Kiedy kończy się jego kadencja i czy po jej upływie całkowicie wycofa się z polityki?
– Pamiętajmy, że wrocławianki i wrocławianie wciąż nie usłyszeli odpowiedzi od prezydenta na pytania związane z aferą Collegium Humanum. Nie chodzi mi bynajmniej o ferowanie wyroku teraz, bo to rola sądu, a do tego mamy domniemanie niewinności. Ale oskarżenia to jedno, a 100% uczciwości, jakiej możemy oczekiwać od funkcjonariusza publicznego to drugie. Zbyt wiele jest w tej sprawie wątpliwości, mówił Jacek Sutryk np. że normalnie chodził na zajęcia jak inni studenci. Prokuratura krajowa ma tutaj całkowicie odmienne zdanie.
Ale najbardziej niezrozumiała część tej afery to temat zatrudnienia b. rektora CH w spółce miejskiej, Wrocławskim Parku Technologicznym. Zarobił tam 75 tys. zł, a śladu po jego zatrudnieniu nie ma, co udowodniliśmy naszą kontrolą wspólnie z radnym Jakubem Janasem. Skoro z publicznych pieniędzy przepadła tak znacząca kwota, a to prezydent jako kierownik urzędu nadzoruje spółki, to nie potrafię pojąć, czemu wciąż nie usłyszeliśmy w tym temacie żadnego komentarza. To nie jest prywatna sprawa Jacka Sutryka.
– Co myślisz o idei wystawienia wspólnego kandydata przez partie opozycyjne we Wrocławiu? Czy możliwe jest zjednoczenie sił prawicowych, centrowych i lewicowych? Czy klub Naprawmy Przyszłość rozważa wystawienie własnego kandydata w ewentualnych wyborach? Jeśli tak, kto mógłby nim być?
– Jest za wcześnie na takie rozważania.
Jakie są perspektywy dla Śląska Wrocław po nieudanych negocjacjach z inwestorem z Monako? Czy sprzedaż klubu zostanie odłożona na długi czas?
– Absolutny priorytet na teraz to transparentność. Wszyscy zasługujemy na dogłębne zrozumienie, jak przebiegał cały ten proces. Co doradzały miastu firmy zewnętrzne? Jaka jest realna sytuacja finansowa piłkarskiego Śląska? Skoro przyczyną fiaska sprzedaży jest brak gwarancji finansowych potencjalnego inwestora, dlaczego weryfikacja tego zajęła aż tyle czasu?
Oczekuję od władz miasta, że wszystkie odpowiedzi poznamy jak najszybciej. Podobne pytania zadam też ścieżką formalną.


