W podwrocławskiej Sobótce trwa spór o planowany przez gminę zakup dawnego hotelu „Miś”, który ma stać się nową siedzibą urzędu. Mieszkańcy krytykują decyzję władz za wysokie koszty inwestycji, które mogą sięgać nawet 10 mln złotych. Zbierają też podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania burmistrza i rady.
- Dlaczego zakup Hotelu Miś w Sobótce budzi kontrowersje.
- Czy do Komisarza Wyborczego we Wrocławiu wpłynął wniosek o referendum w Sobótce.
- Z jakie powodu mieszkańcy Sobótki chcą zorganizować referendum za odwołaniem burmistrza.
Na ostatniej sesji miejscy radni dali zielone światło do realizacji tego planu. Pomysł burmistrza i większości radnych spotkał się jednak ze zdecydowaną krytyką części lokalnej społeczności.
– Ta sprawa po prostu przelała czarę goryczy – mówi w rozmowie z portalem Wrocławskie Fakty Grzegorz Waksmundzki, mieszkaniec Sobótki i radny powiatu wrocławskiego.
Kontrowersyjny zakup „Misia”
Zdaniem Grzegorza Waksmundzkiego procedowanie tej sprawy pozostawia wiele do życzenia, decyzje były podejmowane w całkowitym odizolowaniu od społeczeństwa, a głos mieszkańców nie został wysłuchany.

– Nie wiemy, jaki jest tak naprawdę stan techniczny budynku, który ma kosztować gminę miliony i czy całe to przedsięwzięcie będzie opłacalne. Urząd nie przedstawił wiarygodnych ekspertyz w tej sprawie. Cały ten proces przeprowadzony był nietransparentnie – tłumaczy Grzegorz Waksmundzki.
Według radnego to jeszcze nie wszystko.
– Mieszkańcy mają dość, dlatego organizują referendum w sprawie odwołania burmistrza oraz rady miejskiej, które w 100 proc. popieram – dodaje samorządowiec.
Sprawa jest wielowątkowa.
Dla Wrocławskich Faktów komentuje ją również Paweł Pawlicki, pełnomocnik inicjatora referendum. Jak podkreśla, spór nie dotyczy wyłącznie zakupu hotelu pracowniczego „Miś” na siedzibę Urzędu Miasta i Gminy w podwrocławskiej Sobótce, lecz przede wszystkim zadłużenia gminy, a tym samym jej mieszkańców, na kolejne 10 lat. To z kolei przełoży się na ograniczenie możliwości realizacji podstawowych zadań gminy.
– Decyzja o przeniesieniu siedziby Urzędu do hotelu pracowniczego „Miś” jest decyzją kosztowną i krótkoterminową. Żywotność budynku z lat 60. dobiega końca w perspektywie około 15-20 lat, co oznacza, że problem siedziby Urzędu Miasta i Gminy za kilka lat powróci. Czyli obecne problemy lokalowe nie zostaną rozwiązane w perspektywie długoterminowej. Władze miasta chcą sfinansować ten zakup poprzez emisję obligacji w wysokości 7,5 mln złotych – a ten dług będą spłacać wszyscy mieszkańcy przez kolejne 10 lat. Sam zakup budynku ma kosztować ponad 6,6 mln złotych, ale trzeba doliczyć jeszcze ok. 3,4 mln zł na wyposażenie i remont, a także kolejne miliony na koszty związane z emisją, wykupem obligacji oraz wypłatą oprocentowania – wylicza Paweł Pawlicki.
I przekonuje, że może warto w takiej sytuacji rozważyć rozwiązanie długofalowe, chociażby budowę nowej siedziby, czy wykorzystanie istniejącego majątku gminy, na przykład budynku przy ul. Strzelców lub remont obecnej siedziby urzędu, przy założeniu, że możliwe byłoby pozyskanie dofinansowania na ten cel w formie dotacji.
Mieszkańcy planują referendum. Chcą odwołać burmistrza
Sprzeciw wobec decyzji władz doprowadził do zawiązania się komitetu referendalnego, który chce odwołania burmistrza oraz całej Rady Miejskiej jeszcze przed końcem kadencji. Do Komisarza Wyborczego we Wrocławiu wpłynął już wniosek o przeprowadzenie referendum lokalnego.
Wniosek o przeprowadzenie referendum musi zostać poparty przez 10 procent mieszkańców uprawnionych do głosowania w danej gminie, w tym przypadku pod wnioskiem musi się podpisać ponad tysiąc osób.
Inicjatorzy mają 60 dni na zbiórkę odpowiedniej liczby podpisów. Referendum jest ważne, jeśli weźmie w nim udział co najmniej 3/5 liczby osób, które wzięły udział w wyborze burmistrza i rady, czyli w tym przypadku blisko 1500 mieszkańców. Odwołanie burmistrza bądź rady następuje, jeżeli za odwołaniem zostanie oddanych więcej niż połowa ważnych głosów.

Burmistrz odpiera ataki: nowa siedziba nie jest pałacem
Mirosław Jarosz, burmistrz Sobótki odpiera zarzuty przeciwników nowej inwestycji.
– Decyzja została podjęta zgodnie z obowiązującymi procedurami, po analizie dostępnych możliwości. Nie była to decyzja łatwa ani podejmowana pochopnie. Rozmowy w tej sprawie trwały od ponad roku. W przestrzeni publicznej pojawiają się stwierdzenia, że zakup nieruchomości odbędzie się bez wycen, opinii czy ekspertyz. Nie jest to prawdą. Zarówno wyceny, jak i opinie techniczne zostały sporządzone przez osoby posiadające odpowiednie uprawnienia, w tym uprawnienia budowlane w zakresie oceny stanu technicznego. Dokumenty te stanowiły podstawę do dalszych analiz i decyzji formalnych, o których niektórzy nie chcą mówić – czytamy w oświadczeniu burmistrza opublikowanym w poniedziałek na Facebooku.
Zdaniem samorządowca nowa siedziba urzędu nie jest pałacem, lecz miejscem pracy, w którym codziennie załatwiane są sprawy mieszkańców: od bieżącej obsługi, wniosków mieszkańców, przez inwestycje i nowe projekty.
„Sprawnie funkcjonujący urząd to realne korzyści dla całej gminy, niezależnie od indywidualnych poglądów na temat lokalizacji jego siedziby. Rozumiem, że część z Państwa może mieć obawy lub inne wyobrażenia co do przyszłości urzędu. Różnica zdań jest czymś naturalnym w samorządzie i w demokracji. Ważne jednak, aby spór nie przeradzał się w napięcie, wzajemne oskarżenia czy podważanie faktów” – wymienia Mirosław Jarosz.
Władze Sobótki jak na razie z dystansem odnoszą się do inicjatywy mieszkańców ws. referendum.
– Nie wiemy jak duża jest grupa, która chce zainicjować referendum, poczekamy i zobaczymy skalę. Tematów do załatwienia w gminie jest dużo, więc musimy działać i iść do przodu – komentuje Zbigniew Goldwasser, wiceburmistrz Sobótki, w rozmowie z Wrocławskimi Faktami.
Dawny hotel pracowniczy „Miś” znajduje się w centrum Sobótki. Czasy jego świetności przypadają na lata 70. i 80. Wtedy hotel odwiedzały wycieczki z całej Polski. Potem obiekt kilka razy zmieniał właściciela.




Platforma widzę, nagle zawłaszczyła temat referendum. Inicjatorem była pani Marcelina – radna, która ogłosiła do na sesji, a jak zawsze politycy zochydzają nam nasze sprawy lokalne.