W świecie filtrów, perfekcyjnych poranków i wiecznego „jest cudownie” nie boi się publicznie przyznać: dziś jest gorzej. W jej głos wsłuchują się coraz częściej młode kobiety, zmęczone nieustanną presją, by wyglądać jak top modelki. – Kiedyś też pokazywałam się tylko w tej idealnej wersji. Teraz mam to w nosie i po prostu jestem sobą – mówi Weronika, influencerka i edukatorka cyfrowa, dla której autentyczność liczy się bardziej niż zasięgi.
- Jak udar zmienił życie influencerki Weroniki Garsztki.
- Dlaczego postawiła na autentyczność zamiast instagramowej perfekcji.
- Jak dziś wspiera osoby po udarach i z niepełnosprawnościami.
Weronika nie planowała swojej obecnej drogi. Jeszcze kilka lat temu działała w agencji zajmującej się współpracą z internetowymi twórcami. Koordynowała, pilnowała terminów, dbała o to, by kampanie „spinały się” od strony organizacyjnej. Znała mechanizmy marketingu od środka – wiedziała, jak buduje się narrację, jak rosną zasięgi, jak działa wizerunek.
W 2022 roku przeszła udar, o którym mówi otwarcie, z dystansem i spokojem. Raczej jako o doświadczeniu, które wywraca codzienność do góry nogami, lecz nie odbiera sensu. Wkrótce po tym straciła pracę, ale zamiast się załamywać, postawiła na aktywność. Zaczęła prowadzić swój profil na Instagramie. Z wykorzystaniem zdobytej wcześniej wiedzy, jednak w nowy sposób. Zamiast sprzedawać produkty, opowiadała o procesie rehabilitacji i własnej drodze do nowego życia.
– Chciałam pokazać innym, że po udarze i z niepełnosprawnością da się normalnie żyć. To nie jest nic strasznego. Oczywiście, takie wydarzenie przewraca życie do góry nogami o 180 stopni, ale można się nauczyć z tym funkcjonować – tłumaczy.
Mówi, że profil, który prowadzi, to przede wszystkim przestrzeń pomocy. Chce pokazywać, że po udarze i z niepełnosprawnością da się funkcjonować, że to nie jest „straszne coś”, choć oczywiście zmienia wszystko o 180 stopni. Instagram stał się dla niej formą terapii – miejscem, gdzie mogła wyjść z domu, zanim fizycznie była na to gotowa. A wsparcie ludzi okazało się realne i motywujące.

Przemiana: od wstydu do autentyczności
Weronika nie idealizuje swojej historii. Otwarcie przyznaje, że choroba zmienia człowieka i że nie da się być dokładnie tą samą osobą co wcześniej. Sama widzi w sobie ogromną różnicę. Jako osoba w pełni sprawna – jak przyznaje – czuła dyskomfort w kontakcie z osobami z niepełnosprawnościami. Unikała takich sytuacji, trochę się ich wstydziła. Dziś to właśnie w tej społeczności czuje się najbardziej u siebie.
– Kiedyś bałam się wyjechać na wózku, żeby mnie nie zobaczyli sąsiedzi. Dzisiaj, wychodząc z domu, czuję się swobodnie, a przebywanie z osobami z niepełnosprawnością jest dla mnie czymś wspaniałym. To ludzie, którzy naprawdę się wspierają i dają prawdziwą energię – opowiada.
Wspólnota i miejsce prawdziwej równości
Zajęć, które wypełniają jej czas, nie brakuje. Z wykształcenia jest menedżerem sportu i kosmetologiem. Z pasją trenuje tenis stołowy w klubie Start we Wrocławiu. Startuje w zawodach, jeździ na mistrzostwa. Sport stał się dla niej czymś więcej niż rehabilitacją – jest wspólnotą i przestrzenią równości. Na treningach gra także z osobami na wózkach i przyznaje, że często to właśnie one wygrywają z nią przy stole.
Najbardziej poruszające są historie dziewczyn, które przyszły tam dzięki niej. Jedna z nich zapamiętała Weronikę sprzed lat jako „tę młodą dziewczynę, której było szkoda”, gdy informacja o udarze obiegła internet. Trzy lata później sama przeszła przez podobne doświadczenie. Trafiła do tych samych ośrodków rehabilitacyjnych, skorzystała z kontaktów do terapeutów, o których Weronika mówiła publicznie.
– Gdy się spotkałyśmy, przytuliłam ją i powiedziała, że dzięki mnie staje na nogi. Symbolicznie i dosłownie – uśmiecha się Weronika.
Takich wiadomości otrzymuje znacznie więcej. Czasem nawet 150 dziennie – w zależności od tematu, który porusza na kanale. Odpowiada na wszystkie, czasem nagrywa „głosówki”, żeby było szybciej. Podkreśla, że ludzie często myślą, że przy takiej liczbie obserwujących nie ma już przestrzeni na indywidualny kontakt. A ona konsekwentnie powtarza, że odpisuje każdemu. Czy ma świadomość wpływu?
– Wiem, że moje słowa są słuchane i analizowane. Ale nie chcę kalkulować każdej odpowiedzi i każdego komunikatu, który publikuję. Po prostu jestem sobą – zastrzega.

Bunt przeciwko idealności
W rozmowie z Weroniką, wyraźnie wybrzmiewa jej sprzeciw wobec instagramowej perfekcji. Mówi, że coraz mniej zgadza się na pokazywanie wyłącznie „idealnego życia”.
– Nie raz widziałam, jak twórcy chwilę przed nagraniem byli czymś przygnębieni, czasem nawet płakali, a zaraz potem włączali kamerę i z uśmiechem udawali, że wszystko jest w porządku. Ja tego po prostu nie kupuję.
Mówi też otwarcie o gorszych dniach i depresji, a psychoterapię traktuje jak wizytę u dentysty – coś zupełnie normalnego, a nie powód do wstydu. W jej przekazie nie ma filtrów ani wygładzania rzeczywistości.
– Dawniej pokazywałam się tylko w tej idealnej wersji. Zawsze myślałam, że muszę dobrze wyglądać, poprawić włosy, zrobić makijaż, ustawić się pod odpowiednim kątem. Teraz mam to w nosie. Wstaję i pokazuję się tak, jak wyglądam naprawdę. Nie nakładam filtrów, nie udaję szczęśliwej, jeśli mam gorszy dzień – po prostu jestem sobą. Chcę żyć naprawdę – ze słabościami, gorszymi dniami, ambicjami i planami.
Doskonale zdaje sobie sprawę, że daje młodym dziewczynom mocny sygnał. Że one też nie muszą być „instagramową wersją siebie”, by zasługiwać na uwagę i relacje.
– Moja rada jest prosta: idź tam, gdzie czujesz, że coś się dzieje. Jeśli czegoś nie możesz zrobić samodzielnie, po prostu poproś o pomoc. Kiedyś się tego bałam. Dziś podchodzę do ludzi w sklepie, pytam, czy ktoś pomoże mi zanieść cięższą rzecz do auta – i jak dotąd nikt nigdy mi nie odmówił.
Czy tęskni za dawną Weroniką z Instagrama, tą sprzed udaru?
– Wyłącznie za sprawnością fizyczną. Na pewno nie tęsknię za dawnym sposobem myślenia. To, jak dziś patrzę na ludzi i relacje, uważam za coś dojrzalszego i prawdziwszego.


