Jeszcze kilka lat temu temat sporów z bankami kojarzył się niemal wyłącznie z frankowiczami. Dziś krajobraz jest znacznie szerszy. Do kancelarii trafiają zarówno osoby walczące o unieważnienie umów walutowych, jak i klienci posiadający kredyty złotowe, którzy kwestionują sposób ustalania oprocentowania czy zapisy zawarte w dokumentach podpisywanych z bankami. Jednocześnie sądy coraz częściej stają po stronie konsumentów, a świadomość prawna kredytobiorców wyraźnie rośnie.
O tym, jak wygląda obecnie rynek sporów bankowych i czego mogą spodziewać się klienci banków w 2026 roku, Wrocławskie Fakty rozmawiają z radcą prawnym Markiem Szpakiem – managerem z Kancelarii Prawnej Sobota Jachira Sp.k. z Wrocławia.
– Marek Zoellner: Czy rok 2026 nadal należy do frankowiczów, czy kancelarie coraz częściej prowadzą już inne typy spraw przeciwko bankom?
– Marek Szpak: Orzecznictwo w sprawach tzw. kredytów frankowych jest zdecydowanie prokonsumenckie. Sądy powszechne w zasadzie we wszystkich apelacjach w Polsce nie mają wątpliwości, że umowy kredytowe waloryzowane kursem waluty obcej (przede wszystkim franka szwajcarskiego) powinny zostać uznane za nieważne wobec zawarcia w nich klauzul abuzywnych, czyli niedozwolonych postanowień umownych. Konsumenci wygrywają sprawy sądowe, a w ślad za tym dochodzi do swoistego „anulowania” spornej umowy kredytu i uzyskania zapłaty od banku. Zauważamy, że konsumenci coraz częściej decydują się skorzystać z sankcji kredytu darmowego w trybie ustawy z dnia 12 maja 2011 r. o kredycie konsumenckim. – liczba spraw związanych z SKD w ostatnich miesiącach rośnie w tempie lawinowym.
– Jak bardzo zmieniła się świadomość klientów po głośnych wyrokach dotyczących kredytów frankowych?
– Świadomość konsumentów-kredytobiorców przez ostatnie lata zmieniła się w sposób zasadniczy. Klienci banków zdali sobie sprawę, że niejednokrotnie podczas zawierania umów nie byli informowani przez pracowników banków o konsekwencjach zawarcia danej umowy, a także o jej rzeczywistym funkcjonowaniu. Wielokrotnie deficyty informacyjne były na tyle duże, że kredytobiorca w zasadzie nie miał wyobrażenia od czego może zależeć jego zobowiązanie względem banku. Orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i podążające za nim orzecznictwo sądów powszechnych w Polsce jasno pokazuje, że niewywiązanie się przez banki z podstawowych obowiązków informacyjnych względem przyszłych kredytobiorców może mieć potężne konsekwencje – z sankcją unieważnienia umowy jako takiej włącznie. Konsumenci słusznie czują, że w sądach cywilnych mogą uzyskać sprawiedliwy wyrok i odzyskać kwoty nienależnie uiszczane przez lata na rzecz banku przy wykonywaniu umowy.
– Z jakimi problemami najczęściej zgłaszają się dziś kredytobiorcy?
– W najszerszym kontekście kredytobiorcy sygnalizują brak należytych pouczeń i deficyty informacyjne podczas zawierania umów kredytowych. W sporej mierze przypadków pracownik banku nie przekazywał istoty mechanizmu funkcjonowania umowy kredytu, możliwości jej zmiany w przyszłości oraz czynników, które mogą wpływać na treść umowy w trakcie jej trwania. Literalna treść umowy oraz regulaminów również nie zawierała takich informacji.
W rezultacie konsument rzeczywistą wiedzę i świadomość o kontrakcie zawartym z bankiem powziął dopiero po kilku latach jego faktycznego wykonywania. Koszty okołokredytowe, ukryte prowizje i dodatkowe opłaty unaoczniły się podczas spłaty kapitału kredytu. Powyższe rodzi zasadne roszczenia kredytobiorców.
– Czy liczba spraw dotyczących kredytów złotowych opartych o WIBOR rzeczywiście rośnie? Na czym najczęściej opierają się dziś pozwy dotyczące WIBOR-u? Niektóre banki oferują już także mediacje w przypadku kredytów w euro, czy warto z nich skorzystać?
– Liczba spraw związanych z umowami opartymi o zmienne oprocentowanie WIBOR rzeczywiście wzrasta. W praktyce umów powiązanych ze stawką WIBOR bardzo często kredytobiorcy nie otrzymywali pełnych i zrozumiałych informacji dotyczących mechanizmu WIBOR, ryzyka wzrostu rat ani realnych kosztów kredytu w dłuższym okresie. Z samego faktu podpisania umowy oraz ewentualnych oświadczeń o zapoznaniu się z ryzykiem nie można wywodzić tezy, że klient został prawidłowo i wyczerpująco poinformowany. To, jak i co dokładnie zostało wyjaśnione przed podpisaniem umowy, ma istotne znaczenie w sprawach sądowych.
W konsekwencji nie każda umowa automatycznie kwalifikuje się do postępowania sądowego. Co istotne, dana umowa wymaga indywidualnej analizy swoich poszczególnych zapisów, dokumentów towarzyszących oraz okoliczności jej zawarcia. Dopiero po takiej analizie można rzetelnie ocenić szanse i możliwe warianty rozstrzygnięcia.
Mediacje i postępowania ugodowe możliwe są w zasadzie przy każdym sporze z bankiem. Wybierając ugodowe rozstrzygnięcie sprawy z bankiem, trzeba zestawić korzyści płynące z takiego rozwiązania w zestawieniu z korzyściami z trwania w postępowaniu sądowym. Świadome mediacje z bankiem pozwolą szybciej zakończyć sprawę, ale niezbędna jest duża ostrożność i podjęcie pertraktacji treści i warunków ugody.
– Czy po doświadczeniach frankowiczów banki stały się ostrożniejsze przy konstruowaniu umów?
– W pewnej mierze banki stały się ostrożniejsze i z większą dbałością o należyte informowanie konsumenta konstruują umowy. Sukcesy konsumentów w sporach sądowych z bankami dały bankom do myślenia. Ponadto orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jasno wskazuje na standard informacyjny przedsiębiorcy-banku względem kredytobiorcy-konsumenta. Wytyczne te są stosowane wprost przez banki, które w ten sposób chcą wypełnić ciążące na nich obowiązki, a szerzej – uniknąć możliwości zakwestionowania danej umowy przez kredytobiorcę i kierowania roszczeń konsumentów względem banków.
W swojej praktyce zawodowej zauważam tendencję, że obecnie większość umów jest zdecydowanie obszerniejsza niż kontrakty zawierane kilkanaście lat temu. Nawet jednak wręczenie kredytobiorcy opasłej broszury informacyjnej przez pracownika banku nie musi wiązać się z wyłączeniem możliwości kwestionowania umowy przez konsumenta w przyszłości. Jak jasno wskazuje TSUE – każda umowa zawarta z konsumentem musi spełniać wymóg przejrzystości (transparentności) i być napisana jasnym i zrozumiałym językiem. Nie zawsze ma to miejsce w obrocie prawnym, również w zakresie nowych i aktualnych umów.
– Coraz częściej mówi się też o sankcji kredytu darmowego. Czym dokładnie jest to rozwiązanie i kto może z niego skorzystać?
– Sankcja kredytu darmowego (SKD) to uprawnienie kredytobiorcy (konsumenta) do rozliczenia swojej umowy kredytowej wyłącznie do kwoty pożyczonego kapitału kredytu bez odsetek i innych kosztów okołokredytowych. Do powyższego może dojść w sytuacji, jeśli kredytodawca (bank lub inna instytucja pożyczkowa) nie dopełnił ciążących na nim obowiązków ustawowych. Innymi słowy – kredytobiorca spłaca wyłącznie część kapitałową raty kredytu, czyli bez odsetek. Jest to mechanizm mający na celu ochronę interesów konsumenta i zapobieganie nieuczciwym praktykom w sektorze kredytowym.
Uprawnienia do skorzystania z SKD są zarezerwowane dla posiadaczy kredytu konsumenckiego (pożyczki konsumenckiej). W myśl ustawy kredyt konsumencki to każdy kredyt zaciągnięty na cele niezwiązane z prowadzeniem działalności gospodarczej. Aby kredyt mógł zostać zakwalifikowany jako konsumencki, kwota takiego kredytu nie może przekraczać 255.550,00 zł.
W przypadku stwierdzenia ustawowych naruszeń w umowie kredytowej (m.in. niespełnienie przez bank obowiązku informacyjnego, brak formalnych elementów umowy, błędy uniemożliwiające oszacowanie finalnego zobowiązania) konsument ma możliwość złożenia kredytodawcy pisemnego oświadczenia o skorzystaniu z sankcji kredytu darmowego. Z powyższego mogą skorzystać konsumenci, których kredyt jest nadal spłacany albo został spłacony w ostatnich 12 miesiącach, a sama umowa kredytu była zawarta po dniu 18 grudnia 2011 r.
– Czy konsumenci w Polsce nadal są słabszą stroną w sporze z bankiem?
– Absolutnie nie. W sądowym postępowaniu cywilnym zasada równości stron jest kluczowym elementem sprawiedliwego procesu. Zgodnie z Kodeksem postępowania cywilnego strony (powód i pozwany) mają równe obowiązki i prawa, co zapewnia im jednakowe możliwości działania w postępowaniu. Przez lata funkcjonował mit, że bank jako instytucja zaufania publicznego stoi przed sądem na swoiście uprzywilejowanej pozycji – pragnę zdecydowanie zdementować takie pogłoski.
W swojej sądowej praktyce zawodowej w żadnym razie nie zauważam takich tendencji. Zarówno bank, jak i konsument, jest uprawniony do ustanowienia profesjonalnego pełnomocnika w osobie radcy prawnego lub adwokata, który reprezentuje go przed sądem. Na bazie pełnomocnictwa osoba taka ma pełne prawo działania i prowadzenia sporu sądowego w oparciu o jasno określone przepisy procedury cywilnej. Z tego względu jako kluczowe oceniam powierzenie sprawy sądowej profesjonalnym podmiotom świadczącym usługi prawne – to pozwala konsumentowi realnie ocenić szanse na wygranie sporu z bankiem, a także oszacować możliwe do uzyskania korzyści.
– Jak wygląda dziś podejście sądów do spraw przeciwko bankom? Widać zmianę względem sytuacji sprzed kilku lat?
– Przede wszystkim sądy powszechne coraz śmielej sięgają po orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), wprost stosując wytyczne z tych orzeczeń. To w dużej mierze wyroki Trybunału jasno określają kierunek orzeczniczy polskich sądów. Standard ochrony konsumenta powinien być zachowany na zbieżnie wysokim poziomie we wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej. TSUE określa sankcje, jakie sądy mogą stosować względem przedsiębiorców naruszających swoje kompetencje. Mechanizmy działania określone są polskimi ustawami, więc sędziowie w perspektywie ostatnich lat zdecydowanie odważniej stosują te regulacje. Orzecznictwo prokonsumenckie można ocenić jako powszechnie występujące.
– Wiele osób boi się wejścia w spór z bankiem. Jakie obawy słyszą Państwo najczęściej od klientów?
– Przykładowo konsumenci obawiają się negatywnych konsekwencji pozwania banku w postaci utraty zdolności kredytowej, nagłego wypowiedzenia umowy przez bank czy negatywnej historii kredytowej – żadne z powyższych nie ma miejsca w rzeczywistości. Wytoczenia powództwa przeciwko bankowi nie należy oceniać przez pryzmat brawury czy niezwykłej odwagi – często to konieczność, jeśli przedsądowe i polubowne sposoby rozstrzygnięcia sporu nie przynoszą rezultatu.
W ślad za tym poszedł już kilka lat temu polski ustawodawca, który wprowadził regulację ograniczającą względem konsumentów maksymalną wysokość opłaty sądowej do kwoty 1.000,00 zł w sprawach o roszczenia wynikające z czynności bankowych. Stosując zasady ogólne, takie opłaty wynosiłyby nawet kilkadziesiąt tysięcy zotych, co dla wielu konsumentów stanowiłoby zasadnicze utrudnienie do wszczęcia sprawy w sądzie. Jako prawnicy staramy się racjonalnie tłumaczyć potencjalne obawy klientów, bowiem jako takiego wejścia w spór z bankiem co do zasady nie należy się obawiać.
– Czy zdarzają się sytuacje, w których kancelaria odradza klientowi pozew przeciwko bankowi?
– Zdarza się, że dochodzi do takich sytuacjach. Wniesienie pozwu do sądu wymaga dokładnej analizy dokumentów okołokredytowych, a przede wszystkim samej umowy kredytu – każdorazowo badamy te kwestie. Klient powierzając sprawę, ma mieć pewność, co może uzyskać dzięki postępowaniu sądowemu i w jakim stopniu ma szanse na wygranie z bankiem. Dodatkowo powinien znać konsekwencje samego orzeczenia. Profesjonalna kancelaria prawna nigdy nie pozwoli sobie na nakłonienie konsumenta do złożenia pozwu za wszelką cenę, nie bacząc na końcową korzyść klienta. W rezultacie decyzję o złożeniu pozwu każdorazowo poprzedza analiza sprawy.
– Ile przeciętnie trwa dziś postępowanie przeciwko bankowi i czy widać poprawę pracy sądów? Jakie to są obecnie koszty dla kredytobiorcy i czy jest ryzyko, że może się to nie opłacać?
– Czas trwania każdego postępowania sądowego zależny jest przede wszystkim od wniosków dowodowych złożonych przez strony, a w konsekwencji zależy od liczby rozpraw. W znakomitej większości sprawy frankowe kończą się na jednej rozprawie, bowiem dziś banki coraz rzadziej wnioskują o przeprowadzenie dowodu z zeznań świadków. W rezultacie kredytobiorcy co do zasady są zobowiązani wyłącznie raz stawić się w sądzie. Średni czas rozpoznania sprawy przez sąd pierwszej instancji od złożenia pozwu do wydania wyroku to ok. 2-3 lata.
Oczywiście odnotowujemy przypadki, w których już w niespełna rok sąd wydaje wyrok. W razie złożenia przez którąkolwiek ze stron apelacji, postępowanie sądowe może zostać wydłużone o kolejne 1,5-2 lata. Naturalnie przez czas trwania postępowania sądowego na rzecz kredytobiorcy naliczane są odsetki ustawowe za opóźnienie od zapłaty zasądzonej od banku kwoty, stąd tok sprawy może powiększać finalną korzyść konsumenta. Opłata sądowa od pozwu w sprawie frankowej wynosi 1.000,00 zł niezależnie od wartości przedmiotu sporu i jest zwracana przez bank po prawomocnym rozstrzygnięciu sprawy na korzyść kredytobiorcy.
– Czy banki częściej proponują dziś ugody niż jeszcze kilka lat temu? Czy są one korzystniejsze, to realna pomoc czy raczej próba ograniczenia strat?
– Banki zdecydowanie częściej przedstawiają prepozycje ugodowego zakończenia sporu niż kilka lat temu. W zasadzie tendencję wzrostową w liczbie tych propozycji obserwujemy z kwartału na kwartał. W ślad za jednoznacznie korzystnym orzecznictwie dla konsumentów banki są wręcz zmuszone przedstawiać coraz dalej idące ustępstwa. Obecnie „frankowicze” mogą liczyć na umorzenie obecnego salda zadłużenia (zwolnienie z długu), a także częściowy zwrot nadpłaty.
Warto pamiętać, że procedowanie ugody jest znacznie szybsze niż trwanie w postępowaniu sądowym, jednak zdecydowanie należy zestawić korzyści możliwe do uzyskania w sporze sądowym z propozycją ugodową banku. Trzeva mieć na względzie, że ugoda musi dać bezpieczeństwo prawne kredytobiorcy na przyszłość, tj. zakładać zrzeczenie się wszelkich przyszłych roszczeń związanych ze sporną umową. Co ważne, treść ugody podlega negocjacjom, zatem każdorazowo bezwzględnie należy dokładnie przeanalizować propozycję ugodową banku.
– Jakie błędy najczęściej popełniają kredytobiorcy jeszcze przed podpisaniem umowy?
W mojej ocenie najczęstszym błędem jest uleganie presji czasu wielokrotnie kreowanej przez pracowników banku. Niejednokrotnie kredytobiorcy nienależycie analizują treść umowy przed jej zawarciem. Jako kancelaria zajmujemy się sporami z bankami, ale również kwestią negocjacji i pertraktacji kontraktów przez ich zawarciem. Konsument jako strona umowa może mieć i ma realny wpływ na treść samej umowy. Oczywiście nie wszystkie propozycje zmian są akceptowane, ale zdecydowanie rekomenduję kredytobiorcom wnikliwą analizę treści umowy przy udziale prawnika, zwłaszcza że niejednokrotnie to zobowiązanie na kilkadziesiąt lat.
– Co poradziliby Państwo osobom, które podejrzewają, że ich umowa kredytowa może zawierać niekorzystne lub wadliwe zapisy?
Zdecydowanie rekomenduję takim osobom niezwłoczne podjęcie działań, tj. zlecenie analizy prawnej umowy kredytu lub pożyczki prawnikom. Osoby z doświadczeniem procesowym w zakresie spraw przeciwko bankom są w stanie po zapoznaniu się z treścią umowy oraz rozmową z klientem stwierdzić, czy sprawa ma szanse powodzenia w sądzie. Na bazie dokumentów istnieje możliwość określenia roszczeń względem banków, a także oszacowania kwot, które będą podlegały odzyskaniu. Gruntowna analiza przez adwokata lub radcę prawnego da podstawy do oceny szans powodzenia w sporze z bankiem i możliwych działań.
Konsumentom życzę odwagi w podejmowaniu działań przeciwko bankom – pierwszy krok zawsze musi należeć do kredytobiorcy.