Najpierw szybki skok, a potem sprint przed radiowozem. 20-letni mieszkaniec gminy Sobótka, uciekając na skradzionym rowerze wartym fortunę, wjechał prosto w środek profesjonalnego wyścigu kolarskiego, a przez chwilę znajdował nawet w czołówce.
Do tej niecodziennej sytuacji doszło 12 kwietnia podczas wyścigu Ślężański Mnich organizowanego w pobliżu góry Ślęży. Policjanci z Sobótki zauważyli znanego im z wcześniejszych kradzieży 20-latka, który jechał właśnie na dość drogim rowerze. Jak się później okazało, jednoślad wart 28 tysięcy złotych, był kradziony.
Mundurowi dali sygnał do zatrzymania, jednak mężczyzna nie tylko zignorował ich sygnały, ale postanowił się ukryć w tłumie i wyjechał na trasę trwającego wyścigu kolarskiego.
– W trakcie zawodów wyprzedził nawet peleton kolarski, stwarzając zagrożenie zarówno dla siebie, jak i dla zawodników oraz osób zabezpieczających wydarzenie. Jego dynamiczna jazda sprawiła, że przez chwilę znajdował się w czołówce wyścigu, niemalże „stając na podium” wśród zawodników – relacjonuje asp. szt. Anna Nicer z Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu.
Niewątpliwy talent kolarski w tym przypadku jednak nie pomógł, a sportowa kariera amatora cudzej własności zakończyła się jednak szybciej niż finałowy sprint. Po krótkim pościgu, w trakcie którego sprawca próbował jeszcze pozbyć się wyrzuconej na pobocze nawigacji, został obezwładniony. Funkcjonariusze odzyskali skradziony sprzęt, który wrócił już do prawowitego właściciela. 20-latek usłyszał zarzuty kradzieży, do których się przyznał.
Zamiast medalu i braw na mecie, czekają go teraz znacznie mniej przyjemne atrakcje – za swój „wyczyn” może spędzić w więzieniu nawet 5 lat.


