To nie jest zwykły bieg – to ponad trzy dekady historii, pasji i walki z własnymi słabościami na zboczach „Śląskiego Olimpu”. Już 30 maja wystartuje XXXII Bieg Górski na Ślężę. Uczestnicy jak co roku zmierzą się z 5-kilometrowym, dystansem. Tym razem zaplanowano jednak kategorię specjalną dla zawodników… w sandałach.
- W jakich okolicznościach powstała idea Biegu na Ślężę.
- Dlaczego podczas jednej z edycji na szczycie góry lądował śmigłowiec LPR.
- Jaką nową, nietypową kategorię zaplanowali w tym roku organizatorzy.
Od szkolnego sprawdzianu do międzynarodowej elity
Wszystko zaczęło się od pomysłu Jacka Skrzypińskiego, nauczyciela wuefu z X LO we Wrocławiu. Chciał po prostu sprawdzić formę swoich uczniów.
– To było w 1994 roku. Ja sam trenowałem, a później, kiedy skończyłem karierę zawodniczą, zająłem się trenerką. W liceum pojawili się uczniowie, którzy chcieli się ruszać, chcieli biegać. W pewnym momencie wpadłem na pomysł, że może zrobić jakiś sprawdzian i podbiec sobie na Ślężę. A któryś z nich podpowiedział, proszę pana, a może by lepiej było zrobić mistrzostwa szkoły – wspomina z uśmiechem Jacek Skrzypiński.
W rezultacie w pierwszej edycji Biegu na Ślężę wystartowało 50 osób. Pomiar czasu był… partyzancki.
– Chciałem, żeby wszyscy wiedzieli, jakie wyniki uzyskali. Więc wpadłem na pomysł, że ja biegałem na początku, ze stoperem i mierzyłem swój czas, jako czas zerowy. Na górze moi koledzy, nauczyciele, sędziowie, mierzyli czas pierwszemu. Kto był przede mną, ileś sekund, minut, to doliczaliśmy. Kto był za mną, to też w drugą stronę. Potem próbowaliśmy walkie-talkie wojskowe. A jak już się pojawiła komórka, to na komórkę próbowaliśmy połączenia przed startem.

Z biegiem lat amatorska impreza nabrała rangi profesjonalnego wydarzenia sportowego. Dziś nosi imię Andrzeja Puchacza, legendarnego sędziego i propagatora biegów górskich. Na liście zwycięzców widnieją natomiast nazwiska takie jak Izabela Zatorska – wielokrotna zwyciężczyni Pucharu Świata.
Swoją obecnością start uświetniali między innymi prof. Jan Miodek, który co prawda nie wbiegał, ale, wspólnie ze swoją żoną, wszedł na szczyt – opowiada pomysłodawca biegu na filmie nakręconym niedawno w Sobótce.
– Ja myślałem, że to będzie tylko takie, no wrocławskie, czy dolnośląskie. Natomiast jak już poszła informacja w Polskę, to przyjeżdżali ludzie praktycznie z całego kraju, a nawet pojawiali się zawodnicy z Niemiec, ze Stanów chyba ktoś był. Czyli zrobił się ten bieg trochę międzynarodowy – wspomina.
Trasa, która nie wybacza błędów
Choć dystans wydaje się krótki – to zaledwie 5 kilometrów – przewyższenie wynoszące ponad 500 metrów robi swoje. Zawodnicy startują spod stadionu w Sobótce, by po chwili zmierzyć się z pierwszym testem: podbiegiem pod „Janosika”. To miejsce, które dawniej było stokiem saneczkowo-narciarskim.
Prawdziwe wyzwanie zaczyna się jednak za schroniskiem „Pod Wieżycą”. To tutaj trasa gwałtownie pnie się w górę, a kamienny, charakterystyczny dla Ślęży szlak, wyciska z zawodników poty. Ale nie ostatnie, bo dalej, nawet jeśli przez chwilę można zbiec z górki, to jednak cały czas trzeba się wspinać na szczyt. Aż do mety.
– Kiedy widzisz maszt na szczycie i myślisz, że to koniec, nachylenie stoku rośnie jeszcze bardziej – mawiają stali bywalcy tej imprezy.

Najlepszym to jednak nie przeszkadza. Obecny rekord mężczyzn to zaledwie 25 minut i 7 sekund. Tak szybko w 2023 roku na Ślężę wbiegł Krzysztof Bodurka. W tym samym roku rekord kobiet ustanowiła Anna Celińska (29m 54s).
Zawodnikiem, który w jednej z dawniejszych edycji pobiegł poniżej 30 minut był też około 50-letni wówczas Maciej Łagiewski, dawny dyrektor Muzeum Miejskiego Wrocławia. To czas, który dla początkujących biegaczy byłby satysfakcjonujący na płaskim terenie.
Najważniejsza jest tu jednak dobra atmosfera.
– Zapraszamy nie tylko biegaczy, ale także pasjonatów chodzenia po górach, którzy bez problemy zamieszczą się w limicie czasowym 90 minut – zachęca Michał Mazur, dyrektor biegu.

Dlaczego śmigłowiec LPR zabrał jednego z uczniów?
Bieg na Ślężę to kopalnia anegdot. Jedną z nich przytacza Antoni Stankiewicz, obecny wiceprezes Klubu Biegacza Sobótka, organizatora zawodów.
– Dwóch biegaczy, uczniów Jacka Skrzypińskiego bardzo mocno rywalizowało przed metą. No i jest to rzeczą zupełnie naturalną, że człowiek po dużym wysiłku jest zmęczony i czasami się przewraca. My sprinterzy to znamy. Ja kiedyś biegałem na 400 metrów i wielokrotnie przewracałem się i nawet chwilowo traciłem wzrok. Ale to jest normalne i nikt z tego nie robi problemu – komentuje Antoni Stankiewicz (na zdjęciu poniżej).

Problem polegał na tym, że jeden z rywalizujących zachowywał się w podobny sposób, bo był już bardzo zmęczony. Na szczycie Ślęży natknął się na turystkę, która, jak się okazało, była lekarką.
– Zrobiła wielką aferę, że to jest bardzo poważny stan chorobowy. Mimo tego, że uczeń Jacka protestował, że on po prostu jest zmęczony i zaraz dojdzie do siebie. Ta pani doprowadziła do tego, że na szczycie Ślęży wylądował helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Zabrano ucznia, który potem bardzo mile wspominał lot śmigłowcem jako fantastyczną przygodę – przyznaje wiceprezes KB Sobótka.
Bardzo pozytywną tradycją, zapoczątkowaną przez Jacka Skrzypińskiego, był zwyczaj związany ze sprzątaniem lasu. Po osiągnięciu mety na szczycie góry zawodnicy oprócz medali dostawali worki. Schodząc ze Ślęży zbierali porzucone śmieci.

Bieg na Ślężę w… sandałach
Limit uczestników, którzy chcieliby się zmierzyć z wyczerpującą „piątką”, to 500 osób. Nowością i ciekawostką będzie w tym roku kategoria specjalna: Mistrzostwa Monk Sandals. To klasyfikacja dla tych, którzy odważą się wbiec na Ślężę w sandałach. Ta forma uprawiania sportów biegowych, również w górach, jest znana części biegaczy. Niektórzy z nich używają wyłącznie sandałów, pokonując w tej samej parze nawet po kilka tysięcy kilometrów. Trzeba tu dodać, że ślężańska trasa jest kamienista, a w wielu miejscach z ziemi wystają korzenie, co może być dodatkowym wyzwaniem w tym obuwiu.

Na finiszujących na szczycie czekać będą medale przygotowane przez Grzegorza Krupę. Znany w światku biegowym ceramik spod Ślęży przygotował również unikatowe statuetki. Zapisy nadal trwają.



