1 września uczniowie wrócili do szkół. Jedną z najbardziej zauważalnych zmian jest ograniczenie korzystania z telefonów komórkowych, o czym mówi się przede wszystkim w kontekście szkół podstawowych. A jak to wygląda wśród licealistów? Czy starsi uczniowie łatwiej odnajdują się w nowych zasadach, a nauczyciele stawiają bardziej na ich samodzielność i odpowiedzialność? W rozmowie z Bogumiłą Mandat – dyrektor XV LO we Wrocławiu – pytamy także o sztuczną inteligencję, która coraz mocniej wkracza do szkolnej rzeczywistości.
– Marek Zoellner: Czy licealista jest już na tyle dorosły, żeby samemu decydować, kiedy telefon powinien odłożyć, a kiedy może z niego skorzystać? Jak to wygląda w „piętnastce”?
– Bogumiła Mandat: My mamy uczniów międzynarodowych, więc czasami też zdarza się, że z telefonów korzystają do tłumaczeń, używają translatorów. W związku z tym nie zabraniamy całkowicie korzystania. Natomiast zostawiamy decyzję o tym, co się dzieje z telefonami na danej lekcji, nauczycielowi prowadzącemu. Mamy w salach na biurku nauczyciela skrzyneczki, są też inne możliwości oddawania telefonów. Jeżeli nauczyciel tak sobie życzy i umówi się z klasą, że klasa wchodząc po prostu zostawia telefony w skrzynce, to tak się dzieje. Jeśli nauczyciel umawia się z klasą, że te telefony mają być schowane, to mają być schowane.
– Czyli jest to pewien kontrakt, a nie sztywny zakaz.
– Jest to w gestii nauczyciela. To są już prawie dorośli ludzie, staramy się wypracować model wzajemnego szacunku. Zasady dotyczą nie tylko uczniów, ale również nauczycieli. Jeżeli coś się dzieje i ktoś musi odebrać telefon, zgłasza przed lekcją, że coś się dzieje w domu. To są sporadyczne sytuacje, ale też się zdarzają. Bywa też, że uczniowie trzymają telefony na ławkach i z nich korzystają. Wtedy jesteśmy umówieni na to, że jest wpisywana uwaga do dziennika, informacja dla rodzica, że uczeń nie przestrzega tak naprawdę zasad, które wspólnie ustaliliśmy.
– A czy zdarzają się sytuacje konfliktowe? Czy uczniowie próbują dyskutować z nauczycielem, kiedy ten zwraca im uwagę na korzystanie z telefonu?
– Zawsze powtarzam, że jeśli uczeń nie przestrzega ustalonych zasad, warto zadać pytanie, czy nauczyciele również powinni dostosowywać się do jego próśb i oczekiwań. Staramy się więc uczyć młodzież świadomego korzystania z telefonu, ale także świadomego rezygnowania z niego podczas lekcji, kiedy najważniejsze jest skupienie na nauce. Nie jest to łatwe.
– Czy widzi pani już po tych pierwszych dniach, że ograniczenie telefonów rzeczywiście pomaga uczniom się skupić?
– Zauważamy, że uczniowie mają potrzebę ciągłego sprawdzania wiadomości i trudno im się od tego odciąć. Nie jest to jednak problem wyłącznie młodzieży – dotyczy również dorosłych, dlatego staram się go nie demonizować. Najważniejsza jest stała praca nad świadomością własnych zachowań: tego, co robimy i dlaczego po to sięgamy.
– Przejdźmy do drugiego ważnego zjawiska w szkole – sztucznej inteligencji. Jak AI zmienia codzienną pracę uczniów? Czy widać już wyraźnie, że stała się częścią ich szkolnej rzeczywistości? Czy licealiści wyręczają się nowymi technologiami, czy może jednak uczą się traktować je jako narzędzie, które ma wspierać, a nie zastępować ich własną pracę?
– To przede wszystkim kwestia odpowiedzialności i świadomości tego, w jaki sposób korzystamy ze sztucznej inteligencji. Wszyscy chcemy ułatwiać sobie pracę, dlatego ważne jest, by traktować AI jako kolejne narzędzie, a nie sposób na wyręczanie się w nauce. Od sztucznej inteligencji nie uciekniemy – musimy nauczyć się korzystać z niej mądrze i odpowiedzialnie. Zresztą uczniowie zawsze szukali sposobów na ułatwienie sobie pracy – korzystali ze ściąg i różnych źródeł, a nauczyciele próbowali to kontrolować. Zmieniła się przede wszystkim forma. Sama sztuczna inteligencja jest dla mnie bardzo ciekawym narzędziem, które może ułatwiać pracę zarówno uczniom, jak i nauczycielom. Można wykorzystać ją na przykład do przygotowania streszczenia tekstu czy wygenerowania propozycji rozwiązania zadania. Nie po to jednak, żeby bezrefleksyjnie oddać gotową odpowiedź, ale żeby przeanalizować sposób rozwiązania, sprawdzić, czego jeszcze nie potrafimy i nad czym powinniśmy popracować.
– Skoro nauczyciel nie może już po prostu założyć, że oddana praca jest w całości samodzielna, jak zmienia się sposób sprawdzania wiedzy ucznia?
– Kluczowa jest dojrzałość i świadomość tego, co potrafię, a czego jeszcze nie umiem. Prowadzę lekcje języka polskiego i podczas pierwszych zajęć z klasą pierwszą powiedziałam uczniom wprost, że mam świadomość, iż korzystają i będą korzystać ze sztucznej inteligencji. W szkole nadal będą jednak pisać prace samodzielnie – zarówno podczas lekcji, jak i w ramach zadań domowych. Ważna jest zasada wzajemnego szacunku. Jeżeli uczeń korzysta z AI, powinien potrafić powiedzieć, w jaki sposób i dlaczego to zrobił. To wymaga także czasu na rozmowę z uczniami: co zrobili, po co sięgnęli po dane narzędzie i jakie trudności napotkali. Jeżeli otrzymuję pracę, która wyraźnie została wygenerowana przez AI – można to zauważyć choćby po składni czy słownictwie – pytam ucznia, czy potrafi o tej pracy rozmawiać i wyjaśnić swój tok myślenia. Wtedy znacznie łatwiej ocenić, czy rzeczywiście rozumie to, co przedstawił.
– Czy w takim razie sztuczna inteligencja może zmienić nie tylko sposób pracy uczniów, ale także sposób, w jaki nauczyciele sprawdzają ich wiedzę?
– To już się dzieje. Podobne rozwiązania wprowadzają szkoły wyższe. Mając świadomość, że studenci korzystają ze sztucznej inteligencji, nauczyciele coraz częściej pytają nie tylko o efekt pracy, ale także o sposób wykorzystania narzędzia. Jeśli student korzysta z AI, powinien umieć wyjaśnić, w jaki sposób to zrobił, a przede wszystkim wykazać się wiedzą podczas rozmowy. Myślę, że edukacja przechodzi w ten sposób od modelu opartego przede wszystkim na pisaniu prac i testowaniu do większego znaczenia komunikacji. Rozmowa pozwala sprawdzić, czy uczeń rzeczywiście rozumie omawiane zagadnienie i potrafi samodzielnie o nim opowiedzieć. W takiej sytuacji znacznie trudniej ukryć brak wiedzy.
