Telefony, selfie sticki i kapelusze na wybiegach. Wrocławskie zoo apeluje: Nie dokarmiaj!

Fot. ZOO Wrocław.

Każdego roku wrocławskie zoo odwiedzają miliony osób. Większość chce po prostu podziwiać zwierzęta. Zdarzają się też i tacy, którzy – często w dobrej wierze lub z niewiedzy – próbują je dokarmiać. Tymczasem nawet kawałek marchewki, jabłka czy frytki może mieć poważne konsekwencje dla zdrowia mieszkańców ogrodu. O tym, dlaczego zakaz dokarmiania jest tak ważny, jakie przedmioty, oprócz jedzenia, trafiają na wybiegi i gdzie można legalnie nakarmić zwierzęta, rozmawiamy z Pawłem Kurzydło, kierownikiem Sekcji Edukacji w ZOO Wrocław.

– Marek Zoellner: W zoo każdego dnia pojawia się kilka, a w szczycie sezonu nawet ponad dwadzieścia tysięcy osób. Czy zdarza się, że opiekunowie muszą bardziej pilnować zwiedzających niż samych zwierząt?

– Paweł Kurzydło: Opiekunowie mają ręce pełne pracy przy zwierzętach, więc pilnowaniem zwiedzających zajmuje się przede wszystkim ochrona i monitoring. Kamery są rozmieszczone po całym ogrodzie, a sami goście często reagują szybciej niż my. Zgłaszają nam przez punkt obsługi klienta, że ktoś próbuje coś wrzucić zwierzętom. Wtedy interweniujemy od razu.

– Dlaczego dokarmianie jest tak dużym problemem, nie tylko u nas, ale w całym kraju i za granicą?

– Ludzie robią to z dobrej woli. Chcą, żeby zwierzę podeszło bliżej, żeby poczuć tę chwilę kontaktu. To daje im radość. Problem zaczyna się później, gdy zwiedzającego już nie ma. Zwierzęta mają bardzo precyzyjnie rozpisany jadłospis. Mamy dietetyka, który określa dokładnie, ile i czego które zwierzę ma dostawać. Dodatkowe porcje zaburzają nie tylko bilans kaloryczny, ale też relacje obowiązujące w grupach, szczególnie u małp. Jeśli młodsza małpa jako pierwsza weźmie jedzenie od człowieka na oczach dominującego samca, ten może ją ukarać, broniąc ustalonej hierarchii w stadzie.

Fot. ZOO Wrocław.

– Ludzie często bagatelizują: „Przecież to tylko kawałek marchewki albo jabłka, co może zaszkodzić?” Co im odpowiadacie?

– Mówimy, zgodnie z prawdą, że nasze zwierzęta nie są głodne. Mają wszystko, czego potrzebują. Przekarmianie jest dla nich groźniejsze niż niedokarmianie. Mieliśmy kiedyś na Dziecińcu sytuację, że zwierzęta były tak przekarmione przez gości, że musieliśmy je całkowicie odizolować na zapleczu, by wróciły do formy. Nadmiar jedzenia prowadzi do otyłości, problemów trawiennych, a w skrajnych przypadkach do poważnych chorób.

– Jakie rzeczy najczęściej trafiają na wybiegi? Bo to nie tylko jedzenie, prawda?

– Przeważnie są to przedmioty, które wypadają ludziom z kieszeni lub torebek: telefony, okulary, selfie sticki, czapki, rękawiczki, szaliki, butelki dziecięce. Kiedyś do basenu manatów wpadł kapelusz z ozdobną wstążką. Samica go pogryzła, wstążka zahaczyła się w przełyku. Zwierzę zaczęło tracić na wadze. Na szczęście udało nam się to zdiagnozować i usunąć. Skończyło się na strachu. W innych ogrodach w odchodach znajdowano monety. To bardzo niebezpieczne. Powoduje ból, może uszkodzić przewód pokarmowy. U nas na szczęście takich dramatycznych przypadków ostatnio nie było, ale cały czas edukujemy, żeby ludzie zgłaszali, gdy coś wpadnie. Czasem da się szybko zareagować, zanim zwierzę się tym zainteresuje.

– A czy zwierzęta same „upominają się” o jedzenie?

– Tak, szczególnie niektóre małpy. Magoty gibraltarskie czy inne osobniki nauczyły się, że człowiek = jedzenie. Podchodzą blisko, wkładają łapy do torebek. Nie jest to agresywne jak na Gibraltarze, gdzie wręcz okradają turystów, ale zachowanie żebrzące zdecydowanie występuje. To pokazuje, jak szybko zwierzęta uczą się od ludzi.

Fot. ZOO Wrocław.

– Co może się stać, gdy zwierzę zje coś spoza swojej diety? Które gatunki są najbardziej narażone?

– Najgorszy scenariusz to śmierć. Wszystko w nadmiarze może stać się trucizną. Najczęściej jednak są to problemy żołądkowo-jelitowe: biegunki, apatia, wymioty, gorączka, czasem wymagające antybiotyków. Najbardziej narażone są małpy. Ich układ pokarmowy jest bardzo wrażliwy, a hierarchia w grupie, o której już mówiłem, dodatkowo komplikuje sprawę. Dlatego przy ich wybiegach jest najwięcej tabliczek i najwięcej naszej uwagi. Te najpoważniejsze zdarzenia, o których wiemy, kończyły się na szczęście interwencją weterynaryjną, jak u manata. Ale każdy taki incydent to stres dla zwierzęcia i dodatkowa praca dla całego zespołu.

– Macie jednak miejsca, gdzie karmienie jest dozwolone i w pełni bezpieczne. Gdzie i czym można karmić?

– Tak, to bardzo ważne! Mamy dwa takie miejsca. Pierwsze to Dzieciniec, czyli zagroda wiejska, gdzie stoi automat z granulatem roślinnym na bazie traw. Jeśli granulat się skończy, oznacza to, że zwierzęta otrzymały już przewidzianą na dany dzień porcję i nie wolno dokarmiać ich niczym innym. Drugi automat znajduje się przy wybiegu pawianów. Karmienie ma jednak znacznie większe znaczenie niż tylko podanie pokarmu.

– Są też karmienia pokazowe, duża atrakcja dla zwiedzających. Które z nich przyciągają największe tłumy?

– Zdecydowanie pingwiny i kotiki w Afrykarium, lemury oraz foki. Przy lemurach, jeśli nie przyjdzie się wcześnie, trzeba stanąć dopiero w trzecim rzędzie. To zawsze wielka atrakcja, choć same pokazowe karmienia są również częścią treningu medycznego. Zwierzęta przyzwyczajają się do opiekunów i określonego rytmu dnia, dzięki czemu łatwiej współpracują podczas badań czy zabiegów. Dlatego nawet nowy opiekun nie zaczyna od razu od karmienia. Najpierw poznaje zwierzęta, opiekuje się nimi i zdobywa ich zaufanie. Dopiero z czasem dostaje możliwość samodzielnego karmienia. To ważny element budowania dobrostanu zwierząt, dlatego bardzo tego pilnujemy.

– Jest jeszcze jedna nowość, o której na razie niewiele osób wie.

– Wspólnie z Polskim Związkiem Głuchych przygotowujemy materiały do pokazowych karmień w polskim języku migowym. Pierwszy etap prac mamy już za sobą. Nagraliśmy tłumaczenia komentarzy opiekunów, które towarzyszą pokazowym karmieniom. Docelowo przy wybiegach pojawią się kody QR. Po ich zeskanowaniu osoby głuche i słabosłyszące będą mogły obejrzeć tłumaczenie w języku migowym i w pełni śledzić to, o czym opowiada opiekun podczas karmienia. O szczegółach tej inicjatywy będziemy szerzej informować jesienią.

– Co chciałby Pan powiedzieć osobom, które mimo wszystko chcą podkarmić swoje ulubione zwierzę?

– Rozumiemy tę chęć kontaktu, ale prosimy – szanujcie dietę i dobrostan zwierząt. Najlepszym sposobem na czerpanie radości ze spotkania jest obserwacja, robienie zdjęć i ewentualnie karmienie w wyznaczonych miejscach. Dzięki temu zwierzęta są zdrowe, a my możemy pokazywać je gościom przez kolejne lata.

– A jeśli ktoś nadal uważa, że „to tylko kawałek marchewki”, niech przypomni sobie ZOO Gang. Zielona przyczepka i piła łańcuchowa to oczywiście tylko humorystyczne rekwizyty ubiegłorocznej kampanii edukacyjnej, ale przesłanie było i jest nadal bardzo aktualne: „Nie dokarmiaj!” Dziękuję za rozmowę.

ZOO Gang
Fot. ZOO Wrocław.

[MATERIAŁ PARTNERSKI – ZOO WROCŁAW]

Show Comments (0) Hide Comments (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.