Teatr Polski żegna się ze sceną na Dworcu Świebodzkim i zapowiada wyjątkowy sezon [WIDEO]

Fot. Daniel Mofina.

Teatr Polski we Wrocławiu rozpoczyna kolejny sezon z dużymi zmianami. Na scenie pojawią się klasyczne teksty w zupełnie nowych interpretacjach, a jedna z najważniejszych scen teatru – scena na Świebodzkim – wkrótce zakończy działalność na dobre. O swojej pierwszej kadencji, planach repertuarowych i przyszłości teatru opowiada Michał Zadara, dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu.

W tym artykule przeczytasz:
  • Jakie premiery czekają widzów Teatru Polskiego we Wrocławiu w nowym sezonie.
  • Jak Michał Zadara chce łączyć klasykę, nowoczesność i komunikatywność.
  • Dlaczego Scena na Świebodzkim kończy działalność po 30 latach.

Jak dziś przekonać widza, żeby zamiast kolejnego filmu, serialu, TikToka czy rolki przyszedł wieczorem do teatru? Michał Zadara, dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu nie chce się ścigać z internetem. Wręcz przeciwnie – jego zdaniem teatr powinien zaoferować coś, czego ekran nie daje: czas, skupienie i obecność innych ludzi.

Myślę, że teatr jest takim produktem premium na nasze czasy. Konkuruje dzisiaj ze wszystkimi dziełami, które dotąd zostały sfilmowane. Trzeba od nowa wymyślić teatr w tej sytuacji – mówi Michał Zadara w rozmowie z Wrocławskimi Faktami.

W jego ocenie przewagą teatru jest właśnie to, że widz przez półtorej godziny może świadomie odłączyć się od codziennego strumienia bodźców. Nie musi odpowiadać na wiadomości, przeskakiwać między aplikacjami i jednocześnie wykonywać kilku innych czynności.

Mogę z kimś pójść, mogę kupić sobie kawę, usiąść i skupić się przez półtorej godziny na jednym dziele, zamiast patrzeć na pięć ekranów na raz. Jeszcze gotuję, a jeszcze ktoś do mnie dzwoni, jeszcze wysyłam smsy. Te półtorej godziny wykrajam ze swojego czasu, żeby przeżyć na przykład Mickiewicza, żeby przeżyć Fredrę, żeby się móc na czymś skupić albo móc się na czymś znudzić.

Pożegnanie ze Sceną na Świebodzkim i kurtyna Alexandry Grant

Teatr Polski we Wrocławiu rozpoczyna kolejny sezon w szczególnym momencie. Z jednej strony to pierwszy pełny rok pracy Michała Zadary jako dyrektora instytucji, z drugiej – czas dużych zmian organizacyjnych i repertuarowych. Widzowie zobaczą klasyczne teksty w nowych, współczesnych interpretacjach: Fredrę, Mickiewicza, Moliera, Arthura Millera czy Sofoklesa. Jednocześnie kończy się pewna epoka – scena na Świebodzkim, działająca w przestrzeni dworca od 1996 roku, po tym sezonie zostanie zamknięta.

To jest ostatni sezon na oglądanie sztuk w tym w ogóle, bo dworzec zmienia swój charakter. Kolej wraca na dworzec, gdzie byliśmy gośćmi od 1996 roku. Zamykamy tę scenę, która była cudowna i piękna, i bardzo ją kochamy, i widzowie ją bardzo kochają.

Wielki powrót czeka natomiast główną scenę przy ulicy Zapolskiej, która po remoncie ma zostać otwarta w czerwcu. I jest z tym związany pewien symboliczny element. Teatr przygotowuje nową kurtynę, której autorką ma być Alexandra Grant – międzynarodowo znana artystka, pracująca w swojej twórczości m.in. z tekstem i literaturą. Jak mówi Zadara, kurtyna ma nawiązywać do historii Teatru Polskiego i zawierać teksty ze sztuk wystawianych w teatrze na przestrzeni ostatnich dekad.

Kurtynę w teatrze maluje się raz na 100 lat, więc bardzo cieszymy się na to, bardzo dużo w to inwestujemy czasu i uwagi – mówi dyrektor.

Michał Zadara dyrektor Teatr Polski we Wrocławiu
Fot. Daniel Mofina.

Zadara podkreśla, że nie chce teatru, w którym widz pozostaje poza spektaklem, nie wiedząc, co właściwie dzieje się na scenie. Dotyczy to zarówno klasyki, jak i przedstawień bardziej eksperymentalnych. Jako przykład podaje „Solaris”, przy którym zespół pracował już na początku jego kadencji, a także spektakl Wojciecha Ziemilskiego, pozbawiony tradycyjnej fabuły.

Artysta może sobie wymyśleć naprawdę co chce i nigdy w to nie ingerujemy. Ale to, co jest na scenie, musi być komunikatywne i zrozumiałe. Chcemy, żeby widz cały czas rozumiał, o co chodzi, bo chcemy stworzyć teatr popularny, szeroki i demokratyczny – przekonuje.

To nie oznacza jednak rezygnacji z eksperymentu. Dyrektor przyznaje, że w repertuarze będzie miejsce na różne języki teatralne, ale eksperyment sam w sobie nie jest dla niego celem. Ważniejsza jest relacja między sceną a publicznością.

Teatr jest obywatelski. To znaczy, to jest teatr, który ma w następnym sezonie grać Edypa, on ma grać Moliera, on ma grać Fredrę. To są duże, klasyczne tytuły dla szerokiej widowni – mówi.

W tym podejściu klasyka nie ma być jednak muzealnym eksponatem. Wręcz przeciwnie. Zadara przekonuje, że największe dzieła literatury były w momencie powstania tekstami nowoczesnymi, ostrymi i wywrotowymi. Dlatego również dzisiaj powinny być wystawiane bez nabożnego dystansu.

Dla mnie klasycznie to znaczy awangardowo, ostro, do przodu, zrozumiale, szybko, w tempie. Bo klasyczne dzieła są awangardowe. „Wesele” jest awangardowe, „Dziady” są awangardowe, Fredro jest awangardowy – mówi.

Fredro, „Dziady” i słowiański rave

W nowym sezonie klasyka rzeczywiście zajmuje ważne miejsce. Jedną z pierwszych premier będzie „Mąż i żona” Aleksandra Fredry. Zadara zapowiada przedstawienie jako opowieść o relacjach, zdradzie, miłości, przyjaźni i sensie życia, ale jednocześnie podkreśla współczesność sytuacji przedstawionej przez Fredrę.

– To jest sztuka napisana 200 lat temu, ale my ją gramy, jakby była dzisiaj grana i z tego napięcia wynika, myślę, bardzo dużo, bardzo ciekawa podróż dla widzów. W jego interpretacji Fredro nie jest autorem wyłącznie lekkich komedii obyczajowych. Myślę, że Fredro pisał rzeczy bardzo realistyczne, psychologiczne, nihilistyczne i przez to śmieszne.

Jeszcze mocniej współczesny charakter ma mieć „Dziady” w reżyserii Aleksandry Popławskiej. Zamiast tradycyjnego, pomnikowego Mickiewicza widzowie mają dostać spektakl oparty na muzyce i doświadczeniu wspólnotowego rytuału. Zadara mówi wprost:

Techno to ma być słowiański rave. Zapowiada to Ola Popławska, więc bardzo się na to cieszymy.

Dyrektor przekonuje, że właśnie druga część „Dziadów” może być dziś wyjątkowo komunikatywna dla młodego widza. Nie trzeba jej odczytywać wyłącznie przez pryzmat romantycznego patriotyzmu czy historii politycznej. W centrum znajduje się przecież rytuał kontaktu ze zmarłymi.

Halloween, święto zmarłych. Święto zmarłych jest dla Polaków dalej bardzo ważnym świętem – zauważa Zadara. Jego zdaniem właśnie ten wymiar ludowej duchowości sprawia, że Mickiewiczowski dramat może przemówić do współczesnej publiczności. – Dzisiaj ta funkcja w ogóle już nie jest ważna dla nikogo. Natomiast szczególnie druga część „Dziadów” jest bardzo ważna dzisiaj dla wszystkich ludzi, a szczególnie dla młodych ludzi, bo wpisuje się w Halloween po prostu – mówi Michał Zadara.

W repertuarze znajdą się także „Tartuffe” Moliera w reżyserii Anny Augustynowicz, „Śmierć komiwojażera” Arthura Millera oraz „Edyp” w reżyserii palestyńskiej artystki Zajny Dany. Sezon zakończy „Festung Breslau” – spektakl Jędrzeja Piaskowskiego i Huberta Sulimy, opowiadający o doświadczeniu mieszkańców Wrocławia w momencie przejścia miasta z rąk niemieckich w polskie. To właśnie ta produkcja ma otworzyć po remoncie dużą scenę przy ulicy Zapolskiej.

Michał Zadara dyrektor Teatr Polski we Wrocławiu
Fot. Daniel Mofina.
Show Comments (0) Hide Comments (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.