W malutkich Sulisławicach na Dolnym Śląsku powstaje unikatowe Muzeum Sztuki Zagrabionej, inspirowane historią zrabowanych polskich arcydzieł jak „Portret młodzieńca” Rafaela, które zniknęły w tajemniczych okolicznościach podczas II wojny światowej – założycielka instytucji zdradza wyzwania z urzędami, plany wystawy o niemieckiej grabieży i nadzieję na odzyskanie utraconych skarbów, zapraszając wszystkich na otwarcie, które może przyspieszyć restytucję dzieł sztuki. Z Magdaleną Ogórek rozmawiał Marcin Lustig.
– Marcin Lustig: Skąd zrodził się pomysł budowy Muzeum Sztuki Zagrabionej akurat w malutkich i nikomu nieznanych Sulisławicach na Dolnym Śląsku i co było inspiracją do stworzenia tak wyjątkowej instytucji kultury?
– Magdalena Ogórek: Wybór miejsca jest oczywisty dla każdego, kto chociaż trochę interesuje się II wojną światową i losami zrabowanych polskich dóbr kultury. Generalny Gubernator Hans Frank, w momencie, gdy do Krakowa zbliżał się sowiecki front, wydał rozkaz spakowania w skrzynie najcenniejszych polskich obrazów – m.in. trzech klejnotów w koronie polskich zbiorów: “Damę z gronostajem” Leonarda da Vinci, “Krajobrazu z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta i “Portretu młodzieńca” Rafaela Santi – zostały one wywiezione specjalnym pociągiem właśnie na Dolny Śląsk.

Transportowi towarzyszyli: austriacki historyk sztuki Edward Kneisel i szwajcarski pełnomocnik Franka, Wilhelm Ernst Palezieux. Transport dotarł do wsi Sichów (wówczas Seichau), a następnie został umieszczony w Pałacu w Morawie. To właśnie tam ostatni raz widziano “Portret Młodzieńca” Rafaela Santi, dzisiaj najcenniejszą stratę wojenną świata. W styczniu 1945 obraz znika w tajemniczych okolicznościach.
Sulisławice koło Ząbkowic Śl. wybrałam m.in. dlatego, że znajdują się niedaleko tamtych ważnych miejsc. Leżą też blisko Wrocławia. Dolny Śląsk zasługuje na muzeum, które przyciągnie pasjonatów historii II wojny światowej. To duża promocja dla tego regionu, który turystycznie nie jest promowany tak, jak na to zasługuje, bo ma się czym pochwalić: zamek Książ, jedyny w swoim rodzaju kompleks Riese, tajemnicze zamki i wciąż nieodkryte pałace.

– Czy i jakie największe wyzwania bądź trudności napotyka Pani podczas realizacji tego projektu — zarówno od strony formalnej, organizacyjnej, finansowej?
– Przeszłam już jakiś „tysiąc” kontroli i pewnie jeszcze kolejny „tysiąc” przejdę. Największe opresje przechodzę ze strony Krajowej Administracji Skarbowej z Gdyni, która nęka mnie i Muzeum, nie pozwalając na jego otwarcie. Izba Celno – Skarbowa z Gdyni straszy muzeum nałożeniem nienależnego podatku w wysokości prawie 300 tys zł, by to muzeum zwyczajnie zniszczyć.

W opinii urzędników skarbowych budynek jest biurem. Równie dobrze można napisać, że jest cyrkiem. Korespondowałam z KAS dwa lata. Z przykrością stwierdzam, że ani jeden urzędnik KAS z Gdyni nie pofatygował się na miejsce. Na odległość stwierdzili, że budynek może mieć charakter biurowy, chociaż nie ma tam żadnego biura.
Można się tylko roześmiać, ale przez takie historie człowiek bardzo zniechęca się do pracy pro bono. Mam tylko nadzieję, że aparat państwa tego muzeum nie sparaliżuje ani nie zniszczy, bo wówczas wyrzuci do kosza 3 lata katorżniczej pracy dla regionu.
– Co będzie można zobaczyć w Muzeum Sztuki Zagrabionej — w jaki sposób planujecie zaprezentować zwiedzającym dzieła, które ostatni raz w granicach Polski były widziane ponad 80 lat temu?
– Trudno zaprezentować dzieła, które wciąż pozostają zrabowane przez naszego niemieckiego sąsiada, prawda? Wystawa stała w Muzeum opowiada zatem o tym, jak Niemcy i Austriacy systemowo i metodycznie zaplanowali, a następnie przeprowadzili grabież polskich dóbr kultury.

Zwiedzający dostanie w moim muzeum ciekawą opowieść, która rozpoczyna się ok. 1935-36, w salonie prof. Tadeusza Ostrowskiego, wybitnego polskiego chirurga, osoby, która była wielkim autorytetem wśród polskich profesorów we Lwowie.
Po pierwsze przypominamy Lwów, polskie miasto przed wojną. Po drugie zwiedzający, który ogląda ten salon, widzi jak wyglądało mieszkanie polskiej inteligencji. Bo to nie jest tak, że my Polacy, byliśmy ubodzy – byliśmy całkiem zasobnym narodem w okresie dwudziestolecia międzywojennego. W szufladach znajdowały się bardzo cenne srebra. W witrynach stała droga porcelana. W szafach – antykwaryczne woluminy. Bardzo zasobne były to zbiory.
Pan profesor Tadeusz Ostrowski zgromadził bezcenną kolekcję dzieł sztuki, o której historii właśnie ten przedsionek opowiada. Była to kolekcja, której dzisiaj nie powstydziłoby się Muzeum Książąt Czartoryskich. W 1941 roku polską elitę intelektualną we Lwowie, razem z profesorem Tadeuszem Ostrowskim, Niemcy wywlekli na Wzgórza Wuleckie pod Lwowem i zabili strzałem w tył głowy.

Powodem były cenne obrazy, zgromadzone w ich domach. Niemcy wrócili do mieszkań ofiar, pojmali pozostałą tam służbę i wszystkich zamordowali, by nie było żadnego świadka zbrodni. Po czym komando Eberharda Schöngartha i Pietera Mentena tej samej nocy i następnego dnia zrabowało wszystkie cenne precjoza, zbiory prof. Tadeusza Ostrowskiego, kolekcję flamandzką prof. Jana Greka, bardzo cenną kolekcję biżuterii Jabłonowskich, przekazaną w depozyt przez hrabiego Badeni.
Dalsza część wystawy niech pozostanie niespodzianką. Nie chciałabym zdradzać wszystkiego.
– Kiedy przewidujecie oficjalne otwarcie muzeum i do kogo będzie ono skierowane – czy głównie do młodzieży jako przestrzeń edukacyjna, czy bardziej do dorosłych?
– Gdy Starostwo w Ząbkowicach przyjmie odbiory oraz gdy wycofa się Krajowa Administracja Skarbowa w Gdyni. Zapraszam wszystkich. Z góry bardzo cieszę się na młodzież i dzieci – sama chciałabym w przyszłości oprowadzać grupy, tak planowałam od początku.
– Czy widzi Pani szansę, że Muzeum Sztuki Zagrabionej może odegrać rolę w odzyskiwaniu zagrabionych dzieł sztuki i przyspieszy ten trudny proces?
– Po to powołałam je do życia. Niemniej należy zaznaczyć, że odzyskiwanie dóbr to kompetencja Ministerstwa Kultury, które 2 lata temu zostało bardzo osłabione – nowa władza rozwiązała Departament Restytucji Dóbr Kultury. Czuję się zatem w obowiązku te działania wspomóc. Mam doświadczenie – w 2017 roku odzyskałam trzy dzieła sztuki od syna generała SS – wróciły one do Muzeum Narodowego w Krakowie.

Ponadto muzeum i moja Fundacja Lost Art już odegrała rolę m.in. w zablokowaniu “aukcji śmierci” niemieckiego Domu Aukcyjnego Ulrich Felzmann, który wystawił na licytację przedmioty, należące do polskich i żydowskich ofiar niemieckich obozów koncentracyjnych. Nie wolno nam nigdy zapomnieć, kto był ofiarą, a kto katem.