Szokujące oświadczenie po fakcie. Co wydarzyło się wokół Śląska kobiet?

Fot. slaskwroclaw.pl.

Najpierw były nieoficjalne sygnały, potem spotkania, później bunt zawodniczek i publiczne oświadczenie piłkarek WKS Śląsk Wrocław. Dopiero po tym wszystkim głos zabrało miasto. Przesłane dziś stanowisko prezydenta Jacka Sutryka miało uspokoić sytuację, ale w praktyce potwierdziło, że wokół kobiecej sekcji panował poważny chaos. Bo jeśli prezydent sam przyznaje, że osoby odpowiedzialne za prowadzenie tej sprawy „nie wywiązały się w należyty sposób”, to trudno mówić o zwykłym nieporozumieniu. Dziś najważniejsze pytanie nie brzmi już, czy sekcja będzie istnieć. Brzmi: jak doszło do sytuacji, w której piłkarki zostały potraktowane jak nikomu niepotrzebny balast.

W tym artykule przeczytasz:
  • Z czego wynika olbrzymie zamieszanie wokół piłkarskiego Śląska Wrocław - sekcji kobiet.
  • Kto według Jacka Sutryka nie wywiązał się z zadania opieki nad kobiecym Śląskiem.
  • Jaka jest cała treść oświadczenia prezydenta Wrocławia w sprawie Śląska Wrocław Kobiet.
Fot. slaskwroclaw.pl.

Początek tej historii nie ma nic wspólnego z dzisiejszym oświadczeniem miasta. Ta historia zaczęła się wcześniej, od informacji, które zaczęły docierać do zawodniczek i osób związanych z drużyną. W tle pojawił się scenariusz wyprowadzenia sekcji kobiecej poza dotychczasowe struktury i połączenia jej z innym podmiotem. Zatrudniono nawet rzeczoznawcę, który wyceni kobiecą sekcję Śląska Wrocław.

Wśród rozmówców najczęściej przewija się wątek Ślęzy Wrocław, która miała stać się jednym z elementów rozważanego rozwiązania. Już wtedy problemem nie był wyłącznie sam kierunek zmian, ale sposób ich komunikowania. Zawodniczki nie dostawały żadnych jasnych, formalnych informacji, za to coraz częściej słyszały, że decyzje zapadają ponad ich głowami.

Spotkania nie uspokoiły sytuacji, tylko ją zaostrzyły

W kolejnych dniach doszło do rozmów, które zamiast zdjąć napięcie, jeszcze je zwiększyły. To właśnie po nich w środowisku drużyny narosło przekonanie, że przyszłość sekcji została już w praktyce rozstrzygnięta.

– Prezes tylko rozłożył ręce i powiedział, że decyzja już została podjęta – mówi mi jedna z zawodniczek.

– Nie było żadnej dyskusji. Usłyszałyśmy, co się wydarzy – dodaje osoba związana z kobiecą sekcją.

Tych relacji nie można traktować jak drobnego nieporozumienia komunikacyjnego. Jeśli ludzie ze środka wynoszą ze spotkań
przekonanie, że wszystko jest już ustalone, to znaczy, że proces został poprowadzony w sposób, który nie dawał poczucia dialogu, tylko stawiał przed faktem dokonanym.

Potem przyszedł bunt piłkarek

Kulminacją tego napięcia był publiczny sprzeciw zawodniczek. Piłkarki Śląska zabrały głos, jasno pokazując, że nie wierzą w narrację o spokojnym i przemyślanym porządkowaniu spraw klubu. To był moment przełomowy, bo sprawa przestała być tematem krążącym po gabinetach, a stała się publicznym konfliktem o przyszłość drużyny.

Z perspektywy zawodniczek nie chodziło już wyłącznie o formalny status sekcji, ale o sposób, w jaki je potraktowano. W ich komunikacie wybrzmiewało poczucie, że nie są partnerkami w rozmowie o przyszłości, tylko przedmiotem politycznych decyzji podejmowanych przez innych. I właśnie ten bunt uruchomił reakcję miasta.

Oświadczenie miasta przyszło dopiero po kryzysie

Dziś, już po tych wszystkich wydarzeniach i po buncie zawodniczek, zadałem Miastu kilka pytań. W odpowiedzi otrzymałem oświadczenie podpisane przez prezydenta Jacka Sutryka. To bardzo ważne z punktu widzenia chronologii. Ten dokument nie otwiera tej historii, tylko odpowiada na kryzys, który zdążył już wybuchnąć.

Prezydent przypomina w nim, że to jego decyzje z 2020 roku doprowadziły do włączenia piłkarek KS AZS Wrocław do struktur Śląska i podkreśla, że celem było budowanie szerokiego projektu sportowego. Najważniejsza deklaracja z tego pisma brzmi jasno: „nigdy nie było niczyim zamiarem ani intencją instytucjonalne osłabianie lub likwidacja sekcji żeńskiej Śląska Wrocław”.

Z punktu widzenia miasta to kluczowe zdanie, bo ma definitywnie odciąć spekulacje o likwidacji. Problem polega jednak na tym, że cała wcześniejsza sekwencja zdarzeń pokazała coś dokładnie odwrotnego: zawodniczki odniosły wrażenie, że ich projekt właśnie jest demontowany.

Miasto uspokaja, ale jednocześnie potwierdza chaos

Najciekawsze w dzisiejszym oświadczeniu jest to, że obok uspokajających deklaracji zawiera ono również mocne przyznanie, iż coś w tej sprawie zostało przeprowadzone źle. Jacek Sutryk napisał bowiem wprost, że z zadania powierzonego zarządowi klubu w osobie Remigiusza Jezierskiego oraz po stronie miasta jego zastępczyni, wiceprezydent Renacie Granowskiej, „nie wywiązano się w należyty sposób”.

To zdanie zmienia bardzo wiele. Bo skoro osoby odpowiedzialne za ten obszar zawiodły, to oznacza, że kryzys nie był wymysłem, histerią albo efektem złej interpretacji. Oznacza, że proces związany z przyszłością kobiecej sekcji rzeczywiście został przeprowadzony wadliwie. Miasto próbuje dziś gasić pożar, ale jednocześnie samo potwierdza, że ogień nie wziął się znikąd.

Formalnie sekcja ma zostać, praktycznie pytania nie znikają

W oświadczeniu znalazła się również jednoznaczna deklaracja, że sekcja kobieca i Akademia Śląska będą nadal funkcjonować w strukturach WKS Śląsk Wrocław. W spółce lub fundacji Śląska, której fundatorem jest WKS Śląsk S.A. To ważny sygnał, bo wprost zaprzecza wariantowi całkowitego zniknięcia sekcji z klubowych ram. Gdyby patrzeć wyłącznie na to zdanie, można byłoby uznać, że temat został zamknięty. Tyle że właśnie tutaj pojawia się największy problem tej historii.

Formalna deklaracja złożona dziś nie wyjaśnia, co działo się wcześniej. Nie wyjaśnia, dlaczego zawodniczki miały poczucie, że ich drużyna może zostać wyprowadzona z klubu. Nie wyjaśnia, dlaczego pojawiły się sygnały o możliwym połączeniu z innym podmiotem. I nie wyjaśnia, dlaczego osoby bezpośrednio zainteresowane dowiadywały się o własnej przyszłości w atmosferze chaosu i napięcia.

W tle pozostają ustalenia, których miasto nie rozbroiło

Dzisiejsze pismo nie odnosi się wprost do wszystkich wątków, które pojawiały się w rozmowach wokół tej sprawy. W relacjach osób związanych z sekcją powraca motyw możliwego połączenia struktur ze Ślęzą Wrocław. Rozmówcy wskazują również, że taki scenariusz od początku budził zasadnicze wątpliwości sportowe, bo inny klub ma już własne drużyny, własną kadrę i własny porządek organizacyjny.

– Ile dziewczyn mogą wziąć? Pięć? Może sześć. Co z resztą? – pyta jedna z zawodniczek.

To pytanie nie jest poboczne. Ono dotyka istoty sporu. Bo nawet jeśli ktoś na poziomie gabinetów próbował taki wariant nazywać „rozwiązaniem”, to dla zawodniczek mógł on oznaczać po prostu rozbicie obecnego zespołu.

Oświadczenie politycznie ratuje prezydenta, ale nie zamyka tematu Granowskiej i Jezierskiego

W praktyce dzisiejszy dokument spełnia jeszcze jedną funkcję. Ustawia odpowiedzialność polityczną. Sutryk broni głównej linii miasta – kobieca sekcja ma zostać – ale jednocześnie bardzo wyraźnie wskazuje osoby, które miały nie dowieźć zadania. Sutryk wprost wpisuje Remigiusza Jezierskiego i Renatę Granowską w sam środek kryzysu. I właśnie dlatego oświadczenie należy czytać nie tylko jako próbę uspokojenia nastrojów, ale także jako polityczne odcięcie się od sposobu, w jaki tę sprawę prowadzono.

Z punktu widzenia opinii publicznej to ważny sygnał. Z punktu widzenia samej sprawy jeszcze ważniejsze jest jednak to, że skoro miasto dziś krytykuje sposób prowadzenia procesu, to tym bardziej powinno szczegółowo wyjaśnić, na czym polegały błędy i jakie decyzje realnie były wcześniej rozważane.

Tu coś pękło wcześniej

Najłatwiej byłoby dziś zamknąć temat prostą konkluzją. Sekcja zostaje, więc wszystko skończyło się dobrze. Tyle że to byłoby wygodne, ale nieuczciwe. Bo ta historia nie jest wyłącznie o tym, czy na papierze sekcja nadal będzie istniała. Ta historia jest o tym, że projekt, który miał być częścią większej całości, został doprowadzony do stanu, w którym własne zawodniczki publicznie zaczęły bronić jego istnienia.

To historia o tym, że klub i miasto nie potrafiły zapewnić ludziom podstawowego poczucia bezpieczeństwa informacyjnego. I to historia o tym, że oficjalne uspokojenie przyszło dopiero wtedy, gdy kryzys był już publiczny.

Dziś najważniejsze nie jest to, co napisano. Najważniejsze jest to, co wydarzyło się wcześniej

Dzisiejsze oświadczenie prezydenta Wrocławia jest ważne, bo formalnie odcina wizję likwidacji sekcji kobiecej Śląska. Ale równie ważne jest to, czego to pismo nie unieważnia. Nie unieważnia wcześniejszych rozmów. Nie unieważnia lęku zawodniczek. Nie unieważnia sygnałów, które doprowadziły do buntu. I nie unieważnia faktu, że sam prezydent przyznał, iż
osoby odpowiedzialne za prowadzenie tej sprawy nie wywiązały się ze swoich zadań.

Dlatego ten temat nie kończy się na miejskim piśmie. On dopiero teraz powinien zostać naprawdę wyjaśniony. Bo jeśli sekcja rzeczywiście ma dalej istnieć w strukturach Śląska, to pierwszym krokiem nie powinno być kolejne uspokajające zdanie. Pierwszym krokiem powinno być odzyskanie zaufania ludzi, którzy mieli prawo czuć, że właśnie je stracili.

Show Comments (0) Hide Comments (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.