Były wojewoda: Sutryk to zły prezydent, którego trzeba jak najszybciej odwołać

Fot. Paweł Hreniak/Facebook.

Czy PiS pójdzie ramię w ramię z Konfederacją? W samorządzie to możliwe, ale z Grzegorzem Braunem współpraca jest wykluczona – ucina spekulacje Paweł Hreniak, poseł Prawa i Sprawiedliwości. W rozmowie z Wrocławskimi Faktami były wojewoda dolnośląski w ostrych słowach ocenia też prezydenturę Jacka Sutryka i odpowiada na pytanie, czy sam wystartuje w wyborach na prezydenta Wrocławia.

– Marek Zoellner: Panie Pośle, zacznijmy od spraw lokalnych, które budzą spore emocje. Jak skomentuje Pan obecną sytuację w sejmiku? Doszło do głośnych wykluczeń radnych z klubu PiS. To efekt braku dyscypliny, czy może głębszego rozłamu w regionie? Co będzie dalej?

– Paweł Hreniak: Ja wiem, że tę sprawę próbuje się łączyć z jakąś wielką polityką. Ale naprawdę, proszę mi wierzyć, to nie ma nic wspólnego z polityką warszawską. Doszło do pewnych nieporozumień, część radnych jest zawieszona od pewnego czasu. Nic w tej sprawie się nie zmieniło od tamtej pory. Ja tak naprawdę nie jestem adresatem pytania o przyszłość. To raczej jest pytanie do pana prezesa, jakie będą decyzje w tej sprawie.

– Komentował Pan za to w mediach społecznościowych wybory w Koalicji Obywatelskiej i tutaj już nie szczędził Pan słów krytyki.

– Te wybory pokazały głęboki podział w dolnośląskiej Koalicji Obywatelskiej. Monika Wielichowska była tutaj nominatem Donalda Tuska. Ona przegrała te wybory niewielką liczbą głosów, mniej więcej 50 na 50. Z tego, co się zorientowałem, znaczna część parlamentarzystów po decyzji Donalda Tuska, że wspiera on Monikę Wielichowską, postawiła właśnie na nią. Więc dzisiaj Michał Jaros ma podwójny problem.

Nie dość, że partię ma mniej więcej po połowie podzieloną, to jeszcze do tego znaczna część parlamentarzystów nie widziała go na tym stanowisku. Na pewno ma bardzo trudny orzech do zgryzienia. A do tego podział w powiecie ziemskim pod Wrocławiem, również niezwykle ważny. Część radnych złożyła wniosek o odwołanie swojego starosty. On chyba jeszcze leży, jest nierozpatrzony, ale ten podział jest bardzo widoczny.

– Nie jest Pan zbyt łagodny również w ocenach prezydentury Jacka Sutryka.

– Przede wszystkim trzeba cały czas Wrocławianom przypominać skąd się wziął Jacek Sutryk. Jacek Sutryk to jest nominat Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska. To Platforma Obywatelska poparła go razem z Lewicą na stanowisko prezydenta. I te wszystkie problemy, które mamy dzisiaj jako Wrocławianie, kwestie związane z Collegium Humanum, problemy z przetargiem na wywóz odpadów, historie dotyczące Śląska Wrocław – to wszystko jest rezultatem pierwotnej decyzji ze strony PO. Ja rozumiem, że dzisiaj próbują udawać, że Jacek Sutryk nie ma z nimi nic wspólnego, bo to faktycznie dzisiaj jest wstyd, ale to jest ich człowiek.

To jest zły prezydent, którego trzeba jak najszybciej odwołać ze stanowiska. Tyle tylko, że należy to zrobić z głową. To nie może być tak, że Jacek Sutryk zostanie odwołany, a na fali wejdzie w to miejsce na przykład Michał Jaros. Dla mnie i dla środowiska konserwatywnego we Wrocławiu to nie byłaby żadna zmiana. Jeżeli chcemy realnej zmiany, to musimy porozumieć się szerzej wśród podmiotów przeciwnych ich polityce i wystawić wspólnego kandydata. To był nasz warunek, jeżeli chodzi o poparcie tego drugiego referendum i próby odwołania Jacka Sutryka. Najpierw wspólny kandydat, a potem rozmowy o referendum.

– A czy Prawo i Sprawiedliwość ma już konkretnego kandydata lub kandydatkę, którzy mogliby powalczyć o ten urząd?

– Bierzemy pod uwagę dwa scenariusze, jeżeli chodzi o przyszłe wybory prezydenckie we Wrocławiu. Jeden scenariusz jest taki, że to może być kandydat Prawa i Sprawiedliwości, bezpośrednio wywożący się z naszej partii. Drugim i na dzień dzisiejszy według mnie lepszym pomysłem jest szerokie porozumienie tych podmiotów, które chcą zerwać z patowładzą rządzącą Wrocławiem od lat 90. Trzeba przewietrzyć władzę Wrocławia, stworzyć nową jakość i wystawić kandydata szerszego. Jesteśmy cały czas otwarci na rozmowy z działaczami osiedlowymi, z innymi organizacjami, nawet partiami, które chcą faktycznie dokonać realnych zmian.

– To szerokie porozumienie dopuszcza współpracę z Konfederacją?

– Akurat jeżeli chodzi o kwestie samorządowe, tak. Jak najbardziej. Chcemy rozmawiać o szerokim kandydacie, jeżeli chodzi o prezydenta Wrocławia. I tak jak mówię, mamy dwie ścieżki. To jest jedna, a jeżeli nie dojdzie do takiego porozumienia, to z całą pewnością wystawimy własnego kandydata i będziemy walczyć o zwycięstwo.

– To ciekawe, bo wcześniej nie szczędził Pan słów krytyki w kierunku Konfederacji krytyki, między innymi za ich ataki na kandydaturę Przemysława Czarnka na premiera. Tutaj widzi Pan możliwość współpracy?

– No tak, ale ja mówię teraz o samorządzie. To jest inny świat. Jeżeli chodzi o politykę krajową, Konfederacja poczuła się zagrożona kandydaturą Przemka Czarka, bo to jest dobra kandydatura. Pewnie obawiają się spadku swoich notowań. I stąd zapewne ten atak, ale to nie wyklucza porozumienia na poziomie samorządowym. Nie ma co ukrywać, że duże miasta dla środowisk konserwatywnych są trudnym terenem. Tutaj można szukać takiego kandydata na prezydenta Wrocławia, który by łączył różne środowiska. Można szukac porozumienia.

– Również z Grzegorzem Braunem?

– To jest wykluczone. To jest człowiek, który oszukuje swój własny elektorat. To jest człowiek, który odwołuje się do chrześcijaństwa, do kultury chrześcijańskiej, a z drugiej strony mamy wśród jego otoczenia ludzi, którzy z tą kulturą chrześcijańską nie mają nic wspólnego. Na przykład Rodaków Kamratów, którzy gdzieś tam pojawiali się w jego otoczeniu.

Przypomnę tylko ostatni wybryk związany ze złożeniem kondolencji w ambasadzie irańskiej. Myślę, że to jest zwykłe oszustwo w stosunku do własnego elektoratu. Absolutnie wykluczam taką współpracę, mówił o tym wielokrotnie prezes Kaczyński. Z Grzegorzem Braunem nic nie chcemy mieć wspólnego, ale oczywiście będziemy przekonywali jego elektorat, żeby zagłosował na Prawo i Sprawiedliwość.

– Przejdźmy do tematów bezpieczeństwa. Ostatnio głośno było o awanturze podczas posiedzenia komisji poświęconej programowi SAFE. Widziałem w internecie Pana zdjęcia z tej komisji. Był Pan chyba mocno zdenerwowany. Ostatecznie posłowie PiS opuścili posiedzenie.

– Dwie sprawy, jeżeli chodzi o tę komisję, bo tam się pojawiło przekłamanie. Faktycznie wyszliśmy, ale staraliśmy się spokojnie wysłuchać informacji ze strony ministra Kierwińskiego, Mroczka i pani Sobkowiak. Wysłuchaliśmy tych informacji, później ja zabierałem głos, jeszcze jeden poseł Prawa i Sprawiedliwości. I dopiero w momencie, kiedy pan Frysztak zaczął obrażać prezydenta i posłów PiS – wyszliśmy. To nie jest tak, jak się próbuje opowiadać, że wyszliśmy bez wysłuchania informacji. To był znak protestu wobec słów Frysztaka. 

– Jako były wojewoda na pewno docenia Pan wagę doposażenia służb. Czy blokowanie tych środków nie uderzy bezpośrednio w bezpieczeństwo naszego regionu?

– Oczywistą sprawą jest, że jeżeli chodzi o wojsko, policję, straż graniczną, SOP, to im więcej sprzętu, tym lepiej. Tylko tu nie toczy się dyskusja o to, czy ten sprzęt jest potrzebny, czy nie jest potrzebny, bo tutaj wszyscy myślę, że zgadzamy się, tylko o to, skąd wziąć środki finansowe na realizację tego zadania. I tutaj my się głęboko nie zgadzamy z tym SAFE brukselskim. Z tą toksyczną pożyczką, która niesie za sobą tak naprawdę wiele niewiadomych. Przypominam, że nie ma jeszcze umowy, draft być może jest, ale nie ma umowy, do czego się przyznał Kosiniak-Kamysz w jednym z wywiadów. Oprocentowanie jest zmienne, te mityczne 3%, tak naprawdę to jest coś, co powtarzają w kółko, ale nigdzie nie ma tego zapisanego. Dodatkowo jest to o walucie obcej.

Ja na zasadzie analogii przypominam, że bankowcy kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu sprzedawali chociażby kredyty frankowe. Wtedy też bardzo się opłacało na samym początku i przez pierwsze 5-6 lat faktycznie było to opłacalne. A później przy wzroście kursu franka do złotówki wydarzył się dramat dla wielu ludzi. Tu może być bardzo podobne. To jest pożyczka na 45 lat i pod względem finansowym nie wiemy, w co wchodzimy.

Jeszcze ważniejsza jest warunkowość zapisana w tej umowie. Mamy takie przeświadczenie, że ta pożyczka będzie służyła zwyczajnie szantażowaniu polskiego społeczeństwa. Że będzie próba wmawiania przez Komisję Europejską, przez ludzi politycznie bliskich Donaldowi Tuskowi, że jeżeli prawica przyjdzie do władzy w Warszawie, to te środki będą zabierane czy wstrzymywane. Przypominam, że co 2 lata tam będzie rewizja tych umów. Co 2 lata mogą zarządzać zwrotu tych pieniędzy, więc to będzie na pewno element, tak jak przy KPO, szantażu Polaków. Jak źle wybierzecie w 2027 roku, no to my wam tak jak przy KPO wstrzymamy realizację tej inwestycji.

Nie chcemy tej toksycznej pożyczki. Chcemy, żeby to co jest potrzebne polskiej armii czy też policji i straży granicznej, było finansowane nie z pożyczki, ale z tego zysku, który został wypracowany na złocie z Narodowego Banku Polskiego. To jest bezpieczniejsze, lepsze naszym zdaniem i nie tylko naszym zdaniem. I nie niesie tego ogromnego zagrożenia politycznego, jeżeli chodzi o warunkowość. No i tu jest spór. Nie czy kupować, czy nie kupować, tylko z jakich środków. 

– W tym przypadku mówi Pan o „szantażu”. Komentując likwidację CBA używa Pan z kolei sformułowania “zemsta polityczna”. Dużo mocnych słów.

– No tak, odbieram to absolutnie jako zemstę. To jest sygnał do wszystkich tych, którzy pracują w służbach, do sędziów. Słuchajcie, dziś my rządzimy. Jak będzie coś nie tak, to was jako instytucję będziemy likwidowali. A kto dostanie nową pracę, gdzie, to już może być z tym różnie. Inna sprawa, że likwidacja CBA akurat zbiegła się z SAFE, z tą pożyczką brukselską. Tu jest bardzo szybko wydatkowane, bardzo duże kwoty, a jednocześnie likwiduje się instytucję antykorupcyjną, która ma się tym tematem zajmować. Na szczęście mamy pana prezydenta, który już powiedział, że będzie jego weto, jeżeli chodzi o CBA.

– Na koniec wróćmy jeszcze na grunt lokalny. Mam wrażenie, że jako poseł jest Pan ostatnio bardzo aktywny, jeśli o komentowanie wydarzeń. A jak Pan planuje swoją polityczną przyszłość? Może to Pan będzie kandydatem PiS na prezydenta Wrocławia?

– Wie pan, ja jestem Wrocławianinem od 46 lat. Objęcie urzędu prezydenta Wrocławia to jest oczywiście ogromny powód do dumy. To jest coś, czego pewnie chciałby każdy polityk, który kocha to miasto. Tylko tak naprawdę nie ja tutaj jestem najważniejszy. Myślę, że w polityce zawsze trzeba być ambitnym, ale tę ambicję czasem trzeba umieć schować.

Polityka to jest gra zespołowa, tylko w zespole można dużo ugrać i wygrać. Więc ja tego absolutnie nie wykluczam, ale najważniejsze jest to, żeby odsunąć układ, który rządzi Wrocławiem. Żeby to była realna zmiana, żeby to była faktycznie świeża osoba z zewnątrz, która przejrzy to wszystko. Czy to będę ja, czy to będzie kandydat szeroko pojętego obozu wrocławskiego, antyplatformerskiego, czy to będzie ktoś inny z PiS. Będę namawiać partię do tego, żebyśmy wybrali taki kierunek, który będzie najbardziej skuteczny w odsunięciu obecnego układu od władzy.

Show Comments (0) Hide Comments (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.