Sprawdzamy, ile naprawdę kosztuje mieszkańców miasta Śląsk Wrocław

Fot. Daniel Mofina.

Śląsk Wrocław wrócił do Ekstraklasy, ale nie wrócił do finansowego bezpieczeństwa. Z dokumentów i odpowiedzi na wnioski o dostęp do informacji publicznej, które udało mi się pozyskać, wyłania się obraz klubu od lat utrzymywanego przez miasto oraz miejskie spółki. Niestety pozbawionego jakiejkolwiek strategii. Gmina Wrocław tylko w latach 2019–2026 wykazała ponad 140 mln zł dokapitalizowań, do tego dochodzą pożyczki, dotacje oraz wielomilionowe umowy z podmiotami komunalnymi. MPWiK i ZOO bez problemu ujawniły swoje relacje ze Śląskiem. Spartan zasłonił się „informacją przetworzoną”, choć sam potwierdził zakup obligacji klubu za 2 mln zł. Stadion Wrocław wydłużył termin odpowiedzi. Nadal zatem nie wiemy, ile naprawdę kosztowała zabawa Śląskiem przez miejskich polityków. Śląskiem, którego model biznesowy, mimo lat publicznego wsparcia, nadal się nie domyka?

W tym artykule przeczytasz:
  • Ile pieniędzy miasto i miejskie spółki przekazały na Śląsk Wrocław.
  • Dlaczego Śląsk Wrocław od lat ma niezbilansowany budżet.
  • Co wynika z udostępnionych dokumentów dotyczących piłkarskiego Śląska.
WKS Śląsk Awans
Fot. Śląsk Wrocław.
Tradycja, której nie da się przeliczyć na złotówki

O Śląsku Wrocław od lat mówi się jako o klubie miejskim. To określenie brzmi miękko, lokalnie, niemal wspólnotowo. Klub miejski, czyli klub należący do mieszkańców. Klub z tradycją, stadionem, herbem i emocjami, które trudno przeliczyć na złotówki.

Problem polega na tym, że w zawodowej piłce „klub miejski” oznacza także coś znacznie mniej romantycznego. Oznacza spółkę zależną od decyzji politycznych, od budżetu samorządu, od uchwał rady miejskiej, od zarządzeń prezydenta i od kondycji całego miejskiego ekosystemu. W skrócie od ludzi, którzy na futbolu – delikatnie pisząc – nie znają się zbyt dobrze. Przede wszystkim oznacza to klub, w którym rachunek za błędy zarządcze, sportowe i biznesowe bardzo często wraca do właściciela publicznego.

W przypadku Śląska ten mechanizm nie jest tylko teorią, bo jest udokumentowany w liczbach.

Z odpowiedzi Biura Nadzoru Właścicielskiego Urzędu Miejskiego Wrocławia wynika, że w latach 2019-2026 Gmina Wrocław wykazała dokapitalizowania klubu na łączną kwotę ponad 140 mln zł.

  • 2019 to 9,618 mln zł,
  • 2020, 2021 i 2022 po 13 mln zł,
  • 2023 aż 28,5 mln zł,
  • 2024 21 mln zł,
  • 2025 roku 19 mln zł,
  • 2026 roku 23 mln zł.

Do tego dochodzą pożyczki.

  • 12 mln zł w 2012 roku
  • 13,3 mln zł w 2023 roku.

Łącznie 25,3 mln zł.

Są również dotacje.

  • 1,985 mln zł w 2013 roku,
  • 6,499 mln zł w 2014 roku,
  • 5,574 mln zł w 2015 roku,
  • 3 mln zł w 2016 roku,
  • 13,06 mln zł w 2017 roku,
  • 13,1 mln zł w 2018 roku,
  • 8,1 mln zł w 2019 roku
  • 5 mln zł w 2025 roku.

Razem ponad 56 mln zł.

Nominalna suma tych trzech kategorii – dokapitalizowań, pożyczek i dotacji – to ponad 221 mln zł.

To jeszcze nie jest pełny koszt Śląska dla miejskiego systemu. To tylko kwota wynikająca z odpowiedzi samego miasta. Bez pełnego uwzględnienia miejskich spółek, stadionu, umów promocyjnych, najmu, obligacji i innych relacji finansowych.

Już na tym etapie można jednak postawić pierwszą tezę. Śląsk Wrocław nie był klubem, któremu miasto pomagało okazjonalnie. Był klubem utrzymywanym systemowo.

Pieniądze były. Strategii nie było

Najmocniejszy fragment odpowiedzi miasta nie dotyczy jednak samej kwoty. Dotyczy strategii.

Biuro Nadzoru Właścicielskiego napisało wprost, że Gmina Wrocław nie sporządzała odrębnych strategii, programów ani innych dokumentów o charakterze strategicznym odnoszących się do funkcjonowania i rozwoju spółki.

To zdanie powinno wybrzmieć bardzo mocno.

Miasto przez lata przekazywało Śląskowi wielomilionowe środki. Dokapitalizowywało klub, udzielało pożyczek, przyznawało dotacje, prowadziło procesy inwestorskie, organizowało nadzór właścicielski. Jednocześnie nie posiadało odrębnej strategii rozwoju spółki!

Śląsk Wrocław - udip
Fot. Piotr Potępa

W prywatnym biznesie regularne dopłacanie do spółki można uzasadnić. Można inwestować w rozwój, wzrost wartości, ekspansję, nowe rynki, akademię, infrastrukturę, markę albo przyszłą sprzedaż. Trzeba jednak umieć odpowiedzieć na proste pytania. Jaki jest cel? Jak to mierzyć? Kto odpowiada za wynik i kiedy właściciel uzna, że projekt działa albo nie działa?

W przypadku Śląska tych odpowiedzi trzeba szukać po omacku.

Miasto przez lata zachowywało się jak właściciel, który chce mieć wpływ na klub i jednocześnie chce mieć możliwość tłumaczenia, że piłka jest trudna, nieprzewidywalna i społecznie ważna. Tyle że przy skali ponad 221 mln zł ujawnionego wsparcia nie wystarczy opowieść o emocjach, tradycji, miejskim brandzie i srebrach rodowych.

Publiczne pieniądze wymagają publicznej strategii. Jeśli jej nie było, to trudno mówić o świadomym zarządzaniu. Bardziej przypominało to coroczne dopinanie kolejnego rozdziału tej samej historii. Klub znów potrzebuje pieniędzy, miasto znów je lekkomyślnie wydaje. Bez żadnej mapy. 

Budżet, który nie domyka się mimo awansu

Awans do Ekstraklasy poprawia sytuację Śląska, ale jej nie naprawia. To bardzo ważne rozróżnienie.

Z analizy budżetu piłkarskiego na sezon 2026/27 wynika, że powrót do najwyższej ligi przywraca klubowi istotny strumień przychodów z praw mediowych i centralnych wypłat. W realiach pierwszej ligi ten element był dla Śląska dramatycznie słabszy. Ekstraklasa daje oddech. Nie daje jednak pełnego finansowego spokoju.

Dane za ostatnie lata pokazują skalę problemu.

W 2024 roku piłkarska spółka Śląska miała 58,88 mln zł przychodów netto ze sprzedaży, 81,30 mln zł kosztów działalności operacyjnej i 9,88 mln zł straty netto. W 2025 roku sytuacja była jeszcze trudniejsza. Około 31,9 mln zł przychodów podstawowych, 67,5 mln zł kosztów operacyjnych i około 27,53 mln zł straty netto.

To jest modelowa nierównowaga.

Śląsk nie jest dziś klubem zabijanym przede wszystkim przez wielki dług bankowy. Problemem jest coś prostszego i groźniejszego. Koszty działalności regularnie przewyższają przychody operacyjne i nikt w ratuszu się z tym nie liczy. Klub nie zarabia tyle, ile kosztuje jego utrzymanie na oczekiwanym poziomie sportowym i organizacyjnym.

Realistyczny szacunek na sezon 2026/27 zakłada około 50–53 mln zł przychodów piłkarskich oraz około 58–62 mln zł kosztów pełnego pionu piłkarskiego. Centralny wariant to mniej więcej 51 mln zł przychodów wobec około 60 mln zł kosztów. Luka wynosi więc około 8–10 mln zł.

Innymi słowy: Śląsk po awansie oddycha, ale nadal potrzebuje domknięcia. Transferowego, sponsorskiego albo właścicielskiego.

To fundamentalne dla oceny miejskiego modelu. Jeśli po latach dokapitalizowań, pożyczek, dotacji i umów z miejskimi spółkami klub nadal nie potrafi wejść w sezon z budżetem, który sam się spina, to należy zacząć głośno pytać o sens całego systemu.

Klub dużego miasta, ale bez stabilnego modelu

Śląsk ma wszystko, co w teorii powinno pomagać. Duże miasto, rozpoznawalną markę, nowoczesny stadion, historię, kibiców, medialność i potencjał komercyjny. To nie jest klub z małego rynku, który musi tłumaczyć każdą słabość brakiem skali.

We Wrocławiu jednak ta skala nie została zamieniona w stabilność.

W 2024 roku klub miał przychody na poziomie blisko 59 mln zł, ale koszty operacyjne przekraczały 81 mln zł. Rok później, już w gorszej sytuacji sportowej, przychody podstawowe spadły do około 32 mln zł, ale koszty operacyjne nadal wynosiły około 67,5 mln zł. To pokazuje, że Śląsk potrafił gwałtownie stracić przychody, ale nie potrafił równie szybko dostosować kosztów.

To częsty problem klubów piłkarskich. Jednak w przypadku Śląska szczególnie obciążający, bo przez lata właścicielem był samorząd. Prywatny właściciel za taki model płaci z własnej kieszeni. Publiczny właściciel płaci pieniędzmi mieszkańców.

Duży stadion, który miał być przewagą, jest jednocześnie kosztem. Organizacja dnia meczowego, infrastruktura, bezpieczeństwo, media, obsługa techniczna. To wszystko tworzy stałe obciążenia. Jeżeli frekwencja i komercjalizacja nie rosną odpowiednio mocno, stadion staje się elementem presji kosztowej.

Śląsk działa jak klub dużego miasta, ale przez lata nie miał przychodowej stabilności klubu dużego miasta. To jedna z największych sprzeczności całego projektu.

Miejskie spółki, czyli drugi krwiobieg

Największym błędem w analizie finansowania Śląska byłoby zatrzymanie się na samym budżecie miasta.

Odpowiedzi na wnioski o informację publiczną, które udało mi się pozyskać pokazują, że klub funkcjonował również w sieci relacji z miejskimi spółkami. Sam fakt zawarcia takich umów nie oznacza jeszcze nieprawidłowości. Nie wszystkie były dotacjami ani formą ukrytego finansowania. Łącznie pokazują jednak skalę finansowych powiązań klubu z miejskim otoczeniem.

Audyt Grant Thornton przygotowany w ramach procesu inwestorskiego również wskazywał na relacje z jednostkami powiązanymi i podmiotami z miejskiego otoczenia. Wśród nich pojawiały się między innymi MPWiK, ZOO Wrocław, Stadion Wrocław, Spartan, Fundacja WKS Śląsk Wrocław, Wrocławski Park Technologiczny czy TBS.

To oznacza, że Śląsk nie był wyłącznie spółką dokapitalizowywaną przez miasto. Był elementem większego miejskiego układu finansowo-promocyjnego.

Najlepiej pokazują to odpowiedzi MPWiK i ZOO.

MPWiK: ponad 8,6 mln zł w cztery lata

MPWiK odpowiedziało na wniosek przejrzyście. Spółka przedstawiła tabelę obejmującą daty zawarcia umów, okres obowiązywania, rodzaj współpracy, wartości brutto i netto oraz informację, czy umowa nadal obowiązuje.

W latach 2021–2024 MPWiK zawarło ze Śląskiem umowy o łącznej wartości 8,612 mln zł brutto.

W 2021 było to 2,460 mln zł brutto. Rok 2022 i 2023 to również 2,460 mln zł brutto. 2024 to 1,231 mln zł brutto. Lata 2025 i 2026 już bez żadnych umów.

Charakter współpracy opisano jako usługi informacyjno-promocyjne i edukacyjne, najem powierzchni do celów promocyjno-informacyjnych i edukacyjnych oraz prace adaptacyjne nośników reklamowych.

Te kwoty są znaczące.

MPWiK jest spółką wodociągową. Jej podstawową rolą jest dostarczanie wody i odbiór ścieków. Nie jest nią finansowanie futbolu. Oczywiście spółka komunalna może prowadzić działania promocyjne. Może kupować ekspozycję, realizować kampanie społeczne, edukacyjne czy informacyjne. Jednak przy kwocie ponad 8,6 mln zł trzeba pytać o efektywność.

Jak mierzono skuteczność tych działań? Kto podejmował decyzję? Czy analizowano alternatywne kanały promocji? Wartość świadczeń odpowiadała realnej wartości rynkowej? Umowy ze Śląskiem były elementem samodzielnej strategii marketingowej MPWiK, czy raczej częścią szerszego, nieformalnego oczekiwania wobec miejskich spółek, by wspierały klub?

Odpowiedź MPWiK daje liczby. Nie daje jeszcze pełnej odpowiedzi na pytanie, czy te wydatki były racjonalne.

MPWiK Udip - Śląsk Wrocław
Fot. Piotr Potępa
ZOO Wrocław: ponad 3 mln zł i pytanie o nieruchomość

ZOO Wrocław również odpowiedziało bez zasłaniania się informacją przetworzoną. W latach 2021–2026 wykazało umowy ze Śląskiem o łącznej wartości około 3,008 mln zł brutto.

Najważniejsze pozycje dotyczą najmu nieruchomości.

W 2021 roku ZOO wskazało umowę najmu nieruchomości o wartości 738 tys. zł brutto oraz umowę na wykonanie banerów reklamowych za 738 zł brutto. Łącznie 738 738 zł brutto.

W 2022 roku pojawiła się umowa najmu nieruchomości o wartości 1,217 mln zł brutto, aneks zwiększający wartość tej umowy o 861 tys. zł brutto, umowa sprzedaży pakietu biletów na mecze za 10,8 tys. zł brutto oraz kolejna umowa najmu nieruchomości za 159,9 tys. zł brutto. Łącznie ZOO wykazało za 2022 rok 2,249 mln zł brutto.

W 2024 roku zawarto umowę barterową obejmującą wzajemną sprzedaż biletów. Bilety na mecze Śląska dla ZOO oraz bilety do ogrodu zoologicznego dla Śląska. Wartość brutto wyniosła 19 872 zł. W 2025 i 2026 roku ZOO nie zawierało umów ze Śląskiem.

Najważniejsze pytanie dotyczy jednak nie samej kwoty, ale przedmiotu najmu. ZOO podało ogólnie. Najem nieruchomości. To za mało, by ocenić sens ekonomiczny transakcji.

Jaka to była nieruchomość? Kto komu ją wynajmował? Na jakiej podstawie ustalono stawkę? Czy była wycena rynkowa? Dlaczego spółka prowadząca ogród zoologiczny zawierała z klubem piłkarskim umowy najmu o wartości liczonych w milionach złotych?

To wątek wymagający dalszego wyjaśnienia. Ale już dziś wiadomo, że ZOO było częścią finansowych relacji Śląska z miejskim otoczeniem.

ZOO UDiP - Śląsk Wrocław
Fot. Piotr Potępa
ZOO UDiP - Śląsk Wrocław
Fot. Piotr Potępa
Spartan: obligacje za 2 mln zł i informacja „przetworzona”

Najbardziej problematyczna odpowiedź przyszła ze Spartana.

Spółka odmówiła prostego udostępnienia zestawienia wszystkich umów, uznając, że przygotowanie takiej informacji wymagałoby stworzenia tak zwanej informacji przetworzonej. W piśmie wskazano między innymi konieczność agregacji danych z różnych systemów finansowo-księgowych, fizycznego odszukania dokumentów, ręcznej selekcji materiałów, weryfikacji wartości brutto oraz stworzenia nowego dokumentu.

Tyle że ta argumentacja wygląda słabo w zestawieniu z odpowiedziami MPWiK i ZOO.

MPWiK dostało analogiczny wniosek i przygotowało szczegółową tabelę. ZOO dostało analogiczny wniosek i przygotowało zestawienie. Obie spółki podały daty, przedmioty umów, wartości i okresy obowiązywania. Nie uznały, że wymaga to szczególnego wykazywania interesu publicznego.

Spartan zachował się inaczej.

Co więcej, ten sam Spartan w odpowiedzi był w stanie ustalić i opisać historię obligacji Śląska. Spółka potwierdziła, że w 2016 roku kupiła obligacje WKS Śląsk Wrocław S.A. za 2 mln zł. Wykup ostatniej transzy nastąpił w 2020 roku. Spartan podał także odsetki otrzymane w latach 2017–2020: 48 521,75 zł w 2017 roku, 36 137,31 zł w 2018 roku, 30 313,86 zł w 2019 roku i 15 775,75 zł w 2020 roku.

Łącznie około 130,7 tys. zł odsetek.

To ważne z dwóch powodów.

Po pierwsze, potwierdza, że miejska spółka uczestniczyła w finansowaniu Śląska poprzez zakup jego papierów dłużnych.

Po drugie, pokazuje niekonsekwencję. Spartan potrafił odnaleźć i opisać kilkuletnią historię obligacji, ale przy zestawieniu umów zasłonił się informacją przetworzoną.

Trudno uciec od pytania czy problem naprawdę leży w charakterze informacji, czy raczej w gotowości do jej ujawnienia?

Stadion Wrocław: formalnie poprawnie, ale bez odpowiedzi na czas

Stadion Wrocław nie odmówił odpowiedzi, ale wydłużył termin do maksymalnych dwóch miesięcy. Formalnie ma do tego prawo. Ustawa pozwala przedłużyć termin, jeśli informacja nie może być udostępniona w ciągu 14 dni.

Istotny jest jednak kontekst.

MPWiK odpowiedziało. ZOO odpowiedziało. Spartan przynajmniej częściowo odpowiedział, choć przy głównym zestawieniu zasłonił się informacją przetworzoną. Stadion poprosił o więcej czasu. Nie pierwszy raz zresztą Stadion unika odpowiedzi na trudne pytania.

To właśnie Stadion może być jednym z najważniejszych elementów tej układanki. Relacje między Śląskiem a miejskim stadionem mogą obejmować czynsze, koszty dnia meczowego, rozliczenia, zadłużenie, odroczenia, ulgi, preferencje i inne elementy wpływające na realny koszt funkcjonowania klubu.

Nie ma sensu czekać z całą analizą wyłącznie na Stadion. Ale trzeba jasno zaznaczyć, że w chwili przygotowywania tekstu odpowiedź nie została jeszcze przekazana, choć inne miejskie spółki potrafiły udostępnić analogiczne zestawienia bez wielotygodniowego oczekiwania.

Spartan UDIP - Śląsk Wrocław
Fot. Piotr Potępa
Minimum ponad 13 mln zł od miejskich spółek i to nie wszystkich

Jeżeli zsumować dotychczas potwierdzone relacje finansowe miejskich spółek ze Śląskiem, otrzymujemy obraz, który istotnie poszerza dyskusję.

MPWiK: około 8,612 mln zł brutto w latach 2021–2024.

ZOO: około 3,008 mln zł brutto w latach 2021–2024.

Spartan: obligacje za 2 mln zł kupione w 2016 roku oraz około 130,7 tys. zł odsetek wypłaconych Spartanowi w latach 2017–2020.

Już same ujawnione dotąd relacje z MPWiK, ZOO i Spartanem dają ponad 13,6 mln zł przepływów lub instrumentów finansowych związanych ze Śląskiem, nie licząc odpowiedzi Stadionu Wrocław i pełnego zestawienia Spartana.

Trzeba zachować precyzję. Nie wszystko to dotacje. MPWiK płaciło za usługi promocyjne i najem powierzchni. ZOO zawierało umowy najmu i barter biletowy. Spartan kupił obligacje, które zostały wykupione. To różne instrumenty.

Jednak z punktu widzenia mieszkańca najważniejsze jest coś innego. Śląsk był finansowo powiązany nie tylko z budżetem miasta, ale także z miejskimi spółkami. A to oznacza, że pełny koszt miejskiego modelu Śląska jest wyższy niż sama suma dokapitalizowań, pożyczek i dotacji wykazanych przez BNW.

Publiczne wsparcie kontra sportowa sinusoida

Finansowanie można próbować uzasadniać wynikiem sportowym. Śląsk miał sukcesy. Mistrzostwo Polski w 2012 roku, występy w europejskich pucharach, wicemistrzostwo Polski w sezonie 2023/24, powrót do Ekstraklasy po spadku.

Ostatecznie jednak historia miejskiego Śląska nie jest historią konsekwentnego rozwoju. Jest raczej sinusoidą.

Klub potrafił być wysoko, a chwilę później wpadać w kryzys. Potrafił zbudować sezon ponad stan, a potem nie utrzymać poziomu. Wzbudzał nadzieję i szybko wracał do pytań o finanse, zarządzanie, płynność i przyszłość właścicielską.

To nie problem, że Śląsk czasem przegrywał. W piłce przegrywa każdy. Najbardziej obciążające jest to, że za publicznymi pieniędzmi nie poszła trwała stabilność.

Gdyby miasto przez lata inwestowało w klub, który stopniowo rośnie, poprawia przychody własne, rozwija akademię, sprzedaje zawodników, stabilizuje koszty i zmniejsza zależność od właściciela, można byłoby bronić tego modelu. Niestety, jeśli po latach klub nadal potrzebuje milionów z zewnątrz, nadal generuje straty i nadal nie ma samobilansującego się budżetu, to trudno mówić o sukcesie właścicielskim.

Właściciel publiczny bez biznesowego komfortu

Samorząd w piłce zawsze ma problem strukturalny.

Nie funkcjonuje jak prywatny inwestor, bo nie ryzykuje własnym majątkiem. To nie jest też zwykły urząd, bo prowadzi podmiot funkcjonujący w wysoce konkurencyjnej i emocjonalnej branży. Sponsorem też być nie może, bo jest właścicielem. Efekt? Odpowiedzialność się rozmywa.

W Śląsku widać to bardzo dobrze.

Miasto dokapitalizowuje. Rada Miejska głosuje. Prezydent wydaje zarządzenia. Biuro Nadzoru Właścicielskiego prowadzi nadzór. Zarząd klubu zarządza. Spółki miejskie zawierają umowy. Stadion rozlicza infrastrukturę. Kibice oczekują wyniku. Media pytają o pieniądze. Na samym końcu tego wszystkiego bardzo trudno wskazać jedną linię odpowiedzialności.

To dlatego brak odrębnej strategii jest tak ważny. Strategia nie jest papierem dla papieru. Jest narzędziem rozliczania właściciela i zarządu. Jeśli jej nie ma, każdy rok można tłumaczyć osobno. Raz spadkiem, raz awansem, raz pandemią, raz kosztami stadionu, raz nieudanym oknem transferowym, raz potrzebą utrzymania marki miasta.

Po kilkunastu latach nie można już jednak analizować każdego sezonu w izolacji. Trzeba ocenić model.

A model jest taki. Publiczny właściciel regularnie zasila klub, który nie potrafi trwale zbilansować działalności.

Prywatyzacja jako powracająca ucieczka do przodu

Miasto od lat mówi o sprzedaży Śląska albo poszukiwaniu inwestora. To zrozumiałe, bo obecny model jest kosztowny i politycznie coraz trudniejszy do obrony.

Odpowiedź BNW pokazuje, że dokumentacja procesu prywatyzacyjnego istnieje i jest obszerna. Urząd zaproponował wgląd do niej na miejscu, tłumacząc, że nie jest w stanie przekazać całości w formie plików PDF ze względu na skalę materiału. Nie odpowiedział jednak na moje pytania czy przed wglądem do tych dokumentów znów zostanie mi podsunięta do podpisu klauzula poufności, która wykluczyłaby możliwość napisania o tym materiału prasowego.

To ważny trop, bo w tych dokumentach mogą znajdować się wyceny, analizy, opinie doradców, oferty inwestorów i oceny ryzyk. Być może właśnie tam najpełniej widać, jak samo miasto oceniało wartość, problemy i przyszłość Śląska.

Prywatyzacja nie gwarantuje sukcesu. Prywatny właściciel też może być zły, niekompetentny albo niewiarygodny. Prywatyzacja ma jednak jedną fundamentalną przewagę. Porządkuje odpowiedzialność.

Dziś odpowiedzialność za Śląsk jest rozproszona pomiędzy ratusz, radnych, zarządy, miejskie spółki, stadion i sam klub. Prywatny właściciel nie rozwiąże wszystkich problemów automatycznie, ale przynajmniej zakończy fikcję, w której klub ma działać jak profesjonalny podmiot sportowy, a gdy liczby się nie zgadzają, znów wraca do publicznej kieszeni.

Jawność jako test zarządzania

Sama treść odpowiedzi na wnioski o informację publiczną jest osobnym materiałem o standardach jawności w miejskich spółkach.

MPWiK odpowiedziało normalnie. ZOO odpowiedziało normalnie. Obie spółki pokazały, że przygotowanie zestawienia umów z WKS Śląsk Wrocław S.A. nie musi być operacją specjalną.

Spartan zasłonił się informacją przetworzoną. Stadion Wrocław wydłużył termin.

Ta niekonsekwencja jest problemem.

Jeśli obywatel, dziennikarz albo radny pyta miejską spółkę o relacje finansowe z miejskim klubem, powinien dostać przejrzystą odpowiedź. Zwłaszcza gdy pytanie dotyczy podstawowych danych. Daty umowy, przedmiotu, okresu obowiązywania i wartości. To nie jest żądanie stworzenia wielotomowego raportu eksperckiego tylko prośba o elementarne dane dotyczące gospodarowania majątkiem publicznym.

Zasłanianie się informacją przetworzoną w takiej sprawie wygląda szczególnie słabo wtedy, gdy inne spółki miejskie odpowiadają bez problemu.

W sprawach dotyczących publicznych pieniędzy standard powinien być prosty. Maksymalna jawność, minimalne utrudnianie. Jeśli spółka komunalna finansowo współpracowała ze Śląskiem, mieszkańcy mają prawo wiedzieć, na jakich zasadach.

Ile naprawdę kosztował Śląsk?

Na dziś można wskazać kilka poziomów finansowania.

Pierwszy to bezpośrednie wsparcie miasta. Ponad 221 mln zł w dokapitalizowaniach, pożyczkach i dotacjach wykazanych przez BNW.

Drugi to miejskie spółki. Co najmniej 8,612 mln zł brutto z MPWiK, około 3,008 mln zł brutto z ZOO, 2 mln zł obligacji kupionych przez Spartana i około 130,7 tys. zł odsetek. Bez Stadionu Wrocław i bez pełnego zestawienia Spartana.

Trzeci to stadion i infrastruktura, których pełnego obrazu jeszcze nie ma.

Czwarty to procesy właścicielskie, prywatyzacyjne i inwestorskie, których dokumentacja nadal wymaga analizy.

Dlatego można wprost powiedzieć, że nie znamy jeszcze pełnego kosztu Śląska dla miejskiego ekosystemu.

Jednak wiemy już wystarczająco dużo, by powiedzieć, że koszt ten nie ograniczał się do prostego przelewu z budżetu miasta na klub. To był system naczyń połączonych.

Miasto finansowało, ale nie rozwinęło

Najbardziej obciążający dla miejskiego modelu nie jest sam fakt wydawania pieniędzy. Finansowanie sportu przez samorząd samo w sobie nie jest niczym nadzwyczajnym. Miasto może wspierać ważne instytucje, uznając, że klub piłkarski pełni funkcję promocyjną, społeczną i tożsamościową.

Problem zaczyna się wtedy, gdy przez lata płyną wielomilionowe środki, a klub nadal nie potrafi działać stabilnie.

Śląsk po awansie do Ekstraklasy nadal ma szacowaną lukę budżetową. Śląsk nadal potrzebuje dobrych transferów wychodzących, większych wpływów sponsorskich albo wsparcia właściciela. Jednocześnie klub wciąż obciąża kosztowa struktura charakterystyczna dla dużej organizacji, a przychody operacyjne nie dają gwarancji pokrycia wszystkich wydatków. To znaczy, że publiczne finansowanie nie uzdrowiło modelu. Ono go utrzymywało.

To właśnie jest najważniejsze oskarżenie wobec miejskich rządów w Śląsku. Nie takie, że miasto nigdy nie powinno było pomóc. Być może na początku miało to sens. Nie takie, że każda umowa z miejską spółką była zła. Tego nie da się uczciwie powiedzieć bez analizy każdej umowy. Najważniejsze oskarżenie brzmi inaczej. Po latach finansowania za publiczne pieniądze Śląsk nadal nie stał się stabilnym, samobilansującym się klubem.

Publiczne pieniądze wymagają publicznego rozliczenia

Śląsk Wrocław jest ważny dla miasta. Dla kibiców, historii i sportowej tożsamości Wrocławia. Właśnie dlatego powinien być zarządzany przejrzyście.

Jeżeli miasto przeznacza na klub publiczne pieniądze, mieszkańcy mają prawo wiedzieć, w jaki sposób są one wykorzystywane i jakie przynoszą efekty. Tak samo powinno być w przypadku miejskich spółek współpracujących ze Śląskiem. Zakres i wartość zawieranych umów powinny być jawne, podobnie jak uzasadnienie ich zawarcia. Dotyczy to również innych form zaangażowania finansowego, takich jak zakup obligacji. Dlatego trudno nie zauważyć różnic w podejściu poszczególnych spółek do udostępniania informacji. Skoro MPWiK i ZOO przekazały szczegółowe zestawienia umów, pojawia się pytanie, dlaczego w przypadku Spartana podobny zakres informacji został uznany za informację przetworzoną. 

Tu już nie chodzi tylko o piłkę nożną. Mówimy o sposobie zarządzania publicznym majątkiem. Poruszamy temat rozmytych standardów jawności. Mamy tu przekraczanie granic samorządowego właścicielstwa. Miasto samo nie potrafi przyznać, że przez lata utrzymywało klub bez realnego planu wyjścia z uzależnienia od publicznych pieniędzy.

Dziś obraz jest coraz wyraźniejszy.

Śląsk Wrocław nie był wyłącznie klubem miejskim. Funkcjonował w systemie finansowania opartym na środkach miasta oraz relacjach z miejskimi spółkami. Mimo wieloletniego wsparcia nie udało się jednak stworzyć trwałego i samobilansującego modelu działalności.

A skoro tak, to najważniejsze pytanie nadal pozostaje bez pełnej odpowiedzi…

Ile naprawdę kosztował mieszkańców Wrocławia Śląsk i dlaczego po tylu latach nadal trzeba za niego dopłacać? Tematu odpuszczać nie zamierzamy i nadal będziemy zadawać pytania.

Spartan odpowiada na publikację

Po publikacji artykułu redakcja otrzymała stanowisko WCT Spartan. Spółka podkreśla, że nie ukrywa informacji dotyczących relacji z WKS Śląsk Wrocław S.A. i zapewnia, że udostępni wnioskowane zestawienie umów w wyznaczonym wcześniej terminie, czyli do 17 lipca.

Jak wyjaśnia rzecznik prasowy WCT Spartan Maciej Moczko, informacje dotyczące zakupu obligacji Śląska z 2016 roku były już wcześniej wielokrotnie udostępniane, dlatego mogły zostać szybko przekazane również w odpowiedzi na wniosek o dostęp do informacji publicznej.

Spółka zaznacza również, że pozostałe umowy mają inny charakter niż obligacje. Według Spartana dotyczą one korzystania przez WKS Śląsk Wrocław z obiektów należących do spółki, za które klub miał uiszczać opłaty. W ocenie WCT Spartan nie można więc mówić o finansowaniu klubu przez spółkę w ramach tych umów.

Jednocześnie Spartan zapewnia, że nie dokonywał innych płatności na rzecz WKS Śląsk Wrocław S.A. poza opisanym wcześniej zakupem obligacji i podtrzymuje, że przygotowanie pełnego zestawienia umów wymaga dodatkowego czasu.

Piłkarze Śląska i Ante Simundza
Fot. Śląsk Wrocław.
Show Comments (0) Hide Comments (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.