Śląsk Wrocław testuje płatne transmisje. Ale na tym nie zarabia

Fot. Krystyna Pączkowska.

Śląsk Wrocław zdecydował się oddać wyłączne prawa do transmisji dwóch sparingów platformie MEGOGO. Kibice za dostęp zapłacą 5 zł, ale klub na tej współpracy na razie bezpośrednio nie zarabia. To test modelu, który w przyszłości ma już przynosić pieniądze z opłat licencyjnych.

W tym artykule przeczytasz:
  • Dlaczego Śląsk oddał MEGOGO wyłączność na dwa sparingi.
  • Co klub zyskuje na współpracy mimo braku opłaty licencyjnej.
  • Kiedy transmisje mogą zacząć realnie zarabiać dla Śląska.
Śląsk Cracovia
Fot. WKS Śląsk Wrocław/Facebook.

Podczas wyjątkowo długiej przerwy reprezentacyjnej Śląsk Wrocław zaplanował dwa mecze kontrolne. Pierwszy z Kryształem Stronie Śląskie, drugi ze Slovanem Liberec. Oba spotkania zostaną pokazane wyłącznie na platformie MEGOGO. Dla kibiców oznacza to zmianę. Dotychczas sparingi Śląska można było oglądać w prostszej, najczęściej darmowej formule, realizowanej przez klub. Teraz dostęp do transmisji wymaga rejestracji na zewnętrznej platformie i zakupu Pakietu Startowego.

Za pomocą kodu „SLASKWROCLAW” jego cena przez pierwsze 30 dni wynosi 5 zł. Po tym okresie subskrypcja odnawia się automatycznie za 14,99 zł za każde kolejne 30 dni, chyba że użytkownik wcześniej z niej zrezygnuje.

Na pierwszy rzut oka można więc odnieść wrażenie, że Śląsk rozpoczął sprzedaż swoich transmisji i znalazł nowe źródło przychodu. W rzeczywistości obecny model wygląda inaczej.

Wyłączność tak, ale jeszcze bez opłaty za prawa

MEGOGO otrzymało wyłączne prawa do pokazania obu spotkań, ale Śląsk nie pobiera za nie opłaty licencyjnej. Pierwsza współpraca została oparta na barterze.

– Nasze działania opierają się na zasadach barteru, a całe rozwiązanie traktujemy jako testowe. Zależy nam, by podnosić jakość transmisji meczów sparingowych, do tej pory realizowanych z jednej kamery, bez powtórek. To się niewątpliwie udało – tłumaczy rzecznik prasowy Śląska Wrocław Paweł Prochowski.

Z punktu widzenia klubu korzyścią ma być więc przede wszystkim profesjonalizacja produktu. Śląsk nie musi finansować realizacji, a kibic otrzymuje transmisję z komentarzem, przygotowaną przez zewnętrznego partnera.

Istotny jest również drugi element.

– Platforma daje nam też możliwość dotarcia do większej liczby odbiorców, przez co oprócz podniesienia jakości transmisji mamy większe „okno zasięgowe”, by zaprezentować nasze treści promocyjne i reklamowe, czyli materiały naszych sponsorów – dodaje Prochowski.

Śląsk wymienia więc dwie wartości otrzymywane w zamian za wyłączność. Koszt i jakość produkcji oraz potencjalnie większą ekspozycję treści komercyjnych.

Cały koszt bierze na siebie MEGOGO

To ważny element oceny tej współpracy. Klub nie tylko nie inwestuje w stworzenie transmisji, ale w całości przenosi ten koszt na partnera.

– Całkowite koszty produkcji transmisji obu spotkań pokrywa MEGOGO – potwierdza rzecznik Śląska.

Jeżeli alternatywą byłaby transmisja przygotowywana własnymi siłami, z jednej kamery i bez dodatkowej realizacji, klub faktycznie otrzymuje bardziej profesjonalny produkt bez ponoszenia wydatków. Ceną jest jednak rezygnacja z powszechnej dostępności.

Zamiast darmowego materiału trafiającego bezpośrednio do odbiorców klubowych kanałów powstaje treść dostępna dopiero po założeniu konta na zewnętrznej platformie i podpięciu danych płatniczych.

To klasyczny kompromis pomiędzy maksymalizacją zasięgu a próbą podniesienia komercyjnej wartości treści.

Kibic płaci. Śląsk nie dostaje prowizji

Szczególnie istotna jest konstrukcja promocji. Hasło reklamowe MEGOGO mówi o „dwóch transmisjach za 5 zł”. W praktyce kibic nie kupuje jednak dwóch pojedynczych meczów w systemie PPV. Za 5 zł aktywuje 30-dniowy Pakiet Startowy. Po zakończeniu promocyjnego okresu subskrypcja odnawia się automatycznie za 14,99 zł. Warunek ten został przez klub opisany na stronie poświęconej transmisjom, wraz z informacją o możliwości wcześniejszej rezygnacji.

Z biznesowego punktu widzenia ma to znaczenie przede wszystkim dla MEGOGO. Platforma za pomocą atrakcyjnej i ekskluzywnej treści może pozyskać nowych abonentów, którzy po transmisjach pozostaną jej klientami. Śląsk nie uczestniczy jednak obecnie w przychodach z tych aktywacji.

– Przy tych dwóch sparingach klub nie otrzymuje dodatkowego wynagrodzenia za aktywację kodu, nie wykluczamy tego w przyszłości w przypadku kontynuowania współpracy – mówi Prochowski.

Oznacza to, że kod „SLASKWROCLAW” nie jest na tym etapie klasycznym mechanizmem afiliacyjnym przynoszącym klubowi prowizję od każdego pozyskanego użytkownika.

Dla MEGOGO potencjalna korzyść jest więc oczywista. Dwa ekskluzywne wydarzenia sportowe mogą przyciągnąć nowych klientów. Śląsk otrzymuje natomiast wartość w naturze. Produkcję i dystrybucję.

Śląsk Cracovia
Fot. Adriana Ficek/WKS Śląsk Wrocław.
Dla MEGOGO to przede wszystkim pozyskiwanie klientów

Z perspektywy platformy model jest czytelny. Kibic zainteresowany obejrzeniem Śląska musi założyć konto, podać dane płatnicze i rozpocząć subskrypcję. Pierwszy miesiąc kosztuje symboliczne 5 zł, co znacznie zmniejsza barierę wejścia.

Warto przy tym zaznaczyć, że wskazana na stronie klubu najniższa cena tego samego pakietu w ciągu 30 dni przed rozpoczęciem promocji wynosiła 9,99 zł. Promocja faktycznie, więc obniża koszt o niemal połowę, choć marketingowe „dwie transmisje za 5 zł” nie pokazuje całej konstrukcji produktu.

Największą wartością dla MEGOGO może nie być sama pierwsza opłata. Znacznie ważniejsze mogą okazać się konta użytkowników, którzy po zakończeniu promocji pozostaną na platformie.

To sprawia, że przy pierwszej odsłonie współpracy korzyści finansowe obu stron są asymetryczne. Platforma może generować przychód bezpośrednio z nowych subskrypcji. Śląsk jeszcze tego nie robi.

Nie oznacza to jednak, że klub oddaje swoje prawa bez żadnej wartości w zamian. Profesjonalna produkcja dwóch transmisji ma konkretny koszt, podobnie jak zapewnienie infrastruktury i dystrybucji. Pytaniem pozostaje jedynie, czy wartość tego świadczenia równoważy wartość wyłączności i dostęp do klubowej społeczności.

Najważniejszy będzie kolejny krok

Najciekawsza część całego przedsięwzięcia dotyczy przyszłości. Obie strony mają po dwóch transmisjach przeanalizować wyniki eksperymentu. Jeżeli ocena będzie pozytywna, model współpracy ma się zmienić.

– Poddamy analizie obie transmisje i w przypadku pozytywnej oceny dotychczasowej współpracy kolejna umowa będzie już wiązała się z opłatą licencyjną dla klubu, ustalaną każdorazowo przed kolejnymi spotkaniami sparingowymi – zapowiada rzecznik Śląska.

W tym miejscu pojawia się najważniejszy biznesowy argument za obecną próbą. Śląsk może potraktować pierwsze dwa mecze jako badanie wartości własnego produktu. Jeżeli okaże się, że transmisje generują odpowiednią oglądalność, liczbę aktywacji i zainteresowanie użytkowników, klub otrzyma konkretny punkt odniesienia przy kolejnych negocjacjach. Zamiast hipotetycznie wyceniać prawa do sparingów, będzie mógł opierać się na rzeczywistych danych.

To szczególnie istotne w przypadku klubów piłkarskich, które mają niewielkie możliwości samodzielnej sprzedaży praw do oficjalnych spotkań ligowych. Sparingi pozostają jedną z niewielu kategorii transmisji pierwszego zespołu, którymi klub może zarządzać samodzielnie.

Dobry test, ale dopiero test

Na obecnym etapie trudno więc mówić o nowym źródle przychodów Śląska. Klub nie otrzymał pieniędzy za wyłączność, nie zarabia na kodzie promocyjnym i nie otrzymuje części wpływów z kolejnych miesięcy subskrypcji. W zamian oszczędza jednak koszty produkcji, otrzymuje wyższą jakość transmisji oraz dodatkową przestrzeń do promocji sponsorów. Co równie ważne, zdobywa wiedzę o tym, czy kibice są gotowi płacić za tego rodzaju treści.

Marketingowo to interesujący eksperyment. PR-owo wymaga natomiast dużej transparentności, zwłaszcza w kwestii automatycznego przedłużania abonamentu. Na stronie klubu informacja o późniejszej cenie 14,99 zł została podana wprost. W głównej kreacji promocyjnej znacznie mocniej eksponowane jest jednak prostsze hasło o dwóch transmisjach za 5 zł.

Najważniejszy test dla Śląska nie dotyczy zatem wyłącznie liczby widzów dwóch najbliższych sparingów.

Będzie nim odpowiedź na pytanie, czy po zakończeniu eksperymentu klub rzeczywiście będzie w stanie zamienić zdobyte dane i zainteresowanie kibiców w realną wartość swoich praw transmisyjnych. Jeśli kolejny partner będzie już gotowy za nie zapłacić, obecny barter można będzie traktować jako inwestycję w stworzenie nowego produktu. Jeśli nie – pozostanie przede wszystkim udanym sposobem na sfinansowanie dwóch lepiej wyprodukowanych transmisji.

Śląsk Wrocław Raków Częstochowa 2:1
Fot. Mikołaj Stokowski.
Show Comments (0) Hide Comments (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.