Śląsk Wrocław i trzy wersje tych samych pieniędzy

Fot. Piotr Potępa

Śląsk Wrocław odpowiada na kolejne wnioski o informację publiczną dotyczące rozbieżności między audytem Grant Thornton a rzeczywistymi danymi spółek miejskich. Klub po raz pierwszy pokazuje konkretne kwoty zaksięgowane w swoich księgach, ale jednocześnie jasno stawia granicę. Nie wyjaśni, które dane są prawdziwe ani skąd biorą się różnice. W efekcie zamiast zamknięcia tematu pojawia się obraz systemu, w którym funkcjonują równolegle różne wersje tych samych finansów, bez instytucji, która byłaby w stanie je jednoznacznie zweryfikować.

W tym artykule przeczytasz:
  • Jakie kwoty Śląsk księguje, a jakie podają miejskie spółki.
  • Dlaczego audyt Grant Thornton nie daje jednoznacznych odpowiedzi.
  • Na czym polegają rozbieżności i kto powinien je wyjaśnić.

Nowe dokumenty wprowadzają do sprawy istotny element, którego wcześniej brakowało. Klub po raz pierwszy precyzyjnie wskazuje, jakie kwoty zostały zaksięgowane w jego księgach jako przychody od Portu Lotniczego Wrocław. Z odpowiedzi wynika, że za 2023 rok było to 857 142,85 zł netto, za 2024 rok 1 200 000,00 zł netto, a za 2025 rok 1 300 000,00 zł netto.

Są to dane wynikające bezpośrednio z ksiąg rachunkowych klubu. Jako takie stanowią najbardziej formalne ujęcie relacji finansowej między Śląskiem a jednym z kluczowych podmiotów miejskich. W przypadku roku 2023 liczba ta niemal dokładnie odpowiada wartości pojawiającej się wcześniej w audycie Grant Thornton. To może sugerować, że przynajmniej w tym zakresie raport opierał się na danych księgowych klubu.

Śląsk Wrocław odpowiedź na wniosek o udip
Śląsk Wrocław odpowiedź na wniosek o udip
Te same relacje, różne wartości

Sytuacja komplikuje się jednak w kolejnych latach. Wcześniejsze odpowiedzi Portu Lotniczego Wrocław wskazywały, że spółka przekazywała klubowi 1,23 mln zł brutto rocznie w ramach umów marketingowych. Tymczasem dane księgowe Śląska pokazują kwoty na poziomie 1,2 mln zł netto za 2024 rok oraz 1,3 mln zł netto za 2025 rok.

Różnice te nie są na tyle oczywiste, by można je było w prosty sposób sprowadzić do kwestii podatkowych czy różnic między wartościami netto i brutto. Mogą wynikać z przyjętego momentu księgowania przychodów, zakresu świadczeń objętych umową albo sposobu rozliczania usług marketingowych. Problem w tym, że żaden z tych elementów nie został w dokumentach jednoznacznie wyjaśniony.

Kluczowe jest to, że klub nie podejmuje próby rozstrzygnięcia tych rozbieżności.

Klub wyznacza granicę odpowiedzi

Najbardziej wymowna część odpowiedzi dotyczy właśnie tej kwestii. Śląsk jednoznacznie wskazuje, że nie jest autorem raportu Grant Thornton. Klub dodaje, że nie zna szczegółowej metodologii przyjętej przez jego autorów i nie posiada zweryfikowanych informacji pozwalających przesądzić, z czego wynikają ewentualne różnice. Jednocześnie podkreśla, że nie ma obowiązku dokonywania ocen ani analiz porównawczych w tym zakresie.

W praktyce oznacza to, że klub ogranicza się do przedstawienia danych, które znajdują się w jego księgach, ale nie podejmuje się ich interpretacji w kontekście innych dostępnych źródeł. Nie wskazuje, które dane należy uznać za właściwe i nie wyjaśnia, dlaczego różne dokumenty opisują tę samą relację finansową w odmienny sposób.

Śląsk Wrocław odpowiedź na wniosek o udip część 2
Śląsk Wrocław odpowiedź na wniosek o udip część 2
Formalna poprawność i realny problem

Z punktu widzenia przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej stanowisko klubu jest spójne. Podmiot zobowiązany ma obowiązek udostępniać informacje, którymi dysponuje. Nie musi jednak tworzyć nowych zestawień, przeprowadzać analiz ani formułować ocen.

Śląsk konsekwentnie opiera swoją odpowiedź na tej interpretacji. Wskazuje przy tym konkretne kwoty wynikające z ewidencji księgowej i odmawia dalszego komentowania sprawy.

Tyle że taka odpowiedź nie rozwiązuje problemu, który pojawił się wcześniej. W praktyce mamy bowiem do czynienia z sytuacją, w której różne podmioty opisują te same przepływy finansowe w odmienny sposób. Żaden z nich nie czuje się przy tym odpowiedzialny za ich uzgodnienie.

Audyt poza kontrolą klubu

Drugi z dokumentów dodatkowo wzmacnia ten obraz. Śląsk jasno wskazuje, że nie posiada dokumentacji dotyczącej metodologii raportu Grant Thornton, nie zna szczegółowych założeń przyjętych przez jego autorów i nie ma możliwości ich zweryfikowania.

Jednocześnie klub podkreśla, że raport został sporządzony przez zewnętrzny, profesjonalny podmiot, który ponosi odpowiedzialność za jego rzetelność. Oznacza to, że dokument przygotowany na potrzeby procesu sprzedażowego funkcjonuje de facto poza możliwością pełnej weryfikacji przez sam klub, którego dotyczy.

Rada Nadzorcza bez pogłębionej analizy

W odpowiedziach nie ma również śladu pogłębionej analizy ze strony Rady Nadzorczej. Z dokumentów wynika, że raport został przyjęty jako opracowanie przygotowane przez niezależny podmiot zewnętrzny, bez wskazania, czy przeprowadzono szczegółową weryfikację jego treści lub analizę spójności danych z innymi źródłami.

Nie jest to zarzut, lecz opis stanu faktycznego wynikający z udzielonych odpowiedzi. W praktyce oznacza to jednak, że kluczowy dokument dotyczący finansów klubu nie został zestawiony z danymi, które znajdują się w dyspozycji samej spółki.

Trzy poziomy danych

Po zestawieniu wszystkich dostępnych materiałów wyraźnie widać, że w przypadku Śląska Wrocław funkcjonują równolegle różne poziomy opisu rzeczywistości finansowej. Z jednej strony mamy dane przekazywane przez spółki miejskie, które odnoszą się do wartości umów i transferów środków. Z drugiej strony znajdują się dane księgowe klubu, które pokazują sposób ujęcia tych relacji w ewidencji rachunkowej. Trzecim elementem jest raport zewnętrzny, który prezentuje jeszcze inną perspektywę, wynikającą z przyjętej metodologii.

Problem polega na tym, że te trzy poziomy nie zostały ze sobą jednoznacznie powiązane.

Publiczne pieniądze i obietnica, która nie wytrzymała zderzenia z dokumentami

W całej tej sprawie jest jeszcze jeden wątek, który trudno pominąć. Raport Grant Thornton, wokół którego dziś toczy się dyskusja, nie był prywatną analizą przygotowaną na użytek wewnętrzny. Powstał za publiczne pieniądze i od początku był przedstawiany jako narzędzie, które ma wreszcie uporządkować wiedzę o finansach Śląska Wrocław.

Jednym z głównych politycznych orędowników tego rozwiązania był radny Robert Suligowski. To on w momencie inicjowania audytu mówił o potrzebie przejrzystości. Podkreślał też, że dokument pozwoli jasno pokazać rzeczywisty stan finansów klubu. Przekaz był prosty, kończymy z domysłami, zaczynamy operować twardymi danymi.

Dziś, po zestawieniu raportu z odpowiedziami spółek miejskich i samego klubu, ten obraz wygląda zupełnie inaczej.

Zamiast jednego, spójnego zestawu danych mamy kilka wersji tej samej rzeczywistości. Spółki miejskie wskazują konkretne kwoty, klub pokazuje dane księgowe, a raport prezentuje jeszcze inną perspektywę. Różnice między nimi nie są symboliczne. W niektórych przypadkach sięgają setek tysięcy złotych.

Oczywiście nikt nie bierze odpowiedzialności za ich wyjaśnienie.

Klub powołuje się na brak wiedzy o metodologii raportu i brak obowiązku dokonywania analiz. Autor raportu działał jako podmiot zewnętrzny. Instytucje publiczne przekazują własne dane. Każdy element systemu funkcjonuje osobno, ale całość nie składa się w jeden, jednoznaczny obraz.

Tu już nie mówimy o interpretacji tylko taki jest stan faktyczny wynikający z dokumentów.

W tym kontekście trudno mówić o realizacji zapowiadanej transparentności. Raport, który miał uporządkować sytuację i zamknąć dyskusję o finansach Śląska, w praktyce ją otworzył na nowo. Zrobił to w sposób bardziej fundamentalny niż wcześniej.

Tu już nawet nie chodzi już tylko o to, ile pieniędzy trafia do Śląska z miejskich spółek. Chodzi o to, że mimo szumnych zapowiedzi radnego Suligowskiego i mimo wydanych publicznych pieniędzy wciąż nie ma jednego, spójnego obrazu tych finansów.

I to jest sedno sprawy.

Mieliśmy dostać transparentny i profesjonalny raport pokazujący stan finansów Śląska Wrocław. Dostaliśmy jeszcze większy chaos za który nikt nie chce wziąć odpowiedzialności.

Pytanie, które pozostaje

Po tej serii odpowiedzi trudno mówić o zamknięciu tematu. Wręcz przeciwnie, pojawia się pytanie o charakter bardziej fundamentalny niż wcześniej. Nie dotyczy ono już wyłącznie tego, ile pieniędzy trafia do Śląska Wrocław z miejskich spółek. Ono dotyczy tego czy w obecnym modelu funkcjonowania klubu istnieje mechanizm pozwalający te dane jednoznacznie ustalić i porównać.

Póki co każda z dostępnych informacji opisuje tę samą rzeczywistość w inny sposób.

Show Comments (0) Hide Comments (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.