Śląsk Wrocław gotowy na Ekstraklasę, ale okno transferowe pozostaje uchylone

Fot. Śląsk Wrocław

Śląsk Wrocław nie czekał na sierpniowe promocje i okazje last minute. Większość transferów przeprowadził jeszcze przed rozpoczęciem zgrupowania, a do kadry beniaminka dołączyło siedmiu nowych zawodników. Dyrektor sportowy Rafał Grodzicki przekonuje, że na dziś zespół jest gotowy do gry w Ekstraklasie. Jednocześnie przyznaje, że klub nadal obserwuje rynek i szuka piłkarza, który może dać drużynie liczby w ofensywie. Kadra jest szersza, bardziej różnorodna i lepiej zabezpieczona, nadal jednak nie na każde pytanie można udzielić jednoznacznie pozytywnej odpowiedzi.

W tym artykule przeczytasz:
  • Analizę okna transferowego w wykonaniu Śląska Wrocław
  • Czy Śląsk Wrocław nadal szuka wzmocnień
  • Czego Śląskowi nadal brakuje przed startem sezonu

Śląsk wrócił do Ekstraklasy po zaledwie jednym sezonie spędzonym na jej zapleczu. Awans wywalczył z drugiego miejsca, zdobywając 62 punkty. Strzelił 69 goli, ale jednocześnie stracił aż 47 i tylko siedem razy zachował czyste konto. Już te liczby podpowiadały, że latem nie wystarczy kosmetyka. Potrzebne były wzmocnienia w każdej formacji.

Siedem transferów, siedem konkretnych zadań

Karol Niemczycki, Dominik Szala, Irodotos Christodoulou, Alex Timossi Andersson, Grzegorz Tomasiewicz, Eniss Shabani i Malaly Dembélé. To lista piłkarzy sprowadzonych przez Śląsk przed rozpoczęciem sezonu 2026/2027.

Raczej nie ma na niej jednego transferowego bohatera, wokół którego można byłoby budować całą narrację o letnim oknie. Są za to zawodnicy odpowiadający na konkretne potrzeby. Mamy rywalizację w bramce. Jest lepsze zabezpieczenie boków i środka obrony. Pojawiła się większa kreatywność w drugiej linii. Dodano szybkość na wahadle oraz kolejną opcję w ataku. Wszystko miało na celu budowanie bardziej na funkcjach niż nazwiskach.

– Na dziś okno jest zamknięte. Zrobiliśmy siedem ruchów transferowych. Praktycznie ze wszystkimi, oprócz Alexa, zdążyliśmy przed rozpoczęciem zgrupowania. Wiadomo, że każdy z zawodników potrzebuje trochę aklimatyzacji, tym bardziej że jest aż tyle ruchów. Gdybyśmy dzisiaj jeszcze kogoś na siłę ściągali, to nie miałoby to sensu. Na każdą pozycję mamy zawodników, którzy rywalizują ze sobą. Jesteśmy z tego zadowoleni – mówi mi Rafał Grodzicki, dyrektor sportowy Śląska.

To ważna deklaracja, ale słowo „zamknięte” trzeba w tym przypadku traktować umownie. Śląsk zakończył planowaną część okna. Nie zakończył jednak pracy na rynku.

Plan powstał pół roku wcześniej

Największym sukcesem tego okna może się okazać moment przeprowadzenia tych transferów. Śląsk rozpoczyna sezon z zawodnikami, którzy zdążyli poznać zespół, wymagania Ante Šimundžy i wykorzystywane przez niego ustawienie.

W przypadku beniaminka nie jest to regułą. Kluby wracające do Ekstraklasy często czekają na pieniądze z praw telewizyjnych, rozwój sytuacji na rynku albo zawodników, którzy początkowo mierzyli wyżej. Efektem bywa kadra kompletowana już po pierwszych kolejkach. Śląsk wybrał inną drogę.

– Budżet był dla mnie zadowalający, ponieważ sami założyliśmy go pół roku temu. Wiedzieliśmy, że będziemy przygotowywać okno albo na Ekstraklasę, albo na pierwszą ligę. Wiedzieliśmy, na co możemy sobie pozwolić i już wtedy pracowaliśmy bardzo szybko. Dlatego przed zgrupowaniem mogliśmy mieć praktycznie zamkniętą kadrę – tłumaczy Grodzicki.

Okno Śląska Wrocław zostało oparte przede wszystkim na zawodnikach dostępnych bez konieczności płacenia wysokich kwot odstępnego oraz na wypożyczeniu Dominika Szali z opcją wykupu. To kontynuacja zapowiadanej wcześniej strategii. Ograniczone ryzyko finansowe, większe znaczenie skautingu i szukanie graczy, których wartość może wzrosnąć we Wrocławiu.

Proces decyzyjny również miał być uporządkowany.

– Ante Šimundža powiedział po powrocie z urlopu: „Rafał, ja w końcu miałem urlop”. Mieliśmy wszystko przygotowane wcześniej i później trzeba było to tylko spinać. Każdy transfer musiał zgadzać się w skautingu, u mnie i w sztabie szkoleniowym – opowiada dyrektor sportowy.

Brzmi banalnie, ale w polskich klubach wcale banalne nie jest. Śląsk przynajmniej na poziomie organizacyjnym uniknął sytuacji, w której trener dostaje przypadkowych zawodników, bo akurat byli dostępni i mieścili się w budżecie.

Rafał Grodzicki Ante Simundza Śląsk Wrocław
Fot. Śląsk Wrocław
W bramce nie ma już właściciela pozycji

Transfer Karola Niemczyckiego był jednym z potrzebnych ruchów. Michał Szromnik był ważną postacią drużyny, która wywalczyła awans, dlatego można było zakładać, że Śląsk poszuka przede wszystkim młodszego numeru dwa. Sprowadził jednak bramkarza posiadającego ponad 70 występów w Ekstraklasie, który w poprzednim sezonie rozegrał 33 spotkania w izraelskim FC Ashdod. Związał się z wrocławskim klubem umową do 2028 roku z możliwością jej przedłużenia.

Niemczycki nie przyjechał więc do Wrocławia po to, żeby spokojnie czekać na szansę.

– Po wypożyczeniu Bartka Głogowskiego Karol Niemczycki wskakuje do kadry pierwszej drużyny i ma normalnie rywalizować z Michałem Szromnikiem. Wydaje nam się, że jeden i drugi wygląda bardzo dobrze. Każdy z nich jest innym bramkarzem. Teraz pozostaje decyzja trenera Gładocha i trenera Šimundžy, kto będzie bronił – wyjaśnia Grodzicki.

Hierarchia nie została zatem ustalona przy negocjacyjnym stole. Ona ma się ukształtować na treningach. To dobra wiadomość dla drużyny, choć niekoniecznie komfortowa dla samych bramkarzy.

Głogowski potrzebuje natomiast regularnego grania. Po rundzie spędzonej głównie na ławce i okazjonalnych występach w rezerwach kolejne miesiące w roli trzeciego bramkarza niewiele dałyby jego rozwojowi. Zawodnik przedłużył już kontrakt ze Śląskiem do 2028 roku z opcją przedłużenia jeszcze o rok, a teraz uda się na wypożyczenie do Sandecji Nowy Sącz.

– Musi mieć rundę, w której będzie systematycznie bronił. Jeżeli znajdzie się solidna drużyna drugoligowa, grająca o duży cel, wypożyczymy go tam. Nie musimy na siłę szukać klubu pierwszoligowego – zaznacza Grodzicki.

Dominik Szala ma być kimś więcej niż uzupełnieniem

O ile Niemczycki ma walczyć o miejsce od razu, o tyle transfer Dominika Szali jest ruchem łączącym teraźniejszość z przyszłością. Dwudziestoletni obrońca został wypożyczony z Górnika Zabrze, a Śląsk zapewnił sobie opcję wykupu.

W Zabrzu Szala nie przebił się na stałe do pierwszego składu. Często był rozpatrywany jako prawy obrońca, podczas gdy we Wrocławiu ma funkcjonować jako prawy stoper w trzyosobowym bloku defensywnym.

– Uważamy, że nasz system gry trójką z tyłu, w którym Dominik będzie skrajnym prawym środkowym obrońcą, daje mu pozycję skrojoną pod jego możliwości. Mamy tam Matsenkę, ale w poprzedniej rundzie nie miał rywala. Chcemy dołożyć mu chłopaka, który będzie mocno na niego naciskał – mówi dyrektor sportowy Śląska.

Szala ma cechy, które mogą się dobrze sprawdzić w agresywnie broniącym zespole. Lubi wychodzić za przeciwnikiem, skracać pole i wdawać się w pojedynki. Grodzicki zwraca uwagę przede wszystkim na jego doskok, agresywność oraz grę jeden na jednego – zarówno na ziemi, jak i w powietrzu.

– Obserwując go co tydzień, mogę powiedzieć, że wygląda coraz lepiej. Matsenko w końcu będzie miał rywala, który może sprawić, że trener będzie miał duży zgryz – dodaje.

To transfer z potencjałem, ale również pewnym ryzykiem. Szala wciąż musi udowodnić, że jest gotowy na regularną grę w Ekstraklasie. Dla Śląska ważne będzie również to, jak skonstruowana została opcja wykupu. Jeżeli zawodnik rzeczywiście się rozwinie, klub powinien mieć możliwość przejęcia go na warunkach odpowiadających swojej sytuacji finansowej.

Christodoulou daje lewą nogę, a Timossi szybkość

Drugim nowym środkowym obrońcą został Irodotos Christodoulou. Cypryjczyk podpisał kontrakt do 2028 roku z opcją przedłużenia. W poprzednim sezonie rozegrał 28 spotkań ligowych, strzelił cztery gole i zanotował asystę. Może występować na środku obrony, po lewej stronie, a w razie potrzeby również jako defensywny pomocnik. Przede wszystkim jest jednak lewonożny, co w ustawieniu z trójką stoperów ma duże znaczenie dla sposobu wyprowadzania piłki.

Alex Timossi Andersson odpowiada natomiast na inną potrzebę. Szwed może grać jako prawy wahadłowy, boczny obrońca lub skrzydłowy. Ma zapewniać szybkość, szerokość i dośrodkowanie. W przeszłości trafił do akademii Bayernu Monachium, ale jego późniejsza kariera nie rozwinęła się zgodnie z tamtymi oczekiwaniami. Do Śląska przychodzi jako zawodnik wciąż stosunkowo młody, ale mający już za sobą kilka piłkarskich zakrętów.

– Jeżeli chodzi o szybkość na skrzydle, właśnie po to został ściągnięty Alex – mówi krótko Grodzicki.

Na papierze defensywa rzeczywiście została poszerzona. Ba, Malec, Matsenko, Christodoulou i Szala dają trenerowi kilka możliwych zestawień w środku. Na bokach są Timossi Andersson, Michał Rosiak, Marc Llinares i Adrian Żulewski, a część zawodników może zmieniać strony.

– Na dziś ruchy w defensywie zamknęliśmy. Każda pozycja jest obsadzona podwójnie. Z Markiem Llinaresem będzie rywalizował Żulewski i jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, jak Adrian wygląda. Rosiak czy Andersson również są w stanie zagrać po lewej stronie – wylicza Grodzicki.

Irodotos Christodoulu - Śląsk
Fot. Śląsk Wrocław
Problem w tym, że ta konstrukcja pozostaje zależna od dalszych decyzji personalnych

Marko Dijaković dostał zgodę na odejście. Klub szuka rozwiązania satysfakcjonującego obie strony. Jednocześnie zainteresowanie Michałem Rosiakiem wykazywało FC Twente. Pierwsza oferta została odrzucona jako zbyt niska, druga również i wszystko wskazuje na to, że trzeciej Holendrzy już nie złożą. Śląsk natomiast rozpoczął rozmowy w sprawie przedłużenia kontraktu z zawodnikiem, który w poprzednim sezonie rozegrał 22 mecze ligowe, zdobył cztery bramki i miał dwie asysty.

Jeśli jednak zdarzyłoby się coś niespodziewanego, to ewentualne odejście Rosiaka zmieniłoby ocenę obsady wahadeł. Bez niego Timossi zostałby właściwie jedynym naturalnym, ogranym zawodnikiem na prawą stronę, a możliwość przesuwania Szweda na lewą stałaby się znacznie mniej realna. Dlatego kadra defensywna jest zamknięta tylko przy założeniu, że nie wydarzy się żadna istotna sprzedaż.

Największym znakiem zapytania pozostaje lewa strona. Krzysztof Kurowski, który wiosną rozpoczynał wszystkie mecze w podstawowym składzie, nie przedłużył umowy i przeniósł się do FC Twente. Sezon zakończył z 31 występami, dwoma golami i trzema asystami.

Żulewski może wykorzystać swoją szansę, Llinares ma niepodważalne walory ofensywne, a Rosiak i Timossi mogą pełnić funkcję awaryjną. Na dziś brakuje jednak pewności, że strata Kurowskiego została w pełni zrekompensowana.

Środek pola ma już mówić kilkoma językami

W poprzednim sezonie zbyt duża część odpowiedzialności za tworzenie sytuacji spoczywała na Piotrze Samcu-Talarze i Michale Mokrzyckim. Jeżeli rywal odcinał ich od gry albo zmuszał do działania daleko od bramki, Śląsk miał mniej sposobów na przyspieszenie akcji.

Grzegorz Tomasiewicz ma dać doświadczenie, ruchliwość i umiejętność gry między formacjami. Do Wrocławia trafił po zakończeniu kontraktu z Piastem Gliwice. Ma na koncie około 190 występów w Ekstraklasie, 17 goli i 10 asyst. W ostatnim sezonie rozegrał 31 meczów ligowych, zdobył bramkę i zanotował dwie asysty. Nie jest piłkarzem, który samymi liczbami odmieni ofensywę, ale może zwiększyć tempo i płynność gry.

Eniss Shabani wnosi inny zestaw cech. Dwudziestotrzyletni pomocnik w poprzednich rozgrywkach chorwackiej ekstraklasy zanotował cztery asysty w 27 występach. Jest lewonożny, mobilny i chętnie zdobywa przestrzeń z piłką.

– Shabani pokazał w sparingach, że jest dobry z piłką. To, co go wyróżnia, to chęć tworzenia przewagi prowadzeniem, a nie tylko podaniem. Większość naszych pomocników przyspiesza grę podaniem. On potrafi zrobić to z piłką przy nodze – ocenia Grodzicki.

Różnorodność może być największą wartością transferów Tomasiewicza i Shabaniego. Śląsk nie sprowadził dwóch podobnych „ósemek”. Tomasiewicz ma łączyć sektory, pojawiać się w wolnych przestrzeniach i zapewniać intensywność. Shabani powinien częściej brać rywala na siebie i przełamywać linię pressingową prowadzeniem.

Ekstraklasa szybko zweryfikuje jednak, czy Shabani będzie potrafił robić to samo przy większej intensywności i mniejszej ilości miejsca. Cztery asysty w Chorwacji pokazują potencjał kreacyjny, ale nie stanowią jeszcze gwarancji.

Projekt nadal nazywa się Samiec-Talar

Piotr Samiec-Talar był najważniejszym zawodnikiem Śląska w sezonie zakończonym awansem. Strzelił 11 goli, zanotował osiem asyst i wielokrotnie brał na siebie ciężar budowania ofensywy. Częściej niż ktokolwiek inny w drużynie wybierano go najlepszym zawodnikiem spotkania.

Latem klub nie zdecydował się na sprzedaż kapitana. Przeciwnie. Transfery w drugiej linii zostały pomyślane również w taki sposób, aby dać mu więcej możliwości współpracy.

– Budujemy wokół Piotrka. Nie po to dostał od nas opaskę kapitana w styczniu, żebyśmy nie próbowali dalej w to brnąć. Mocno pracujemy nad tym, aby był jeszcze lepszym zawodnikiem – deklaruje Grodzicki.

Tomasiewicz, Shabani i Dembélé mają pomóc kapitanowi nie tylko poprzez przejęcie części odpowiedzialności, ale również przez sposób poruszania się.

– Dembélé chce mieć piłkę przy nodze i uwielbia pokazywać się w półprzestrzeniach, a nie tylko w polu karnym, jak Luka Marjanac czy Przemek Banaszak. Daje nam to więcej kolorytu i większy wachlarz rozwiązań. Piotrek cały czas jest dla nas bardzo ważną postacią i chcemy ten projekt rozwijać – tłumaczy dyrektor sportowy.

To jedna z najistotniejszych wypowiedzi Grodzickiego. Samiec-Talar nie ma być jedynie najlepszym piłkarzem zespołu. Ma być punktem odniesienia dla całej ofensywy.

Śląsk musi jednak uważać, aby budowanie wokół kapitana nie zmieniło się w ponowne uzależnienie od niego. Nowi pomocnicy powinni sprawić, że drużyna będzie potrafiła kreować także wtedy, gdy Samiec-Talar zostanie podwojony, przesunięty bliżej linii bocznej albo po prostu będzie miał słabszy dzień.

Shabani Śląsk
Fot. Śląsk Wrocław
Trzech napastników, ale nadal brakuje pewności

Przemysław Banaszak zakończył poprzedni sezon z 16 bramkami. Samiec-Talar zdobył 11, Damian Warchoł siedem, Luka Marjanac pięć tyle samo co Jehor Macenko. Strzelecki ciężar był więc rozłożony szerzej niż mogłoby się wydawać, ale tylko Banaszak regularnie zapewniał gole na poziomie klasycznej „dziewiątki”.

Warchoł nie znalazł się w kadrze na obóz przygotowawczy i otrzymał zgodę na poszukiwanie nowego klubu. Podobną decyzję podjęto wobec Patryka Sokołowskiego.

Do rywalizacji z Banaszakiem i Marjanacem dołączył Malaly Dembélé. Francuz w poprzednim sezonie rozegrał 34 mecze ligowe w Turcji i strzelił siedem goli. Nie jest typowym napastnikiem żyjącym wyłącznie z podań w pole karne. Schodzi niżej, porusza się pomiędzy liniami i może współpracować z Samcem-Talarem.

Jego profil poszerza możliwości zespołu. Nie rozwiązuje jednak automatycznie problemu drugiego pewnego źródła bramek.

– Marzy nam się, żeby gole rozkładały się równo na różnych zawodników. Mamy trzech napastników i bardzo chciałbym, żeby każdy z nich strzelał podobną liczbę bramek. To będzie pokazywało, że jest między nimi dobra praca i dobra rywalizacja, a którykolwiek pojawia się na boisku, daje drużynie dużo – mówi Grodzicki.

To rozsądne założenie, ale również pewien unik przed prostą odpowiedzią. Śląsk ma trzech różnych napastników. Nadal nie wiadomo jednak, czy ma dwóch gotowych strzelców na poziomie Ekstraklasy.

Banaszak zdobył 16 bramek na zapleczu, lecz teraz będzie miał mniej okazji i mocniejszych obrońców. Dembélé przychodzi po sezonie z siedmioma trafieniami. Marjanac może wykonać kolejny krok, ale dotychczas nie był regularnym źródłem goli.

Dlatego najbardziej znaczące słowa Grodzickiego padają dopiero przy pytaniu o dalsze ruchy.

– Czy szukamy zawodnika od liczb? Tak, szukamy. Cały czas się rozglądamy. Dopóki okno się nie zamknie, chcemy być gotowi. Zaraz rozpoczną się przygotowania i ligi w najmocniejszych krajach, część drużyn nie zakwalifikuje się do pucharów i być może pojawi się ktoś do wyciągnięcia – przyznaje dyrektor sportowy.

Tutaj znajduje się pozostawiona przez Śląsk furtka. Klub nie planuje obecnie ósmego transferu, ale zrobi go, jeżeli pojawi się ofensywny zawodnik mogący realnie podnieść jakość i jednocześnie zmieścić się w budżecie.

To nie musi być klasyczny napastnik. Może chodzić o skrzydłowego, ofensywnego pomocnika albo piłkarza zdolnego grać na kilku pozycjach. Kluczowe mają być liczby. Gole, asysty i powtarzalność w ostatniej tercji.

Malaly Dembele
Fot. Śląsk Wrocław
Odejścia muszą być częścią tego okna

Lista transferów przychodzących wygląda na niemal kompletną. Znacznie więcej może się jeszcze wydarzyć po drugiej stronie.

Poza Kurowskim klub opuścił Petr Schwarz, który zakończył karierę. Tommaso Guercio pozostanie na wypożyczeniu w Carrarese, a umowa zawiera możliwość wykupu. Aleksander Wołczek został wypożyczony do Warty Poznań, natomiast Jehor Szarabura – po przedłużeniu kontraktu ze Śląskiem do 2028 roku – trafił do Chrobrego Głogów z opcją transferu definitywnego.

Kolejnych wypożyczeń można się spodziewać. Klub chce rozdzielić zawodników na dwie grupy. Pierwszą tworzą młodzi gracze potrzebujący regularnych minut. Drugą, piłkarze, którzy nie mieszczą się w planach Šimundžy, a ich kontrakty obciążają budżet pierwszego zespołu.

– Teraz musimy pracować nad tym, co mamy w środku. Wypożyczeniami i rozwiązaniem sytuacji zawodników, którzy nie znaleźli się w szerokiej kadrze pierwszej drużyny, a ich wynagrodzenia dość mocno odbijają się na naszym budżecie – mówi otwarcie Grodzicki.

Nie padają wszystkie nazwiska, ale wiadomo, że zielone światło na odejście otrzymał Dijaković, a poza obozową kadrą znaleźli się Warchoł i Sokołowski. Cały czas trwają rozmowy z Miłoszem Kozakiem na temat rozwiązania jego umowy.

– Z Marko pracujemy nad znalezieniem rozwiązania, które będzie satysfakcjonowało jego i nas. Mamy również kilku innych zawodników, z którymi trzeba rozwiązać sytuację. Są też młodzi, w przypadku których musimy dobrze ocenić, gdzie powinni spędzić najbliższe pół roku, żeby się rozwinąć – wyjaśnia dyrektor sportowy.

Dopiero powodzenie tej operacji pozwoli uczciwie ocenić całe okno. Sprowadzenie siedmiu zawodników jest jedną częścią pracy. Drugą jest uwolnienie pieniędzy zamrożonych w kontraktach graczy, którzy nie będą wykorzystywani.

Jeżeli Śląsk nie znajdzie dla nich klubów, margines na dodatkowy transfer „od liczb” może się znacznie zmniejszyć.

Sparingi dały gole, ale nie dały odpowiedzi

Wyniki pierwszych meczów kontrolnych mogły rozbudzić oczekiwania. Śląsk pokonał Bielawiankę Bielawa 11:0, Chrobrego Głogów 4:1 i Lechię Zielona Góra 6:0. W trzech spotkaniach strzelił więc 21 goli. Banaszak, Marjanac, Samiec-Talar i Mokrzycki regularnie pojawiali się w ofensywnych akcjach, a do siatki trafił również Christodoulou.

Potem przyszedł bezbramkowy remis z Odrą Opole, w którym Šimundža wystawił skład znacznie bliższy temu przewidywanemu na ligę. Timossi Andersson po raz pierwszy znalazł się na ławce, a Dembélé nie zagrał z powodu przeciążenia.

Nie jest to powód do alarmu. Pokazuje jedynie, dlaczego na podstawie letnich sparingów trudno wyrokować, czy ofensywne problemy zostały rozwiązane. Strzelanie kilku goli zespołom z niższych lig nie daje gwarancji, że równie łatwo będzie tworzyć sytuacje przeciwko zorganizowanej obronie w Ekstraklasie.

Czego Śląskowi nadal brakuje?

Pierwszym znakiem zapytania pozostaje zawodnik gwarantujący liczby. Klub również to widzi, skoro nie przerywa obserwacji rynku. Nie chodzi o sprowadzenie kogokolwiek, ale o gracza, który rzeczywiście podniesie poziom ofensywy. Dołożenie czwartego napastnika o podobnej jakości nie rozwiąże problemu.

Drugim jest obsada wahadeł, szczególnie lewej strony po odejściu Kurowskiego. Żulewski może okazać się pozytywnym zaskoczeniem, a Llinares daje jakość w ataku, ale ta pozycja nadal nie wygląda tak pewnie jak środek obrony. Ewentualna sprzedaż Rosiaka wymusiłaby powrót na rynek.

Trzeci znak zapytania dotyczy przeskoku jakościowego. Tomasiewicz zna Ekstraklasę, podobnie jak Niemczycki i Szala. Christodoulou, Shabani, Timossi Andersson oraz Dembélé przychodzą jednak z innych lig i będą musieli przystosować się do intensywności, fizyczności oraz specyfiki polskich rozgrywek. Każdy z tych transferów da się logicznie obronić. Nie oznacza to, że każdy okaże się trafiony.

Czwartym elementem jest uzależnienie od Samca-Talara. Śląsk sprowadził piłkarzy, którzy powinni go odciążyć, ale dopiero liga pokaże, czy są w stanie samodzielnie przejąć odpowiedzialność za tworzenie sytuacji.

Najmniej obaw budzi dziś bramka. Szromnik i Niemczycki tworzą duet, w którym niezależnie od decyzji sztabu Śląsk powinien mieć golkipera gotowego do gry w Ekstraklasie. Zdecydowanie lepiej wygląda również liczba wariantów w środku pola i na stoperze.

Śląsk jest gotowy. Przynajmniej na dziś

– Kiedy będzie można powiedzieć, że kadra jest gotowa? Myślę, że w maju – żartuje Grodzicki. Po chwili odpowiada już poważnie: – Na dziś musimy powiedzieć, że jesteśmy gotowi. Zrobiliśmy ruchy, które nas interesowały i udało się je przeprowadzić. Teraz musimy popracować nad tym, żeby budżet zaczął się spinać, a jednocześnie pozostawić sobie przestrzeń na wszelki wypadek.

To chyba najuczciwsze podsumowanie tego okna. Śląsk wykonał swój plan, ale nie zamknął sobie drogi do reakcji. Nie sprowadził gwiazd, tylko graczy mających pasować do systemu i podnieść rywalizację. Nie wydał dużych pieniędzy na nazwiska, lecz postawił na wcześniejsze przygotowanie, skauting i różnorodność profili.

Na papierze jest to okno dobre, logiczne i przeprowadzone w odpowiednim czasie. Nie ma w nim jednak transferu, o którym już dziś można powiedzieć, że gwarantuje kilkanaście goli albo natychmiast podniesie drużynę o poziom.

Największym sukcesem jest zbudowanie kadry bez nerwowego oczekiwania na końcówkę sierpnia. Największym ryzykiem, przekonanie, że sama liczba wariantów oznacza wystarczającą jakość.

– Uważamy, że zrobiliśmy to, co mieliśmy zrobić. Teraz trzeba ruszyć w Ekstraklasie i ocenić, czy te ruchy były zgodne z tym, czego chcieliśmy, czy popełniliśmy gdzieś błąd – kończy Grodzicki.

Pierwsza odpowiedź nadejdzie już w Zabrzu. Ostateczna, znacznie później. Ostateczną ocenę transferów zawsze wystawia dopiero boisko.

Show Comments (0) Hide Comments (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.