Śląsk wrócił do Ekstraklasy. Radni mówią o prywatyzacji, ale część milczy

Fot. Mikołaj Stokowski.

Śląsk Wrocław wykonał najważniejsze zadanie sportowe i po roku wrócił do Ekstraklasy. Awans nie rozwiązał jednak problemu, który od lat pozostaje jednym z najważniejszych pytań wokół klubu. Jak długo i na jakich zasadach jego głównym finansowym zabezpieczeniem ma pozostawać miasto? Zapytałem o to radnych reprezentujących różne środowiska polityczne oraz Biuro Nadzoru Właścicielskiego. Odpowiedziało pięciu radnych. Każdy nieco inaczej widzi drogę do celu, ale wszyscy wskazują prywatnego inwestora jako rozwiązanie docelowe. Tymczasem trzech z czterech zapytanych przez nas radnych z politycznego zaplecza obecnej władzy we Wrocławiu milczy.

W tym artykule przeczytasz:
  • Co wrocławscy radni myślą o Śląsku Wrocław w rękach miasta.
  • Jakie rozwiązania proponują, aby uniknąć finansowania klubu z miejskiej kasy.
  • Kto nie odpowiedział na zadane przez nas pytania.
Śląsk Cracovia
Fot. WKS Śląsk Wrocław/Facebook.

17 maja Śląsk Wrocław wygrał w Bytomiu 3:1 i po zaledwie jednym sezonie na zapleczu wrócił do Ekstraklasy. Sportowo plan został wykonany, ale to jednak dopiero jedna część układanki.

Kilka miesięcy wcześniej, po nieudanej próbie prywatyzacji i w bardzo trudnej sytuacji finansowej spółki, Rada Miejska Wrocławia zgodziła się na przekazanie klubowi kolejnych 30 mln zł. Za uchwałą głosowało 27 radnych, pięciu było przeciw, a trzech wstrzymało się od głosu. Sam zakończony niepowodzeniem proces sprzedaży akcji widnieje już w miejskim BIP wśród zakończonych postępowań prywatyzacyjnych.

W latach 2019–2026 sama Gmina Wrocław wykazała ponad 140 mln zł dokapitalizowań Śląska. Do tego dochodziły inne formy wsparcia i relacje finansowe z miejskimi spółkami.

Nie oznacza to automatycznie, że każde dokapitalizowanie należy traktować jak patologię. Miasto pozostaje niemal stuprocentowym właścicielem klubu, a właściciel spółki musi reagować, jeżeli jej działalność nie bilansuje się finansowo. Należy zatem pytać jak długo, za ile i według jakiego planu Miasto ma zamiar finansować Śląsk Wrocław.

Zwłaszcza że obecny zarząd rozpoczął już działania mające ograniczać koszty i zwiększać przychody. W kwietniu przedstawiał radnym m.in. oszczędności na powierzchni biurowej, plany zarabiania na parkingach i cateringu czy centralizacji sprzedaży klubowych gadżetów. Jednocześnie władze spółki same deklarowały, że jednym z celów jest ograniczenie uzależnienia od pieniędzy publicznych.

Tylko co ma być na końcu tej drogi?

O to zapytaliśmy radnych.

Andrzej Kilijanek: 12 milionów i ani złotówki na zawodową drużynę
radny Andrzej Kilijanek
Fot. Urząd Miejski Wrocławia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Najbardziej precyzyjną granicę finansową wyznacza Andrzej Kilijanek.

– Przy obecnej strukturze właścicielskiej uzasadniony poziom finansowania z budżetu miasta powinien ograniczać się wyłącznie do kosztów utrzymania i rozwoju Akademii oraz infrastruktury młodzieżowej. Oznacza to radykalne ścięcie miejskiego wsparcia do niezbędnego minimum – odpowiada radny.

To minimum określa na 12 mln zł rocznie.

Jego zdaniem pierwsza drużyna powinna utrzymywać się z praw telewizyjnych, działalności komercyjnej, transferów oraz przychodów generowanych w dniu meczowym.

Kilijanek nie pozostawia też wątpliwości w kwestii przyszłej struktury właścicielskiej.

– Jedynym akceptowalnym rozwiązaniem jest pilna sprzedaż większościowego pakietu akcji prywatnemu inwestorowi i pełne przekazanie odpowiedzialności za klub w ręce biznesu – przekonuje.

Radny oczekuje również od miasta przedstawienia wiążącego harmonogramu sprzedaży klubu. Jednocześnie bardzo krytycznie ocenia dotychczasowy sposób finansowania spółki i podnosi wątpliwości dotyczące prawnego charakteru miejskiego wsparcia.

Te ostatnie są już nie tylko oceną polityczną, ale także tezą prawną, dlatego nie można traktować ich jako ustalonego faktu. To temat wymagający osobnej analizy.

Robert Suligowski: obecny zarząd rokuje, ale klub musi nauczyć się zarabiać
radny Robert Suligowski
Fot. Urząd Miejski Wrocławia.

Znacznie mniej radykalnie obecną sytuację ocenia Robert Suligowski. Co istotne, jest jedynym spośród zapytanych przez nas radnych środowisk współtworzących obecne polityczne zaplecze prezydenta, który zdecydował się szeroko odpowiedzieć na pytania.

Jego diagnoza poprzedniego modelu jest jednak równie surowa.

– Poprzedni model nadopiekuńczego rodzica, który ratował swoje dorosłe dziecko finansowo z każdej opresji, się wyczerpał – pisze radny.

Suligowski nie podaje konkretnego limitu miejskiego finansowania. Jego zdaniem po ustabilizowaniu spółki zaangażowanie miasta powinno odpowiadać przede wszystkim działalności „misyjnej” klubu. Szkoleniu młodzieży, rozwojowi futbolu kobiecego czy działalności na rzecz osób z niepełnosprawnościami.

Pierwsza drużyna ma natomiast szukać pieniędzy na rynku.

Radny wskazuje na sponsorów, sprzedaż miejsc biznesowych, dzień meczowy, parkingi, gastronomię, gadżety czy transfery zawodników. Jednocześnie pozytywnie ocenia pierwsze miesiące pracy nowych władz spółki.

– Wykonanie planu na miniony sezon wygląda od strony finansowej pozytywnie, a gospodarskie myślenie obecnego zarządu dobrze rokuje na obecny sezon – ocenia.

Nie zmienia to jego stanowiska w sprawie własności.

– Miasto powinno wyzbyć się wszystkich akcji w Spółce na rzecz inwestora branżowego – stwierdza.

Suligowski zastrzega przy tym, że nie chodzi o pierwszego chętnego z odpowiednią kwotą. Inwestor powinien być zdolny do długoterminowego finansowania i rozwoju klubu.

Jakub Nowotarski: sprzedać Śląsk. Nawet za złotówkę
radny Jakub Nowotarski
Fot. Urząd Miejski Wrocławia.

Jakub Nowotarski nie widzi natomiast pola do dyskusji o tym, jak ulepszyć miejski model właścicielski. Według niego trzeba z niego po prostu zrezygnować.

– Nie jest rolą miasta prowadzić swój własny klub piłkarski. Nie służy to budżetowi Wrocławia, nie służy to samemu klubowi – przekonuje.

Dlatego na pytanie o uzasadniony poziom corocznego finansowania nie podaje żadnej liczby.

– Od lat kategorycznie sprzeciwiam się finansowaniu piłkarskiego Śląska z pieniędzy publicznych i domagam się jego sprzedaży, nawet za złotówkę – odpowiada.

Dopuszcza publiczne wydatki na stadion oraz szkolenie dzieci i młodzieży, ale nawet tutaj oczekuje większej transparentności.

Jego recepta jest prosta. Audyt, obniżenie kosztów, uporządkowanie spółki i sprzedaż.

– Powinniśmy jak najszybciej sprzedać wszystkie akcje wiarygodnemu inwestorowi – podsumowuje.

Łukasz Kasztelowicz: właściciel może dokładać, ale musi wiedzieć, dlaczego
radny Łukasz Kasztelowicz
Fot. Urząd Miejski Wrocławia.

Łukasz Kasztelowicz prezentuje stanowisko bardziej wyważone.

Nie kwestionuje samego faktu, że właściciel może w określonej sytuacji zasilić swoją spółkę. Krytykuje natomiast mechanizm, w którym straty były automatycznie pokrywane bez wystarczającej refleksji nad ich przyczynami.

– Bezrefleksyjne przekazywanie środków w tamtym okresie powodowało brak podejmowania jakichkolwiek działań ze strony Zarządu, by ograniczać ewentualne koszty funkcjonowania Spółki – ocenia.

Jednocześnie przyznaje, że ostatnie wsparcie po tym jak Śląsk spadł z Ekstraklasy można było uzasadnić wyjątkową sytuacją.

To ważne rozróżnienie. Kasztelowicz nie mówi, że „miasto nigdy nie powinno dokładać”, ale podkreśla, że za każdym takim przypadkiem musi stać konkretna przyczyna, analiza i kontrola.

– Finansowanie Śląska Wrocław co do zasady winno odbywać się tylko z pieniędzy własnych Spółki. Ewentualne dofinansowanie winno być koniecznością i wynikać z obiektywnych, uzasadnionych okoliczności – tłumaczy.

Docelowo również widzi w Śląsku prywatnego właściciela. Nie chce jednak całkowitego wycofania miasta.

Według niego inwestor powinien otrzymać pakiet większościowy, natomiast Wrocław zachowałby wpływ na fundamentalne kwestie związane z klubem. Tak, aby zabezpieczyć m.in. jego nazwę, herb, siedzibę czy ochronić go przed nieodpowiedzialnymi decyzjami właściciela.

Piotr Uhle: najpierw trzeba wiedzieć, jaka jest prawda
radny Piotr Uhle
Fot. Urząd Miejski Wrocławia.

Piotr Uhle zaczyna z zupełnie innego punktu.

– Zasadnicze pytanie brzmi, czy klub tak głęboko wpisany w historię miasta, jednoczący ludzi wokół siebie, zasługuje na pomoc i wsparcie. Uważam, że tak – odpowiada.

Za chwilę jednak dodaje, że nie da się odpowiedzialnie określić, ile takie wsparcie powinno wynosić, ponieważ jego zdaniem radni przez lata nie dysponowali wystarczająco rzetelnym obrazem finansów spółki.

Dlatego przed dalszą dyskusją oczekuje niezależnego audytu i to nie tylko samego Śląska, ale także jego finansowego otoczenia, w tym stadionu.

– Dość już prostackiego dosypywania pieniędzy do worka, gdy widać dno – mówi Uhle.

W jego odpowiedzi szczególnie mocno wybrzmiewa kwestia transparentności. Radny oczekuje nie tylko dokumentów finansowych, ale także dokładnego pokazania strumieni pieniędzy przepływających pomiędzy klubem, miastem i jego podmiotami.

Dopiero wtedy, jego zdaniem, można odpowiedzialnie mówić o konkretnych kwotach.

A co dalej?

–  Prywatyzacja jest jedynym docelowym rozwiązaniem, ale kluczowe jest, jaki inwestor się pojawi – odpowiada Uhle.

Nie chce więc sprzedaży za wszelką cenę. Najpierw klub ma stać się zdrową organizacyjnie i finansowo spółką, a dopiero później trafić w ręce podmiotu zdolnego do jego długoterminowego rozwoju.

Pięciu radnych. Pięć różnych dróg i ten sam kierunek

Odpowiedzi są różne.

Kilijanek wyznacza 12-milionowy limit i chce odcięcia pierwszej drużyny od miejskich pieniędzy. Nowotarski najchętniej sprzedałby klub natychmiast. Suligowski najpierw chce doprowadzić biznesową część działalności do równowagi. Kasztelowicz pozostawiłby miastu zabezpieczenia właścicielskie. Uhle najpierw przeprowadziłby niezależny audyt i przygotował klub do odpowiedzialnej sprzedaży.

Jest jednak coś, co łączy całą piątkę.

Żaden z odpowiadających radnych nie wskazał utrzymywania przez Wrocław niemal całkowitej własności Śląska jako pożądanego modelu docelowego.

To nie oznacza, że mamy do czynienia z reprezentatywnym badaniem całej 37-osobowej rady. Pytania wysłałem do wybranych radnych reprezentujących różne środowiska polityczne.

Problem w tym, że część tych, których stanowisko byłoby dla tej dyskusji szczególnie istotne, zdecydowała się go nie przedstawić.

BNW nie odpowiedziało. Milczy też większość zapytanych z obozu władzy

Na odpowiedzi wyznaczyliśmy termin do 7 sierpnia do godziny 16. Do momentu przygotowania tego materiału odpowiedzi nie otrzymaliśmy od Biura Nadzoru Właścicielskiego Urzędu Miejskiego Wrocławia, Roberta Leszczyńskiego, przewodniczącego klubu radnych Koalicji Obywatelskiej, Agnieszki Rybczak, przewodniczącej Rady Miejskiej Wrocławia i radnej KO, Dominika Kłosowskiego, radnego klubu Lewica Naprzód.

Ten rozkład jest istotny. Koalicja Obywatelska i Lewica stanowią polityczne zaplecze, na którym opiera się obecnie Jacek Sutryk. W kwietniowym głosowaniu nad wotum zaufania oraz absolutorium wszyscy radni obu tych środowisk poparli prezydenta.

Spośród czworga zapytanych przez nas radnych należących do KO i Lewicy Naprzód odpowiedział tylko Robert Suligowski. Trzech pozostałych nie przedstawiło swojego stanowiska.

Sam brak odpowiedzi nie pozwala oczywiście przypisywać komukolwiek określonych motywów. Jest jednak informacją, szczególnie w przypadku Biura Nadzoru Właścicielskiego.

Dlaczego?

Zgodnie z oficjalnym zakresem obowiązków to właśnie BNW prowadzi sprawy związane z wykonywaniem praw miasta wynikających z posiadania akcji w spółkach, uczestniczy w procesach zmian własnościowych oraz monitoruje sytuację ekonomiczno-finansową miejskich spółek.

Pytałem więc dokładnie o sprawy znajdujące się w centrum jego kompetencji. Model właścicielski, oczekiwany poziom finansowania, cele stawiane zarządowi, mierniki oceny jego pracy oraz przyszłość prywatyzacji.

Odpowiedzi nie otrzymaliśmy.

Nie chodzi o to, czy miasto jeszcze zapłaci

To prawdopodobnie najważniejszy wniosek z całej dyskusji.

Stawianie sprawy w formie „czy Wrocław jeszcze wyłoży na Śląsk?” jest zbyt dużym uproszczeniem. Dopóki miasto pozostaje właścicielem niemal wszystkich akcji i klub nie jest finansowo samowystarczalny, kolejne decyzje właścicielskie mogą być po prostu elementem jego funkcjonowania.

Znacznie ważniejsze jest co innego.

Miasto już teraz musi wiedzieć, ile Śląsk powinien kosztować w kolejnych latach. Gdzie jest punkt, w którym udział pieniędzy właściciela w finansowaniu zawodowej piłki ma zacząć wyraźnie maleć? Czy obecny zarząd ma mierzalne cele, po których będzie można ocenić skuteczność restrukturyzacji?

Na koniec najważniejsze. Czy Wrocław faktycznie zamierza sprzedać klub, a jeżeli tak, to kiedy chce ponownie rozpocząć ten proces?

Pięciu radnych przedstawiło swoje odpowiedzi. Można się z nimi zgadzać albo nie. Jedni proponują rozwiązania radykalne, inni ostrożniejsze. Przynajmniej wiadomo jednak w jakim modelu chcieliby zobaczyć Śląsk za kilka lat.

Stanowiska właściciela nadal nie znamy.

Śląsk Wrocław Raków Częstochowa 2:1
Fot. Mikołaj Stokowski.
Show Comments (0) Hide Comments (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.