W niedzielne popołudnie na Tarczyński Arenie w meczu 3. kolejki Ekstraklasy Śląsk Wrocław podejmował Cracovię. Pierwsza połowa nie przyniosła w zasadzie żadnych emocji. Piłkarze obu drużyn przeprowadzili zaledwie kilka składnych akcji, które jednak nie przyniosły żadnych efektów. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem. Druga połowa również nie porwała ponad 17 tysięcy widzów, którzy zameldowali się przy Tarczyński Arenie. Mecz zakończył się podziałem punktów, a kibice będą chcieli jak najszybciej o nim zapomnieć.
- Jak wyglądała pierwsza połowa meczu Śląska Wrocław z Cracovią.
- Dlaczego Śląsk nie zdołał wykorzystać swoich sytuacji w drugiej części spotkania.
- Za co Lamine Ba otrzymał czerwoną kartkę i dlaczego Śląsk kończył mecz w dziesiątkę.
Pierwsza połowa jako mecz dla koneserów
Mecz rozpoczął się od groźnego ataku Śląska zakończonego niecelnym strzałem Grzegorza Tomasiewicza. Chwilę później urazu doznał bramkarz Cracovii Sebastian Madejski, który był długo opatrywany przez medyków Cracovii. Na szczęście bramkarzowi Pasów nic poważnego się nie stało i po kilku minutach wróciliśmy do gry. Kolejne minuty to przewaga Cracovii i chaotyczna gra w obronie Śląska Wrocław. Wrocławscy zawodnicy mieli też problem z dokładnym wyprowadzeniem piłki z defensywy, co skutkowało kolejnymi atakami Cracovii.
W 18 minucie meczu Lamine Ba nie przeciął podania pomocnika Cracovii i Martin Minchev znalazł się sam na sam z Karolem Niemczyckim. Bramkarz Śląska świetnie się spisał i wyszedł z tego pojedynku obronną ręką. W 23. minucie Piotr Samiec-Talar miał doskonałą sytuację do otwarcia wyniku meczu. Jednak w decydującym momencie za daleko wypuścił sobie piłkę i został zablokowany przez doganiających go obrońców.

Piłka jeszcze spadła pod nogi Luki Marjanaca, ale ten przegrał pojedynek fizyczny z przeciwnikiem. W 38. minucie fatalny błąd w obronie popełnił Yriarte, piłka trafiła pod nogi Ajdina Hasicia, ale nie udało mu się oddać celnego strzału. Pięć minut później kibice Śląska wstrzymali oddech kiedy po piekielnie mocnym strzale jednego z zawodników Cracovii piłka odbiła się od poprzeczki bramki strzeżonej przez Karola Niemczyckiego.
Pod koniec pierwszej połowy mecz mocno się zaostrzył, mieliśmy sporo agresywnej gry po obu stronach. W pierwszej połowie zawodnicy Śląska popełniali dużo prostych błędów przy wyprowadzaniu piłki z obrony. Sporo było także niedokładnych podań i błędów w przyjęciu. Pierwszą połowę można w skrócie opisać jako tak zwany ekstraklasowy mecz dla koneserów. Kilka składnych akcji, ale emocji niewiele.

Druga połowa również nie porywała
Druga połowa rozpoczęła się równie spokojnie. Dopiero w 57. minucie Piotr Samiec-Talar fantastycznie obsłużył podaniem Lukę Marjanaca. Ten jednak poślizgnął się w kluczowym momencie i udało się wywalczyć tylko rzut rożny. W 60 minucie meczu trener Simundza postanowił coś zmienić. Z boiska zeszli Marjanac, Rosiak i Yriarte. W ich miejsce zameldowali się Mokrzycki, Dembele i Timossi Andersson.
Wiele można było oczekiwać szczególnie od Mokrzyckiego. To on w poprzednim meczu z Rakowem dał świetną zmianę i odmienił grę drużyny. Niestety chwilę po wejściu na boisko Mokrzycki doznał urazu i musiał zostać zmieniony. Jego miejsce zajął Eniss Shabani.
W 77. minucie zakotłowało się w polu bramkowym Cracovii, ale żadnemu z piłkarzy Śląska nie udało się wepchnąć piłki do siatki. W 81. minucie sędzia Bartosz Frankowski poszedł do monitora VAR. Po chwili pokazał Lamine Ba czerwoną kartkę za atak wyprostowaną nogą powyżej kostki Mateusza Praszelika. Śląsk kończył mecz w dziesiątkę. W 90. minucie jeden z zawodników huknął potężnie z dystansu, ale na posterunku był Karol Niemczycki, który przerzucił piłkę nad poprzeczką.
Mecz zakończył się bezbramkowym remisem i był jednym z tych, o których wszyscy szybko zapomną.

