Jarosław Duda-Latoszewski w ciągu najbliższych dni (najpewniej) wycofa się z wyborów na szefa wrocławskiej Koalicji Obywatelskiej. Choć polityk jeszcze analizuje sytuację, to wszystko wskazuje na to, że tak właśnie się stanie. Dlaczego Duda-Latoszewski nie chce walczyć? Nie dlatego, że boi się, przegrać, a dlatego, że nie chce aby wygrał Michał Jaros.

Wybory w Koalicji Obywatelskiej 8 marca i wzbudzają coraz większe emocje. Rywalizacja jest zacięta, a ich stawką czteroletnie zawiadywanie – w omawianym przypadku – miejskimi strukturami partii.
To o tyle istotne, że szef wrocławskiej KO będzie mógł decydować o polityce względem miasta (Jacka Sutryka), mieć wpływ na miejsca na listach wyborczych, czy ustalać kto będzie kandydatem na prezydenta Wrocławia. Stawka jest więc wysoka.
Dlatego też w szranki stanęło kilku polityków, którzy reprezentują różne frakcje w Koalicji Obywatelskiej. Przypomnijmy: Michał Jaros reprezentuje frakcję, której sam przewodzi (konfrontacyjnej wobec ratusza), Robert Leszczyński ekipę, która chce ścisłej współpracy z Jackiem Sutrykiem, Tadeusz Grabarek członków byłej Nowoczesnej, Krzysztof Bryłka ludzi, którzy chcą nowego rozdania, a Łukasz Kropski osoby, które są z okolic Siechnic.
Jest też Maurycy Graszewicz, ale najpewniej też wycofa się z wyborów, poprze najprawdopodobniej Jarosa, ale jego szable sporo ważą, więc mogą pojawić się inne oferty.
Wspomniany Duda-Latoszański to reprezentant „Schetynowców”, czyli ludzi Grzegorza Schetyny. Choć frakcja ta nie jest tak silna, jak kiedyś, to na pewno wciąż trzeba się z nią liczyć. Jarosław Duda-Latoszewski nie wycofuje się tylko dlatego, bo nie chce przegrać (choć byłby to prawdopodobny rezultat), a dlatego, że jego start paradoksalnie wzmocniłby Michała Jarosa.

W wyborach wygra ten, kto zdobędzie najwięcej głosów (nawet +1) – ci którzy mieli zagłosować na Dudę na pewno nie zagłosują na Jarosa, a ich głosy rozejdą się wśród innych kandydatów (żaden z nich nie jest skonfliktowany ze „Schetynowcami”). Możliwe też, że Duda-Latoszewski poprosi swoich wyborców o głosowanie na Leszczyńskiego.
Wtedy kandydat ratusza wyrośnie na delikatnego faworyta – choć tu trzeba pamiętać, że ratusz obcesowo potraktował Schetynę odbierając mu wpływy w Śląsku Wrocław, a pan senator takich akcji na pewno nie zapomina.
Na tym etapie wyborów można z całą pewnością stwierdzić, że większość kandydatów ma wspólny mianownik: brak porozumienia z Jarosem. I to neutralizacja wiceministra jednoczy ich w działaniach. Politykowi oczywiście nie można odbierać szans na zwycięstwo, ale nie będą one wielkie, jeśli dojdzie do konkretnych sojuszy wyborczych.
Jakie mamy opcje? Teraz strony zabiegają o poparcie Grabarka. Nic dziwnego: ma on za sobą sporą liczbę szabel (około 130 osób), które dzierżą byli członkowie Nowoczesnej. Tadeusz Grabarek jest politykiem wyrafinowanym, więc więc doskonale sobie zdaje sprawę, że startując samemu ma mniejsze szanse na zwycięstwo. Członkowie dawnej PO, stanowiący zdecydowaną większość członków KO, nie będą chcieli mieć szefa wywodzącego się z Nowoczesnej. Inne sympatie, inne interesy i tak dalej…
Po prostu ciało obce. Dlatego też Grabarek, mając też świadomość swoich różnych przewag, wie że więcej osiągnie – po wyborach – działając z tylnego fotela, czyli tak jak lubi najbardziej. Stąd stawiamy tezę, że on też się wycofa i poprze innego kandydata. Kogo? Pojawiają się głosy, że Leszczyńskiego. Ale taki ruch nie będzie przyjęty z radością przez wyborców Grabarka. Bo wtedy ludziom Nowoczesnej grozi marginalizacja, a nawet polityczna śmierć. Najpierw wycięci zostaną oni, a później sam Grabarek – a zrobi to osobiście Renata Granowska, czyli szefowa Leszczyńskiego.
Dla aktywu Nowoczesnej najbardziej oczywisty jest więc sojusz Grabarka i Bryłki. Ale tu też pojawiają się problemy, bo jeden i drugi chce być „jedynką”. Jeśli panowie wykażą się polityczną mądrością, to ich opcja będzie zdecydowanym faworytem, a taki obrót sprawy może doprowadzić do tego, że z wyborów wycofa się – obawiający się porażki – Michał Jaros. Wtedy Leszczyński i Duda-Latoszewski zrealizowaliby swój plan minimum i generalnie każdy będzie zadowolony.

Pytanie tylko, czy wrocławskich polityków stać na podobny sojusz. Odpowiedzi poznamy w tym tygodniu. Przypomnijmy: wybory w Koalicji Obywatelskiej już 8 marca.


