Protest przeciw generującemu multum wypadków przejazdowi we Wrocławiu

Fot. Facebook/Zielone Kuźniki.

Mieszkańcy zachodniego Wrocławia nie wytrzymują już dłużej. W czwartek o godzinie 13 w sąsiedztwie przejazdu kolejowo-drogowego na skrzyżowaniu ulic Chociebuskiej i Bystrzyckiej ma się rozpocząć protest. Ludzie chcą zmusić miasto i PKP do działania. Domagają się zgłoszenia feralnej lokalizacji do programu likwidacji niebezpiecznych przejazdów i budowy wiaduktu lub tunelu.

W tym artykule przeczytasz:
  • Do ilu wypadków doszło na przejedzie kolejowym na skrzyżowaniu ulic Chociebuskiej i Bystrzyckiej.
  • Dlaczego ten wrocławski przejazd kolejowy jest tak bardzo niebezpieczny.
  • Kto i kiedy organizuje protest oraz o co apeluje w sprawie niebezpiecznego przejazdu kolejowego.
Codzienne ryzyko i nerwy

Przez ten przejazd przejeżdża dziennie około 20 tysięcy samochodów. W godzinach szczytu szlabany opadają co kilka minut. Kierowcy tkwią w gigantycznych korkach, piesi i rowerzyści przechodzą tuż obok torów. Wielu mieszkańców przyznaje otwarcie: codzienny przejazd przez to miejsce to permanentne napięcie i realna obawa o życie.

Oficjalne dane kontra rzeczywistość

Policja w ciągu ostatnich 10 lat zarejestrowała tu 281 zdarzeń drogowych. W tej liczbie jest 9 wypadków – 1 osoba zginęła, 4 zostały ciężko ranne, 12 odniosło lżejsze obrażenia. Łącznie poszkodowanych zostało 17 osób.

Mieszkańcy i specjaliści od bezpieczeństwa ruchu podkreślają jednak, że sytuacja jest jeszcze gorsza. Według szacunków zgłaszana jest zaledwie co trzecia kolizja i rzeczywista liczba zdarzeń może być znacznie wyższa.

Pociągi paraliżują zachodnią część miasta

Linia Nadodrzanka to bardzo ruchliwa trasa. Dziennie przejeżdża tędy 56 pociągów pasażerskich, w tym 8 ekspresów i od 20 do 40 pociągów towarowych. Rogatki zamykają się średnio 4 razy na godzinę, w szczycie nawet co 5 minut.

Korki rozlewają się wtedy na wszystkie okoliczne osiedla, czyli Gądów Mały, Kuźniki, Nowy Dwór, Muchobór Wielki i Mały – blokując dojazd do połowy zachodniego Wrocławia.

Nowe osiedla dolewają oliwy do ognia

W promieniu 1,5 km od przejazdu powstają setki nowych mieszkań. Budowy idą pełną parą między innymi przy Hermanowskiej, na Lotniczej i Metalowców, przy Żernickiej oraz na Na Ostatnim Groszu i Bystrzyckiej.

W najbliższych latach liczba samochodów wjeżdżających codziennie w ten rejon wzrośnie dramatycznie. Bez przebudowy obecne skrzyżowanie nie da rady obsłużyć takiego ruchu.

Brak elementarnej organizacji

Na skrzyżowaniu nie ma poboczy, przejścia dla pieszych są zbyt blisko torów, brakuje świateł i dodatkowych pasów. Kierowcy, chcąc wyrwać się z zatoru, nagminnie wymuszają pierwszeństwo – na innych autach i na pieszych. To wszystko sprawia, że to jedno z najniebezpieczniejszych miejsc na drogowej mapie Wrocławia.

Mieszkania tracą na wartości

Przez ciągłe korki i poczucie zagrożenia ceny nieruchomości w rejonie Kuźnik, Nowego Dworu i Muchoboru wyraźnie spadły. Mieszkańcy i pośrednicy szacują, że lokale straciły od 5 nawet do 10 procent wartości.

Przy przeciętnej cenie mieszkania od 550 nawet do 750 tysięcy złotych oznacza to stratę od 30 nawet do 75 tysięcy złotych na jednym lokalu. Sprzedaż po sensownej cenie staje się coraz trudniejsza.

Szansa na przebudowę – miasto jeszcze nie ruszyło

PKP Polskie Linie Kolejowe mają program o wartości 861 milionów złotych na likwidację najgroźniejszych przejazdów. Można zgłosić lokalizację do przebudowy na wiadukt lub tunel. Nabór wniosków trwa do 5 lutego 2026 roku.

Jednak o dziwo z informacji od mieszkańców wynika, że Urząd Miejski Wrocławia do tej pory nie zgłosił przejazdu Chociebuska–Bystrzycka. Ludzie traktują to jako zmarnowaną okazję.

Pytają: czy czekamy na kolejną tragedię?

Protest organizują Komitet Społeczny Zielone Kuźniki oraz Stowarzyszenie Nowodworzanie i Sąsiedzi. O godzinie 13 w czwartek pod przejazdem ma się zebrać grupa mieszkańców. Będzie można podpisać petycję do prezydenta Wrocławia i zarządu PKP PLK.

Mieszkańcy mówią wprost: bez szybkiej decyzji o przebudowie nie jest to pytanie „czy”, tylko „kiedy” dojdzie do kolejnego poważnego wypadku. Chcą, żeby miasto i PKP przestały zwlekać i wykorzystały ostatnią realną szansę na pieniądze z programu. Zaś protest ma być wyraźnym sygnałem, że czas działać, zanim będzie za późno.

Pokaż komentarze (0) Ukryj komentarze (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.