Poseł Lewicy: Niech roboty płacą podatki na nasz dochód gwarantowany

Fot. Arkadiusz Sikora/Facebook.

– Maszyny zaczynają zastępować ludzi, ale nie odprowadzają składek. Musimy to zmienić – mówi Arkadiusz Sikora. Poseł i zarazem szef dolnośląskiej Lewicy w rozmowie z Markiem Zoellnerem kreśli wizję przyszłości, w której technologia finansuje życie obywateli. Tłumaczy też, czy Jacek Sutryk może liczyć na głosy Lewicy i ocenia ostatnie działania Mateusza Morawieckiego.

– Marek Zoellner: Rozmawiamy, gdy jest Pan w drodze do Warszawy. Jak się jedzie i co Pan myśli o obecnym stanie korytarza komunikacyjnego ze stolicy Dolnego Śląska do stolicy kraju?

Arkadiusz Sikora: Bardzo często pokonuję tę trasę. Mieszkam obecnie w Oleśnicy, choć przez wiele lat byłem Wrocławianinem. Komunikacyjnie mam dość komfortową sytuację. Jeżdżę drogą S8, później A1 i A2. Warunki są naprawdę dobre. Jednak jako poseł z okręgu legnicko-jeleniogórskiego, którego biuro mieści się w Oleśnicy, a zasięg działań rozciąga się od Bolesławca po Głogów, najczęściej bywam na autostradzie A4. I tu sytuacja wygląda już zupełnie inaczej.

– No właśnie, A4 to „wąskie gardło” regionu. Jak Pan ocenia plany jej rozbudowy? Poprzednie ekipy wielokrotnie obiecywały zmiany, a my wciąż jeździmy starą trasą.

Komfort jazdy na A4 jest, mówiąc wprost, słaby. Największym problemem jest brak pasa awaryjnego i dwa wąskie pasy ruchu. To po prostu niebezpieczne. Dobrym ruchem na ten moment było wprowadzenie ograniczeń prędkości, miejscami do 110 km/h, oraz zakazu wyprzedzania dla ciężarówek. To realnie zmniejszyło liczbę wypadków. Co do przyszłości – zapadły wstępne decyzje. Po spotkaniach z GDDKiA i Ministerstwem Infrastruktury wiemy, że remont i rozbudowa będą realizowane po starym śladzie. Będziemy pilnować, aby te obietnice przeszły w fazę realizacji.

– A co z samym Wrocławiem? Wschodnia Obwodnica Wrocławia jest na ukończeniu, ale już słychać głosy, że jeden pas to za mało.

Ta droga była projektowana kilkanaście lat temu, przy zupełnie innym natężeniu ruchu. Budowa jej jako trasy jednopasmowej była błędem – ona będzie się blokować. Dla Wrocławia kluczowe są teraz dwie inne inwestycje. Po pierwsze: dokończenie śródmiejskiej obwodnicy miasta. Jeśli powstanie odcinek nad aleją Sobieskiego, odciążymy całe miasto.

– To ogromne koszty. Skąd wziąć na to pieniądze?

Szacujemy, że ten odcinek będzie kosztował około 700 milionów złotych. Jako zespół parlamentarny lobbujemy w ministerstwie za zabezpieczeniem około 500 milionów z budżetu państwa. Pozostałe 200 milionów miasto byłoby w stanie wyasygnować samodzielnie. To byłoby domknięcie inwestycji, która trwa od dekad, i potężny oddech dla wrocławskich kierowców.

– Patrząc na Wrocław z perspektywy Warszawy – o jakich problemach regionu mówi się w stolicy najgłośniej?

Nie jestem obiektywny, bo Wrocław mam w sercu, ale staram się twardo lobbować za sprawami Dolnego Śląska. Jednym z moich głównych sukcesów, nad którym pracowałem od czerwca 2024 roku, jest zmiana w sposobie naliczania podatku od kopalin. Dzięki naszym staraniom i współpracy z zarządem KGHM, w regionie zostanie około miliarda złotych rocznie więcej. To pieniądze na nowe szyby, bezpieczeństwo pracy, ale też na urządzenia odsalające wodę, co ma kluczowe znaczenie dla stanu Odry.

– To przejdźmy do polityki lokalnej. Jak Lewicy współpracuje się z prezydentem Jackiem Sutrykiem?

Współpraca układa się dobrze. Mamy pięciu radnych, którzy współrządzą miastem już drugą kadencję. W przyszłym tygodniu odbędzie się głosowanie nad absolutorium dla prezydenta i mogę zapowiedzieć, że Lewica zagłosuje „za”. Wspólnie bierzemy odpowiedzialność za miasto.

– A jak Pan ocenia kondycję opozycji, szczególnie ruchy Mateusza Morawieckiego? Czy to próba budowy czegoś nowego, czy tylko walka o wpływy wewnątrz PiS?

Myślę, że to gra na wzmocnienie pozycji wewnątrz partii. PiS jest dziś w nerwowej sytuacji. Z tego, co czytałem, ich notowania spadły z ponad 30% do poziomu około 20-22%. To oznacza, że wielu obecnych posłów tej partii nie znajdzie się w przyszłym Sejmie. Takie spadki zawsze wywołują ruchy odśrodkowe – pamiętam to z czasów SLD i powstania partii Marka Borowskiego. To naturalny proces, gdy formacja zaczyna tracić grunt pod nogami.

– To dobra wiadomość dla Lewicy? A może dla Grzegorza Brauna?

– Co do Grzegorza Brauna i Konfederacji, to moim zdaniem Braun jest już na równi pochyłej i najlepsze czasy ma za sobą. Widzimy, że Konfederacja nie dość, że nie rośnie, to momentami traci. Ta skrajna część prawicy raczej nie będzie już zyskiwać. My jako Lewica robimy swoje, mamy stabilne 7–8% i skupiamy się na realizacji programu, zamiast na sejmowej ekstremie.

– I zgłaszacie coraz odważniejsze rozwiązania, takie jak czterodniowy tydzień pracy. W całej Polsce trwa pilotaż, we Wrocławiu bierze w nim udział Miejska Biblioteka Publiczna. Jednak na liście widzimy głównie jednostki publiczne, samorządowe. Brakuje tutaj sektora prywatnego.

–  To projekt na skalę europejską, pilotowany przez ministrę Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk. Oczywiście, w niektórych branżach, jak gastronomia, o czym rozmawiali ze mną restauratorzy z Legnicy, jest to trudne do wyobrażenia. Ale w dobie sztucznej inteligencji i robotyzacji musimy o tym rozmawiać. Na razie to są testy, będziemy je obserwować i dyskutować na ten temat. Ja zresztą poszedłbym o krok dalej – jestem zwolennikiem dyskusji o minimalnym dochodzie gwarantowanym.

– Czyli wypłata bez zatrudnienia. Gdzie jako finansista z wykształcenia widzi Pan źródła takich projektów? Brzmi fajnie, ale skąd brać pieniądze na taki dochód?

Z opodatkowania robotyzacji. Dziś, gdy pracownik w fabryce samochodów jest zastępowany przez robota, państwo traci wpływy z podatków od pracy. Dlaczego robot nie miałby „płacić” podatku? Musimy stworzyć formułę, w której zyski z automatyzacji trafiają do społeczeństwa. To perspektywa kilkunastu lat, ale nie mamy od niej ucieczki, jeśli chcemy zapewnić ludziom bezpieczeństwo w zmieniającym się świecie. Trzeba oczywiście wypracować odpowiednią formułę, ale dzięki tym daninom będziemy mogli utrzymać dochód gwarantowany.

Co to zmieni w życiu przeciętnego mieszkańca?

Musimy zagwarantować bezpieczeństwo osobom, które wypadną z rynku pracy przez automatyzację. To pozwoli nam na inne „zagospodarowanie” społeczeństwa – większy nacisk na kulturę czy opiekę. To są cywilizacyjne zmiany, przed którymi nie uciekniemy. Musimy przestać opierać gospodarkę na taniej sile roboczej, a zacząć korzystać z dobrodziejstw technologii tak, by służyły one każdemu, a nie tylko właścicielom maszyn.

Show Comments (2) Hide Comments (2)
guest

2 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
vhjxdz
vhjxdz
1 miesiąc temu

no, wlasnie powstaja aby bardziej centralizowac nieopodatkowany zysk. Jasnosc klas, pracownicy i pracodawcy z nisza jednostek gospodarczych, ktore musze x2 tyle wysilku wlozyc aby wyjsc na tyle co pracownik.
A tu chodzi o produkcje, jezeli roboty beda nam wszystko produkowac to niby jak ludzie maja zarobic na te wytworzone produkty? kredytami? Duzy odsetek ludzi zatrudnionych w produkcji czy montazu.. na co sie przemianuja? na prawnikow? 😀
2029 bedzie najciekawszym rokiem w nowozytnej historii czlowieka, ktory jest tak glupi by sam siebie zgladzil ekonomicznie dla zysku. Obtym beda sie uczyc nasze wnuki za 100 lat, w klasach VR bez koniecznosci wychodzenia z domu aby nie marnowac paliw.

Wędkak
Wędkak
1 miesiąc temu

Uwaga Debil, Uwaga DEBIL!
Jak ma płacic podatki coś co pracuje za darmo? Czy wiertarka, albo samolot płaci podatki?

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.