Po wojnie PiS w Warszawie czas na Dolny Śląsk? Wrocławska posłanka: Żaden scenariusz nie jest wykluczony

Fot. Mirosława Stachowiak-Różecka Poseł na Sejm RP.

– Jeden fortepian zostaje w jednym pokoju, drugi przenosimy obok, ale wierzę, że ostatecznie zagramy jeszcze wspólny koncert – mówi Mirosława Stachowiak-Różecka. Z wrocławską posłanką rozmawiamy o powstaniu nowego koła poselskiego Mateusza Morawieckiego, kulisach wypchnięcia części działaczy ze struktur Prawa i Sprawiedliwości oraz sporze o przyszłość prawicy. Pytamy także o zapowiadane polityczne trzęsienie ziemi na Dolnym Śląsku i o to, czy po raz trzeci wystartuje w wyborach na prezydenta Wrocławia.

– Marek Zoellner: Czy dołączając do Stowarzyszenia Rozwój Plus, miała Pani świadomość, że może to doprowadzić do konfliktu, którego jesteśmy teraz świadkami? Czy był to moment, w którym uznała Pani, że warto podjąć ryzyko?

– Mirosława Stachowiak-Różecka: Moja intencja była czysta i głęboko wierzyłam, że powołując stowarzyszenie, jesteśmy w stanie sięgać po centrowy elektorat. Ludzi oczekujących odejścia od tematów ideologicznych. Gdy Prawo i Sprawiedliwość, zwłaszcza po wchłonięciu Suwerennej Polski, zaczęło ścigać się na radykalizm z Konfederacją, pojawiły się u nas wątpliwości. Szukaliśmy przestrzeni do poruszania innych zagadnień. Chcieliśmy grać na dwóch fortepianach czy – jak mówił Mateusz Morawiecki – oddychać dwoma płucami. Przez lata w PiS spotykali się ludzie o różnych poglądach i potrafiliśmy to godzić. Różnica zdań nie była powodem do konfliktu.

– Co w takim razie się stało? Najpierw była przecież zgoda władz partyjnych na stowarzyszenie.

– Dokładnie. Jeszcze trzy miesiące temu była zgoda, ustaliliśmy zasady funkcjonowania w ramach PiS i nagle nastąpił gwałtowny zwrot. Sytuacja zmieniła się diametralnie w ciągu zaledwie kilku dni.

Jarosław Kaczyński
Fot. Mirosława Stachowiak-Różecka Poseł na Sejm RP.

– Czy dla osób, które są blisko władz PiS, to rzeczywiście było aż takie zaskoczenie? Przecież do tarć dochodziło już od dawna. Może karty były rozdane już wcześniej, tylko opinia publiczna o niczym nie wiedziała?

– To był naprawdę szybki zwrot akcji. Przez kilka dni trwały intensywne próby uregulowania sytuacji. Mateusz Morawiecki rozmawiał z prezesem Jarosławem Kaczyńskim, gwarantując, że nie budujemy konkurencyjnych struktur. Rozmowy nie przyniosły jednak skutku i zostaliśmy z PiS po prostu wypchnięci. Komunikat prezesa Kaczyńskiego na piątkowej konferencji był jednoznaczny. Tymczasem w nowym tygodniu słyszymy, że Marcin Ociepa z OdNowy może być kandydatem PiS na marszałka. A przecież Stowarzyszenie OdNowa funkcjonuje w klubie PiS i ma w statucie zapisane budowanie struktur. Pojawia się zgrzyt i pytanie: czy chodziło o stowarzyszenie jako takie, czy konkretnie o wyeliminowanie Mateusza Morawieckiego?

– W najnowszym sondażu dla Onetu blisko jedna trzecia Polaków deklaruje, że rozważyłaby głosowanie na ewentualną partię Mateusza Morawieckiego. Rozważyła, co nie znaczy, że zagłosuje. Jak Pani to ocenia?

– Widziałam te sondaże, ale również inne badania i niezwykle ciekawy jest duży entuzjazm wśród młodych ludzi. Sondaże to jedno, dynamika polityczna jest duża, a my dopiero startujemy jako koło. Dziś trudno przesądzić, czy powstanie z tego odrębna partia. Ten sondaż pokazuje jednak, że emocje i napięcia z ostatnich tygodni docierały do wyborców. Moja konkluzja jest prosta: skończmy już fundować Polakom tę polityczną telenowelę. Stało się – jak powiedział prezes Kaczyński, coś się skończyło. Na razie jeden fortepian zostaje w jednym pokoju, drugi przenosimy obok, ale wierzę, że ostatecznie zagramy jeszcze wspólny koncert. Robimy swoje. Powstało koło, padły pierwsze wystąpienia i pracujemy dalej.

– Czy Pani zdaniem Mateusz Morawiecki powinien być naturalnym liderem prawicy i następcą Jarosława Kaczyńskiego?

– Dla mnie Mateusz Morawiecki jest dziś tym, kim przed laty – gdy wstępowałam do PiS – był Jarosław Kaczyński. Cenię u lidera zdolność i determinację do narzucania ważnych tematów, przekonywania do nich ludzi, nawet gdy wymaga to mówienia o sprawach trudnych i niepopularnych. Lider nie może ulegać czystej presji sondaży czy konkurencji. Mateusz Morawiecki potrafi budować i przewodzić. Czy będzie liderem całej prawicy? Na pewno jest dziś liderem obozu propaństwowego – ludzi, dla których na pierwszym miejscu jest dobrobyt i rozwój Polski.

Mateusz Morawiecki Mirosława Stachowiak-Różecka
Fot. Mirosława Stachowiak-Różecka Poseł na Sejm RP.

– Przejdźmy na grunt lokalny. Mówi się, że środowisko Mateusza Morawieckiego stworzy własny klub w Sejmiku Województwa Dolnośląskiego. Kiedy decyzje?

– Sprawa jest bardzo świeża, koło w Sejmie dopiero powstało. To naturalna konsekwencja – to, co tliło się na Dolnym Śląsku w ostatnich miesiącach, było zresztą jedną z przyczyn szukania tego „drugiego płuca”. Dłuższego funkcjonowania w obecnym rozbiciu w sejmiku nie sposób sobie wyobrazić, bo to paraliżuje pracę. O finalnym kształcie i szyldzie decydują jednak moi koledzy w regionie.

– A co z radą miejską we Wrocławiu, w której przed wyjazdem do Warszawy zasiadała Pani przez wiele lat? Będzie Pani namawiać radnych do utworzenia odrębnego klubu?

– Nie planowaliśmy odrębnego bytu, do końca staraliśmy się porozumieć. Nie mam intencji, by wyciągać radnych czy członków z Prawa i Sprawiedliwości. Jednak moi koledzy we Wrocławiu przeżywają podobne emocje i są na etapie przemyśleń, więc żaden scenariusz nie jest wykluczony.

– Z perspektywy stolicy obserwuje Pani dziś Wrocław z pewnego dystansu, ale przecież nadal jest Pani stąd. Jak ocenia Pani obecną sytuację polityczną w mieście i sposób zarządzania miastem?

– Moja ocena jest jednoznaczna i surowa. Szkoda, że tak to wygląda i tak się kończy. Jacek Sutryk stanie się symbolem przełożenia własnego portfela i pazerności nad dobro miasta. To go zgubiło i położy się cieniem na całej jego karierze, niezależnie od tego, jak potoczą się jego sprawy sądowe. Epoka Platformy Obywatelskiej we Wrocławiu powinna się wreszcie skończyć. Sutryk unaocznia brak świeżego spojrzenia – władza kisząca się we własnym sosie po prostu gnije. Niezależnie od prób kreowania się na bezpartyjnego, Jacek Sutryk to Platforma Obywatelska. Donald Tusk go namaścił i pilnował tego układu.

– I co w związku z tym? Coś więcej poza krytycznymi komentarzami? Słyszałem, że chciałaby Pani znów wystartować w wyścigu o fotel prezydenta Wrocławia. Co prawda wybory dopiero za trzy lata. Do trzech razy sztuka?

– Nigdy nie mówiłam „chcę”, zawsze powtarzam: „jestem gotowa”. Bardzo zależy mi na Wrocławiu i Wrocławianach, mam na to miasto konkretny plan. Zawsze jestem gotowa stanąć do szranki. Do wyborów zostało jeszcze dużo czasu, a uwarunkowania polityczne i partyjne szybko się zmieniają. Kluczowe jest to, aby wreszcie pożegnać układ polityczny, który rządzi Wrocławiem od lat. Bez tego miasto nie ruszy do przodu. Mogę powiedzieć krótko: jestem gotowa. Dziś jednak jest jeszcze zbyt wcześnie na konkretne deklaracje.

– Tym bardziej że, biorąc pod uwagę obecną sytuację, nie wiadomo, jakie ugrupowanie miałaby Pani reprezentować: Prawo i Sprawiedliwość czy może nową partię Mateusza Morawieckiego.

– Zobaczymy. Wrocław jest mi bliski, cały czas śledzę to, co dzieje się w mieście. Jestem gotowa, ale dziś jest jeszcze za wcześnie, żeby planować konkretne scenariusze. Najważniejsze jest to, aby wreszcie pożegnać układ polityczny, który rządzi Wrocławiem od lat.

Jarosław Kaczyński Mirosława Stachowiak-Różecka
Fot. Mirosława Stachowiak-Różecka Poseł na Sejm RP.
Show Comments (0) Hide Comments (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.