Zarząd województwa dolnośląskiego, po przełożeniu kwietniowej sesji, otrzymał w końcu w środę wotum zaufania oraz absolutorium za wykonanie zeszłorocznego budżetu. Z sali padały jednak mocne słowa. – Trzeba było k… miesiąc temu nie robić szopek – grzmiał z mównicy jeden z radnych Prawa i Sprawiedliwości.
- Dlaczego to było kluczowe głosowanie w sejmiku dolnośląskim.
- Za co opozycja krytykowała zarząd województwa dolnośląskiego.
- O co ostatnio trwał spór na Dolnym Śląsku w koalicji rządzącej województwem.
Sesja absolutoryjna to jeden z najważniejszych momentów w roku w każdym samorządzie. To wtedy radni oceniają nie tylko liczby w budżecie, ale też sposób zarządzania, w tym przypadku województwem dolnośląskim.
Kluczowe głosowania w sejmiku
Pierwotnie, głsoowanie ws. absolutorium dla zarządu województwa miało odbyć się w kwietniu, ale po blisko dziewięciu godzinach przerw zdecydowano o przełożeniu sesji na 20 maja.
W środę koalicyjni radni z Koalicji Obywatelskiej, PSL i Bezpartyjnych Samorządowców zagłosowali za wotum zaufania dla zarządu oraz przegłosowali absolutorium za wykonanie zeszłorocznego budżetu. Przeciwni byli radni z klubu PiS oraz radni niezrzeszeni wywodzący się z klubu PiS.

Gorąco na sesji
Jako pierwszy, po prezentacji raportu o stanie województwa, głos w dyskusji zabrał radny Krzysztof Mróz z PiS, ale w sejmiku aktualnie niezrzeszony.
– Musimy zacząć rozwijać Dolny Śląsk równomiernie. Wsparcie powinniśmy kierować do tych biedniejszych regionów (…) Drugim problemem, jaki mamy, to jest służba zdrowia. Czytając raport można odnieść wrażenie, że nie ma problemów, ale ja wiem, co się dzieje w Jeleniej Górze, jest problem, większość rejestracji jest na przyszły rok (…). Mamy kolesiostwo i mnożenie stanowisk – mówił Krzysztof Mróz z PiS, argumentując, dlaczego głosował przeciwko.
Po apelach, aby zmierzał do meritum radny zareagował nerwowo i użył niecenzuralnego słowa.
– Trzeba było k… miesiąc temu nie robić szopek – skwitował Krzysztof Mróz z mównicy, nawiązując do przerwanej sesji w kwietniu.
Z sali padło słowo „skandal”, a przewodniczący sejmiku wezwał do zakończenie wystąpienia.
Radny klubu PiS Andrzej Kredkowski zwracał uwagę, że część danych zawartych w raporcie jest nieaktualna, bo z 2024 roku. W swoim wystąpieniu sporo miejsca poświęcił kryzysowi demograficznemu.
– Polska wymiera musimy zastanowić się, co możemy zrobić dla promocji rodziny (…) Budują szkoły, gdzie nikt nie będzie chodził, to będą miejsca widma – alarmował radny.
Radnym opozycji, którzy krytykowali raport odpowiedziała Monika Włodarczyk, szefowa klubu Koalicji Obywatelskiej w sejmiku.
– Czasy się zmieniają, koalicje się zmieniają, karawana jedzie dalej. Opozycja krytykuje, ma prawo, ale pamiętajmy, że to dzisiejsza opozycja przygotowała nam ten paszkwil w postaci raportu o stanie województwa dolnośląskiego. W poprzedniej kadencji pamiętam debaty, kiedy ówcześni radni opozycji domagali się konkretów, informacji i wtedy też ówczesny przewodniczący sejmiku grzmiał na nas, kiedy radni zadawali merytoryczne pytania, odsyłał nas do GUS-u. I tak, faktycznie, raport jest niedoskonałym narzędziem, ale chciałabym żebyśmy, jako radni, zastanowili się, co zrobić, żeby raport był aktualnym dokumentem – mówiła Monika Włodarczyk.
Cezary Przybylski z Bezpartyjnych Samorządowców mówił, że w regionie jest realizowanych wiele inwestycji i widać, że jest ciągłość władzy.
– Mamy świadomość, że obojętnie jaki ten raport by nie był, zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że czegoś tam nie ma, coś jest źle zrobione. Na Dolnym Śląsku bardzo wiele się dzieje i powinniśmy być dumni, że jesteśmy Dolnoślązakami – mówił Cezary Przybylski z Bezpartyjnych Samorządowców – mówił były marszałek województwa.
Marszałek województwa Paweł Gancarz podczas podsumowania debaty o raporcie mówił o rozwoju kolei w regionie, o inwestycjach drogowych oraz o świadomości zarządu województwa dotyczącej dysproporcji pomiędzy poszczególnymi regionami w województwie i pieniędzy wydawanych na służbę zdrowia.
Radni PiS głosowali także przeciwko absolutorium.
– Zarząd województwa otrzymał absolutorium, ale sposób, w jaki do tego doszło wiele mówi o obecnej kondycji koalicji rządzącej. Najpierw mieliśmy żenującą sesję bez realnych obrad i z dziewięciogodzinną przerwą. Dziś zamiast współpracy widzimy wewnętrzne konflikty i walkę o kolejne stanowiska, głównie o to, jak marszałkowi z PSL odebrać jeszcze jeden stołek dla KO. W tej politycznej przepychance gubi się to, co powinno być najważniejsze: rozwój województwa dolnośląskiego, Energia, która powinna być przeznaczana na inwestycje i sprawy mieszkańców, jest marnowana na koalicyjne spory. Taka sytuacja nie sprzyja stabilnemu rozwojowi regionu, dlatego głosowałem przeciw absolutorium – mówi Wrocławskim Faktom radny Marcin Krzyżanowski z PiS, niezrzeszony w sejmiku.

KO chce więcej władzy w zarządzie
Przełożenie absolutoryjnej sesji to efekt sporu w koalicji rządzącej województwem. Koalicja Obywatelska chce mieć nie dwóch, a trzech członków zarządu. Argument jest prosty, klub liczy 16 radnych i jest największą siłą w sejmiku. Na to jednak zgodzić nie chcą się Ludowcy i Bezpartyjni Samorządowcy.
Więcej o sprawie przeczytasz tutaj: Wojna o władzę w dolnośląskim sejmiku: kluczowa sesja przełożona.
W zarządzie województwa zasiadają: marszałek Paweł Gancarz – PSL, Wojciech Bochnak i Jarosław Rabczenko – KO, Michał Rado – Bezpartyjni Samorządowcy. Ponadto jest też Natalia Gołąb – dziś niezrzeszona, ale mandat uzyskała z Trzeciej Drogi, reprezentując Polskę 2050, teraz utożsamiana jest ze środowiskiem Centrum, którego politycy odeszli z Polski 2050, ale wciąż tworzą koalicję rządzącą.
Po kwietniowej sesji sprawa koalicji odbiła się szerokim echem także w Warszawie. Władze KO miały dać jasno do zrozumienia, że zarząd wojewóztwa, w którym są także politycy Koalicji musi dostać absolutorium, bo inaczej sprawa może się odbić negatywnie na koalicji ogólnopolskiej.
Na razie w związku z sejmikową arytmetyką trwa pat w tej sprawie, więc skład zarządu pozostanie bez zmian, ale pewne jest że Koalicja nie zamierza porzucić swoich postulatów.
