Płytka głębia składu Śląska Wrocław. W środku jest spory problem

Fot. Śląsk Wrocław

Poważna kontuzja Michała Mokrzyckiego zmieniła sytuację Śląska Wrocław bardziej niż mogłaby sugerować strata jednego zawodnika. WKS nie został bez środkowych pomocników, ale został bez piłkarza łączącego kilka kluczowych dla zespołu funkcji. Rafał Grodzicki w rozmowie z portalem slasknet.com przyznaje już wprost, że po urazie Mokrzyckiego trzeba wykonać „jeden ruch więcej”. Trudno się z nim nie zgodzić. Szczególnie że za chwilę Śląsk zagra kolejno z Widzewem Łódź, Legią Warszawa i Jagiellonią Białystok. To nie jest moment na sprawdzanie czy problem może rozwiązać się sam.

W tym artykule przeczytasz:
  • Dlaczego kontuzja Michała Mokrzyckiego jest tak dużym problemem dla Śląska.
  • Jak WKS może poukładać środek pola bez jednego z podstawowych zawodników.
  • Dlaczego klub powinien szybko sprowadzić jeszcze jednego środkowego pomocnika.

Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu sytuacja w środku pola mogła wyglądać komfortowo. Michał Mokrzycki, Jorge Yriarte, Grzegorz Tomasiewicz, Eniss Shabani. Za nimi młodsi zawodnicy, których można stopniowo wprowadzać do zespołu. W teorii czterech piłkarzy mogących obsadzić dwie lub trzy pozycje w centrum boiska to wystarczające zabezpieczenie. Problem w tym, że sama lista nazwisk nie mówi wszystkiego.

Śląsk stracił bowiem nie tylko jednego z czterech pomocników, ale zawodnika o bardzo specyficznym profilu. Mokrzycki po zimowym transferze bardzo szybko stał się jednym z najważniejszych elementów drużyny Ante Šimundžy. Jeszcze w styczniu, analizując jego przyjście do Wrocławia, zwracano uwagę na dużą dostępność do gry, udział w pojedynkach, stałe fragmenty gry oraz zdolność do funkcjonowania w różnych fazach meczu. Po kilku miesiącach można było już powiedzieć znacznie więcej. Mokrzycki nie tylko wkomponował się w Śląsk. On pomógł uporządkować jego środek pola.

W analizie marcowego spotkania z GKS-em Tychy szczególnie dobrze było widać jego wpływ na rozegranie. Pomocnik zakończył mecz z 93-procentową skutecznością podań, trzema podaniami otwierającymi sytuacje bramkowe, trzema udanymi dryblingami i dużą aktywnością w pojedynkach. Nie był wyłącznie zabezpieczeniem defensywy. Potrafił jednocześnie uspokoić grę i ją przyspieszyć.

Mokrzycki jest czymś więcej niż „ósemką”

W otwierającym sezon meczu z Górnikiem Zabrze Šimundža ustawił w środku Yriarte, Mokrzyckiego i Piotra Samca-Talara. Wenezuelczyk odpowiadał w większym stopniu za zabezpieczenie przestrzeni i pierwszy etap rozegrania, Samiec-Talar funkcjonował wyżej, natomiast Mokrzycki spinał obie te role. To niezwykle istotne przy próbie znalezienia odpowiedzi na pytanie kto powinien go zastąpić? Na tę chwilę nikt z obecnej kadry nie jest w stanie tego zrobić.

Problem pojawia się wtedy, gdy zadania jednego zawodnika trzeba nagle podzielić między dwóch lub trzech innych, a każdy taki ruch powoduje konsekwencje w kolejnej strefie boiska. Jeżeli Yriarte ma przejąć jeszcze większą odpowiedzialność w rozegraniu, może ucierpieć zabezpieczenie. Jeśli zrobi to Tomasiewicz, Śląsk zyska spokój, ale niekoniecznie tyle progresji i ryzyka z piłką, ile dawał Mokrzycki. Jeżeli odpowiedzialność przesunie się w stronę Shabaniego, zwiększy się potencjał ofensywny, ale jednocześnie trzeba będzie zaakceptować okres adaptacji zawodnika do Ekstraklasy.

To właśnie dlatego problem jest większy niż brak jednego nazwiska w protokole meczowym.

Tomasiewicz nie jest drugim Mokrzyckim
Grzegorz Tomasiewicz Śląsk Wrocław
Fot. Śląsk Wrocław

Grzegorz Tomasiewicz był bardzo logicznym letnim transferem i bardzo dobrze wygląda na boisku. Doświadczony, ograny w Ekstraklasie, przyzwyczajony do gry pod presją i do drużyn, które nie zawsze mogą dominować przeciwnika przez 90 minut. Przy beniaminku takie cechy mają ogromną wartość. Jednocześnie już przed sezonem analiza jego profilu prowadziła do jednego wniosku. Tomasiewicz jest bardziej podobny charakterystyką do Patryka Sokołowskiego niż do Mokrzyckiego.

Daje wysoką skuteczność podań, ustawienie, przewidywalność i dużo ciężkiej pracy bez piłki. Nie jest natomiast zawodnikiem, który będzie tak często podejmował ryzyko w rozegraniu czy próbował otwierać mecz nieoczywistym podaniem. Nie możemy tego traktować jako wady, bo w duecie z Mokrzyckim mogła być to wręcz zaleta. Jeden zapewniał balans i porządek, drugi częściej brał odpowiedzialność za progresję. Po kontuzji „Mokrego” Tomasiewicz może wejść do podstawowego składu, ale będzie to zmiana struktury środka pola, a nie wymiana jeden do jednego.

Yriarte daje fundament, ale wszystkiego nie zrobi
Jorge Yriarte Śląsk Wrocław
For. Śląsk Wrocław

Jorge Yriarte pozostaje najbardziej naturalnym punktem odniesienia. Wenezuelczyk potrafi przejąć piłkę, zapewnić wysoką skuteczność podań i zabezpieczać przestrzeń przed linią obrony. W jednym z kończących poprzedni sezon spotkań zanotował 80 kontaktów z piłką, 91 procent celnych podań i wygrał pięć z sześciu pojedynków. To bardzo dobry materiał na zawodnika, wokół którego można przebudować drugą linię. Tylko że również tutaj pojawia się pytanie o funkcję.

Yriarte może być jeszcze mocniej odpowiedzialny za pierwszy etap budowania akcji. Może grać jako najniżej ustawiony pomocnik lub asekurować bardziej ofensywnego partnera. Nie powinien natomiast dostać na raz wszystkich obowiązków Mokrzyckiego. Próba zrobienia z jednego piłkarza jednocześnie „szóstki”, organizatora rozegrania i zawodnika odpowiadającego za progresję będzie raczej próbą stworzenia nowego problemu niż rozwiązania obecnego.

Shabani może być największą szansą
Eniss Shabani
Fot. Adriana Ficek

Najbardziej interesującym zawodnikiem w tej układance jest Eniss Shabani. Albańczyk ma za sobą regularne granie w Chorwacji i przychodzi jako zawodnik mobilny, lewonożny, zdolny do prowadzenia piłki i przełamywania pierwszej linii pressingu.  To właśnie on daje Šimundžy możliwość zbudowania środka w trochę innym stylu.

Yriarte – Shabani byłoby ustawieniem bardziej dynamicznym, potencjalnie dającym Śląskowi więcej możliwości w przejściu z obrony do ataku. Jednak jednocześnie byłoby to ustawienie obarczone większym ryzykiem. Shabani dopiero poznaje ligę. Inna jest intensywność, inny sposób bronienia, inna liczba pojedynków, inny margines błędu. Przy normalnym rozwoju sytuacji można byłoby jego odpowiedzialność zwiększać stopniowo.

Kontuzja Mokrzyckiego może ten proces gwałtownie przyspieszyć.

Sokołowski byłby rozwiązaniem najprostszym. Tyle, że klub go nie chce

W całej dyskusji naturalnie pojawia się nazwisko Patryka Sokołowskiego. Doświadczony środkowy pomocnik pozostaje zawodnikiem Śląska, zna trenera, zna drużynę i zna Ekstraklasę. Teoretycznie bardzo łatwo byłoby więc zbudować argumentację za jego powrotem. Tylko, że klub już podjął inną decyzję, bo Sokołowski do poziomu Ekstraklasy już podobno nie dojeżdża. Dodatkowo nie pojechał z pierwszą drużyną na letnie zgrupowanie, dostał zgodę na poszukiwanie nowego zespołu i został skierowany do treningów z rezerwami.

Z moich informacji wynika, że kontuzja Mokrzyckiego nie zmieniła stanowiska Śląska i klub nie planuje przywrócenia Sokołowskiego do pierwszego zespołu. To właściwie zamyka najłatwiejszą drogę wyjścia z problemu.

Można oczywiście dyskutować, czy jest to decyzja słuszna. Nie zmienia to jednak obecnej sytuacji kadrowej. Trener Šimundža ma o jednego doświadczonego środkowego pomocnika mniej niż sugerowałaby sama lista zawodników posiadających kontrakt ze Śląskiem.

Młodzi? Do rotacji tak. Do ratowania środka pola – nie

Pozostają Dorian Markowski i Adam Ciućka. Obaj już w poprzednim sezonie pojawiali się w pierwszym zespole. Rafał Grodzicki wskazywał ich zresztą wśród młodych zawodników, którzy dostali szansę przy pierwszej drużynie. Tylko, że właśnie tutaj trzeba zachować proporcje. Młody zawodnik może zostać czwartym czy piątym wyborem do środka. Może dostawać końcówki, wejść do jedenastki w określonym meczu, a nawet z czasem wygrać rywalizację sportową.

Nie powinien jednak zostać potraktowany jako plan awaryjny klubu po wielomiesięcznej kontuzji podstawowego pomocnika. Jeżeli tak się stanie, odpowiedzialność za braki kadrowe zostanie w praktyce przerzucona na zawodnika, który dopiero uczy się seniorskiego futbolu. To byłoby nieuczciwe również wobec niego.

Jeszcze miesiąc temu Śląsk miał „głębię składu”

Przed sezonem Rafał Grodzicki oceniał przebudowę kadry bardzo pozytywnie. 17 lipca mówił, że klub wykonał wiele ruchów odpowiednio wcześnie, nowi zawodnicy mieli czas na aklimatyzację, a Śląsk osiągnął potrzebną głębię. Podkreślał jednocześnie, że scouting będzie pracował do ostatniego dnia okna i klub pozostaje gotowy na okazje pojawiające się później na mocniejszych rynkach.

Jeszcze wcześniej deklarował, że WKS chce mieć realną konkurencję na każdej pozycji.

– Jeśli chcemy być lepsi, musimy mieć na każdej pozycji rywalizację – mówił Rafał Grodzicki w jubileuszowym odcinku podcastu #SektorŚląska realizowanego przez slasknet.com.

Kontuzja Mokrzyckiego tę głębię po prostu zabrała. Nie oznacza to, że wcześniejsza budowa kadry była błędna. Poważnego urazu podstawowego zawodnika nie da się przewidzieć. Oznacza to natomiast, że trzeba pilnie zareagować na zmianę okoliczności. Dokładnie to słychać już w najnowszych słowach dyrektora sportowego. W rozmowie ze portalem slasknet.com Grodzicki przyznał, że po kontuzji Mokrzyckiego Śląsk musi wykonać „jeden ruch więcej”. To zdanie jest właściwie najkrótszym podsumowaniem sytuacji.

Rafał Grodzicki
Fot. Śląsk Wrocław
Ten ruch trzeba wykonać szybko

Można oczywiście argumentować, że okno transferowe jeszcze trwa, a im bliżej jego końca, tym więcej ciekawych zawodników stanie się dostępnych. Sam Grodzicki mówił przed sezonem o czekaniu na moment, kiedy mocniejsze ligi zaczną porządkować kadry i otworzy się rynek zawodników możliwych do pozyskania lub wypożyczenia. Normalnie byłaby to rozsądna strategia.

Problemem jest jednak terminarz. Najbliższy mecz Śląsk rozegra u siebie z Widzewem Łódź. Następnie pojedzie na Łazienkowską na spotkanie z Legią Warszawa, a tydzień później zagra w Białymstoku z Jagiellonią. Dopiero później przyjdą Korona Kielce i wyjazdowe spotkanie z Wisłą Kraków. To trzy kolejne mecze, w których środek pola może mieć fundamentalne znaczenie.

Widzew będzie wymagał intensywności. Legia prawdopodobnie zmusi Śląsk do długich fragmentów gry bez piłki i bardzo dobrego zarządzania przejściami. Jagiellonia potrafi przeciwnika przeciążać właśnie w centrum boiska. Trudno wybrać gorszy moment na utratę podstawowego pomocnika. Śląsk może oczywiście czekać na „idealną okazję” tylko że zanim ona się pojawi, może mieć już za sobą trzy bardzo ważne mecze.

Transfer tak, ale nie za wszelką cenę

Pilność nie może oznaczać paniki. To szczególnie ważne, ponieważ Śląsk ma jasno określone możliwości finansowe. Jeszcze w maju Grodzicki zapowiadał, że klub nie zamierza wydawać znaczących pieniędzy na letnie transfery i będzie szukał piłkarzy dostępnych w swoich realiach ekonomicznych. Wprost mówił o zawodnikach możliwych do pozyskania bez wysokiej kwoty transferowej i o konieczności dopasowania ruchów do budżetu.

Ten warunek nie zniknął razem z kontuzją Mokrzyckiego. Śląsk dziś potrzebuje zawodnika zdolnego grać zarówno jako „szóstka”, jak i „ósemka”. Mobilnego. Gotowego fizycznie. Dobrze funkcjonującego bez piłki. Potrafiącego przejąć część odpowiedzialności w pierwszej i drugiej fazie rozegrania. Najlepiej także takiego, który nie będzie potrzebował dwóch miesięcy, żeby osiągnąć gotowość meczową. Dlatego najbardziej logicznym kierunkiem wydaje się dziś wypożyczenie zawodnika z mocniejszego klubu, który po zamknięciu kadr znajdzie się poza podstawową rotacją.

Nie może to być przypadkowy wolny zawodnik po kilku miesiącach bez regularnej gry. Śląsk potrzebuje piłkarza na Widzew, Legię i Jagiellonię, a nie kogoś, kto będzie gotowy dopiero w październiku.

Najlepszy wariant? Transfer i jednoczesne rozwijanie obecnych opcji

Nowy zawodnik nie musi przyjechać do Wrocławia z gwarancją miejsca w podstawowym składzie. Śląsk nie powinien po kontuzji Mokrzyckiego wyrzucać do kosza całej letniej koncepcji środka pola. Yriarte nadal może być jego fundamentem. Tomasiewicz nadal daje doświadczenie i stabilność. Shabani może okazać się zawodnikiem, który w trakcie sezonu stanie się jednym z największych wygranych transferowych tego lata. Młodzież nadal powinna dostawać szanse.

Chodzi tylko o to, żeby każdy z tych elementów mógł rozwijać się we właściwym tempie, a nie dlatego, że sztab nie ma innego wyboru. Nowy pomocnik nie musi więc zastąpić Mokrzyckiego. Ma zapewnić bezpieczeństwo, które zostało zachwiane w momencie urazu „Mokrego”.

W tej sytuacji brak transferu też będzie decyzją

Śląsk nie znajduje się dziś w sytuacji katastrofalnej. To trzeba podkreślić. Šimundža ma zawodników, z których może ułożyć funkcjonujący środek pola. Yriarte, Tomasiewicz i Shabani dają kilka różnych konfiguracji i pozwalają zmieniać sposób gry w zależności od przeciwnika. Tylko że sezon Ekstraklasy nie trwa trzech kolejek. Są kartki, kolejne kontuzje czy spadki formy. Jest też potrzebna rotacja.

Po wyłączeniu Mokrzyckiego margines bezpieczeństwa został bardzo mocno ograniczony. Decyzja o niesprowadzaniu nikogo byłaby bardzo ryzykowna. Klub uzna wówczas, że Yriarte, Tomasiewicz, Shabani i młodzież wystarczą na całą jesień. Być może okaże się, że tak, ale biorąc pod uwagę wcześniejsze słowa Grodzickiego o konieczności rywalizacji na każdej pozycji, jego obecną deklarację o potrzebie „jednego ruchu więcej” oraz najbliższy terminarz, trudno znaleźć mocny argument za takim ryzykiem.

Śląsk nie musi znaleźć drugiego Michała Mokrzyckiego. Musi jednak znaleźć zawodnika, który sprawi, że jeden uraz nie będzie wymuszał przebudowy całego środka pola. Powinien zrobić to szybko, bo punktów straconych w sierpniu i we wrześniu nikt Śląskowi nie odda.

Show Comments (0) Hide Comments (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.