Oporowska 62. Stadion, który wychował Śląsk Wrocław

Fot. MCS Wrocław

Trudno o bardziej odpowiedni obraz końca pewnej epoki. Betonowa trybuna, z dzisiejszej perspektywy niewygodna i archaiczna, dla wielu kibiców nie jest przecież kawałkiem infrastruktury. To miejsce pierwszego meczu z ojcem albo dziadkiem. Tutaj pierwszy raz machano szalikiem. Po raz pierwszy zdzierano gardło na młynie krzycząc „Hej Śląsk!” tak mocno na ile płuca i głos pozwalały. To tutaj nastawał początek relacji z klubem. Relacji, która została już na całe życie.

W tym artykule przeczytasz:
  • Jak powstawał i zmieniał się stadion przy Oporowskiej 62.
  • Dlaczego Oporowska stała się wyjątkowym miejscem dla kibiców Śląska.
  • Co czeka obiekt po rozbiórce odkrytej trybuny i ile kosztują prace.
Historia tego miejsca jest starsza od Śląska Wrocław o dwie dekady

Jej początki prowadzą do drugiej połowy lat 20. XX wieku i Richarda Konwiarza, jednego z najważniejszych architektów sportowego Breslau. To on projektował również kompleks Stadionu Olimpijskiego. W 1927 roku opublikowano jego koncepcję Volkspark Breslau-Gräbschen, czyli Grabiszyńskiego Parku Ludowego, określanego również jako Am Sauerbrunn – „Przy Kwaśnym Źródle”. Zachowana publikacja architektoniczna z 1927 roku mówi wprost, że kompleks znajdował się wówczas w realizacji. Niektóre katalogi datują początki obiektu już na rok 1926, dlatego najbezpieczniej przyjąć, że właśnie w latach 1926–1927 rozpoczęło się tworzenie założenia, z którego wyrósł późniejszy stadion przy Oporowskiej.

Sam projekt był znacznie bardziej ambitny niż to, co ostatecznie powstało. Konwiarz planował rozległy park sportowo-rekreacyjny dla szybko rozwijającej się i gęsto zamieszkanej części miasta. Na makiecie znajdowały się stadion piłkarski z trybuną, boiska treningowe, duża łąka do gier, place zabaw dla dzieci, korty tenisowe, hala sportowa, brodzik, restauracja parkowa, szerokie promenady, a w jednym z opracowań także amfiteatr i pętla tramwajowa. Całość miała być wkomponowana w zieleń wzdłuż Towarowej Obwodnicy Wrocławia. Projekt zrealizowano jednak tylko częściowo i ze znacznymi zmianami.

Zdjęcie makiety parku ludowego Volkspark Breslau Gräbschen w dzielnicy Grabiszyn. Architekt: Richard Konwiarz. Urząd ds. rozwoju miasta.
Fot. Rakw dolny-slask.org.pl

Powstało przede wszystkim boisko piłkarskie otoczone bieżnią lekkoatletyczną, z urządzeniami do skoku w dal i wzwyż. W pierwszej połowie lat 30. od strony kolejowej dobudowano trybunę opartą na wale ziemnym. W 1936 roku na obiekt przeprowadził się z boiska przy ówczesnej Roonstrasse, czyli dzisiejszej alei Pracy, klub Breslauer SpVg 02. To on był piłkarskim gospodarzem stadionu przed wojną.

Sama nazwa „Am Sauerbrunn” nie była przypadkowa. W pobliżu znajdował się staw Sauerbrunn, czyli „Kwaśne Źródełko”, a także ulica nosząca tę nazwę. Staw po wojnie zasypano, ale ślad po dawnej topografii pozostał między innymi w dzisiejszej ulicy Kwaśnej. Przy wejściu na stadion znajdował się również pomnik poświęcony sportowcom Breslauer Sportfreunde poległym podczas I wojny światowej. Do współczesności przetrwał związany z nim kamień z karkonoskiego granitu.

To jeden z paradoksów Oporowskiej. Miejsce, które stało się później jednym z najmocniejszych symboli powojennego, polskiego Wrocławia i Śląska, ma fundamenty sięgające zupełnie innego miasta i innej epoki.

Stadion Oporowska poczatek lat 30 XX wieku
Wratislaviae Amici. Zdjęcie z początku lat 30 XX wieku
Śląsk buduje swój dom

Po wojnie obiekt zaczął żyć już w polskim Wrocławiu. Wczesny stadion znacząco różnił się jednak od Oporowskiej znanej późniejszym pokoleniom. Źródła klubowe, opisując przełom lat 50. i 60., mówią wręcz o „wybudowaniu stadionu przy Oporowskiej”. Nie oznacza to, że wcześniej nic w tym miejscu nie istniało. Chodzi o wielką powojenną przebudowę i stworzenie kompleksu odpowiadającego potrzebom rozwijającego się WKS-u na bazie wcześniejszego, przedwojennego obiektu.

Powstały trybuny na około 20 tysięcy widzów, boisko treningowe oraz budynek klubowy. W nim znajdowały się szatnie, administracja i pomieszczenia odnowy biologicznej. Do kompleksu należały także hotel dysponujący początkowo 30 miejscami i klubowa kawiarnia. Śląsk szybko przestawał być jednym z wielu wrocławskich klubów. Stawał się klubem miasta.

Warunki przez długi czas pozostawały dalekie od luksusu. Jeszcze wcześniej zawodnicy korzystali z bardzo skromnego zaplecza. Dopiero w latach 70. szatnie przeniesiono z baraków do nowego budynku, a z czasem zlikwidowano bieżnię otaczającą murawę. Stadion coraz wyraźniej przestawał być wielofunkcyjnym obiektem sportowym, a stawał się miejscem podporządkowanym przede wszystkim piłce nożnej.

Tadeusz Pawłowski. Oporowska przez całe życie

W bezpośrednim sąsiedztwie stadionu dorastał zresztą jeden z późniejszych symboli Śląska – Tadeusz Pawłowski. Jego rodzinny świat przy ulicy Kruczej znajdował się niemal tuż obok obiektu, na którym później miał zachwycać wrocławskich kibiców. Dla Pawłowskiego Oporowska nie jest więc wyłącznie miejscem związanym z piłkarską karierą. To właściwie fragment całego jego życia. Najpierw chłopaka z sąsiedztwa, później kibica, zawodnika, a w końcu również trenera Śląska.

Z Oporowską wiąże się właściwie całe moje życie. Urodziłem się przy ulicy Kruczej i już jako mali chłopcy chodziliśmy na stadion Śląska grać w piłkę. Później zacząłem przychodzić tam jako kibic. Nigdy nie zapomnę meczu ze Startem Łódź, kiedy Śląsk awansował do pierwszej ligi. Trenerem był wtedy Władysław Giergiel, a Zygfryd Blaut strzelił bramkę głową. Pamiętam to do dzisiaj. Siedziałem pod zegarem, a gol padł do bramki od strony szatni, przy której stał wtedy jeszcze barak – wspomina Pawłowski.

Zanim sam zaczął zdobywać przy Oporowskiej bramki, znał więc stadion dokładnie z tej samej perspektywy, z której poznawały go później tysiące młodych kibiców Śląska. Przychodził z kolegami, zajmował miejsce na trybunie i próbował pomóc drużynie własnym dopingiem. Co szczególnie symboliczne dzisiaj, chodzi właśnie o tę część stadionu, która w 2026 roku znika z krajobrazu Oporowskiej.

Jako młodzi chłopcy przychodziliśmy na mecze z czerwoną strażacką syreną. Było nas może dziesięciu, siadaliśmy właśnie na tej trybunie, która teraz jest wyburzana, i dopingowaliśmy Śląsk. Mecze często rozgrywano w niedzielę o jedenastej. Nie wiem czy to dobra pora na mecz piłkarski, ale władzom chyba chodziło o to żeby odciągnąć ludzi od kościoła. – dodaje z uśmiechem.

Po latach na tę samą Oporowską Pawłowski wrócił już nie jako chłopak siedzący na trybunie, ale jako jeden z najważniejszych piłkarzy w historii klubu. W 1974 roku trafił do Śląska i właśnie tutaj przeżywał najlepsze lata zespołu, który najpierw zdobył Puchar Polski, a później sięgnął po pierwsze mistrzostwo kraju.

Po przejściu do Śląska w 1974 roku większość naszych spotkań graliśmy właśnie przy Oporowskiej. Były bramki i mecze, których się nie zapomina. Strzelałem z Górnikiem Zabrze, Widzewem Łódź i wieloma innymi rywalami. Był czas zdobywania mistrzostwa Polski i Pucharu Polski, były jubileusze setnego, 150. czy 200. meczu w barwach Śląska. Do dziś mam z tamtego okresu mnóstwo zdjęć i kiedy czasem ogarnia mnie nostalgia, wracam do nich. – mówi.

Oporowska w jego wspomnieniach nie składa się jednak wyłącznie z meczów, bramek i trofeów. To przede wszystkim ludzie, z którymi przez kolejne dekady dzielił szatnię, boisko i codzienność Śląska. Zmieniały się pokolenia zawodników, zmieniała się sama drużyna, ale stadion pozostawał wspólnym punktem ich historii.

Oporowska to dla mnie także ludzie. Zygmunt Garłowski, Zygmunt Kalinowski, Janusz Sybis, Józef Kwiatkowski, Tadeusz Wanat, a później młodsze pokolenie z Ryszardem Tarasiewiczem czy Waldemarem Prusikiem. Z wieloma z nich przeżywaliśmy tam rzeczy, które pamięta się przez całe życie. Później wróciłem na Oporowską jeszcze jako trener Śląska. Praktycznie wszystkie nasze treningi odbywały się na bocznym albo głównym boisku. Znowu pojawiły się kolejne wspomnienia, kolejni zawodnicy, między innymi Sebastian Mila czy bracia Paixao. Dlatego nie potrafię wskazać jednej najpiękniejszej chwili związanej z tym stadionem. To nie jest jedno wydarzenie. To wiele, wiele lat mojego życia. Najpierw jako chłopaka i kibica, później piłkarza, a w końcu trenera. Oporowska to po prostu ogromna część mojego życia.

Najpierw Ekstraklasa, potem wielki Śląsk

W 1964 roku piłkarze Śląska po raz pierwszy awansowali do najwyższej klasy rozgrywkowej. Początki nie były łatwe. W 1969 roku klub spadł z ligi, ale cztery lata później wrócił i tym razem zadomowił się w niej na dwie dekady.

Oporowska dojrzewała razem z drużyną. W połowie lat 70. zaczęła się najważniejsza sportowo epoka w historii klubu. W sezonie 1975/76 Śląsk zdobył Puchar Polski. Wiosną 1977 roku sięgnął po pierwsze mistrzostwo kraju. Rok później został wicemistrzem Polski, a w kolejnych sezonach należał do ścisłej krajowej czołówki. W 1979 roku juniorzy Śląska zdobyli pierwsze klubowe mistrzostwo Polski w swojej kategorii. W tamtym zespole znajdowali się piłkarze, których nazwiska później na stałe weszły do historii WKS-u.

Oporowska była wówczas codziennym domem wielkiego Śląska, choć warto zaznaczyć rzecz czasem gubioną we wspomnieniach. Największe europejskie spotkania nie zawsze odbywały się właśnie tutaj. Przy ogromnym zainteresowaniu klub przenosił część pucharowych meczów na pojemniejszy Stadion Olimpijski. To tam w 1975 roku Śląsk podejmował Liverpool, a w 1977 roku rozgrywał rewanż z Lewskim-Spartakiem Sofia w Pucharze Europy. Na tym drugim meczu pojawiło się około 30 tysięcy widzów.

Nie zmieniało to jednak znaczenia Oporowskiej. Olimpijski był miejscem wielkich galowych wieczorów. Oporowska była domem.

Tutaj przychodziło się regularnie. W tym miejscu każdy znał drogę na swój sektor, ludzi stojących kilka rzędów dalej, wejścia, płoty, beton i charakterystyczny układ trybun. Nowoczesny stadion może imponować skalą. Stary stadion buduje pamięć właśnie przez swoją powtarzalność.

Stadion Oporowska Śląsk Wrocław
Krzyc: polska-org.pl
27 tysięcy ludzi na stadionie, który później mieścił nieco ponad osiem

Najbardziej niewiarygodnie z dzisiejszej perspektywy brzmi rekord frekwencji. W sierpniu 1983 roku na ligowy mecz Śląska z Górnikiem Wałbrzych mogło przyjść około 27 tysięcy widzów. To liczba najczęściej podawana jako rekord Oporowskiej. W ówczesnych relacjach można znaleźć również szacunki około 25 tysięcy, więc dokładnej liczby po ponad czterdziestu latach nie sposób rozstrzygnąć. Pewne jest jedno. Obiekt był wypełniony do granic możliwości.

21 sierpnia 1983 roku Śląsk przegrał tam z beniaminkiem z Wałbrzycha aż 0:3. Bramki zdobyli Leszek Kosowski, Włodzimierz Ciołek i Zbigniew Stelmasiak. Paradoksalnie więc rekord frekwencji nie wiąże się z jednym z wielkich zwycięstw WKS-u, lecz z dotkliwą porażką.

To również dużo mówi o tamtej Oporowskiej. Nie trzeba było finału ani meczu o mistrzostwo, żeby stadion pękał w szwach.

Beton, tłok i miejsce, w którym rodziła się miłość do Śląska

Historia stadionu nie mieści się jednak w tabelach, pojemnościach i wynikach.

Wrocławski ratusz już przed laty określał Oporowską jako stadion, na którym „wychowali się kibice piłki nożnej we Wrocławiu”. Przy okazji prezentacji historycznego albumu o Śląsku w 2013 roku miejski portal pisał natomiast o miejscu zajmującym szczególną pozycję w sercach kibiców WKS-u i to nie jest kurtuazja.

Organizujący się ruch kibicowski Śląska zaczął rozwijać się już w latach 70. Oporowska była jego naturalnym centrum. Niewielka odległość trybun od boiska, ich zwarta konstrukcja i zamknięty charakter obiektu powodowały, że nawet kilka tysięcy ludzi potrafiło stworzyć atmosferę nieporównywalną z tą na znacznie większych stadionach. Dlatego także po przeprowadzce pierwszej drużyny na nowoczesną arenę na Pilczycach dla tysięcy osób stary stadion pozostał duchowym domem Śląska.

Spiker Śląska Wrocław Andrzej Gliniak, wspominając dawne lata, nazywa Oporowską obiektem kameralnym i legendarnym. Pamięta jednocześnie stadion z czasów znacznie bardziej surowych niż dzisiejsze. Również pod względem bezpieczeństwa. Wraz z monitoringiem, zmianami organizacji imprez i profesjonalizacją zabezpieczeń dawna rzeczywistość stopniowo znikała. Nie zniknęła natomiast specyficzna kultura kibicowska. Gliniak zwraca uwagę między innymi na współpracę młyna z sektorem rodzinnym i na to, że w Polsce udało się zachować coś, czego jego zdaniem coraz częściej brakuje na wielkich zachodnich arenach. Autentyczny, głośny doping, który nie jest jedynie elementem stadionowego widowiska.

Oporowska była miejscem, w którym ta kultura wyrastała.

Kiedy więc kibice żegnają dzisiaj trybunę odkrytą, nie rozstają się z czterema tysiącami plastikowych krzesełek i żelbetową konstrukcji. Żegnają przestrzeń, z której przez lata prowadzono doping i którą kolejne generacje traktowały jako swoją.

Śląsk Wrocław vs Ruch Chorzów listopad 2010
Fot. Adam Szyszka
Stadion wielokrotnie łatany zamiast budowany od nowa

Oporowska właściwie przez całą swoją historię była obiektem przebudowywanym etapami. Szczególnie dobrze widać to na początku XXI wieku.

W 2006 roku zamontowano cztery 46-metrowe maszty oświetleniowe zapewniające natężenie 1400 luksów. Powstały nowe kasy i strefa wejściowa, monitoring, nagłośnienie oraz elektroniczny zegar. Za bramkami ustawiono dwie lekkie trybuny: większą dla około tysiąca osób i mniejszą, przeznaczoną dla gości, na około 500 miejsc. Po tych zmianach obiekt miał mieścić około 9100 kibiców.

Rok później ruszyła kolejna duża operacja. Wymieniono murawę i zainstalowano system jej podgrzewania, przebudowywano trybunę krytą i montowano nowe krzesełka. Plany zmieniały się właściwie w trakcie inwestycji. Raz mówiono o stadionie na dziewięć tysięcy osób, później o dwunastu, a w pewnym momencie nawet o konieczności osiągnięcia piętnastu tysięcy miejsc. Część pomysłów nigdy nie wyszła poza dokumentację.

Ostatecznie najbardziej rozpoznawalna współczesna konfiguracja Oporowskiej oznaczała 8346 miejsc: 3982 na trybunie odkrytej, 2784 na krytej, 1104 na północnej oraz 476 w sektorze gości. Główna płyta ma wymiary 105 na 68 metrów i podgrzewaną murawę.

Dziś te liczby mają już charakter historyczny. Trybuna północna została zlikwidowana, a stadion fizycznie przestał odpowiadać konfiguracji wciąż spotykanej w części oficjalnych opisów obiektu. W ostatnim okresie powiększono również parking oraz wycięto drzewa znajdujące się za jedną z trybun.

Co ciekawe, jedną z modernizacji z końca pierwszej dekady XXI wieku przeprowadzano już ze świadomością, że pierwsza drużyna wcześniej czy później wyprowadzi się z Oporowskiej. Wrocław szykował się do Euro 2012 i budowy nowej, wielkiej areny. Stary stadion miał zostać nowoczesnym, ale kameralnym zapleczem.

Reprezentacja Polski, Euro 2012 i ostatnie pożegnanie Ekstraklasy

Oporowska doczekała się również meczu reprezentacji Polski. W 2008 roku biało-czerwoni zagrali tam ze Słowenią. Był to jedyny występ seniorskiej kadry Polski na tym stadionie.

Najważniejsza zmiana nadeszła jednak trzy lata później.

22 października 2011 roku Śląsk rozegrał ostatni ligowy mecz na Oporowskiej przed przeprowadzką na nowy Stadion Miejski. Rywalem było Podbeskidzie Bielsko-Biała. Na trybunach znalazło się około siedmiu tysięcy osób, a pożegnanie zakończyło się zwycięstwem 1:0. Jedynego gola strzelił Piotr Celeban. Śląsk schodził z własnego stadionu jako lider Ekstraklasy.

Symbolicznego znaczenia tamtego spotkania byli świadomi sami piłkarze. Przed meczem Johan Voskamp podkreślał, że drużyna wie, jak ważny jest ten stadion dla kibiców i chce pożegnać go zwycięstwem.

Tyle że Oporowska nie dała się pożegnać definitywnie.

7 kwietnia 2012 roku pierwsza drużyna wróciła tutaj jeszcze na jeden ligowy mecz. Na Stadionie Miejskim konieczna była naprawa elementu instalacji tryskaczowej oraz fragmentów murawy, więc spotkanie z GKS-em Bełchatów przeniesiono na stary obiekt. Śląsk wygrał 1:0 po rzucie karnym Cristiana Omara Diaza. Kilka tygodni później został po raz drugi w historii mistrzem Polski.

Oporowska odegrała jeszcze rolę podczas Euro 2012. UEFA rekomendowała stadion jako oficjalny obiekt treningowy, a korzystała z niego reprezentacja Czech, która swoje mecze grupowe rozgrywała we Wrocławiu.

Później obiekt nie przestał żyć. W lipcu 2016 roku odbył się tutaj Final Four Ligi Mistrzów IFAF Europe w futbolu amerykańskim. Panthers Wrocław zdobyli trofeum, pokonując w finale Milan Seamen 40:37. Rok później podczas kibicowskiego pikniku na Oporowskiej prezentowano drużynę Śląska i jedenastkę wybraną z okazji 70-lecia klubu. Stadion pozostał miejscem treningów pierwszego zespołu, spotkań rezerw, drużyny kobiet i zespołów młodzieżowych. Jeszcze w sierpniu 2026 roku organizowano tu również turniej Amp Futbol Ekstraklasy.

Zmieniła się więc funkcja obiektu, ale nie zerwała się jego więź ze Śląskiem.

Oporowską chciano przebudować już osiem lat temu

Dzisiejsza rozbiórka trybuny odkrytej może wyglądać jak początek realizacji nowej koncepcji. Tutaj trzeba bardzo wyraźnie oddzielić obecne decyzje od planów z 2018 roku.

Wtedy Śląsk zaprezentował ambitną wizję stworzenia przy Oporowskiej pełnoprawnego centrum treningowego. Szacowany koszt inwestycji wynosił około 15 milionów złotych netto. Ówczesny prezes Marcin Przychodny wskazywał, że infrastruktura jest „wąskim gardłem” rozwijającej się akademii. Projekt zakładał dwa boiska trawiaste, w tym jedno pełnowymiarowe, trzy boiska syntetyczne, również z jednym pełnowymiarowym oraz rozbudowę zaplecza szatniowego i sanitarnego.

To właśnie wtedy po raz pierwszy tak konkretnie zaplanowano zburzenie trybuny odkrytej.

W jej miejscu miały powstać dwie hale z syntetycznymi boiskami, ze ścianami umożliwiającymi ich otwarcie w cieplejszych miesiącach. Zniknąć miał również nieużytkowany ziemny łuk od strony Kruczej. Planowano następne pełnowymiarowe boisko ze sztuczną murawą i możliwością przykrywania go zimą pneumatycznym balonem. Przebudowie miały ulec również układ parkingów i pozostałe elementy kompleksu. Pierwotnym celem było zakończenie prac do 2020 roku.

Do realizacji tej koncepcji jednak nie doszło.

Pomysł stracił aktualność, gdy miasto i klub zaczęły pracować nad znacznie większym centrum sportowym na Nowych Żernikach. Ogłoszona w 2021 roku koncepcja Wrocławskiego Centrum Sportu mówiła między innymi o jedenastu boiskach, szkole mistrzostwa sportowego z internatem oraz terenach rekreacyjnych. Realizacja projektu przesuwała się jednak w czasie.

Oporowska po raz kolejny została więc w charakterystycznym dla swojej historii stanie pomiędzy wielką wizją przyszłości a codziennym użytkowaniem istniejącej infrastruktury.

Wizualizacja O62 - Śląsk Wrocław
Fot. Śląsk Wrocław
Miasto przejmuje bezpośrednie zarządzanie i zaczyna remonty

Pod koniec 2024 roku w budżecie Wrocławia zapisano 1,5 mln zł na modernizację Oporowskiej w 2025 roku. Rzecznik Młodzieżowego Centrum Sportu Maciej Fedorczuk informował wtedy, że najpierw zostaną przeprowadzone oględziny, a następnie szczegółowy audyt mający wskazać elementy wymagające najpilniejszej interwencji.

Jednocześnie ówczesny prezes Śląska Patryk Załęczny mówił po rozmowach z przedstawicielami miasta, że nie ma planu przeznaczenia Oporowskiej pod zabudowę deweloperską. Wstępnie rozważano utrzymanie tutaj kompleksu dla pierwszej i drugiej drużyny, podczas gdy nowa infrastruktura na Nowych Żernikach miałaby służyć przede wszystkim akademii i ewentualnie sekcji kobiet.

Na początku 2025 roku doszło też do istotnej zmiany organizacyjnej. Miasto zdecydowało o zakończeniu dotychczasowej dzierżawy obiektu przez WKS Śląsk Wrocław S.A. i przekazaniu stadionu pod zarząd Młodzieżowego Centrum Sportu. MCS przejmował odpowiedzialność za miejską nieruchomość, a klub miał korzystać z infrastruktury na uzgodnionych zasadach.

W 2026 roku rozpoczął się kolejny etap prac. Jednym z konkretnych przedsięwzięć jest kompleksowy remont dachu budynku na terenie stadionu, realizowany w formule „zaprojektuj i wybuduj”. Miasto podaje, że jego wartość to 563 104 zł. Według aktualizacji z 25 sierpnia prace były wykonane w 80 procentach i mają zakończyć się w 2026 roku.

To koszt niezależny od rozbiórki trybuny odkrytej.

Trybuna odkryta znika. Powodem jest jej stan techniczny

Decyzja dotycząca największej i najbardziej charakterystycznej części starej widowni jest już znacznie poważniejsza.

Młodzieżowe Centrum Sportu tłumaczy ją przede wszystkim złym stanem technicznym konstrukcji. Według informacji przekazanych przez zarządcę kompleksowy remont, który pozwoliłby na jej dalsze bezpieczne użytkowanie, nie jest możliwy w zakresie, który byłby jednocześnie uzasadniony technicznie i ekonomicznie. Dlatego trybuna nie zostanie odnowiona. Ma zostać całkowicie rozebrana razem z wałem ziemnym.

Formalna droga do wyburzenia nie była jednak prosta.

Pierwsze postępowanie, oznaczone numerem ZP/TPW1/23/2026, ogłoszono 25 czerwca. Oferty miały zostać złożone do 10 lipca. Zamówienie dotyczyło rozbiórki żelbetowej trybuny wraz z wałem, robót ziemnych oraz usunięcia powstałego materiału. Postępowanie zostało jednak 14 lipca unieważnione.

Dwa dni później, 16 lipca, MCS uruchomiło kolejne postępowanie oznaczone sygnaturą ZP/TPW1/28/2026. Termin składania ofert wyznaczono na 31 lipca. Zadanie nie jest współfinansowane ze środków Unii Europejskiej, a w opublikowanym ogłoszeniu nie wskazano wartości szacunkowej zamówienia. Dokumentacja obejmuje projekt rozbiórek, specyfikację techniczną wykonania i odbioru robót oraz projektowane postanowienia umowy.

Postępowanie wygrało Przedsiębiorstwo Budowlane „Miazga”. 14 sierpnia firma GEARMAR Chęć Marcin złożyła jednak odwołanie do Krajowej Izby Odwoławczej. Jej oferta została wcześniej odrzucona między innymi z powodu nieuczestniczenia w obowiązkowej wizji lokalnej. GEARMAR zakwestionował zarówno tę decyzję, jak i wybór konkurencyjnego wykonawcy.

Jeszcze na początku września Młodzieżowe Centrum Sportu informowało, że z powodu toczącego się postępowania przed KIO podpisanie umowy z wykonawcą zostało wstrzymane. Sytuacja od tego czasu uległa jednak zmianie. Miasto potwierdza obecnie, że umowa na realizację robót obejmujących rozbiórkę żelbetowej trybuny wraz z wałem ziemnym została już podpisana. Prace mają zakończyć się do końca 2026 roku. Zgodnie z warunkami postępowania wykonawca ma 100 dni na realizację zadania.

Stadion Oporowska - Śląsk Wrocław
Fot. Śląsk Wrocław
3,4 miliona złotych. Co dokładnie wiemy o kosztach?

Według informacji przekazanej przez Młodzieżowe Centrum Sportu koszt realizacji zadania został ustalony na dokładnie 3 399 228 zł.

Trzeba jednak zachować tutaj precyzję. W dostępnej odpowiedzi MCS kwota nie została opisana jako netto ani brutto. Również w publicznym ogłoszeniu drugiego postępowania nie podano wartości szacunkowej ani budżetu zamawiającego. Nie ma więc podstaw, aby samodzielnie dopisywać do kwoty 3 399 228 zł VAT albo określać ją jako wartość netto czy brutto bez dodatkowego dokumentu potwierdzającego taki status.

To ważne również dlatego, że nie należy łączyć tej kwoty z innymi inwestycjami przy Oporowskiej. 563 104 zł dotyczy remontu dachu budynku. 1,5 mln zł było kwotą zapisaną wcześniej w budżecie miasta na modernizację obiektu w 2025 roku. 15 mln zł netto było natomiast szacunkowym kosztem zupełnie innej, niezrealizowanej koncepcji centrum treningowego z 2018 roku. Są to cztery różne liczby dotyczące czterech różnych etapów i zakresów planowania.

Co powstanie po odkrytej? Stara koncepcja istnieje, nowych decyzji jeszcze nie ma

Pomysł na zagospodarowanie miejsca po trybunie odkrytej nie jest nowy. Już w 2018 roku Śląsk i miasto prezentowały gotową koncepcję przebudowy kompleksu przy Oporowskiej. Zakładała ona rozebranie trybuny i stworzenie w jej miejscu dwóch hal piłkarskich oraz budynku z szatniami, magazynami, siłowniami i zapleczem sanitarnym. Planowano również dodatkowe boiska treningowe, a jedno z nich zimą miało być przykrywane pneumatycznym balonem.

Tamten projekt nie został jednak zrealizowany. Kierunek rozwoju infrastruktury Śląska zmienił się wraz z planami budowy znacznie większego centrum treningowego na Nowych Żernikach.

Nie oznacza to również, że rozpoczęta w 2026 roku rozbiórka trybuny jest powrotem do koncepcji sprzed ośmiu lat. Młodzieżowe Centrum Sportu, pytane przez portal slasknet.com we wrześniu o przyszłość tego fragmentu kompleksu, poinformowało, że nie zostały jeszcze podjęte ostateczne decyzje kierunkowe dotyczące docelowego zagospodarowania terenu po wyburzeniu. Wiadomo natomiast, że Oporowska nadal ma pełnić funkcje sportowe, a na obiekcie mają być prowadzone kolejne inwestycje poprawiające jego standard i funkcjonalność.

Stadion, którego nie da się zbudować drugi raz

Wrocław ma dzisiaj stadion większy, wygodniejszy i nieporównywalnie nowocześniejszy. Tarczyński Arena pozwala organizować mecze i wydarzenia, o których Oporowska nie mogłaby nawet marzyć. Tyle że stadion można zbudować za pieniądze. Historii kupić się nie da.

Przy Oporowskiej mistrzowie Polski przebierali się kiedyś w warunkach, które dziś trudno sobie wyobrazić. Tutaj ustawiano prowizoryczne trybuny, dokładano krzesełka, montowano jupitery i podgrzewanie murawy. W tym miejscu ponad dwadzieścia tysięcy ludzi potrafiło wcisnąć się na mecz. Przy Oporowskiej Śląsk awansował, spadał, wracał, rósł i stawał się jednym z najważniejszych klubów w Polsce. Tu wychowywali się piłkarze i kibice.

Nawet kiedy pierwsza drużyna w 2011 roku przeniosła się kilka kilometrów dalej, stary stadion nie stał się obcym miejscem. Wciąż trenowali tu piłkarze, grały rezerwy, kobiety i młodzież. Wracali kibice. Odbywały się prezentacje drużyny, turnieje i otwarte treningi, a nawet wspólne mecze piłkarzy z kibicami.

Dlatego 60-metrowe hasło rozwinięte we wrześniu 2026 roku na pożegnanie odkrytej trybuny właściwie wystarcza za podsumowanie całej historii.

Oporowska 62 - Śląsk Wrocław
Fot. Marta Lipnicka
Oporowska 62 – sentyment na zawsze.

Żelbet można rozebrać w sto dni. Wał ziemny wywieźć. Krzesełka zdemontować, a w dokumentacji inwestycyjnej zamknąć wszystko w kwocie 3 399 228 zł.

Tylko że najważniejszej części Oporowskiej w żadnym kosztorysie nigdy nie było, bo nie da się jej przeliczyć na żadne pieniądze.

 

Show Comments (0) Hide Comments (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.