Wiceminister z Dolnego Śląska odszedł z rządu po cichu, ale za kulisami trwała ostra walka o wpływy w spółkach Skarbu Państwa. Robert Kropiwnicki stracił stanowisko, a jego sieć kontaktów w regionie może ucierpieć na zmianach personalnych. To może osłabić pozycję regionalnych elit Koalicji Obywatelskiej w KGHM i w innych firmach strategicznych dla Dolnego Śląska.
W tym artykule przeczytasz:
- Jakie były kulisy odejścia Roberta Kropiwnickiego z MAP.
- Kto stoi za atakiem na ministra Wojciecha Balczuna.
- Co dymisja Kropiwnickiego oznacza dla Wrocławia i Dolnego Śląska.
Oficjalnie „powrót do pracy poselskiej”, naprawdę wojna na kwity
5 listopada Robert Kropiwnicki ogłosił na X, że kończy dwuletnią pracę w Ministerstwie Aktywów Państwowych. Podziękował premierowi Donaldowi Tuskowi, współpracownikom, radom nadzorczym i zarządom za dobrą współpracę, dodając, że to był ważny i inspirujący okres, a na horyzoncie czekają nowe wyzwania. Nie wspomniał jednak o prawdziwych powodach odejścia.
Według doniesień medialnych, w tym Onetu i „Rzeczpospolitej”, to efekt przegranej w wewnętrznej walce o kontrolę nad spółkami jak KGHM czy Totalizator Sportowy. Atmosfera między Kropiwnickim a nowym ministrem Wojciechem Balczunem gęstniała od lata, gdy Balczun wziął pod swoje skrzydła większość kluczowych firm Skarbu Państwa. Nieoficjalnie mówi się, że Balczun dążył do usunięcia wiceministra od początku, a presja wzrosła po rekonstrukcji rządu.
Dziennikarz Marcin Dobski z TV Republika sugeruje, że po odwołaniu otoczenie Kropiwnickiego uruchomiło mechanizmy dyskredytujące Balczuna, w tym wrzucanie materiałów do mediów. W kontekście ataków na ministra pojawiły się spekulacje o roli wrocławskich kręgów PO, choć konkretne „kwity” w „Newsweeku” (artykuł z 28 października o sieci powiązań Balczuna i Bartłomieja Babuśki) nie wskazują bezpośrednio na Kropiwnickiego. Obrońcami byłego wiceministra byli między innymi Jan Grabiec i Marcin Kierwiński.

Wrocławska ekipa trzyma stołki mimo zmian
Kropiwnicki budował ekipę we Wrocławiu od ponad 20 lat, z korzeniami w Unii Wolności i PO. Kluczowa postać to Szymon Gawryszczak, jego wieloletni współpracownik. Obaj wspólnie założyli fundację Instytut Rozwoju Społecznego, a ich drogi krzyżowały się w biznesie i polityce dolnośląskiej.
W marcu 2024 roku Gawryszczak objął stanowisko członka zarządu Totalizatora Sportowego do spraw marketingu i sprzedaży. Wybór budził kontrowersje przez powiązania z profilem „Sok z Buraka” i aferą Arleg z 2014 roku. W październiku 2024 odwołano prezesa Rafała Krzemienia po doniesieniach o „politycznym desancie”, a w lutym 2025 roku powołano Beatę Stelmach na prezesa. Gawryszczak został, a w marcu 2025 szef KPRM Jan Grabiec stwierdził, że nie widzi powodów do jego odwołania, bo wygrał konkurs.
Do ekipy zaliczają się też biznesmeni z KGHM i działacze PO, którzy lądowali w radach nadzorczych.
Co to oznacza dla Dolnego Śląska
Dolny Śląsk, bastion PO od lat, może stracić na dymisji Kropiwnickiego. KGHM to kluczowy pracodawca w regionie, a stołki w spółkach to wpływy i kontrakty. Słabsza pozycja jego frakcji otworzy drzwi rywalom w KO, np. ludziom byłego marszałka i wiceprzewodniczącego sejmiku wojewódzkiego Cezarego Przybylskiego czy z kręgów prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego.
We Wrocławiu spekulacje o czystkach – choć Gawryszczak trzyma się mocno, inni nominowani mogą polecieć. Dla lokalnych elit PO to sygnał, że dolnośląski baron stracił impet. Wojna o wpływy w regionie trwa, a zmiany w MAP mogą przyspieszyć kolejne przetasowania.
O powiązanych Szymona Gawryszczaka z Sokiem z Buraka pisaliśmy szczegółowo w tym artykule.

