Niespełniony potencjał turystyczny Sobótki musi zostać w końcu obudzony

Fot. Marcela Hryniak-Bereżnicka - Radna Rady Miejskiej w Sobótce.

– Wrocław nie jest dla mnie obcym miastem. Urodziłam się we Wrocławiu i tu spędziłam ponad połowę swojego życia. Właśnie z tej perspektywy widzę, ile korzyści obopólnych taka współpraca może przynieść. Sobótka była zawsze zapleczem rekreacyjnym i turystycznym dla Wrocławia i należy tą dziedzinę pogłębiać. Mamy mnóstwo wspólnych obszarów do współpracy, a rozbudowa sieci dróg S8 i S5 sprawi za chwilę, że do Wrocławia będziemy mieli bliżej niż nam się wydaje. Wrocław to też miejsce pracy naszych mieszkańców. Chciałabym, aby Sobótka stała się częścią – istotną częścią – ekosystemu Aglomeracji Wrocławskiej z zachowaniem naszych walorów oferując przyrodę, ciszę i bogatą ofertę kulturalną – mówi w rozmowie z Jarosławem Garbaczem, redaktorem naczelnym portalu Wrocławskie Fakty, Marcela Hryniak-Bereżnicka, kandydatka na burmistrza gminy Sobótka w wyborach, które odbędą się już w niedzielę.

Marcela Hryniak-Bereżnicka.
Fot. Marcela Hryniak-Bereżnicka – Radna Rady Miejskiej w Sobótce.

– Jarosław Garbacz: Wybory 6 września są konsekwencją referendum, w którym mieszkańcy odwołali Mirosława Jarosza. Pani środowisko było mocno zaangażowane w działania prowadzące do referendum. Dziś jednak mieszkańcy nie głosują już przeciwko konkretnemu burmistrzowi, tylko za jego następcą. Co jest najważniejszym powodem, dla którego powinni powierzyć tę funkcję właśnie Pani?

– Marcela Hryniak-Bereżnicka: Fakt, że jestem kandydatką bezpartyjną, obywatelską, niebędącą i nie trwającą w żadnych zagmatwanych układach i zależnościach, która jest gwarantem, że zmiana w Sobótce nie będzie polegała na wymianie jednego układu na drugi. Kandyduję, bo chcę podzielić się swoją energią i pomysłami, by miejsce, w którym żyję razem z moją rodziną, odpowiadało potrzebom różnych grup wiekowych. Nie boję się wyzwań i potrafię głośno mówić o problemach, z którymi się mierzymy jako samorząd. Nie brakuje mi odwagi by walczyć o dobro mieszkańców, co już wielokrotnie udowodniłam jako sołtyska i radna swoją aktywnością, działaniem, a nie biernym obserwowaniem.

– Czy ma Pani gotowy plan na pierwsze 100 dni urzędowania? Proszę wskazać decyzje, które podjęłaby Pani jako burmistrz niemal natychmiast po objęciu stanowiska.

– Samorząd w gminie Sobótka wymaga dużej reorganizacji i nowego otwarcia. Przywrócenia zaufania dla urzędu, wprowadzenia dobrej energii do działania na każdym szczeblu. Dlatego w pierwszej kolejności chciałabym zaprosić do zespołu oraz współpracy wszystkich przedstawicieli samorządu, od sołtysów, radnych, jak i pracowników poszczególnych jednostek samorządowych, by gmina zaczęła prawidłowo się rozwijać i stała się miejscem przyjaznym dla każdego. Duża tu rola pracowników urzędu, dlatego będę chciała wspólnie z nimi dokonać reorganizacji urzędu, tak by sprawniej i lepiej działał, służył mieszkańcom i stał się też miejscem pracy, które daje satysfakcje. Dużym wyzwaniem będzie uporządkowanie spraw inwestycyjnych, które na każdym kroku mają opóźnienia.

Jedną z decyzji będzie propozycja obniżenia wynagrodzenia burmistrza do ustawowo przewidzianego minimum oraz ogłoszenie jawnego konkursu w celu powołania kompetentnego zastępcy oraz udostępnienie do publicznego wglądu kalendarza burmistrza.

Sołtysom i radnym zaproponuję stały format konsultacji, by wreszcie mieli poczucie, że ich wnioski czy uwagi są realizowane i omawiane. Będę też chciała wzmocnić poszczególne działy w urzędzie, jak inwestycje czy komórkę dotyczącą pozyskiwania środków zewnętrznych.

– Jednym z symboli sporu ostatnich miesięcy stał się dawny hotel „Miś” i plan przeniesienia tam urzędu. Co zrobi Pani z tą sprawą, jeśli wygra wybory? Czy gmina powinna kontynuować tę inwestycję, renegocjować ją, czy całkowicie z niej zrezygnować? I przede wszystkim: ile pieniędzy jest Pani gotowa przeznaczyć na rozwiązanie problemu siedziby urzędu?

– Hotel Miś przeszedł do historii wraz z wycofaniem – na nasz wniosek – uchwał dotyczących zakupu tego hotelu pod siedzibę urzędu miasta. Decyzja zapadła większością głosów radnych na sesji w czerwcu. Ten temat jest zamknięty. Na ten moment budżet gminy nie jest w stanie udźwignąć budowy nowego urzędu, jedyną szansą w mojej ocenie jest szukanie dofinansowania zewnętrznego rzędu minimum 70 procent do budowy budynku administracji publicznej, by móc dalej procedować pomysł zmiany siedziby urzędu. Teraz musimy funkcjonować w tej przestrzeni, którą posiadamy w swoim majątku, czyli w budynku obecnego Ratusza oraz budynku na ulicy Strzelców. To te budynki należy tak przeorganizować, by podzielić referaty między nie, optymalizując przestrzeń.

Kwotę takiej reorganizacji i podstawowego remontu musi określić specjalista, a decyzję, co do przeznaczenia pieniędzy, podejmuje przede wszystkim rada miejska i w tym zakresie w przyszłorocznym budżecie muszą się znaleźć środki przynajmniej na częściową poprawę infrastruktury istniejącego urzędu oraz na projekty adaptacji przestrzeni jakie mamy dziś w zasobie, między innymi budynek na Strzelców. Będę poszukiwać środków zewnętrznych, które pozwolą nam rozwiązać problem dotyczący remontu Ratusza bądź inwestycji w nowy budynek.

– Jest Pani radną, sołtyską, prezeską stowarzyszenia, założycielką KGW Sulibabki, lekarzem weterynarii i mamą trójki dzieci. To imponujący zakres aktywności, ale burmistrz to praca wymagająca praktycznie pełnej dyspozycyjności. Czy z czegoś będzie Pani musiała zrezygnować po wygranej? Czy zamierza Pani nadal prowadzić działalność zawodową i pełnić funkcje społeczne?

– Jeśli mieszkańcy wybiorą mnie w najbliższych wyborach, to oczywiście zrezygnuję z bycia radną, sołtyską, prezeską stowarzyszenia oraz przewodniczącą KGW Sulibabki. Zatem odejdzie mi kilka mniejszych funkcji publicznych, ale zostaną zastąpione jedną zdecydowanie większą.

Niestety bycie burmistrzem i lekarzem weterynarii równocześnie musiałoby oznaczać cudowne wydłużenie doby do 48h oraz posiadanie nadludzkich zdolności regeneracyjnych – nie posiadam takich, więc nie będę w stanie pogodzić obu tych rzeczy na raz. Otrzymanie mandatu od mieszkańców stawia mnie w 100 procentach do dyspozycji właśnie dla nich.

– Sobótka to nie tylko miasto. Gmina składa się również z wielu sołectw, które mają swoje problemy, od dróg i kanalizacji po komunikację czy dostęp do usług publicznych. Jako sołtyska Sulistrowiczek zna Pani te problemy z własnego doświadczenia. Jak chce Pani sprawić, żeby mieszkańcy wsi nie czuli, że inwestycje i uwaga władz skupiają się przede wszystkim na Sobótce?

– Jako sołtyska Sulistrowiczek i radna okręgu nr 11, reprezentująca 5 sołectw, doskonale orientuję się w dysproporcji rozwoju miasta i wsi. Wsie muszą same o siebie dbać, podczas gdy miasto ma tę opiekę zapewnioną, wsie tworzą społeczności, które czują odpowiedzialność za ich wspólną przestrzeń, w mieście jest to zdecydowanie trudniejsze. Rozwój wsi musi być zrównoważony z rozwojem całej gminy, mieszkańcy sołectw to połowa ludności gminy i zasługują na takie samo traktowanie.

Skala zaniedbań i zaniechań na wsiach rodzi olbrzymie dysproporcje. Nie da się ich wyrównać w 1 czy 2 kadencje, ale można je sensownie zaplanować i realizować, np. poprzez projektowanie kanalizacji i pozyskiwanie środków, rozbudowę infrastruktury komunikacyjnej, tak by wsie zostały połączone z miastem, chodnikami, ścieżkami. Absolutną koniecznością jest poprawa komunikacji gminnej, dziś wykluczenie komunikacyjne na wsiach ogranicza mieszkańcom dostęp do usług publicznych, szkół, lekarzy czy pracy. Trzeba to natychmiast zmienić. Znam potrzeby wsi, moją rolą będzie mądre i konsekwentne wyrównywanie szans i realizacja tych oczekiwań.

– Burmistrz nie rządzi sam, potrzebuje większości w radzie, sprawnego urzędu i dobrych relacji z mieszkańcami. Czy po wyborach jest Pani gotowa współpracować z każdym radnym, również z tymi, którzy nie poprą Pani programu? I jak zamierza Pani odbudować zaufanie między burmistrzem, radą miejską a mieszkańcami po ostatnim konflikcie?

– Przede wszystkim burmistrz nie rządzi, tylko jest organem wykonawczym decyzji podjętych uchwałami rady. Mówiłam o tym podczas spotkań referendalnych i w dalszym ciągu to podkreślam, że to rada decyduje jakie zadania mają zostać wykonane, burmistrz ma za zadanie je zrealizować przy pomocy swojego zespołu urzędników.

Jako radna widzę jakie bariery stały na linii burmistrz-rada. Wykluczenie, pomijanie w procesach decyzyjnych, brak konsultacji, wyciszanie niewygodnych pytań, nieformalne spotkania tylko z wybranymi radnymi. Jako nowo wybrana burmistrz zaproponuję radzie otwarcie tych relacji. Od ponad 2 lat działamy razem, spieramy się, różnimy, ale znamy się wszyscy i doskonale wiemy, że tylko dzięki współpracy i zaufaniu możemy wspólnie rozwijać Sobótkę. Podobnie relacja z mieszkańcami, która musi być przede wszystkim odbudowana poprzez stały kontakt, przepływ informacji i bycie otwartym na problemy innych. Urząd ma być dla mieszkańców, a nie odwrotnie.

– Sobótka jest częścią większego organizmu samorządowego. Jak chce Pani ułożyć relacje z samorządem powiatowym i wojewódzkim? Czy ma Pani już konkretne pomysły na wspólne inwestycje. Choćby w drogi, transport publiczny, ochronę zdrowia, edukację, turystykę czy infrastrukturę?

– Sobótki nie stać na brak współpracy z innymi samorządami. Chcę, by relacje między ościennymi gminami, powiatem oraz województwem były oparte na partnerstwie wieloobszarowym. Powinniśmy korzystać ze swoich możliwości nawzajem, tak by je uzupełniać, a jednocześnie zapewniać naszym mieszkańcom jak najlepszą infrastrukturę czy inwestycje w obszary społeczne. Ostatnie lata pokazały też, że burmistrz sympatyzujący z jedną z opcji politycznych skazuje nas na wykluczenie w przypadku zmian na stanowiskach w powiecie czy województwie. Ja jestem otwarta na współpracę z każdym środowiskiem i zamierzam zabiegać o to by z każdego szczebla samorządu do nas – do gminy Sobótka trafiały środki czy programy.

Główne wyzwania to poprawa komunikacji – tu będę szukała współpracy z ościennymi gminami na poszerzenie sieci połączeń, ale nie tylko tych w transporcie zbiorowym, ale również uzupełniając sieć tras rowerowych. Gmina Sobótka jest obecnie czarną plamą na mapach komunikujących gminy trasami rowerowymi. A to przecież właśnie tutaj rozpoczyna się i kończy sezon kolarski. Niezbędna jest współpraca pod względem rozwoju ochrony zdrowia, jak chociażby utworzenie zamiejscowej powiatowej poradni psychologiczno-pedagogicznej z możliwością diagnostyki i orzecznictwa w Sobótce. Cieszę się, że po latach nieobecności gmina Sobótka wróciła do stowarzyszenia Aglomeracji Wrocławskiej oraz korzysta z innych programów, np. Zintegrowanego Obszaru Terytorialnego, skupionego wokół Wrocławia, jednak tych możliwości jest więcej i dlatego konieczne jest otwarcie się na współpracę.

– A jak widzi Pani relacje z Wrocławiem, czyli stolicą Dolnego Śląska? Sobótka jest blisko dużego miasta, ale może na tym zarówno korzystać, jak i tracić. Czy chce Pani zabiegać o lepsze połączenia komunikacyjne z Wrocławiem, wspólne projekty turystyczne i kulturalne albo przyciąganie inwestorów? Co konkretnie chciałaby Pani „załatwić we Wrocławiu” w pierwszym roku swojej kadencji?

– Wrocław nie jest dla mnie obcym miastem. Urodziłam się we Wrocławiu i tu spędziłam ponad połowę swojego życia. Właśnie z tej perspektywy widzę, ile korzyści obopólnych taka współpraca może przynieść. Sobótka była zawsze zapleczem rekreacyjnym i turystycznym dla Wrocławia i należy tą dziedzinę pogłębiać. Mamy mnóstwo wspólnych obszarów do współpracy, a rozbudowa sieci dróg S8 i S5 sprawi za chwilę, że do Wrocławia będziemy mieli bliżej niż nam się wydaje. Wrocław to też miejsce pracy naszych mieszkańców. Chciałabym, aby Sobótka stała się częścią – istotną częścią – ekosystemu Aglomeracji Wrocławskiej z zachowaniem naszych walorów oferując przyrodę, ciszę i bogatą ofertę kulturalną. Marzy mi się nasz dolnośląski Kazimierz – właśnie tu u nas w Sobótce. Pierwszą delegacją nowo wybranej burmistrz będzie właśnie Wrocław.

– Turystyka jest jednocześnie wielką szansą i wyzwaniem dla Sobótki. Ślęża przyciąga tysiące osób, ale mieszkańcy potrzebują również dobrych dróg, parkingów, usług i spokojnego życia. Jaki ma Pani pomysł na rozwój turystyczny gminy, który przyniesie realne dochody mieszkańcom i lokalnym przedsiębiorcom, a jednocześnie nie będzie odbywał się ich kosztem?

– Powiedzmy to sobie wprost: niespełniony potencjał turystyczny Sobótki musi zostać w końcu obudzony. Obecny model turystyki po prostu się wyczerpał. Mieszkańcy nie mogą dłużej płacić ceną rozjechanych poboczy, zastawionych bram i weekendowego hałasu za to, że Ślęża jest popularna. Dzisiaj turysta zbyt często przyjeżdża do nas na trzy godziny, zostawia samochód pod czyimś domem, wchodzi na górę, zostawia śmieci i odjeżdża. Z tego gmina nie ma niemal nic, a mieszkańcy mają wyłącznie problemy. Turystyka musi też służyć mieszkańcom. Moim celem jest turystyka zrównoważona i mądra. Taka, która przynosi realny zysk naszym przedsiębiorcom, a mieszkańcom daje święty spokój.

Kluczowa jest zmiana charakteru odwiedzin. Chcę, żeby turysta nie przyjeżdżał na trzy godziny, ale zostawał u nas na weekend. Musimy przekierować ruch ze szczytu Ślęży na całą gminę – stworzyć trasy rowerowe i spacerowe wokół Ślęży i naszych atrakcji, promować lokalne winnice, agroturystyki, czy rzemiosło. Turysta ma zjeść obiad w lokalnej restauracji, kupić pamiątkę od naszego wytwórcy i przenocować na miejscu. Wtedy zostawia pieniądze tu na miejscu. Moim celem będzie przygotowanie strategii rozwoju turystyki dla Sobótki, wspólnie z przedsiębiorcami i mieszkańcami. Wspólnie musimy obudzić ten potencjał i zacząć z niego korzystać. Chciałabym także, aby nasze pobliskie atrakcje były objęte stałym programem edukacyjnym dla naszych uczniów, tak by poznawali miejsce w którym żyjemy.

Podsumowując, turystyka w Sobótce musi zacząć pracować na mieszkańców, a nie odwrotnie. To ma być źródło dochodu dla naszych rodzin i firm, a nie weekendowe obciążenie.

– Proszę wskazać trzy najważniejsze problemy Sobótki, które chciałaby Pani rozwiązać w ciągu całej kadencji. Przy każdym proszę powiedzieć: jaki jest cel, ile może to kosztować i skąd zamierza Pani zdobyć pieniądze. Innymi słowy: co jest Pani konkretnym programem, a co tylko polityczną obietnicą?

Kadencja jest za krótka by rozwiązać najważniejsze problemy Sobótki w 2.5 roku. Podstawowe problemy to brak kanalizacji, brak wody spełniającej wymagane normy oraz brak infrastruktury poprawiającej bezpieczeństwo mieszkańców na drogach.
Nie składam obietnic politycznych i podczas wszystkich moich spotkań z mieszkańcami wyraźnie zaznaczyłam, że nie obiecam im fajerwerków i krainy miodem i mlekiem płynącej w 2.5 roku.

Gmina ma ogromne zaszłości, jest w stanie chaosu i braku odpowiedzialnego lidera. Priorytetem jest usprawnienie funkcjonowania urzędu, skompletowanie zespołu by systematycznie i rzetelnie realizować ciążące na gminie zadania, jak również przygotowywać się do kolejnych.

Trzy najważniejsze problemy, które rozwiążę: Urząd będzie działał sprawniej, będzie transparentny i przyjazny mieszkańcom.
Zaczniemy pozyskiwać dotacje na zadania inwestycyjne, które od lat leżą na półce i czekają na lepsze czasy – wzmocnię ten obszar i zwiększę środki jakie pozyskamy do budżetu. Przygotuję plan porządkujący gospodarkę wodno-ściekową, z planem kanalizacji we wszystkich wsiach oraz poprawą jakości wody, który musimy zacząć realizować w przyszłych latach.

– Na koniec pytanie o odpowiedzialność. Jeżeli wygra Pani wybory, po roku mieszkańcy będą mogli ocenić, czy spełniła Pani swoje obietnice. Jakie trzy konkretne zobowiązania jest Pani gotowa dziś publicznie złożyć mieszkańcom Sobótki i powiedzieć: „Jeżeli za rok ich nie zrealizuję, będziecie mieli prawo powiedzieć, że zawiodłam”?

– To czego się podejmuję, to nie tylko zobowiązania wobec mieszkańców, ale przede wszystkim wobec samej siebie. Muszę być pewna tego co jestem w stanie zrealizować, dlatego też wiedząc w jakiej sytuacji jest gmina, mam pełną świadomość swoich możliwości.

Priorytetami są usprawnienie funkcjonowania urzędu, poprawa przepływu informacji na linii urząd-mieszkaniec oraz przywrócenie zaufania mieszkańców do samorządu. Jeśli nie zrealizuję tych założeń, będzie to oznaczało, że poniosłam porażkę, której konsekwencje z pokorą przyjmę.

Marcela Hryniak-Bereżnicka.
Fot. Marcela Hryniak-Bereżnicka – Radna Rady Miejskiej w Sobótce.

 

Show Comments (0) Hide Comments (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.