Ubierasz się zgodnie z upodobaniami i pogodą za oknem, wychodzisz z domu i zmierzasz ku ustalonemu celowi. Pieszo, jedziesz rowerem, samochodem lub pociągiem, może nawet lecisz samolotem. Masz świadomość skąd i dokąd podążasz. Przechadzka, przejażdżka, marsz, pielgrzymka, podróż, migracja – nie mają sensu, jeśli nie mają celu. To jest oczywiste?
Jesteśmy przez całe życie ludźmi nakierowanymi na celowość. Nie tylko, gdy mamy na uwadze przemieszczanie się z miejsca na miejsce. Człowiek jest nawet niekiedy definiowany nie tylko jako homo sapiens (istota myśląca), co należy rozumieć szeroko do tego stopnia, że myślenie oznacza poszukiwanie prawdy nie tylko materialnej, ale i homo viator (istota w drodze), co z kolei oznacza poszukiwanie drogi i to nie tylko w sensie fizycznym. Tak złożone „ustawienia” człowieczeństwa sprawiają, że myślenie nierozłącznie wiąże się z celowością, a ustalanie celu wymaga myślenia. Ten szczególny i nierozłączny splot jest wyzwaniem nie tylko intelektualnym, ale i etycznym oraz estetycznym. Jest także wyzwaniem duchowym, bo człowiek – jeśli chce zachować swoją wolność – sam sobie dobrowolnie nie zawęża horyzontu osobistego i społecznego rozwoju. Co więcej, im bardziej ta perspektywa życiowego celu jest otwarta, tym bardziej to, co nie jest oczywiste i pewne, zyskuje magnetyczną wartość. Najpierw jednak trzeba przejść próg… niepewności.
- Błędem teleologicznym będziemy nazywać złudzenie, że wiecie dokładnie, dokąd zmierzacie, i wiecie dokładnie, dokąd zmierzaliście w przeszłości, oraz że w przeszłości inni ludzie odnieśli sukces dlatego, że wiedzieli, dokąd zmierzali.
- Z błędem polegającym na założeniu, że dokładnie wiecie, dokąd zmierzacie, i już dziś znacie swoje jutrzejsze preferencje, wiąże się kolejny. Chodzi o złudzenie, że inni też wiedzą, dokąd zmierzają, i że mogą powiedzieć wam, czego chcą, jeśli ich tylko o to zapytacie. Nigdy nie pytajcie ludzi, czego chcą, dokąd chcą dotrzeć albo dokąd, ich zdaniem, powinni zmierzać, a już na pewno nie o to, czego będą pragnęli jutro.
Nassim Nicholas Taleb – autor omawianej już przeze mnie książki „Czarny Łabędź. Jak nieprzewidywalne zdarzenia rządzą naszym życiem” napisał także inną, pod szczególnie brzmiącym tytułem „Antykruchość. Jak żyć w świecie, którego nie rozumiemy”, do której tym razem wracam. Z jej ponad 700-stronicowego jeziora inspiracji wybrałem tym razem wątek celowości, bo mam nieodparte wrażenie, iż zbyt często zdajemy się na przypadkowość lub zbyt mocno przywiązujemy się do obranego kierunku, a obie postawy wytrącają nam nie tylko zdolność osiągania rzeczywistych wartości, ale też pozbawiają odporności na przeszkody i przeciwności.
Cechą człowieka staje się… kruchość, chociaż potrzebna jest tytułowa antykruchość, bez której nie tylko nie będzie zdolny spełniać się w życiowych rolach, ale staną się one nieznośnym ciężarem i przyczynkiem do malkontenctwa, pesymizmu, alienacji społecznej lub nawet depresji. Ten mechanizm dotyczy równie dobrze relacji rodzinnych i wspólnotowych, zawodowych i biznesowych, społecznych i kulturowych, politycznych i religijnych. Warto zatem (wręcz jest taka potrzeba) uwalniać się od stereotypów i uprzedzeń, od przyzwyczajeń i schematów, ale nie po to, by zrywać z tym, co wartościowe, lecz po to, by wychodząc od znanego sobie punktu, osiągać inny, a tym samym być w drodze i nie cofać się, zatrzymując bieg swojej egzystencjalnej wędrówki. Nassim Nicholas Taleb potrafi swoje myśli wizualizować…
- Oto historia walizki na kółkach. W niemal każdą podróż zabieram wielką walizkę na kółkach, wypełnioną głównie książkami. Jest ciężka (książki, które chcę przeczytać w podróży, prawie zawsze są wydane w sztywnej oprawie). W czerwcu 2012 roku wyjechałem z tą typową, ciężką, wypełnioną książkami walizką przez międzynarodowy terminal na lotnisku JFK i spoglądając na kółeczka przytwierdzone od spodu oraz metalową rączkę, za którą można ją ciągnąć, nagle przypomniałem sobie czasy, kiedy musiałem targać bagaż pełen książek przez ten sam terminal, robiąc regularne przerwy, żeby odpocząć i usunąć kwas mlekowy z obolałych mięśni ramion. Nie stać mnie było na bagażowego, a nawet gdybym mógł pozwolić sobie na jego usługi, czułbym się niekomfortowo. Od 30 lat przemierzam ten sam terminal, z walizkami na kółkach lub bez. Różnica jest zdumiewająca. Uderzyło mnie, jak bardzo brakowało nam wyobraźni: tyle lat układaliśmy bagaże na wózkach na kółkach, a nikomu nie przyszło do głowy, by kółeczka zamontować bezpośrednio w walizce.
- Czy dacie wiarę, że od wynalezienia koła (prawdopodobnie przez Mezopotamczyków) do tego genialnego zastosowania owego wynalazku (przez jakiegoś producenta walizek na ponurych przemysłowych przedmieściach) musiało upłynąć blisko 6 tysięcy lat? Ileż miliardów godzin stracili tacy podróżnicy jak ja, taszcząc swój bagaż przez korytarze pełne nieuprzejmych pracowników służb celnych!
- Co gorsza, wpadliśmy na ten pomysł 40 lat po tym, jak człowiek stanął na Księżycu. Ileż finezji wymaga wysłanie kogoś w kosmos, a przecież taka procedura nie ma absolutnie żadnego wpływu na moje życie – w porównaniu z kwasem mlekowym w moich mięśniach, bólem krzyża, otarciami na dłoniach i poczuciem bezradności na widok długiego korytarza. Mówimy o czymś trywialnym, o bardzo prostej technologii, która jednak tak ułatwia życie.
- Na tym przykładzie widać, w jaki sposób myślimy o przyszłości. Ludziom do tego stopnia brakuje wyobraźni, że nie wiedzą nawet, co będzie ważne jutro. Pozwalają, żeby losowość karmiła ich odkryciami – i dlatego antykruchość jest niezbędna.
Myślę, że nie jestem wyjątkiem wśród tych, którzy kiedyś mocowali się z ciężkimi walizkami czy torbami podróżnymi lub plecakami (w czasach studenckich to była norma i już nie wspomnę o wożeniu książek). I nie jestem wyjątkiem obecnie, gdy udając się w podróż, mam pod ręką walizkę na kółeczkach oraz wysuwaną rączką. To tak oczywiste! Dlaczego kiedyś nie przyszło mi na myśl doczepić kółka do walizki? W ilu kwestiach jesteśmy tymi, którzy ślęczą i pocą się nad czymś, podczas gdy rozwiązanie jest na wyciągnięcie rąk, a ściślej mówić, są w zasięgu wyobraźni. O ile się jej używa, bo wciąż dla wielu z nas pewnikiem jest to, co jest, a nie to, co może być. Kruchość to nasze drugie imię?
- Historia z walizką przypomniała mi się, kiedy patrząc na porcelanową filiżankę, uświadomiłem sobie, że istnieje prosta definicja kruchości oraz jasna i praktyczna heurystyka testu: im prostsze i bardziej oczywiste odkrycie, tym trudniej je zrozumieć, stosując skomplikowane metody. To, co najistotniejsze, ukazuje jedynie praktyka. Ileż z tych łatwych, trywialnie prostych heurystyk mamy tuż pod nosem!? Wyśmiewają naszą nieporadność.
- Historia koła ilustruje też podstawową tezę (…): rządy, jak i uniwersytety mają bardzo ograniczony wpływ na innowacje i odkrycia, nie tylko ze względu na swój oślepiający racjonalizm, lecz także dlatego, że szukają rozwiązań skomplikowanych, drastycznych, sensacyjnych, zdumiewających, naukowych, ambitnych – przez co rzadko myślą o kółkach walizki. Tak zrozumiałem, że prostota nie przynosi laurów.
Koło, przez powszechność zastosowań, jest chyba najbardziej uświadomionym obrazem prawdy o tym, jak bardzo potrzebne jest nie tyle kształtowanie, ile budzenie wyobraźni u dziecka, u nastolatków (uczniów, potem studentów), u nowo zatrudnianych pracowników, ale też u tych, którzy trzymają stery życia społecznego. Wypatrujemy jakiegoś „nowego koła” cywilizacyjnego, a być może ono już się obraca? Także u tych, którym wydaje się, że trzymają nawy władzy, podczas gdy faktycznie chwytają się tak często przysłowiowych „ostatnich desek ratunku”, aby nie utonąć w falach zmian. Jakby zapominali, że historia… „kołem się toczy”.
- Metoda prób i błędów ma pewną nadrzędną wartość, której ludzie wciąż nie rozumieją: tak naprawdę nie rządzi nią losowość, bo ze względu na opcjonalność wymaga pewnej racjonalności. Potrzeba inteligencji, żeby rozpoznać korzystny wynik i wiedzieć, co należy odrzucić.
- I potrzeba rozsądku, żeby naszymi próbami i błędami nie kierował wyłącznie przypadek. Jeśli szukasz portfela w salonie metodą prób i błędów, to działasz racjonalnie, gdy nie sprawdzasz dwa razy w tym samym miejscu. W wielu przypadkach każda próba, każda porażka przynosi kolejne informacje, z których każda jest cenniejsza od poprzedniej – bo już wiesz, co nie działa, albo gdzie nie ma portfela. Z każdą próbą znajdujesz się coraz bliżej rozwiązania, przy założeniu, że wiesz dokładnie, czego szukasz w danym otoczeniu. Na podstawie nieudanej próby możemy z czasem domyślić się, dokąd należy zmierzać.
Zdaje się, że chorobą tak zwanych naszych czasów jest… niedostatek wyobraźni. Może nawet jej brak? Skoro zaś natura nie znosi próżni, niedoczynność naszej wyobraźni ktoś inny podmienia na nadczynność swojej – niewykluczone, iż chorej – i karmi nas złudzeniami. Sumując: wyobraźnia, czyli intelektualna i etyczna antykruchość, jest niezbędna każdemu, kto aspiruje indywidualnie lub w ramach wspólnoty do tego, by wychodzić ku przyszłości z podniesionym czołem i jednocześnie z myślową i duchową pokorą. Nie chroni to wprawdzie przed pomyłkami i porażkami, ale nie pozbawia sensu – czyli celowości – tego, co podejmujemy na płaszczyźnie swojego życiowego powołania.
Współczesność i przyszłość człowieka, jeśli nie mają się potoczyć po koleinach beznadziejności i przypadkowości, zależeć powinny od rozpoznawania tego, co jest rzeczywistym celem. Bez wyobraźni nie sięgniemy po przyszłość.
Krzysztof Kotowicz – www.kotowicz.pl
- TERAZ: Nassim Nicholas Taleb, „Antykruchość. Jak żyć w świecie, którego nie rozumiemy”, Wydawnictwo ZYSK i S-KA, Poznań, 2020
- POPRZEDNIO: Sławomir Cenckiewicz, „Transformacja”, Wydawnictwo LTW, Dziekanów Leśny, 2022
- W CYKLU #BLIŻEJ SŁOWA: Dziękuję za przeczytanie publikacji. Przekaż ją dalej, jeśli uważasz, że warto. Odpowiedz, jeśli chcesz i możesz, w publicznym komentarzu lub prywatnej wiadomości.