Tragedia w Jeleniej Górze, w której dziecko zabiło dziecko, wstrząsnęła całą Polską. Marsz Ciszy, bransoletki z koralików robione przez rówieśników ofiary i coraz głośniejsze apele o realną ochronę dzieciństwa. To reakcja społeczeństwa na narastającą przemoc wśród najmłodszych. O tym, co naprawdę zawiodło, dlaczego boimy się własnych dzieci, jak media społecznościowe stały się najniebezpieczniejszym kanałem i co państwo, szkoły oraz rodzice muszą zrobić natychmiast – redaktor Marcin Lustig rozmawia z dr Kamilą Kamińską z Uniwersytetu Wrocławskiego – specjalistką w zakresie krzywdy dzieci i aktywistką ratującą od lat dzieciństwo między innymi w Bazie Dzikich Dzieci.
– Marcin Lustig: W Jeleniej Górze doszło do tragicznej śmierci 11-letniej Danusi, którą spowodowała jej rówieśniczka. Jak Pani, jako specjalistka od krzywd dzieci i wieloletnia aktywistka, odbiera tę sprawę w szerszym kontekście tego, co dzieje się obecnie z polskimi dziećmi i nastolatkami?
– Kamila Kamińska: Nie zapadł wyrok sądu, ale okoliczności wskazują na problem narastającej przemocy wśród dzieci i młodzieży. Jest to pokolenie, które dorasta w bardzo ciężkich czasach: pandemia, wojna, kryzys klimatyczny, wszechobecny chaos informacyjny w sieci i bombardowanie fake newsami. Brak sensu i przyszłości to najgorsze, co może spotkać młodych ludzi.
My, jako dorośli, doświadczamy tych samych zagrożeń, nie umiemy sobie z nimi poradzić, żyjemy w lęku. To, co jest dla mnie najbardziej tragiczne, to sposób, w jaki ten lęk ujawnia się w wychowaniu: boimy się o dzieci, boimy się dzieci.
Rodzice w moim wieku – mam 50 lat i dorosłe córki – ulegli złudzeniu, że dzieci przed ekranem, w pokoju przed komputerem są bardziej bezpieczne niż na rowerze z kolegami, na trzepaku w podwórku, w lesie i na łące. Powszechnie oddaliśmy się tej pokusie, która oczywiście też wynika z naszego przemęczenia i szukania oddechu: siedzi grzecznie, to nic się z dzieckiem nie stanie. Tymczasem wiemy dziś, że mniej szkodliwe jest rozwalenie kolana na rowerze czy guz na czole, gdy salto na trzepaku pójdzie źle.
– Co najbardziej zawiodło w systemie ochrony dzieci, że w Polsce doszło do tak dramatycznego zdarzenia, w którym dziecko zabiło dziecko?
– Nie chciałabym interpretować sytuacji w Jeleniej Górze, nie mamy danych, czekamy na działania odpowiednich organów. Wiemy na pewno, że zawiedliśmy jako rodzice. Hejt i bullying dzieją się na naszych oczach, sprawcy nie są karani. Czuję, że większość dorosłych nie zdaje sobie sprawy, że obecnie najbardziej niebezpiecznym kanałem jest WhatsApp.
Grupy zakładane przez rodziców w szkole już w trzeciej klasie, mimo, że obecne ustawodawstwo zabrania tego do 12. roku życia, po pierwsze wykluczają te nieliczne dzieci, które nie mają smartfonów, po drugie są przestrzenią siania nienawiści, plotek, intryg.
Skoro dzieje się tak na grupach dorosłych, dlaczego myślimy, że nie na dziecięcych? Dzieci powinny rozmawiać ze sobą, nie czatem, ale na żywo. W sieci są instrukcje, jak używać noża, jak dusić, jak uniknąć kary. To wszystko jest dostępne dla dzieci. YouTube pozwala na umieszczanie filmów kobiet karmiących piersią, więc portale pornograficzne je kręcą, a przy okazji dają linki do siebie. Naprawdę sądzimy, że dzieci w to nie klikną?
– Marsz Ciszy organizowany 24 stycznia w Jeleniej Górze ma być wyrazem bólu i bezradności setek rodziców i dzieci. Jakie konkretne zmiany systemowe mogłyby realnie zmniejszyć ryzyko podobnych tragedii w przyszłości?
– Jak się wydaje, zawiodły procedury i strategie z Ustawy o Standardach Ochrony Małoletnich pamięci Kamila z Częstochowy. Prawo istnieje, należy je stosować. Podobnie jak regulacje dotyczące dostępu do sieci powyżej 12. roku życia. Uważam, że potrzebna jest merytoryczna dyskusja nad zaostrzeniem prawa w pewnych zakresach: używania telefonów w szkole, tworzenia grup whatsappowych w szkole, przynoszenia do szkoły niebezpiecznych narzędzi, punitywności, bullyingu i cyberbullyingu oraz podwyższenia wieku dostępu do social mediów wraz z karami dla rodziców.
Nade wszystko trzeba wspierać nauczycieli i rodziców, którzy starają się walczyć o te wartości. Systemowo. Często jedna, dwie świadome problemów mamy mają przeciwko sobie całą bandę rodziców, którzy uważają je za zacofane fanatyczki. Nierzadko nauczycielka walcząca o dobro dzieci w tym zakresie ma na głowie aktywistów i rodziców, którzy oskarżają ją o łamanie praw dziecka.
Jasny przekaz władz, ekspertów i presja społeczna są niezbędne. Należy też pilnie rozpocząć działania informacyjne do tych, którzy nie rozumieją, w jak wielkim niebezpieczeństwie są ich dzieci, poprzez informatory, szkolenia, spotkania z ekspertami w szkole, kampanie. Musimy się obudzić!
Mama Danusi mówi, że śmierć jej córki nie może być na darmo. Jakie najważniejsze lekcje, jako społeczeństwo, powinniśmy z tej tragedii wyciągnąć?
– Musimy się obudzić i wziąć odpowiedzialność za dzieci! Być dla siebie dobrzy, spędzać ze sobą czas, rozmawiać, budować relacje. Nie bać się!
– Dzieci z Jeleniej Góry i okolic robią bransoletki z koralików, dokładnie takie, jakie robiła ich koleżanka Danusia. Jak Pani ocenia tę spontaniczną, dziecięcą formę upamiętnienia i solidarności?
– Jest to cudowna akcja zainicjowana przez przyjaciółkę domu ofiary. To, jak dzieci skanalizowały smutek w coś pięknego i dobrego, bardzo je wzmacnia. Zrobiły już ponad tysiąc bransoletek w Jeleniej Górze, a mam zapytania ze szkół z Wrocławia o możliwość włączenia się do akcji, dlatego zapraszamy. To ważne, żeby smutek i stres przeżywać razem i obracać w coś pięknego. Bransoletki będą rozdawane uczestnikom marszu, chcemy, by koraliki dobra nas łączyły.
– W swoim apelu wspomina Pani o potrzebie „paniki moralnej”, podobnej do tej po śmierci Kamila z Częstochowy. Co dokładnie się za tym kryje i dlaczego jest potrzebne?
– Odwołałam się do tego zjawiska, które powszechnie definiuje się jako nagłe rozprzestrzenianie się niepokoju społecznego spowodowanego zagrożeniem istotnych dla społeczności wartości. Badacze Stanley Cohen, Erich Goode i Nachman Ben-Yehuda dodatkowo wskazują na wyolbrzymienie przekazu przez media i nieproporcjonalność. W moim doktoracie analizowałam zmiany w prawie brytyjskim dotyczące punitywności w sytuacji przemocy wobec dziecka w rodzinie.
Następowały one w wyniku tego zjawiska: kiedy sprawcami byli rodzice, prawo było zaostrzane, ograniczane prawa rodziny; gdy dziecku działo się źle w placówce, to rodzina odzyskiwała prawa. Podobne zjawisko nastąpiło w Polsce po zamordowaniu Kamila z Częstochowy przez bliskich. Najważniejsze było w przypadku tamtej tragedii to, że zawiedliśmy wszyscy: pracownicy socjalni, szkoła, lekarze, NGO-sy, sąsiedzi. Wstrząsnęło to społeczeństwem i władzami. Jako organizatorzy Marszu Ciszy pragniemy takiej paniki po śmierci Danusi.
– Od lat działa Pani w Bazie Dzikich Dzieci i innych projektach na rzecz ratowania dzieciństwa. Jakie dobre praktyki mogłyby pomóc rodzicom i nauczycielom odbudować poczucie bezpieczeństwa wśród dzieci po takich wydarzeniach jak to w Jeleniej Górze?
– Ognisko, las, łąka, wspólne gotowanie, budowanie szałasu, tworzenie bransoletek. Bycie razem bez telefonów, chodzenie razem pieszo do szkoły, robienie zwykłych rzeczy wspólnie. Trzeba zaufać dzieciakom w realu, a mniej ufać technologiom i sieci, czyli kontrolować internet. Obecne pokolenie rodziców, mówię to na podstawie badań, ale też obserwacji uczestniczącej, bo w ubiegłe wakacje zorganizowałam sześć obozów dla dzieci, poszło jeszcze dalej. Rodzice boją się dzieci. Boją się coś nakazać, zakazać, zabrać telefon, bo będzie płacz, kazać wynieść śmieci, bo dzieci mają prawo odmówić, bo będzie niemiło. Abdykowaliśmy z wychowania! Czas się przebudzić! Dla dobra dzieci.
Co powinno być absolutnym priorytetem państwa, samorządu i szkół w najbliższych miesiącach, jeśli naprawdę chcemy chronić dzieci przed przemocą i krzywdą fizyczną oraz emocjonalną?
Najważniejsze to obudzić rodziców i wzmocnić nauczycieli. Mamy do tego narzędzia prawne, brak jest jednak działań. Pomysłem może być kampania społeczna, nawet taka, która może zadziałać na zebraniach z rodzicami, ale po dostarczeniu odpowiednich materiałów informacyjnych kadrze i założeniu, że należy jej się szacunek rodziców. Niby wszyscy zgadzamy się, że dzieci „z nosem w telefonie” to smutny widok, a jednak raczej się przy tym uśmiechamy.
Ciekawe, że nikt nie pomyślałby, aby dzieci jeździły samochodami bez prawa jazdy czy rowerem bez karty rowerowej. Zgadzamy się, że kasyno to nie miejsce dla dzieci. Wiemy, że alkohol i papierosy im szkodzą. Tymczasem badania naukowe i praktyka dowodzą, że hazard kwitnie w internecie, dzieci nieraz zadłużają rodziców, używając ich kart bankowych. Wiemy, jak bardzo uzależniają gry, w które nieraz grają do 3 czy 4 rano. Niby wiemy, ale co z tym robimy? Już teraz można działać. A państwo? Powinno chronić bezpieczeństwo i zdrowie dzieci, jak to jest zapisane w konstytucji.


