Mrównik Bubu gwiazdą wrocławskiego Afrykarium

Fot. ZOO Wrocław.

Niewiele ponad półtora kilograma żywej wagi, brak sierści i całkowite odrzucenie przez matkę – tak zaczęła się historia Bubu. Mały mrównik przeżył tylko dzięki determinacji opiekuna z wrocławskiego zoo. Dziś, po pięciu miesiącach intensywnej opieki, ważący blisko 30 kg maluch oficjalnie pokazał się w Afrykarium.

W tym artykule przeczytasz:
  • O niezwykłej historii malucha z wrocławskiego ogrodu zoologicznego.
  • Dlaczego ręczny odchów mrównika jest nazywany sportem ekstremalnym.
  • Co znajduje się w menu małego mrównika Bubu.

Ma 5 miesięcy, waży 29 kg i właśnie zamieszkał we wrocławskim Afrykarium. Historia mrównika o imieniu Bubu to dowód na niezwykłą wiedzę i cierpliwość Andrzeja Miozgi, kierownika Sekcji Małych Ssaków, który podjął się trudnego zadania ręcznego odchowu zwierzęcia.

Trudne początki

Wszystko zaczęło się 17 października 2025 roku. Samica Tatsu urodziła młode, ale nie wykazała nim żadnego zainteresowania. Gdy rano opiekunowie znaleźli wychłodzonego oseska w tunelu, zapadła decyzja o odchowie ręcznym. Bubu ważył zaledwie 1600 gramów, był pomarszczony, nie miał w ogóle sierści.

Po urodzeniu nie miała z dzieckiem żadnych interakcji. Ignorowała go. Zostawiliśmy z nią małego jeszcze na noc, ale gdy rano znaleźliśmy go w tunelu wychłodzonego, jasne było że zostawianie go z mamą jest bezcelowe, bo będzie tylko gorzej – opowiada Andrzej Miozga, który zajął się opieką nad mrównikiem.

Fot. ZOO Wrocław.

Pan Andrzej wcześniej ręcznie odchowywał m.in. likaony, leniwce, wiewiórki, wydry i inne zwierzęta odrzucone przez matki. Taki odchów ręczny to sport ekstremalny, a wykarmienie młodego jest niesłychanie trudne i nie zawsze się udaje. Ale Andrzej Miozga to najlepsza osoba, na jaką mały Bubu mógł trafić. Niejedną noc już w życiu zarwał co dwie godziny karmiąc porzucone oseski – podkreśla zoo w swojej relacji.

Fot. ZOO Wrocław.
Powrót do Afrykarium

W miniony weekend Bubu oficjalnie przeniósł się na wybieg. Proces aklimatyzacji wymagał od niego sprytu – musiał samodzielnie nauczyć się korzystać z tunelu łączącego norę z górnym piętrem wybiegu (tzw. „penthousu”). Aby zmniejszyć stres, opiekunowie przenieśli wraz z nim jego ulubione ręczniki, by otaczał go znajomy zapach.

Obecnie Bubu widuje rodziców, Tatsu i Tanu, przez kraty. Choć po długiej rozłące traktują się jak obce osobniki, mrówniki z natury nie są agresywne. Kolejnym krokiem będzie bezpośrednie wypuszczenie matki do młodego, by mogli powoli odbudować relacje.

Fot. ZOO Wrocław.
Mrównik, który pozostał mrównikiem

Największym sukcesem opiekuna jest fakt, że Bubu zachowuje typową dla gatunku niezależność. Mimo silnej więzi z panem Andrzejem – którego rozpoznaje nawet przez zamknięte drzwi – zwierzę nie jest nadmiernie przywiązane do człowieka.

Jest niezależny i chodzi własnymi ścieżkami, bardziej jak kot. To ważne, bo naszym celem jest, żeby mrównik zachowywał się jak mrównik i umiał wrócić na swój wybieg. To rodzice powinni mu wszystko pokazywać, to od nich ma uczyć się zachowań – tłumaczy Andrzej Miozga.

Fot. ZOO Wrocław.
Show Comments (0) Hide Comments (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.