Michał Jaros triumfuje w wyborach wewnętrznych. Ponownie został szefem Koalicji Obywatelskiej na Dolnym Śląsku, ale zdobył także władzę w samym Wrocławiu. Nie oznacza to jednak, że wyborcze emocje minęły, wręcz przeciwnie. Wybory już zostały oprotestowane i wywołały lawinę komentarzy.
- Jak w Koalicji Obywtaleskiej oceniają przeprowadzone wybory.
- Skąd się wzięło określenie "kartonowe wybory".
- Co o wyborach przewodniczącego KO w regionach sądzi konkurencja polityczna.
Michał Jaros obronił stanowisko i ponownie został szefem dolnośląskiej Koalicji Obywatelskiej. Co ciekawe będzie rządził też w samym Wrocławiu, czyli stolicy Dolnego Śląska. Szczegóły tutaj.
Gorąco w KO po wyborach
Swoją rywalkę, wicemarszałek Monikę Wielichowską, bliską współpracowniczkę Donalda Tuska, pokonał jednak o włos, a dokładniej zdobył 6 głosów więcej.

To właśnie wybory szefa regionu wywołały w partii najwięcej emocji. Monika Wielichowska jeszcze w nocy wydała oświadczenia i zapowiedziała, że złoży protest wyborczy.
Wielichowska przekonuje, że w trakcie niedzielnych wyborów nie zapewniono we Wrocławiu tajności głosowania, jej zdaniem kandydaci i ich przedstawiciele mogli także wpływać na sposób głosowania przez członków partii, a zwolennik jej kontrkandydata prowadził agitację wyborczą w obrębie lokalu wyborczego.

Więcej o sprawie przeczytasz tutaj: Wrze w KO. Jaros bierze wszystko. Wielichowska zapowiada protest.
Uwag w sprawie przeprowadzenia wyborów we Wrocławiu jest jednak znacznie więcej. W nocy okazało się bowiem, że w urnie było więcej kart niż tych, które wydano działaczom.
Głosy musiały być ponownie przeliczane. Mieliśmy także informacje, że dwójka członków komisji zasłabła i chcieli przełożyć dalsze liczenie o kilka dni.
A tajność głosowania była zapewniona przez… kartonowe, niekiedy brudne, pudełka z popularnego dyskontu.
„Kartonowe wybory”
To, jak zostały przeprowadzone wybory we Wrocławiu i jakie to może mieć ewentualne konsekwnecje jest już tematem publicznej dyskusji. Fala komentarzy jest zarówno wśród samych działaczy KO, ale także członków innych partii.
– Fatalnie to wszystko wygląda. Niedawno wyśmiewano Polskę 2050 za organizację wewnętrznych wyborów, a teraz sami jesteśmy pośmiewiskiem za kartonowe wybory. Jeżeli partia, która rządzi tym krajem nie potrafi profesjonalnie zorganizować głosowania, to coś jest nie tak – mówi nam jeden z działaczy KO.
O komentarz do sprawy poprosiliśmy także wojewódzką radną Monikę Włodarczyk, szefową klubu KO w Sejmiku.
– Ja nie oczekuję, że w naszej partii nie będzie różnic w poglądach ani że przestaniemy się spierać. Polityka – szczególnie ta samorządowa – z natury rzeczy opiera się na debacie i ścieraniu się argumentów. Najważniejsze jest jednak to, aby z tych dyskusji i sporów rodził się konsensus, który realnie przekłada się na poprawę jakości życia mieszkańców Wrocławia i całego Dolnego Śląska – mówi w rozmowie z Wrocławskimi Faktami Monika Włodarczyk.
Odnosi się także do organizacji wyborów.
– Jednocześnie oczekuję, i wiem, że to jest oczekiwanie wielu członków dolnośląskiej Koalicji Obywatelskiej, że tak ważny proces jak wybory wewnętrzne na szefa struktur regionalnych będzie przeprowadzony w sposób profesjonalny, transparentny i niebudzący wątpliwości. Niestety, na przykładzie pracy komisji wyborczej we Wrocławiu oraz informacji i zdjęć, które od niedzieli pokazują dziennikarze, widać, że w tym przypadku zabrakło standardów, jakich powinniśmy od siebie wymagać. I mówię to z pełną odpowiedzialnością. Mnie naprawdę nie jest do śmiechu, bo wiarygodność zaczyna się od tego, jak organizujemy własne procesy wewnętrzne – dodaje wojewódzka radna.
Sprawę wyborów dla Wrocławskich Faktów komentuje także przewodniczący Sejmiku, Jerzy Pokój, który jako pierwszy rzucił rękawicę Michałowi Jarosowi, ale zrezygnował, kiedy wystartowała Monika Wielichowska i przekazał jej poparcie.
– Wszystkie nieprawidłowości o których informowali obserwatorzy i dziennikarze są związane z organizacją tych wyborów i to na pewno będzie podlegało opinii różnych środowisk – mówi nam Jerzy Pokój.
Zdrojewski: powinny być wyciągnięte konsekwencje
Bogdan Zdrojewski, który w wyborczym wyścigu wsparł Monikę Wielichowską komentuje dla Wrocławskich Faktów sytuację w partii.
– Uważam że sama kampania Michała Jarosa i Moniki Wielichowskiej wyglądała dobrze, nie miała charakteru konfrontacyjnego, a raczej mobilizacyjny. Było duże zainteresowanie wyborami, sporo spotkań i rozmów. Obraz ten jednak zmienił się w niedzielę. Do mnie również docierały różne sygnały dotyczące nieprawidłowości przy przeprowadzeniu głosowania we Wrocławiu, m.in. takie, że wybory nie są tajne, więc dosyć dziwaczna reakcja i kartony ze sklepu o których już piszą media. Były osoby, które twierdziły, że jest na nich wywierana presja, a przecież w miejscu głosowania powinna być komisja wyborcza i osoby głosujące, nikt więcej. I chaos informacyjny. Raz słyszymy, że Monika Wielichowska wygrywa 3 głosami potem że Michał Jaros 2, potem już 6, albo że w urnach jest więcej kart niż być powinno. To dramat – komentuje dla Wrocławskich Faktów europoseł KO Bogdan Zdrojewski, były wieloletni prezydent Wrocławia.
I wskazuje, co będzie kluczowe dla partii.
– Szkoda, że ten obraz został zniszczony w samą niedzielę. Na pewno powinny być wyciągnięte konsekwencje. I teraz to, co ważne, nie możemy skupiać się na sporach, tylko musimy się już przygotować na najważniejsze wybory, jesienią w 2027 roku – dodaje europoseł KO.
„Wojna w KO była i będzie”
Czesław Cyrul z Lewicy w obecnej sytuacji upatruje podobieństwo do wyborów w dolnoślskiej Psprzed lat w Karpaczu. Wtedy pewny zwycięstwa był Grzgorz Schetyna, ale nieoczekiwanie dla wielu wygrał Jacek Protasiewicz. To zapoczątkowało ostry konflikt w dolnośąskiej Platformie.
– W dolnośląskiej KO miała być zgoda, a będzie wojna. Wybory na szefa regionu (i także we Wrocławiu) wygrał Michał Jaros. Przegrała wicemarszałkami Monika Wielichowska. Zapowiedziała ona protest wyborczy, bo, jej zdaniem, doszło do wielu nieprawidłowości w trakcie głosowania. Poniekąd powtórzyła się sytuacja z 2013 roku kiedy to poseł Schetyna o włos przegrał wybory na szefa województwa z Jackiem Protasiewiczem. Doszło wtedy do wielu dziwnych zdarzeń przed wyborami i poseł Jaros był w to podobno zamieszany. Teraz przeciwnicy Jarosa powiadają, że wybory były nie do końca tajne. Tu sprawa będzie dyskusyjna, bo w świetle wyroków sądów administracyjnych tajność jest przywilejem, a nie obowiązkiem. No chyba, że w zapisach statutu KO jest inaczej, ale nie sądzę. Zatem miał być pokój, a dalej będzie wojna – przekonuje Czesław Cyrul.
– Problem w tym, że KO rządzi w województwie i ta wojna przełoży się na urzędy, co widać we Wrocławiu. I co na to sam kierownik Tusk, który namaścił wicemarszałkinię Wielichowską. Będzie się działo – ocenia polityk Lewicy.
Sprawę komentują już także działacze Prawa i Sprawiedliwości:
– W Dolnośląskiej Koalicji Obywatelskiej niezły cyrk. Zakończyły się wybory na szefa regionu, w których w kontrze do dotychczasowego przewodniczącego Michała Jarosa wystartowała wspierana przez Donalda Tuska Monika Wielichowska – i przegrała zaledwie kilkoma głosami. Teraz wydała oświadczenie, że nie zgadza się z wynikiem i domaga się powtórzenia wyborów. Kampania też przebiegała w „demokratycznej” atmosferze – obie strony szukały haków na kontrkandydata i jego środowisko. Dodatkowo posłowie KO w większości poparli Wielichowską, co w przyszłości na pewno wygeneruje kolejne konflikty. Jak na to nałożyć jeszcze awanturę w strukturach Platformy we Wrocławiu, powiecie wrocławskim i sejmiku – to mamy prawdziwą zabawę – napisał na platformie X poseł Paweł Hreniak, szef wrocławskich struktur PiS.
Jaros: idziemy do przodu
Michał Jaros w poniedziałek po południu podziękował za zaufanie i oddane na niego głosy. Zwrócił się także do Moniki Wielichowskiej.
– Szczególne podziękowania kieruję do Marszałek Moniki Wielichowskiej za jej zaangażowanie i energię w tej kampanii. Chcę zaproponować jej dalszą współpracę w zarządzie regionu, bo Koalicja Obywatelska potrzebuje współdziałania i doświadczenia wszystkich swoich liderów – napisał Jaros w oświadczeniu na Facebooku.
Jaros dał także do zrozumienia, że po wyborczym starciu, czas na współpracę w partii.
– Wybory się skończyły. Teraz zaczyna się najważniejsza część – nasza wspólna praca. Czas współpracy. Czas działania. Czas jedności, energii i konsekwencji. Czas ludzi, którzy potrafią łączyć, a nie dzielić (…). Idziemy do przodu. Jeden kierunek. Jedna drużyna. Wspólny cel – przekonuje szef KO na Dolnym Śląsku.
W swoim oświadczeniu nie odniósł się jednak do zarzutów jakie w sprawie przeprowadzenia wyborów stawia kontrkandydatka Monika Wielichowska.

