Kryptowaluty w portfelu w 2026 roku: Dobra inwestycja czy finansowy hazard

Fot. Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu.

Jednych uczyniły milionerami, innych doprowadziły do bankructwa, a tradycyjnych ekonomistów przez lata przyprawiały o ból głowy. Ostatnie potężne turbulencje na rynku kryptowalut i głośny kryzys wokół giełdy Zondacrypto pokazały, że cyfrowy Dziki Zachód wciąż potrafi boleśnie zweryfikować plany o szybkiej fortunie. O tym, jak okiełznać cyfrowe ryzyko, rozmawiamy z dr. hab. Aleksandrem Mercikiem, profesorem Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, ekspertem od zarządzania ryzykiem i kryptoaktywów.

– Marek Zoellner: Panie Profesorze, czy w 2026 roku wejście w kryptowaluty to wciąż realna szansa na zysk, czy jednak czysty hazard? 

– Prof. Aleksander Mercik: Ten rynek stale ewoluuje, ale moim zdaniem widoczna jest coraz większa adaptacja. Wchodzą w niego duże banki inwestycyjne, a największe fundusze tworzą produkty oferowane na masowym rynku. Co więcej, w rozliczeniach międzynarodowych – jak choćby w głośnej ostatnio sprawie z Cieśniną Ormuz – opłaty przyjmuje się również w kryptowalutach. To pokazuje coraz silniejszą integrację tego sektora z różnymi gałęziami tradycyjnej gospodarki.

Oczywiście w niektórych krajach wciąż patrzy się na to jak na niszowe zjawisko. Warto jednak podkreślić, że kapitalizacja i płynność rynku kryptowalut jest wielokrotnie większa od całej polskiej giełdy akcji. Mówimy o globalnym rynku wartym już nie miliardy, a biliony dolarów. To nie jest coś, co dzieje się na marginesie. Pamiętajmy też, że ten rynek jest niejednorodny – to nie tylko sam Bitcoin, ale też tokeny użytkowe (utility tokens) czy tokeny reprezentujące inne realne aktywa. Szeroko pojęte cyfrowe aktywa wciąż szukają swojego stałego miejsca i zastosowań, których może być mnóstwo. Jesteśmy w trakcie tej drogi.

– A jak pan osobiście podchodzi do tego tematu? Inwestuje Pan w kryptowaluty, czy woli trzymać się od nich z daleka?

– Odpowiem w ten sposób: publicznie nigdy nie mówię o tym, co sam kupuję lub sprzedaję. Nie chcę, aby moje decyzje były traktowane jako drogowskaz lub rekomendacja do naśladowania. Każdy musi podejmować ryzyko inwestycyjne na własny rachunek.

Mogę jednak odwołać się do badań, które przeprowadziłem na potrzeby mojej książki. Wynika z nich jasno, że choć Bitcoin i inne kryptowaluty były w przeszłości niezwykle ryzykowne, to jednocześnie dawały proporcjonalnie większe stopy zwrotu. Rynek pod tym względem działa racjonalnie – ryzyko było nagradzane. Ci, którzy je podejmowali w długim terminie, zarabiali pieniądze. Opierając się na danych historycznych, trudno uznać za nieracjonalną osobę, która trzyma niewielką część swojego kapitału w kryptowalutach. Z moich analiz wynika, że dodanie niewielkiej ilości Bitcoina do tradycyjnego portfela złożonego z akcji i obligacji miało w przeszłości bardzo korzystny wpływ na ostateczny wynik.

– Czy dysponujemy jakimiś twardymi danymi lub badaniami statystycznymi, które pokazują, jak wielu Polaków ulokowało już swoje oszczędności na tym rynku?

– W przestrzeni publicznej toczy się wiele dyskusji na ten temat, ale problem polega na tym, że to zjawisko jest niezwykle trudne do precyzyjnego zmierzenia. Warto podkreślić, że technologia blockchain i sieć taka jak Bitcoin są pod kątem samych transakcji w pełni transparentne. Zna pan konkretny adres i widzi całą historię tego, co się na nim działo.

Z drugiej strony – ta transparentność jest anonimowa. Często nie wiemy, kto jest realnym właścicielem danego adresu. O ile w przypadku dużych firm da się to czasem ustalić, o tyle przy inwestorach indywidualnych poruszamy się w sferze szacunków. Ciężko o jednoznaczne liczby, choć moje wewnętrzne przeczucie podpowiada mi, że tych ludzi w Polsce nie jest mało.

– Spójrzmy na sprawę z perspektywy kompletnego laika. Dla kogoś, kto nie śledzi doniesień o rynkach i dotąd za bardzo nie inwestował, pojęcie „giełda kryptowalut” może brzmieć bezpiecznie Niemal jak bank. Tymczasem upadek dużej platformy diametralnie różni się od problemów tradycyjnej instytucji finansowej, a odzyskanie środków bywa wręcz niemożliwe. Dlaczego tak się dzieje?

– Sama mechanika działania scentralizowanej instytucji, której powierzamy środki, jest identyczna. Bez względu na to, czy mówimy o banku, giełdzie kryptowalut, kantorze online czy jakiejkolwiek innej firmie z branży finansowej. Mechanizm jest ten sam: ktoś zarządza naszymi pieniędzmi. Może robić to niewłaściwie, albo ktoś wewnątrz może okazać się nieuczciwy. Historia finansów pokazuje, że to zjawisko uniwersalne, znane od stuleci.

Różnica tkwi w czymś innym. Banki stanowią tak krytyczny element kręgosłupa całej gospodarki, że ich niestabilność natychmiast rozlewa się na inne branże i wywołuje potężny kryzys globalny. Widzieliśmy to w latach 2007–2009, a wcześniej podczas Wielkiego Kryzysu na początku lat 30. XX wieku – tamte tąpnięcia zaczynały się również w systemie finansowym. Z tego powodu banki są pod specjalną ochroną państwa. W Polsce funkcjonuje Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG), który zabezpiecza depozyty, a nadzór nad tym, co bankierzy robią z naszymi pieniędzmi, jest niezwykle restrykcyjny. Choć, co trzeba dodać, nawet taki nadzór nie zawsze uchroni instytucję przed upadkiem – takie sytuacje wciąż się zdarzają.

Inne podmioty prywatne, w tym giełdy kryptowalut czy e-kantory, nie podlegają tak rygorystycznemu nadzorowi i nie są objęte żadnymi funduszami gwarancyjnymi. W Polsce mieliśmy już przecież podobne historie z tradycyjnymi kantorami internetowymi, gdzie ludzie wymieniali waluty i tracili środki.

– Czyli sama technologia jest w porządku?

– Tak. Natomiast kluczowa jest edukacja. Nie powinno się powierzać takim instytucjom środków w celach długoterminowego przechowywania. Jeśli potrzebujemy kupić dolary, euro czy Bitcoiny – skorzystajmy z usług firm większych, mających renomę na rynku. Ale nawet i ta renoma to za mało, by ufać im bezgranicznie i trzymać tam kapitał na stałe.

Musimy wyraźnie oddzielić ryzyko scentralizowanej instytucji od ryzyka samego blockchainu. Na blockchainie twoje środki są w pełni bezpieczne, o ile prawidłowo i bezpiecznie przechowujesz zestaw kluczy, a zwłaszcza klucz prywatny do swojego portfela. Ryzyko bankructwa giełdy a bezpieczeństwo sieci Bitcoin to dwie zupełnie różne sprawy. To tak, jakby powierzyć fizyczne złoto lub gotówkę w euro jakiejś niesprawdzonej, zewnętrznej firmie. Problem nie leży w walucie, a w człowieku, który podejmuje decyzje.

– Wybiegnijmy nieco w przyszłość. Czy kryptowaluty to ostateczny kierunek ewolucji pieniądza na świecie, czy na horyzoncie majaczy już coś zupełnie innego?

– Jako naukowiec muszę uczciwie przyznać, że lata pracy w tym obszarze nauczyły mnie pokory. Prognozowanie przyszłości jest niesamowicie trudne, w zasadzie nikt jej nie zna. I paradoksalnie, właśnie z tej niewiedzy wynikają wysokie stopy zwrotu. Zarówno na giełdzie akcji, obligacji, jak i na rynku kryptowalut. Inwestując, podejmujemy ryzyko właśnie dlatego, że nie wiemy, co będzie dalej. Coś, co dziś wydaje się genialne, za 10 lat może przestać istnieć lub stracić popularność.

Wysoka stopa zwrotu z Bitcoina bierze się bezpośrednio z ogromnej niepewności. Gdybyśmy dziś mieli stuprocentową pewność, że krypto to przyszłość globalnej gospodarki, ceny byłyby nieporównywalnie wyższe, a przestrzeń do zarobku dla dzisiejszych inwestorów – znacznie mniejsza. To dwie strony tej samej monety. Dzisiejsi inwestorzy przypominają osoby kupujące udziały w młodych spółkach. Stawiają kapitał na to, że jeśli dojdzie do masowej popularyzacji tych rozwiązań, ich aktywa zyskają ogromną wartość właśnie jako nagroda za to, że zaryzykowali w czasach pełnych niepewności.

– Rozumiem, że jako ekspert unika pan dawania bezpośrednich rad w co i kiedy inwestować?

– Nie pełnię i nie mogę pełnić funkcji doradcy inwestycyjnego. To zawód restrykcyjnie regulowany prawnie. Ktokolwiek formułuje takie rekomendacje publicznie, musi brać na siebie ogromną odpowiedzialność, ponieważ ludzie na tej podstawie podejmują decyzje majątkowe – mogą zyskać, ale mogą też wszystko stracić.

Ja opieram się wyłącznie na wynikach badań naukowych. Mogę pokazać liczne przesłanki, że w długiej perspektywie historycznej określona klasa aktywów dawała stopę zwrotu przewyższającą inflację przy akceptowalnym stosunku do ryzyka. Nie powiem jednak, co jutro pójdzie w górę, a co w dół. Na YouTube czy innych platformach widzimy masę tzw. “ekspertów”, którzy wręcz prześcigają się w kategorycznych radach, co kupić, a co sprzedać. Późniejsze analizy ich skuteczności pokazują, że te prognozy bardzo często kompletnie mijają się z prawdą.

Badania potwierdzają natomiast inną, starą prawdę. Dobrze zdywersyfikowany portfel akcji i obligacji długoterminowych w perspektywie 10–20 lat pozwala zarobić i minimalizuje ryzyko straty. 

– To dokładnie to, o czym mówił Warren Buffett: kupić akcje, zakopać je w ziemi i zapomnieć o nich na lata. 

– To prawda. W tym podejściu tkwi ogromna mądrość, którą Buffett udowodnił całym swoim życiem i wynikami finansowymi, a nauka w pełni to potwierdza.

– Na koniec, gdyby miał pan sformułować trzy żelazne zasady zarządzania ryzykiem dla kogoś, kto dopiero zakłada swoje pierwsze konto na giełdzie kryptowalut i stawia pierwsze kroki. O czym musi pamiętać?

– Po pierwsze: dywersyfikacja. Nigdy, pod żadnym pozorem, nie stawiać wszystkiego na jedną kartę.

Po drugie: regularność zamiast spekulacji. Lepiej systematycznie, przez wiele lat – na przykład raz na kwartał – dopłacać mniejsze kwoty do swojego portfela, niż wejść na rynek raz za całe oszczędności, próbując desperacko „złapać dołek” cenowy przy zakupie lub „górkę” przy sprzedaży. To przeważnie kończy się porażką.

Po trzecie: unikanie nadaktywności. Zbyt częste handlowanie i ciągłe zmienianie pozycji sprawi, że koszty transakcyjne i prowizje po prostu „zjedzą”  potencjalny zysk.

Trzymanie się choćby tych trzech reguł diametralnie ułatwi start. W teorii finansów i modelach akademickich wszystko bywa skomplikowane, ale w praktyce sprowadza się do prostej zasady. To, ile zarobimy, zależy od czasu i od mądrze, racjonalnie podjętego ryzyka. Jeśli damy sobie odpowiednio długi horyzont czasowy, badania pokazują, że na dobrze zdywersyfikowanych indeksach po prostu wyjdziemy na plus.

Dziękuję za rozmowę.

Show Comments (0) Hide Comments (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.