Doniesienia z południa Europy o problemach z dostępnością paliwa lotniczego mogą budzić niepokój. Port Lotniczy Wrocław jednak uspokaja: stolica Dolnego Śląska jest w pełni zabezpieczona. A co z cenami biletów? Czy pasażerowie powinni się przygotować na podwyżki? To pytanie zadaliśmy przewoźnikom, których maszyny startują z Wrocławia.
- Jak wrocławskie lotnisko radzi sobie ze światowym kryzysem paliwowym.
- Skąd pochodzi większość paliwa tankowanego we Wrocławiu.
- Czy pasażerowie muszą się obawiać podwyżek cen biletów lotniczych.
W ostatnich dniach media obiegły informacje o perturbacjach na niektórych lotniskach we Włoszech. Jak zapewnia Bartosz Wiśniewski, rzecznik prasowy wrocławskiego portu, sytuacja w stolicy Dolnego Śląska jest diametralnie inna. Wrocławskie lotnisko ma duże zapasy i trzyma rękę na pulsie.
Jakie rezerwy paliwa ma wrocławskie lotnisko?
Władze portu lotniczego we Wrocławiu twierdzą, że lotnisko dysponuje nowoczesnym zapleczem, które pozwala na utrzymanie wysokiej niezależności. Kluczowym elementem jest oddana do użytku zaledwie dwa lata temu baza paliw.
– Jesteśmy w stanie magazynować tam 400 tysięcy litrów paliwa. Dodatkowe 200 tysięcy litrów mieści się w naszych cysternach lotniskowych. Łącznie mamy więc do dyspozycji około 600 tysięcy litrów paliwa w każdym momencie – wylicza Bartosz Wiśniewski.

W zależności od natężenia sezonu, do portu dociera od kilku do kilkunastu cystern dziennie, z których każda dostarcza ponad 20 tysięcy litrów paliwa lotniczego. Taki system gwarantuje płynność, nawet przy dużym natężeniu ruchu, który obecnie wynosi około 60–70 startów i podobną liczbę lądowań dziennie.
Imponujący wzrost liczby pasażerów wrocławskiego lotniska i kolejne rekordy

Latamy na polskim paliwie
Ważnym argumentem za spokojem pasażerów jest fakt, że polski rynek lotniczy w ogromnej mierze opiera się na rodzimej produkcji. Ponad 80 procent paliwa lotniczego wykorzystywanego w kraju pochodzi z krajowych rafinerii Orlenu. Dzięki temu lotniska w Polsce, w tym Wrocław, nie są uzależnione od zewnętrznych dostawców, co czyni sytuację stabilną i przewidywalną.
Bartosz Wiśniewski podkreśla również, że w lotnictwie nie ma miejsca na niespodzianki. Systemy koordynacji ruchu i stała komunikacja między lotniskiem a liniami lotniczymi sprawiają, że każdy lot jest planowany z dużym wyprzedzeniem. Pasażerowie nie muszą się obawiać sytuacji, w której samolot nie mógłby wystartować z powodu braku „paliwa na miejscu”.
Mimo napiętej sytuacji geopolitycznej na świecie, wpływ konfliktów na siatkę połączeń z Wrocławia jest minimalny. Port nie obsługuje bezpośrednich lotów regularnych w kierunku Bliskiego Wschodu, co dodatkowo izoluje go od tamtejszych turbulencji.
– Z powodu sytuacji w tamtym regionie odwołano zaledwie trzy loty czarterowe do Omanu. Biorąc pod uwagę ogólną skalę operacji naszego lotniska, jest to zmiana wręcz nieodczuwalna dla całego systemu – wyjaśnia Wiśniewski.
Pytany o to, czy zawirowania na rynku paliw mogą uderzyć pasażerów po kieszeni, zaznacza, że ostateczna decyzja zawsze należy do linii lotniczych.
– Za ceny biletów odpowiadają wyłącznie przewoźnicy, lotnisko nie bierze udziału w tym procesie – podkreśla.

Czy bilety lotnicze podrożeją?
Wrocławskie Fakty zadały to samo pytanie przedstawicielom Polskich Linii Lotniczych LOT. W odpowiedzi otrzymaliśmy komunikat, który potwierdza, że branża zmaga się obecnie z rekordową drożyzną. Choć spółka stosuje tzw. hedging – czyli finansowe kontrakty zabezpieczające ją przed nagłymi skokami cen paliw – to skala obecnych podwyżek jest tak duża, że nawet te mechanizmy nie gwarantują pełnej ochrony.
LOT, którego maszyny kursują na Bliski Wschód, przyznaje, że pole manewru przy cenach biletów staje się coraz mniejsze. Zamiast jednak drastycznie podnosić koszty podróży, przewoźnik szuka oszczędności wewnątrz organizacji, między innymi poprzez optymalizację siatki połączeń i przesuwanie samolotów na najbardziej rentowne trasy.
– Polskie Linie Lotnicze LOT mierzą się dziś – podobnie jak cała branża – z bezprecedensowym wzrostem cen paliwa, który istotnie podnosi koszty operacyjne. Spółka prowadzi działania hedgingowe, jednak przy tak dynamicznych zmianach rynkowych nie są one w stanie w pełni zneutralizować presji kosztowej. Dostrzegamy ograniczone możliwości przełożenia tych wzrostów na ceny biletów – dlatego koncentrujemy się na optymalizacji operacyjnej, dostosowując kształt siatki połączeń do nowych realiów. Równolegle na bieżąco monitorujemy sytuację geopolityczną i elastycznie zarządzamy flotą, kierując ją tam, gdzie możliwe jest utrzymanie stabilnych operacji – czytamy w komunikacie PLL LOT.

Z kolei szef Ryanaira, Michael O’Leary w rozmowach z branżowymi mediami wprost ostrzega przed nadchodzącymi turbulencjami. Prognozuje przy tym, że branża lotnicza może zderzyć się z poważnym kryzysem paliwowym już w maju i czerwcu.
Wrocławskie Fakty poprosiły o komentarz biuro prasowe tego przewoźnika.
– Nie spodziewamy się w najbliższym czasie niedoborów paliwa, jednak sytuacja jest dynamiczna. Obecnie nasi dostawcy paliwa mogą zagwarantować dostawy do połowy lub końca maja. Jeśli wojna z Iranem wkrótce się zakończy, dostawy nie zostaną zakłócone. Jeśli zamknięcie Cieśniny Ormuz utrzyma się do maja lub czerwca, nie możemy wykluczyć ryzyka problemów z dostawami paliwa na niektórych lotniskach w Europie – informuje nas centrum prasowe Ryanair.
W uzupełnieniu tego komunikatu czytamy, że ceny paliwa lotniczego podwoiły się już w marcu. Teraz, według przedstawicieli Ryanaira, można się spodziewać, że wszystkie linie lotnicze przeniosą te wyższe koszty na pasażerów w postaci wyższych cen biletów.


