To było spotkanie do jednej bramki. Lech Poznań rozbił na własnym stadionie Śląska Wrocław 4:0. Wrocławianie byli zdecydowanie gorszym zespołem i całkowicie zasłużenie uznali wyższość poznaniaków.

Spotkanie nie mogło rozpocząć się gorzej dla zawodników Śląska Wrocław. Poznaniacy od początku spotkania narzucili swoje, mordercze tempo. Śląsk trzymał Lecha na dystans przez mniej niż 120 sekund. Bramkę Lechitom przyniosła akcja dwóch Portugalczyków. Dośrodkowanie lewego obrońcy Pedro Rebocho minęło obrońców WKS-u, piłka trafiła do João Amarala i były zawodnik Paços de Ferreira mocnym strzałem nie dał szans Szromnikowi.

Wrocławianie po stracie bramki długo nie mogli przedostać się pod pole karne gospodarzy. Jedynym pomysłem Śląska była próba uruchomienia Erika Expósito długim podaniem. Hiszpan po jednym z takich zagrań dopadł do piłki, zagrał ją w pole karne, ale Robert Pich nie zdążył uprzedzić poznańskich obrońców.

To właśnie Słowak, w 29. minucie, groźnym strzałem z dystansu postraszył Filipa Bednarka. 29-letni bramkarz “Kolejorza” był jednak na posterunku.

Kiedy wydawało się, że Śląsk przetrwał pierwszy napór Lecha i zacznie coraz częściej pojawiać pod bramką Bednarka, doszło do katastrofy. Absolutnie przekombinowany rzut rożny WKS-u, strzał Krzysztofa Mączyńskiego z kompletnie nieprzygotowanej pozycji odbił się od jednego z poznaniaków, którzy wyprowadzili morderczą kontrę. Wrocławianie nie zadbali o jakąkolwiek asekurację w defensywie i Jakubowi Kamińskiemu nie pozostało nic innego, jak pomknąć na bramkę i pokonać bezradnego Szromnika.

Co więcej, prowadzenie Lecha do przerwy mogło być bardziej okazałe. Do siatki trafił Mikael Ishak, ale w momencie podania Szwed znajdował się na spalonym. Sędziowie gola nie uznali.

W doliczonym czasie gry, po dośrodkowaniu Petra Schwarza z rzutu rożnego główkował Mateusz Praszelik, ale piłka po jego strzale poszybowała nad poprzeczką.

Druga połowa rozpoczęła się od akcji Śląska. Wrocławianie, w których szeregach w przerwie doszło do dwóch zmian, starali się przedostać pod pole karne Lecha. Brakowało jednak konkretów w ostatniej fazie ataku. Zawodnicy Jacka Magiery potrafili utrzymywać się przy piłce dłużej, niż w pierwszej połowie, jednak to skutkowało kontrami Lecha. Jedną z nich – w 54. minucie meczu – wykorzystał Jakub Kamiński. Chwilę później było już 4:0. Kolejne nieporozumienie w defensywie wykorzystał Mikael Ishak.

Wysokie prowadzenie nie sprawiało, że Lech przestawał próbować podwyższyć wynik. Poznaniacy mieli ochotę na kolejne bramki. Ostatecznie kibice – którzy stworzyli znakomitą atmosferę – więcej goli nie zobaczyli.

Lech Poznań rozbił Śląska Wrocław 4:0 i utrzymał pozycję lidera. Wrocławian, podobnie jak 17 pozostałych drużyn w PKO Ekstraklasie czeka teraz przerwą reprezentacyjna. Po niej, 16 października Śląsk – na własnym obiekcie – zmierzy się z Rakowem Częstochowa.

LECH POZNAŃ 4:0 ŚLĄSK WROCŁAW (2:0)
  • 1:0 Joao Amaral’2
  • 2:0 Jakub Kamiński’29
  • 3:0 Jakub Kamiński’54
  • 4:0 Mikael Ishak’55

Lech Poznań: Bednarek (gk) – Satka (73’Pereira), Salamon, Milić, Rebocho – Amaral (74’Skóraś), Tiba (74’Kvekveskiri), Karlstrom, Kamiński (65’Marchwiński) – Ramirez – Ishak (k) (77’Sobiech)

trener: Maciej Skorża

Śląsk Wrocław: Szromnik (gk) – Lewkot (80’Bejger), Golla, Verdasca – Pawłowski (46’Iskra), Schwarz (74’Makowski), Mączyński (k), Stiglec (46’Janasik) – Pich (80’Łyszczarz), Praszelik – Expósito

trener: Jacek Magiera

  • Stadion Poznań
  • widzów: 28 808
  • sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń)
  • żółte kartki: Stiglec

 

Obejrzeć sen – „Alicja w Krainie Czarów”

Poprzedni artykuł

Magnetyzm ikony stolicy Dolnego Śląska – Hala Stulecia, do której lubimy wracać [VIDEO]

Następny artykuł

Możesz także polubić

Komentarze

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.