Jaros zdradzony przez swoich

Krzysztof Bryłka (Facebook)

W niedzielę wybory w Koalicji Obywatelskiej, a im bliżej tego dnia, tym widać więcej osób, które zmieniają front i zostawiają dotychczasowych sojuszników na rzecz nowych aliansów. Jaskrawe przykłady „niespodziewanej” zmiany barw to ludzie, którzy do niedawna byli związani z Michałem Jarosem, ale teraz popierają Monikę Wielichowską.

W tym artykule przeczytasz:
  • Czy Michał Jaros ma realny wpływ na władzę w regionie dolnośląskim?
  • Kto z byłych stronników Michała Jarosa popiera teraz Monikę Wielichowską?
  • Na czyje głosy może liczyć Monika Wielichowska i Michał Jaros.
Fot. michaljaros.pl.
Spektakularne zwycięstwo, ale…

Michał Jaros wygrał poprzednie wybory na szefa dolnośląskiej (wtedy) Platformy z Romanem Szełemejem. To było spektakularne zwycięstwo, bo prezydentowi Wałbrzycha poparcia udzielił sam Donald Tusk. Jaros wtedy był postrzegany jako partyjna nadzieja, szansa na lepsze czasy dla PO w regionie.

Za pierwszej kadencji Jarosa Koalicja Obywatelska na Dolnym Śląsku wygrała wszystko: wybory parlamentarne i samorządowe. Jaki jest tego efekt? W urzędzie marszałkowskim KO ma niewiele do powiedzenia (marszałkiem jest Paweł Gancarz z PSL). We Wrocławiu rządzi Jacek Sutryk, który, choć skompromitowany, wciąż trzyma na smyczy radnych miejskich z KO.

To dwie największe porażki samego Jarosa: mimo zwycięstw, nie ma władzy, choć próbował ją zdobyć. Chciał przecież być prezydentem (przestraszył się i nie wystartował) i chciał być marszałkiem (w kompromitujący sposób przegrał).

Weryfikacja wyborczego triumfu

Popatrzmy dalej: urzędem wojewódzkim – poprzez wojewodę – zarządza opcja wałbrzyska, czyli przeciwnik Jarosa, Roman Szełemej, a w powiecie wrocławskim starostą jest skonfliktowany z Jarosem Włodzimierz Chlebosz.

Mijająca kadencja jest więc brutalną weryfikacją obecnego wiceministra rozwoju i technologii, jeśli chodzi o zdolności wykorzystywania wyborczych zwycięstw. Dlatego też grono jego zwolenników znacznie się zmniejszyło. Widać to doskonale na zdjęciach z konwencji Moniki Wielichowskiej, na której było sporo polityków, którzy jeszcze niedawno zaliczali się do „Jarosowców”.

Przykłady? Paweł Wajda, Piotr Gajowski, Maja Kraszewska, Łukasz Kocur, czy Jolanta Niezgodzka – to ludzie z Wrocławia, którzy opuścili Jarosa i na pewno wiceminister część z nich może określić mianem zdrajców. Do tego mamy takie regionalne postacie jak były wojewoda Maciej Awiżeń, Dariusz Piotr Dudojć, Robert Kropiwnicki, czy Magdalena Piasecka.

Głosy mocno podzielone

Politycy którzy teraz popierają Wielichowską, a wcześniej sprzyjali Jarosowi wywodzą się też z okolic Wrocławia. Tu listę niezadowolonych z wiceministra otwiera powiat trzebnicki i ich liderzy: Robert Adach i Igor Bandrowicz.

– Wierzyliśmy w Michała, ale nie zrealizował tego na co się umawialiśmy. Czas na zmianę – mówią.

Na konwencji Wielichowskiej pojawiła się też Edyta Ostrowska, radna powiatu wrocławskiego.

– Ale ja chodzę na wszystkie konwencje. Na kogo zagłosuję w niedzielę? Jeszcze nie wiem – powiedziała nam Edyta Ostrowska.

Trzeba przyznać, że Monika Wielichowska może liczyć na poparcie platformianych gwiazd (również tych nieco przyblakłych), a Michał Jaros dostanie sporo głosów od partyjnych dołów. Ale nie da się też ukryć, że tych którzy jawnie odcinają się od Jarosa jest coraz więcej.

Fot. Facebook/Monika Wielichowska Wicemarszałek Sejmu RP.
Pokaż komentarze (1) Ukryj komentarze (1)
guest

1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
WROPOL
WROPOL
10 dni temu

Dlaczego ludzie odchodzą od Jarosa? Tak jak napisaliście. Wygrywał wybory, z których nic nie wynika. To znaczy nie poskutkowało to władzą. Brak prezydenta, czyli wpływu na miasto oraz brak marszałka, czyli minimalne wpływy na Dolnym Śląsku. Ludzie, którzy stali przy boku Michała i ciężko pracowali w kampanii, często niezagospodarowani, szukali szczęścia gdzieś indziej, tak jak teraz szukają u Marszałek Wielichowskiej. Nie można nie zauważyć, że Michał jest tytanem pracy, w ministerstwie, sejmie i regionie. Dociera do zwykłych członków kół daleko na prowincji, jest z tymi ludźmi na „ty”, zna ich z nazwiska, często zna ich rodziny i na tych ludzi może liczyć, bo oni nie oczekują politycznych apanaży po wyborach. Źli są na niego ci, którzy nie dostali funkcji, intratnych stanowisk. Z drugiej strony po to ci ludzie startują, wydają pieniądze na kampanie, nie śpią dniem i nocą w trakcie kampanii, żeby na stanowiska z nadania politycznego, po wygranych wyborach wchodzić. Tak jest w każdej partii. Dlatego ludzie odchodzą od Michała, bo widzą, że może to być jedyne 2 lata, gdzie mogą rozwinąć karierę w urzędzie wojewódzkim, marszałkowskim czy w mieście i wszystkich ich pokrewnych instytucjach i spółkach. A Michał im tego nie załatwił przez 2 lata, mimo wygranych wyborów. Smutne to, że szef regionu nie ma nic do powiedzenia w regionie. Bez narzędzi do prowadzenia polityki kadrowej nie można wygrywać kolejnych wyborów.

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.