Długo milczałam, bo jestem lojalną posłanką koalicji 15 października, służę demokracji i nie chciałam mówić głośno o problemach Państwa, ale przerywam ciszę. Tak zaczyna się oświadczenie Posłanki na Sejm RP Izabeli Bodnar, dotyczące sprawy, w którą jest zamieszana. Była kandydatka na fotel prezydenta Wrocławia wyjaśnia główne wątki głośnej afery medialnej dotyczące jej oraz jej męża. Głośno zastanawia się też nad działalnością służb w tej materii.
- W jaki sposób Izabela Bodnar komentuje tekst Gazety Wyborczej.
- Dlaczego zdaniem Izabeli Bodnar ona i jej mąż są ofiarami w całej sprawie.
- Jak brzmi w całości oświadczenie Izabeli Bodnar dotyczące sprawy Łukasza Bugajskiego.
– Z ogromnym smutkiem patrzę na to, że Polska po 2,5 roku demokratycznych rządów kompletnie nie radzi sobie z narosłą po PiSie pajęczyną patologii w służbach i prokuraturze. Ten artykuł świadczy o tym, że nawet tak nobliwe media jak GW zamiast pomagać ją rozsupływać, postanawia ją betonować – informuje Izabela Bodnar we wpisie na platformie X.
I tłumaczy, że tekst autorstwa Wojciecha Czuchnowskiego w Gazecie Wyborczej, zmobilizował członkinię partii Centrum do uchylenia nieco tła tej historii, której musiała się przyglądać od środka przez kilka lat.
– Mój mąż i jego firma za czasów PIS była systemowo niszczona przez wszelkie służby państwa polskiego, a dokładnie przez przestępców którzy się tymi służbami posługiwali. Maciek przeżywał prawdziwy horror, który toczył się latami. Niewiadomo do końca czy się nadal nie toczy, wczytując się w usłużnych dziennikarzy. Są nagrania, są dowody, jesteśmy MY, którzy to na własnej skórze przeżyli. I co się z tym w wolnej Polsce dzieje? Nic – pisze Izabela Bodnar.
Parlamentarzystka uważa, że to zmowa przeciwko niej, w którą zamieszanych jest mnóstwo osób.
– Agenci ABW, CBŚ, samorządowcy, „generałowie”, politycy i cholera wie kto jeszcze, zastawili sidła na mojego męża, wprowadzając go w stan permanentnego zagrożenia, a to po to, żeby go „zharaczować” jak mówią, a następnie przejąć jego firmę i włączyć ją do państwowego giganta Orlen Recycling – dodaje Izabela Bodnar.
Wrocławska posłanka dodaje, że Państwo polskie milczy, odwraca wzrok, udaje, że tematu nie ma, że historia, którą opowiedziała w 2023 roku w Superwizjerze TVN i Gońcu jest wymyślona. Jej zdaniem jeden człowiek, czyli Łukasz Bugajski nie mógł sam tego wszystkiego spreparować.
– Służby publiczne w tym przypadku nie wyjaśniają przestępstw prawdziwych złoczyńców, za to chętnie ścigają odważnych dziennikarzy jak Radosław Gruca, wobec którego prokuratura zapowiedziała czynności, sygnalistów jak Bugajski, który musi się ukrywać, bo jego życie jest realnie zagrożone, czy Piński, który po emisji miał spore nieprzyjemności. Nie wspominając o takich ludziach jak mój mąż i jego wspólnicy, których zaaranżowana przez mroczne struktury państwa PiS sprawa nadal się toczy – wymienia jednym tchem Izabela Bodnar.
Całą sprawę opisuje jednak zupełnie inaczej.
Opowiem Wam tę historię od początku, z mojej perspektywy.
Mój mąż Maciek od ponad 25 lat ma firmę, którą budował na moich oczach. Firma od 2018 roku jest poddawana regularnemu, nie wiem jak to nazwać, totalnemu atakowi instytucjonalnemu. Przez kilka lat przetoczyło się po niej kilkadziesiąt przeróżnych kontroli, w tym 14 tylko z Krajowej Administracji Skarbowej z całej Polski (http://m.in z Torunia, Ciechanowa, Legnicy, Wałbrzycha, Wrocławia). Prowadzili śledztwa skarbowe latami i choć nic one nie wykazywały, wchodziły kolejne i kolejne kontrole.
Firma zamiast się rozwijać, koncentrowała ogromne zasoby pracownicze na produkcji dziesiątek tysięcy stron dokumentów.
Ostatecznie wszystkie te kontrole, po 7 latach nie wykazały żadnych z zarzucanych istotnych nieprawidłowości.
Kierownictwo firmy męża w pewnym momencie ma już absolutną pewność, że te ataki są nieprzypadkowe i niemerytoryczne tylko inicjowane – pytanie przez kogo i dlaczego?
Maciek na towarzyskim spotkaniu – urodzinach mojej koleżanki (w 2021 r) wspomniał o tej sytuacji koledze mojej najbliższej przyjaciółki, z którą przyjaźnię się od 30-stu lat, pani oficer ABW. Jak się później okazało, kolega, którego tego dnia wprowadziła w nasze towarzystwo również był oficerem ABW.
Tak się poznaliśmy z kapitanem Marcinem P.
Od tego czasu kapitan zaczyna się koło męża kręcić, w późniejszym czasie poznaje go z Łukaszem Bugajskim.
Niedługo potem zaczyna się rodeo. Pojawiają się słynne stenogramy rozmów prezydenta Lubina ze swoim pracownikiem, w których można wyczytać, że to oni zlecali kontrole skarbowe. W stenogramach są setki zdarzeń przestępczych, sytuacje dotyczące Maćka i jego firmy to jakiś 1%, ale akurat w tym przypadku wszystko się zgadza, pokrywają się daty, zdarzenia. Wszystko co tam było opisane zdarzyło się w rzeczywistości.
O planach jednej kontroli KAS Wałbrzych ludzie w firmie czytają NAJPIERW w stenogramach, po czym KAS Wałbrzych za kilka tygodni rzeczywiście wchodzi z kontrolą.
Tę sprawę obecnie prowadzi Prokuratura w Wałbrzychu, po zawiadomieniu złożonym przez spółkę męża.
W międzyczasie w 2022 roku o 6 rano do naszego domu i pozostałych wspólników przychodzi ABW i zatrzymuje na oczach dzieci naszych mężów. Stawiając niedorzeczne, kuriozalne wręcz zarzuty.
Potem Łukasz Bugajski, mówi Maćkowi, ze kapitan Marcin P. – jego przełożony współpracuje z tymi, którzy chcą zniszczyć jego i jego lubińską firmę. Wg Bugajskiego Marcin P. wziął za to ogromne pieniądze.
Pytam swojej przyjaciółki czy to możliwe, ale ona nie daje mi jednoznacznych odpowiedzi, wije się. Tak nasza 30 letnia przyjaźń umiera praktycznie z dnia na dzień, a przyjaciółka po tylu latach opuszcza naszą paczkę, sama z siebie znika z naszego życia i internetowych grup.
Zaczyna się paranoja i strach.

