Festiwal, który uruchomił wspomnienia. Tak wyglądały Erste Letnie Brzmienia

Fot. Iga Niewiadomska

Wakacje we Wrocławiu zakończyły się muzycznie, głośno i z dużą dawką nostalgii. Przez dwa dni, 28 i 29 sierpnia, teren przy Stadionie Olimpijskim zamienił się w festiwalowe miasteczko, w którym koncerty były tylko jednym z elementów całego doświadczenia. Erste Letnie Brzmienia połączyły mocny line-up z atmosferą miejskiego festiwalu, przestrzenią do odpoczynku, jedzenia, spotkań i zabawy. A niektóre atrakcje pozwalały na moment wrócić do beztroskich lat dzieciństwa.

W tym artykule przeczytasz:
  • Jak wyglądała wrocławska odsłona Erste Letnich Brzmień.
  • Dlaczego festiwalowe miasteczko przenosiło uczestników do czasów dzieciństwa.
  • Które koncerty najmocniej wyróżniły się podczas dwóch dni festiwalu.

Wrocławska odsłona Erste Letnich Brzmień trwała dwa dni i zgromadziła artystów reprezentujących różne muzyczne kierunki. W piątek na Main Stage wystąpili Bracia Kacperczyk, Julia Wieniawa, Brodka z projektem „Grandę” oraz Vito Bambino. Na drugiej scenie pojawili się natomiast Tom Pigment, Daniel Godson, Król / Tyszkowski (Ewa Koc) i Bass Astral.

Sobota przyniosła kolejną porcję koncertów. Publiczność mogła usłyszeć m.in. Grzegorza Turnaua z Orkiestrą Symfoniczną, projekt Babie Lato w składzie Natalia Grosiak, BELA i Kathia, Mroza oraz Kaśkę Sochacką. Na drugiej scenie wystąpili BeMy, Martyna Baranowska, Ewa Farna i Xxanaxx.

Różnorodność programu sprawiała, że każdy mógł znaleźć własny punkt festiwalowego wieczoru. Nie trzeba było jednak przychodzić wyłącznie dla konkretnego nazwiska. I właśnie tutaj zaczyna się druga, równie ważna część historii Erste Letnich Brzmień.

Erste Letnie Brzmienia
Fot. Iga Niewiadomska
Festiwalowe miasteczko zrobiło furorę

Organizatorzy bardzo wyraźnie postawili na doświadczenie uczestnika. Teren festiwalu został zaprojektowany tak, aby między koncertami można było zostać na miejscu i po prostu dobrze spędzić czas. Był Food Court, strefy partnerów, miejsca do odpoczynku i dodatkowe aktywności. Wśród nich znalazły się m.in. Social Club, Strefa Erste, Kubota, Frisco, czy NIVEA.

To właśnie ten element sprawił, że wydarzenie można było przeżywać na wiele sposobów. Jedni niemal cały wieczór spędzali pod sceną, inni przemieszczali się pomiędzy koncertami, jedzeniem i kolejnymi atrakcjami. Festiwal nie wymagał więc od uczestników jednego konkretnego scenariusza.

Muzyka przyciągała ludzi na wydarzenie, ale to wszystko, co działo się wokół niej, budowało wspomnienie całego wieczoru. To zresztą kierunek, który coraz mocniej widać w projektowaniu współczesnych wydarzeń.

Sam koncert czy zestaw znanych nazwisk przestaje być wystarczającym wyróżnikiem. Coraz większe znaczenie ma to, co uczestnik przeżyje pomiędzy kolejnymi występami, co zapamięta i czym podzieli się później z innymi. Wydarzenie ma angażować nie tylko słuch, ale też emocje, wspomnienia i poczucie uczestniczenia w czymś wyjątkowym.

Pod tym względem Erste Letnie Brzmienia były bardzo dobrze przemyślanym przykładem marketingu doświadczeń. Tutaj muzyka była fundamentem, ale cała otoczka budowała dodatkową historię, której uczestnik stawał się częścią. I być może właśnie takich wydarzeń będzie we Wrocławiu coraz więcej – festiwali, które nie ograniczają się do ustawienia sceny i zaproszenia artystów, ale projektują cały świat przeżyć.

Erste Letnie Brzmienia
Fot. Iga Niewiadomska
Trzepak, huśtawka i kapsle – czyli powrót do dzieciństwa

Jednym z ciekawszych elementów festiwalowego miasteczka była jego nostalgiczna warstwa. Zamiast kolejnych typowych festiwalowych dekoracji i atrakcji organizatorzy sięgnęli po rzeczy, które dla wielu osób są bardzo osobistym wspomnieniem dzieciństwa.

Był trzepak, na którym można było znów poczuć się jak na podwórku sprzed kilkunastu lat. Była huśtawka i zabawy w strzelanie kapslami. Niby proste rzeczy, a jednak właśnie dzięki nim festiwal zyskiwał dodatkowy, bardziej emocjonalny wymiar.

To interesujący zabieg: zamiast budować atmosferę wyłącznie poprzez muzykę, światła i scenografię, organizatorzy odwołali się do wspomnień uczestników. W efekcie część festiwalu przypominała bardziej współczesny plac zabaw dla dorosłych niż klasyczne koncertowe miasteczko. Dzięki temu łatwo było na chwilę zapomnieć, że kończy się sierpień, a wraz z nim wakacyjny luz.

Erste Letnie Brzmienia
Fot. Iga Niewiadomska
Trzy koncerty, które szczególnie zapadły w pamięć

Przy tak różnorodnym line-upie trudno wskazać tylko jeden najważniejszy występ. Z perspektywy tego festiwalu trzy koncerty szczególnie mocno wyróżniały się jednak na tle pozostałych.

Pierwszym z nich był występ Julii Wieniawy. Artystka pojawiła się na scenie już pierwszego dnia i wniosła do festiwalowego programu dużo energii. Jej koncert dobrze wpisał się w charakter piątkowego wieczoru – tanecznego, dynamicznego i nastawionego na zabawę.

Mocnym punktem pierwszego dnia okazał się również Vito Bambino. Artysta zamykał piątkowy program Main Stage i szybko przejął uwagę publiczności. Jego koncert miał w sobie dokładnie to, czego można było oczekiwać po letnim festiwalu – swobodę, emocje, nostalgię i atmosferę wspólnego śpiewania.

Drugiego dnia bardzo mocno zaznaczyła swoją obecność Ewa Farna. Wokalistka połączyła materiał z najnowszego albumu z dobrze znanymi utworami, tworząc koncert, który zdecydowanie należał do najbardziej wyrazistych punktów sobotniego programu.

Oczywiście na tym lista mocnych momentów się nie kończy. Grzegorz Turnau z orkiestrą symfoniczną, Mrozu, Kaśka Sochacka czy Brodka z projektem „Grandę” pokazali, jak szeroko można potraktować festiwalową formułę. Oficjalny program obejmował zarówno pop i alternatywę, jak i bardziej akustyczne czy symfoniczne brzmienia.

Erste Letnie Brzmienia
Fot. Iga Niewiadomska
Pożegnanie wakacji, które nie kończyło się wraz z ostatnim koncertem

Największą siłą Erste Letnich Brzmień we Wrocławiu nie był więc wyłącznie line-up. Równie ważne było to, jak zaprojektowano cały czas spędzany na terenie festiwalu. Ta mieszanka muzyki, miejskiego festiwalu, nostalgii i swobodnej zabawy sprawiła, że wydarzenie miało własny charakter.

Wrocławska odsłona Erste Letnich Brzmień zakończyła się 29 sierpnia. Wraz z ostatnimi koncertami ze Stadionu Olimpijskiego zniknęło festiwalowe miasteczko, ale trudno było nie odnieść wrażenia, że organizatorom udało się zrobić coś więcej niż tylko dwudniowy koncertowy weekend. Na dwa dni udało się zatrzymać wakacyjny klimat – nawet wtedy, gdy kalendarz coraz wyraźniej przypominał, że lato właśnie dobiega końca.

Erste Letnie Brzmienia
Fot. Iga Niewiadomska
Show Comments (0) Hide Comments (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.