Sztuczna inteligencja coraz szybciej wchodzi do szkół i na uczelnie wyższe. Uczniowie i studenci korzystają z najnowszych technologii nie tylko do wyszukiwania informacji, ale również do pisania tekstów, rozwiązywania zadań, projektowania czy programowania. Jednocześnie nauczyciele i wykładowcy mierzą się z pytaniem, jak w tej nowej rzeczywistości uczyć skutecznie i jak oceniać wiedzę. Pojawia się więc szersze pytanie: czy sztuczna inteligencja jest przede wszystkim kolejnym narzędziem edukacyjnym, czy może zmusza nas do przedefiniowania tego, czym właściwie powinno być uczenie się? O tym, jak AI zmienia edukację, rolę nauczyciela i sposób zdobywania wiedzy, rozmawiam z prof. dr. hab. inż. Przemysławem Kazienką z Katedry Sztucznej Inteligencji na Politechnice Wrocławskiej.
– Marek Zoellner: Panie Profesorze, inauguracja nowego roku akademickiego to dla wielu młodych ludzi pierwszy moment wejścia w świat uczelni. Tyle że dzisiejsi pierwszoroczniacy wchodzą z narzędziem, którego ich poprzednicy jeszcze kilkanaście, a nawet jeszcze kilka lat temu nie znali. Jak Pan na to patrzy z perspektywy naukowca, eksperta i nauczyciela?
– Prof. Przemysław Kazienko: Technologia zmienia dziś absolutnie wszystko, w tym cały system edukacji. Dotyczy to studentów i samej nauki, ale też szkół podstawowych czy liceów. Wpływ sztucznej inteligencji oraz towarzyszących jej przemian społecznych i psychologicznych widać na kilku płaszczyznach. Po pierwsze, całkowicie zmienił się sposób, w jaki przetwarzamy informacje. Po drugie, dochodzą do tego szersze procesy, takie jak ekonomia uwagi (attention economy). W świecie cyfrowym, w którym młodzież spędza nawet po sześć godzin dziennie, to właśnie nasza uwaga stała się walutą. Wojna o nią – zwłaszcza w przypadku młodego pokolenia – sprawia, że treści są nam serwowane inaczej, a sam sposób zaangażowania uległ głębokiej zmianie. To zupełnie co innego niż tradycyjny internet, gdzie musieliśmy być aktywni: wyszukać informację, przeczytać ją i wykonać konkretny ruch, chociażby kliknąć w odnośnik. W dzisiejszym świecie mediów społecznościowych napędzanych przez AI nie musimy już robić zupełnie nic.
– Widzimy już przełom w tym, jak uczniowie i studenci przyswajają wiedzę? Cyfrowy asystent to nowa droga na skróty?
– Tak, oczywiście. To jest bardzo mądre narzędzie. Doskonale potrafi rozwiązywać różnego rodzaju problemy i zadania, do których szkoła jest przyzwyczajona. W związku z tym – po to, żeby nie robić tego samemu – studenci i uczniowie posiłkują się takimi narzędziami jak ChatGPT, Claude czy NotebookLM, a one robią to za nich. A ponieważ robią to dobrze, pojawia się kolejne pytanie i zderzenie, z którym się stykamy: po co w ogóle się uczyć? Po co mam cokolwiek robić, skoro model zrobi to dobrze, a nawet bardzo dobrze, a prawdopodobnie lepiej niż ja?
Wydaje mi się, że jesteśmy w momencie, w którym musimy na nowo zdefiniować rolę oraz cele szkoły i całej edukacji. Zapamiętywanie – samych faktów czy czystej wiedzy – nie jest już chyba jej najważniejszym elementem. Oznacza to, że musimy poszukać innych przestrzeni, a przede wszystkim zadać sobie pytanie: po co właściwie to robimy? Szkoła mogłaby stać się miejscem, w którym uczniowie i studenci czegoś doświadczają, a nie tylko poznają rzeczywistość w wymiarze czysto intelektualnym czy racjonalnym. Chodzi o to, by poprzez to doświadczenie nabywali zdolności do nadawania poznawanym treściom sensu i znaczenia – by potrafili dostrzec, że coś jest ważne dla nich, dla innych lub po prostu wartościowe samo w sobie. Sam fakt czy wiedza o tym, jak coś jest zbudowane i jakie zjawiska zachodzą wokół nas, to za mało. Kluczowe jest pytanie: po co i jakie to ma znaczenie? Wszystkie te elementy musimy przedefiniować i odkryć na nowo – dotykając samego sensu uczenia się.
– A czy redefiniujemy już sam sens egzaminowania? Skoro algorytm potrafi rozwiązać zadanie, napisać pracę, wygenerować kod czy zdać tradycyjny egzamin – i to na bardzo wysokim poziomie – to czy kartka, długopis i dwie godziny w ławce nie są dziś anachronizmem?
– Ja bym odpowiedział przekornie: a wyobraźmy sobie szkołę bez egzaminów. To jest właśnie kluczowe pytanie o sens i cel edukacji – czy jej celem ma być samo egzaminowanie? Być może powinniśmy się zastanowić, czy tradycyjnie rozumiane sprawdzanie wiedzy na pewno jest kierunkiem, który powinniśmy kontynuować albo którego za wszelką cenę powinniśmy bronić, walcząc ze ściąganiem i używaniem AI. Zamiast tego trzeba po prostu na nowo zdefiniować rolę egzaminów i całego systemu weryfikacji wiedzy.
– W ramach grupy ImpactAI bada Pan wpływ dużych modeli językowych na ludzi oraz ich podatność na manipulację. Jakie są Pana najnowsze obserwacje?
– Naukowcy na całym świecie dostrzegają już, że rewolucja AI zmienia wszystko, w tym procesy edukacyjne i naszą odpowiedzialność za przygotowanie młodych ludzi do nowego świata. Świata, w którym maszyny mądrzejsze od nas w wielu obszarach są już faktem.
Liczne badania pokazują, że nadmierne poleganie na AI prowadzi do zrzucania z siebie wszelkiego wysiłku. To tak jak z rodzicem, który odrabia za dziecko lekcje – uczeń niczego się wtedy nie uczy. Celem edukacji nie jest samo zaliczenie zadania czy zdobycie oceny, ale zrozumienie problemu i przeżycie procesu uczenia się. Wyręczanie ucznia przez model sprawia, że system staje się kompletnie nieefektywny i zaczyna sprawdzać jedynie to, jak dobrze ktoś potrafi ukryć korzystanie z algorytmów.
Tymczasem musimy zdefiniować cele na nowo: postawić na sprawczość, komunikację, współpracę i budowanie poczucia własnej wartości. AI to już nie tylko „mądra maszynka”, ale system, który wykazuje autonomię i podejmuje realne działania. Kluczową rolą edukacji jest więc dziś pomóc nowemu pokoleniu odnaleźć swoją własną rolę i sens w świecie opanowanym przez inteligentne maszyny.
– Gdyby miał Pan wskazać jedną absolutnie kluczową kompetencję, której uczeń czy student pod żadnym pozorem nie powinien delegować na sztuczną inteligencję, co by to było?
– Zamiast jednej rzeczy stworzyłem pojęcie „4K, R i O” – to sześć kluczowych elementów, których nie wolno nam oddać technologii.
Pierwsze K to krytyczne myślenie. Szkoła musi je chronić i rozwijać, aby uczniowie nie przyjmowali bezkrytycznie płynących do nich treści i nie zostawiali oceny prawdy, konsekwencji czy dobra światu zewnętrznemu – autorytetom lub algorytmom.
Drugie K to kreatywność. Dla rozwoju społeczeństwa musimy ją pielęgnować. Kreatywność potrzebna jest nam również w codziennym życiu – chociażby do rozwiązywania problemów w relacjach z bliskimi, przyjacielem czy w małżeństwie. Jeśli oddamy ją maszynom, stracimy zdolność radzenia sobie z codziennymi wyzwaniami.
Trzecie K to komunikacja. Media społecznościowe sprowadziły nasze relacje do tekstu. Tymczasem prawdziwa komunikacja międzyludzka, będąca fundamentem relacji, jest znacznie bogatsza – składa się na nią mimika, zaangażowanie, mowa ciała i pełen kontekst. Im więcej komunikujemy się wyłącznie tekstem z AI, tym mocniej ubożeją nasze zdolności interpersonalne.
Czwarte K to kooperacja, czyli współpraca. Powinniśmy uczyć – zwłaszcza dzieci – wspólnego rozwiązywania problemów w grupach, najlepiej większych niż dwuosobowe. Tam trzeba podzielić role, czasem się pokłócić, ale ostatecznie dogadać i wypracować konsensus.
Następnie mamy R, czyli racjonalne myślenie. Świat cyfrowy namawia nas do kierowania się wyłącznie emocjami i intuicją. Jeśli nie będziemy zmuszać się do racjonalnego myślenia, po prostu zatracimy tę zdolność, co ma swoje odzwierciedlenie nawet w anatomicznej plastyczności mózgu.
I ostatnie O – odpowiedzialność za siebie i za innych. Musimy uczyć młodzież, że to nie maszyna jest odpowiedzialna za nasze życie, nie ona ma podejmować decyzje czy dyktować nam, co powiedzieć bliskiej osobie po konflikcie. Tymczasem traktowanie AI jako doradcy i przyjaciela życiowego przez młode pokolenie staje się już realnym zjawiskiem.
– Zrobiło się bardzo pesymistycznie. Poszukajmy zatem na koniec jakiegoś pozytywnego akcentu…
– Wszystkie te wyzwania są ogromne, ale mam głęboką wiarę w ludzkie mechanizmy obronne. Mimo że rewolucja technologiczna dokonuje się niezwykle szybko, potrafimy uruchamiać naturalne reakcje chroniące nasze człowieczeństwo. Jedną z nich jest po prostu przesyt – moment, w którym mówimy sobie „dość”, odkładamy telefon i idziemy w góry albo do lasu. Drugą są nasze wartości – świadoma decyzja, że chcemy zrobić coś sami, ponieważ jest to dla nas ważne i buduje nasze relacje z bliskimi, nawet jeśli agent AI zrobiłby to szybciej czy optymalniej.
Świetnym przykładem takiego mechanizmu w praktyce jest renesans gier planszowych. Planszówki stały się naturalnym terytorium obronnym młodego pokolenia – są całkowicie niecyfrowe, a wymagają tego, co najważniejsze: bezpośredniego kontaktu, kooperacji i kreatywnego myślenia.
