Potwierdziły się informacje Wrocławskich Faktów – Koalicja Obywatelska już oficjalnie poinformowała, że nie będzie powtórki partyjnych wyborów w trzech regionach, gdzie złożono protesty wyborcze. To oznacza, że szefem dolnośląskich struktur pozostaje wiceminister rozwoju poseł Michał Jaros. – Jeżeli Warszawa zdecydowałaby się na powtórzenie wyborów, to ośmieszałoby partię i Tusk był tego świadomy – mówi nam jeden z działaczy.
- Jakie były zarzuty do organizacji wyborów w KO na Dolnym Śląsku.
- Dlaczego protest wyborczy Moniki Wielichowskiej nie zostanie rozpatrzony.
- Jakie stanowisko w partii po wyborach na Dolnym Śląsku objęła Monika Wielichowska.
Wewnętrzne wybory w Koalicji Obywatelskiej odbyły się 8 marca. Michał Jaros obronił funkcję na Dolnym Śląsku oraz wygrał w samym Wrocławiu. W stolicy Dolnego Śląska i w powiecie wrocławskim również doszło do pewnego kompromisu.
Powtórki wyborów w KO nie będzie
W wyborach na szefa regionu Jaros wygrał zaledwie sześcioma głosami z wicemarszałek Sejmu Moniką Wielichowską, bliską współpracowniczką Donalda Tuska. Wybory, a szczególnie ich sposób przeprowadzenia i liczenia głosów we Wrocławiu, wywołały jednak sporo emocji. Na tyle dużo, że Monika Wielichowska zdecydowała się złożyć protest wyborczy.
Na nic się to jednak zdało. Wrocławskie Fakty powołując się na swoje źródła, informowały już, że protest nie będzie uwzględniony.
Więcej o sprawie przeczytasz tutaj: Kartonowe wybory w KO. Co z protestem Wielichowskiej?
Teraz zapadła w tej sprawie oficjalna decyzja. Wicemarszałek Sejmu Dorota Niedziela, która była komisarzem wyborczym KO poinformowała Polską Agencję Prasową, że protesty zostały rozpatrzone. I choć część skarg została uwzględniona, to nie wpłynęło to na wyniki wyborów, więc protesty wyborcze zostały odrzucone.
Wielichowska zarzucała w proteście m.in agitację wyborczą, problemy z zapewnieniem tajności głosowania, miała także zastrzeżenia do liczenia głosów.
– Takie rozstrzygnięcie nikogo nie dziwi, nie mogło być po prostu innej decyzji. Jeżeli Warszawa zdecydowałaby się na powtórzenie wyborów, to ośmieszałoby partię i Tusk był tego świadomy. Mieli sami się przyznać, że taka duża partia jak KO nie potrafi zorganizować porządnie wyborów władz? Czekali długo na ogłoszenie decyzji, żeby już nikt się tematem nie interesował. Zresztą z tego, co wiem już samo oświadczenie Moniki Wielichowskiej po wyborach wywołało irytację w partyjnej centrali – mówi nam jeden z ważnych działaczy KO.
Jaros podzielił się z Wielichowską władzą
Ostatecznie Monika Wielichowska została wiceprzewodniczącą dolnośląskiego zarządu, którym kieruje Jaros. We władzach partii znalazło się miejsce dla działaczy reprezentujących dwie frakcje, bo jak słyszymy był to warunek władz KO.
– Wyborczy kurz opadł. Dziś była okazja, by wszystkim podziękować za zaangażowanie oraz wsparcie w wewnętrznej kampanii, w której brałam czynny udział. Choć zabrakło mi zaledwie 6 głosów do zwycięstwa to traktuję to nie jako porażkę, ale jako zobowiązanie oraz motywację do dalszej pracy. Mam silny mandat, by wspólnie z Przewodniczącym Michałem Jarosem i ludźmi Koalicji Obywatekskiej walczyć o rozwój naszego Regionu, wspierać inicjatywy społeczne, gospodarcze i kulturalne. Dziś pokazaliśmy, że mamy siłę, energię i wspólny cel. Dziś pokazaliśmy, że najważniejsze jest to, abyśmy szli dalej razem – zjednoczeni, odpowiedzialni i z jeszcze większą determinacją – napisała wicemarszałek Sejmu w mediach społecznościowych, tuż po wyborach władz KO w regionie.
Teraz zarówno Michał Jaros jak i Monika Wielichowska zapewniają, że czas na wspólną pracę i przygotowanie partii do wyborów parlamentarnych w 2027 roku.


