Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt znalazł się pod silną krytyką po głośnej akcji ratunkowej w schronisku w Sobolewie. Organizację oskarżono o wykorzystywanie dramatycznej sytuacji zwierząt do prowadzenia zbiórek i budowania własnego wizerunku. Sprawa wywołała falę dyskusji o transparentności i metodach działania DIOZ.
- Jak wyglądała ewakuacja zwierząt ze schroniska w Sobolewie z udziałem DIOZ.
- Ile zwierząt ze schroniska w Sobolewie trafiło pod opiekę DIOZ.
- Dlaczego Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt jest krytykowany za akcję w Sobolewie.
Fatalne warunki i decyzja o zamknięciu
Schronisko w Sobolewie na terenie województwa mazowieckiego zamknięto w sobotę na polecenie Powiatowego Lekarza Weterynarii w Garwolinie. Powodem były tragiczne warunki, w jakich trzymano psy.
Zwierzęta przebywały w klatkach bez wody i odpowiedniego schronienia. Wiele z nich było wychudzonych i przemarzniętych. Decyzja o likwidacji placówki zapadła po latach zgłoszeń i skarg.
Nocna ewakuacja pełna chaosu
Akcja ratunkowa rozpoczęła się w nocy z soboty na niedzielę. Ludzie pracowali przy świetle latarek i samochodowych reflektorów. Przed schroniskiem i urzędem gminy zebrały się setki osób z całej Polski. Na początku teren był blokowany przez policję. Później pozwolono przeciąć ogrodzenie. Udało się wywieźć około 200 psów.
Największą grupę – 146 zwierząt – przyjęło schronisko w Wojtyszkach prowadzone przez DIOZ. Resztę zabrali wolontariusze i prywatni opiekunowie.
DIOZ przejmuje psy i apeluje o wsparcie
Organizacja szybko ogłosiła, że wzięła pod opiekę dużą liczbę psów. Natychmiast ruszyła z prośbą o datki na karmę, leczenie i podstawowe potrzeby. DIOZ przypominał jednocześnie o możliwości przekazania 1,5 procent podatku. Wojewoda mazowiecki zażądał szczegółowych wyjaśnień od powiatowego inspektoratu weterynarii w związku z całym zdarzeniem.
Najpoważniejsze zarzuty wobec DIOZ
Krytycy wskazują, że organizacja celowo przedstawiała schronisko w Sobolewie w najczarniejszych barwach, by wzbudzić jak największe emocje i zebrać pieniądze. Pojawiają się głosy, że podobne sytuacje miały miejsce wcześniej.
W 2020 roku DIOZ wszedł do prywatnego domu i odebrał zwierzęta, oskarżając nastolatka o okrucieństwo. Zarzuty nie potwierdziły się w postępowaniu sądowym. Zebrane wtedy środki miały posłużyć na budowę kliniki weterynaryjnej we Lwowie. Placówka nigdy nie powstała.
Chaos, brak planu i pytania o uczciwość
Osoby obecne na miejscu przez całą noc opisywały totalny brak koordynacji i przygotowania. Prawniczka, która była na terenie schroniska, podkreślała chaos i brak jakiegokolwiek ustalonego planu działania. W mediach społecznościowych i komentarzach pojawia się coraz więcej wątpliwości co do przejrzystości finansowej i rzeczywistych intencji organizacji.
Sprawa Sobolewa pokazała, jak dramatycznie wyglądają procedury w takich sytuacjach i jak łatwo tragedia zwierząt może stać się pretekstem do różnych działań.
