Przez niemal cztery dekady był sportową wizytówką Dolnego Śląska. Potem zniknął, ustępując miejsca nocnemu, młodszemu bratu. Czy Maraton Wrocław ma jeszcze szansę na powrót? Jak wynika z analiz ekonomistów, gra jest warta świeczki. Masowe biegi to wielomilionowe zyski dla lokalnego biznesu i potężna promocja regionu. Optymistyczne analizy zderzają się jednak z miejską codziennością. Dla części Wrocławian takie imprezy oznaczają problemy komunikacyjne i hałas.
- Czy Maraton Wrocław ma jeszcze szansę na reaktywację.
- Jakie korzyści finansowe i prestiżowe niesie za sobą organizacja biegów masowych.
- Ile pieniędzy na turystyce biegowej zarabiają inne metropolie, takie jak Warszawa.
Mijają lata, odkąd ostatni biegacz przekroczył linię mety Maratonu Wrocław. Gdy w 2020 roku pandemia COVID-19 zmusiła organizatorów do odwołania 38. edycji, nikt nie przypuszczał, że będzie to symboliczny koniec pewnej epoki. Zamiast chwilowej przerwy, miasto zafundowało sobie maratoński urlop, który z czasem stał się trwałym stanem rzeczy.
Początkowo środowisko biegowe liczyło na szybki restart – jeszcze pod koniec 2021 roku deklarowano chęć przywrócenia tej flagowej imprezy. Ostatecznie jednak Wrocław podjął pragmatyczną, choć bolesną dla tradycji decyzję. Pełny dystans odłożono na półkę, a wszystkie siły i środki przekierowano na format, który okazał się kurą znoszącą złote jajka: Nocny Wrocław Półmaraton.
I choć w kolejnych latach temat powrotu 42 kilometrów nad Odrę regularnie wracał w politycznych obietnicach, to ostatecznie trafił do urzędniczej zamrażarki.
Od Sobótki do Stadionu Olimpijskiego: Lekcja historii
Wrocławski maraton miał wyjątkowe korzenie. Jego pierwsza edycja w 1983 roku wystartowała pod nazwą „Maraton Ślężan” i wiodła z Sobótki do Wrocławia. Dopiero z czasem impreza przeniosła się całkowicie w granice administracyjne miasta. Przez lata rósł jej prestiż – bieg zyskał sponsora tytularnego (PKO Bank Polski), stał się stałym elementem prestiżowej Korony Maratonów Polskich i przyciągał na start po tysiące ludzi z całego świata.

Organizacja tak potężnego przedsięwzięcia logistycznego była od początku spacerem po linie. Trasa rozlana po całym mieście wymagała zaangażowania setek wolontariuszy, służb mundurowych i całkowitej rekonfiguracji rozkładów jazdy MPK. Z każdym rokiem, wraz z rosnącym ruchem samochodowym, spięcie tego wszystkiego w działający organizm stawało się coraz trudniejsze.
Impreza generowała też spore napięcia na linii biegacze–mieszkańcy. Wrocławianie uwięzieni w korkach, dawali upust swojej frustracji, głównie w mediach społecznościowych.
Gdy w 2020 roku do tych narastających problemów doszła pandemiczna przerwa, miasto zyskało czas na chłodną kalkulację. Choć początkowo tliła się jeszcze nadzieja na reaktywację i powrót tysięcy maratończyków na Stadion Olimpijski, rzeczywistość ostatecznie zweryfikowała te plany. Decyzją władz maraton wycofano z kalendarza, a Wrocław postawił na jeden, bezpieczniejszy i mniej uciążliwy w ciągu dnia format – Nocny Wrocław Półmaraton.
TOP 10 najpopularniejszych półmaratonów. Wrocław bezapelacyjnym liderem

Nocny fenomen, czyli jak półmaraton skradł show
Tymczasem nocny półmaraton we Wrocławiu rozwijał się dynamicznie, choć nie bez potknięć. Środowisko biegowe do dziś pamięta spektakularną wpadkę organizacyjną z 2013 roku, gdy z powodu błędu logistycznego i chaosu na trasie pierwsza edycja została odwołana tuż przed startem. Wyciągnięto jednak wnioski i zrobiono z tej imprezy produkt absolutnie flagowy.
To, jak potężnym narzędziem dla miasta są takie wydarzenia, szczegółowo opisał dr Piotr Zawadzki z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu w swojej analizie z 2023 roku pt. „Masowe imprezy biegowe jako element promocji regionów turystycznych”. Badacz wskazuje, że:
– Sport stanowi dziedzinę, która może przyspieszyć rozwój regionu – wpłynąć na jego sukces, a w konsekwencji na osiągnięcie przewagi nad innymi ośrodkami. Dlatego władze podejmują starania o organizację prestiżowych imprez sportowych. Tak znaczna rywalizacja świadczy o tym, że wydarzenia sportowe, nawet te mniejszej rangi, mają korzystny wpływ na region. Wydarzenia te przyczyniają się do jego promowania, czyniąc go postrzeganym jako bardziej atrakcyjny, zarówno dla turystów, jak i inwestorów – czytamy w tej analizie.

Wrocławski półmaraton idealnie wpisuje się w ten naukowy mechanizm. Nocna sceneria rozświetlonego Wrocławia, mostów i Hali Stulecia tworzy unikalny produkt marketingowy, który działa długofalowo. Jak zauważa w swojej pracy Piotr Zawadzki:
– Promocja poprzez cykliczne imprezy sportowe jest procesem wieloletnim, a każda impreza w latach poprzedzających ma wpływ na rangę i organizację w latach następnych. W ten sposób następuje budowa i ciągła poprawa wizerunku regionu – pisze autor opracowania.
Biegacze nie tylko biegną – wywożą z Wrocławia konkretny obraz miasta, często wzmocniony przez działania samorządu: foldery, gadżety z symbolami regionu czy zniżki do muzeów i lokalnych atrakcji.
W relacji dotyczącej 36. edycji maratonu, którą w 2018 roku opublikował PKO Bank Polski, znajdujemy ciekawe dane:
– Do tej pory, na maraton zapisało się ponad 4,8 tys. biegaczy, w tym ponad 3300 mężczyzn i ponad 700 kobiet. Wśród zawodników największą grupę stanowią mieszkańcy Wrocławia (ponad 1 tys. osób), ale do stolicy Dolnego Śląska przybywają także zawodnicy z Warszawy, Krakowa, Poznania czy Szczecina. Nie dziwi zainteresowanie 36. PKO Wrocław Maratonem biegaczy z całej Polski, ponieważ zawody należą do Korony Maratonów Polski, którą rocznie zdobywa około 800 osób. Tworzą ją również maratony w Dębnie, Poznaniu, Krakowie oraz Warszawie. Żeby zdobyć koronę, należy przebiec je wszystkie w ciągu 24 miesięcy. Maraton we Wrocławiu to duże sportowe wydarzenie o randze międzynarodowej. Każdego roku startuje tu wielu obcokrajowców. W tym roku na liście zawodników są m.in.: Brytyjczycy, Niemcy, Ukraińcy, Włosi i Irlandczycy – dowiadujemy się z artykułu sprzed ośmiu lat.
Warszawa zarabia dziesiątki milionów złotych
Z punktu widzenia gospodarczego kluczowy jest tzw. turysta biegowy. Raport Zawadzkiego z 2023 roku potwierdza trend, który Wrocław doskonale potrafi skonsumować:
– Coraz więcej biegaczy podróżuje w celu wzięcia udziału w zawodach, przyczyniając się do rozwoju turystyki, w szczególności turystyki krajowej. […] Większość z nich spędza co najmniej jedną noc w miejscu, w którym impreza biegowa jest organizowana, w towarzystwie innych biegaczy, spożywając razem posiłki, a sportową rywalizację łącząc ze zwiedzaniem lokalnych atrakcji turystycznych i zakupem pamiątek – podkreśla twórca opracowania.
O jakich kwotach mówimy w przypadku pełnego dystansu? Warto spojrzeć na punkt odniesienia, jakim jest kompleksowy raport wpływu ekonomicznego przygotowany przez Fundację „Maraton Warszawski” we współpracy z Akademią Leona Koźmińskiego. Twarde dane z tej analizy pokazują, że stolica zyskuje na Maratonie i Półmaratonie Warszawskim ponad 60 milionów złotych. To kwota wydatków przyjezdnych biegaczy, kibiców i organizatorów, które trafiły bezpośrednio do warszawskich hoteli, restauracji, transportu i usług. Wrocław, rezygnując z maratonu, świadomie odpuścił walkę o tak potężny zastrzyk gotówki – choć półmaraton nocny stara się nadrabiać te straty, generując własne przychody przy znacznie mniejszym obciążeniu miejskiej infrastruktury.
– Maraton, powinien wrócić na wrocławskie ulice i do kalendarza wrocławskich imprez biegowych. Argumentów „za” są dziesiątki. Przeciw jest właściwie tylko jeden (kilkugodzinne utrudnienia komunikacyjne w jedną z niedziel w roku). Wrocław Maraton był jednym z najstarszych (37 edycji, od 1982 do 2019 roku), najbardziej lubianych i prestiżowych imprez biegowych w Polsce. Drugi lub trzecią co do frekwencji (po Warszawie i Poznaniu, przed Krakowem i Łodzią). Wielokrotnie był w randze mistrzostw Polski w Maratonie, a także Mistrzostw Europy masters. W dobie powracającego wielkiego boomu na bieganie (rośnie frekwencja we wszystkich europejskich maratonach – udział w wielu z nich trzeba losować) stolica Dolnego Śląska pozostaje niechlubnym wyjątkiem – komentuje Jacek Antczak, wrocławski dziennikarz oraz maratończyk.

Antczak zwraca uwagę, że w Europie jest około 200 pełnych maratonów (w Niemczech jest około 50), często połączonych w całe festiwale biegowe (z kilkoma biegami towarzyszącymi).
– Właściwie nie ma żadnego poważnego dużego (lub średniego) miasta bez maratonu – to troszkę wizytówka miasta. To tak, jakby zlikwidować drużynę koszykówki, czy rozgrywać… ligowe zawody żużlowe Sparty Wrocław w Jeleniej Górze. Argumentu o hejcie w internecie i sprzeciwie mieszkańców jest niepoważny i właściwie nieprawdziwy. W Rotterdamie jest ok 100 tys kibiców, w Kopenhadze też kilkadziesiąt tysięcy, podobnie w innych miejscach w Europie i na świecie – to są właśnie mieszkańcy i ich reakcja na maraton – mówi wrocławski dziennikarz.

Druga strona medalu: Frustracja za kordonem barier
Z perspektywy biegacza maraton to święto sportu i endorfiny. Z perspektywy przeciętnego mieszkańca, który nie biega, to często drogowa katastrofa i uwięzienie we własnej dzielnicy. To realny problem. Wrocław, ze swoją specyficzną, najeżoną torowiskami i wąskimi mostami topografią, zatyka się niezwykle łatwo. Zamknięcie kluczowych arterii na 6-7 godzin (bo tyle trwa limit czasu w maratonie plus montaż barier) paraliżuje komunikację zbiorową i odcina całe osiedla.
Po tegorocznym nocnym półmaratonie w mediach społecznościowych pojawił się film, nagrany przez jednego z mieszkańców z okna. Padają w nim mocne słowa:
– Jest godzina w pół do pierwszej w nocy, a w centrum miasta nie jesteś w stanie spać, ponieważ jacyś debile wymyślili sobie nocny półmaraton, który na***ała lepiej niż na***a najlepsza dyskoteka w mieście, w centrum miasta. Godzina w pół do pierwszej w nocy, a mamy na***anie basem tak intensywne, że nie jesteś w stanie usnąć – słyszymy na nagraniu.
Może zatem w dyskusji o 42-kilometrowym dystansie lepiej wrócić do dawnej koncepcji i wyprowadzenia maratonu poza granice miasta? O reaktywacji trasy z Sobótki do Wrocławia mówi się przecież od lat.
Spekulacje ucina jednak komentarz, który Wrocławskie Fakty uzyskały od dyrektora Młodzieżowego Centrum Sportu, Łukasza Wójcika.
– Na obecnym etapie temat reaktywacji Wrocław Maratonu pozostaje dla Gminy Wrocław zawieszony. Prowadzone były wstępne rozmowy zarówno z gminami ościennymi, jak i z Urzędem Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego, jednak nie doprowadziły one dotąd do konkretnych ustaleń. W związku z tym nie możemy obecnie potwierdzić żadnych terminów ani przedstawić szczegółowych planów dotyczących ewentualnego powrotu maratonu – informuje szef MCS.

Gdzie w tym wszystkim leży złoty środek? Stanowiska stron wrocławskiej debaty pokazują głęboki rozłam między wielkimi ambicjami a codzienną prozą życia.
Z jednej strony środowisko biegowe nie kryje rozczarowania i uważa brak maratonu w tak dużym i dynamicznym mieście za wizerunkową degradację na sportowej mapie Polski, zwłaszcza w porównaniu z Warszawą, Poznaniem czy Krakowem. Z drugiej strony aktywiści i ruchy miejskie punktują koszty społeczne takiego święta sportu – dla nich zablokowane autobusy, gigantyczne korki i odcięcie starszych mieszkańców od lekarza oznaczają, że straty przewyższają zyski, dlatego ewentualny powrót biegu musiałby oszczędzić kluczowe węzły komunikacyjne. Dziś widać, że od deklaracji do realizacji droga jest niezwykle daleka. Aby powrót maratonu w ogóle stał się możliwy, miasto musiałoby rozwiązać trzy fundamentalne problemy logistyczne.
- Przełamująca schematy trasa i powrót do korzeni: Jedyną realną opcją wydaje się ucieczka z centrum. Trasa liniowa z Sobótki (od podnóża Ślęży) drogami aglomeracyjnymi w stronę Wrocławia drastycznie odciążyłaby miejską infrastrukturę. Zamiast wielogodzinnej blokady kilkudziesięciu ulic wewnątrz miasta, zamknięta zostałaby jedna nitka wjazdowa oraz teren wokół samej mety (np. przy Stadionie Olimpijskim).
- Przejazdy kolejowe: Przecięcie linii kolejowej z Sobótki do Wrocławia oznacza, że jeden zamknięty szlaban z powodu przejazdu pociągu osobowego mógłby zrujnować bieg, bezpieczeństwo i wyniki czołówki zawodników. Koordynacja tego z PKP to biurokratyczne i operacyjne wyzwanie.
- Kompromis z ościennymi gminami i województwem: Trasa z Sobótki wymaga zgody okolicznych samorządów oraz Urzędu Marszałkowskiego (zarządcy części dróg). Bez „konkretnych ustaleń” finansowych i organizacyjnych między tymi podmiotami, maraton pozostanie jedynie projektem na papierze.
Sceptycznie do pomysłu trasy zamiejskiej podchodzi też część środowiska biegowego. Wielkomiejskie maratony biega się dla tłumów kibiców. Bieganie przez kilkanaście kilometrów wzdłuż podwrocławskich pól, w ciszy, może zniechęcić biegaczy szukających dopingu. Oczywiście nie można zapominać o miłośnikach biegania terenowego i maratonów górskich. Takie imprezy, mimo dużej popularności, nie przyciągają jednak aż tak dużej liczby uczestników, jak w przypadku wrocławskiej nocnej „połówki”.
Z kolei zdaniem Dominika Kłosowskiego, miejskiego radnego Nowej Lewicy, który często podkreśla swój aktywny tryb życia maraton powinien jak najszybciej wrócić do stałego kalendarza.
– Takie imprezy angażują tysiące mieszkańców, przyjezdnych i promują markę Wrocławia jako miasta, do którego warto przyjechać, stawiają też na sport i rekreację. Ostatnia kilkuletnia organizacja nocnego półmaratonu pokazała, jak fajna może być taka masowa impreza i jak wielu kibiców stało i dopingowało zawodników. Wszystko oczywiście można poprawić, choćby nagłośnienie, które mogło niektórym przeszkadzać, ale z drugiej strony taka impreza nie odbywa się codziennie. Co do Maratonu Wrocław to uważam że powinien się odbywać w całości we Wrocławiu w takim dniu i w takich godzinach, żeby był jak najmniej uciążliwy dla komunikacji i mieszkańców. A dlaczego w pełni we Wrocławiu? Bo Wrocław ma mnóstwo świetnych miejsc, obok których warto pobiegać, parki, mosty, zabytki i szerokie ulice. Biegając we Wrocławiu ograniczamy ilość przejazdów kolejowych, na których ciężko wstrzymać ruch pociągów – komentuje Dominik Kłosowski.

Podobnego zdania jest Mieszko Wiktorski. To biegacz i pacemaker, który prowadził również otwarte treningi przed nocnym półmaratonem we Wrocławiu.
– Moim zdaniem Wrocław Maraton powinien wrócić na ulice miasta. Nie chodzi jednak o żaden sentymentalny powrót tylko dlatego, „bo kiedyś ten bieg był”. Wrocław potrzebuje nowoczesnego, dużego maratonu z szybką trasą i świetnym widowiskiem, zorganizowanego z pełnym szacunkiem dla mieszkańców i dbałością o to, by jak najmniej utrudniać im życie. Oczywiście bez odpowiedniego zaplecza finansowego to się nie uda. Kluczowym krokiem musi być pozyskanie silnego sponsora strategicznego. Organizując nocny półmaraton na ponad 20 tysięcy ludzi, Wrocław udowodnił już, że ma gigantyczny potencjał. Miasto posiada świetne zaplecze, genialną publiczność, przyciąga tłumy i potrafi zrobić z biegu prawdziwe show. Nocna „połówka” to fantastyczna wizytówka, ale umówmy się – to pełny maraton nadaje miastu prestiż i zupełnie inną, międzynarodową rangę sportową – podkreśla Wiktorski.
Jak dodaje, bieg musi odbyć się w mieście:
– Pomysły powrotu do korzeni i odtworzenia historycznej trasy z Sobótki do Wrocławia brzmią romantycznie, ale sprawdziłyby się przy imprezie na maksymalnie tysiąc osób. Przy masowym wydarzeniu byłby to logistyczny koszmar. Idealna trasa powinna być szybka dla zawodników, atrakcyjna wizualnie i jak najmniej uciążliwa dla wrocławian. Moja propozycja to start i meta na stadionie Tarczyński Arena. Stamtąd biegacze ruszyliby szerokimi arteriami prosto do ścisłego centrum, dalej przez plac Społeczny i Grunwaldzki w okolice Hali Stulecia i Wielkiej Wyspy, a droga powrotna prowadziłaby przez klimatyczne Nadodrze i z powrotem na stadion – uważa Mieszko Wiktorski.

