Inicjatorzy referendum w Sobóce odnieśli sukces. Mieszkańcy gminy odwołali w niedzielę w referendum burmistrza Mirosława Jarosza. Głosowano również za odwołaniem rady miejskiej, ale w tym przypadku, ze względu na zbyt niską frekwencję, nie dojdzie to do skutku.
- Jaki jest wynik referendum w Sobótce.
- Czego dotyczy spór w mieście.
- Jak inicjatywę przeprowadzenie referendum w Sobótce komentował burmistrz.
Burmistrz Sobótki traci stanowisko
W niedzielnym referendum w sprawie odwołania burmistrza Sobótki wzięło udział 3145 osób, aby głosowanie było ważne udział w nim powinno wziąć 2744 osób, co oznacza 3/5 liczby osób głosujących w w ostatnich wyborach samorządowych na burmistrza Mirosława Jarosza. Za odwołaniem Jarosza zagłosowało 3056 osób.
W przypadku głosowania ws. odwołania rady miejskiej nie udało się przebić wymaganej frekwencji, więc rada pozostaje w obecnym składzie.
Spór w Sobótce o „Misia”
Referendum w Sobótce to efekt sporu o plany gminy związane z kupnem dawnego hotelu „Miś”, który miałby zostać nową siedzibą urzędu.
Mieszkańcy krytykują decyzję władz za wysokie koszty inwestycji, które mogą sięgać nawet 10 milionów złotych.
Przekonują, że władze gminy nie informują ich wystarczająco o szczegółach inwestycji. Miejscy radni już dali zielone światło do realizacji tego planu.
PRZECZYTAJ: Wielka awantura o „Misia” może skończyć się odwołaniem władz miasta.
– Dzisiejsze referendum to wyraz dojrzałości obywatelskiej, odwagi i wiary w to, że głos każdego człowieka ma znaczenie – napisała już po referendum na oficjalnym profilu na Facebooku radna Krystyna Rak.
Burmistrz krytykował inicjatywę referendalną od samego początku i namawiał by nie brać udziału w głosowaniu.
– Krytykę i działania opozycji zawsze przyjmowałem spokojnie, bo są naturalną częścią demokracji. Wierzę jednak, że prawdziwa odpowiedzialność polega nie na sporze dla samego sporu, ale na pracy, inwestycjach i konsekwentnym rozwoju Sobótki – pisał jeszcze w piątek Mirosław Jarosz.
