Po raz drugi grupka niezadowolonych pod przewodnictwem radnego Piotra Uhle chce odwołać prezydenta Jacka Sutryka. Poprzednia akcja spaliła na panewce. Zabrakło dużo głosów do poparcia referendum – pisze Czesław Cyrul, członek Nowej Lewicy we Wrocławiu.
Tym razem niezadowoleni postanowili także odwołać Radę Miejską Wrocławia. W mojej ocenie filozofia niezadowolonych jest taka – odwołać, a potem się zobaczy. Tymczasem obywatele miasta oceniają prezydenta po jego czynach. Żaden prezydent, choć poprzednicy byli świetni, nie przyczynił się do tylu inwestycji – budowy dróg, mostów linii tramwajowych, modernizacji taboru miejskiego i szyn tramwajowych, budowy nowych szkól itp. Nim to napisałem dobrze przyjrzałem się sztandarowym inwestycjom w mieście. I po tym właśnie obywatele oceniają włodarzy gmin. A od domniemanych win prezydenta jest sąd.
Tym bardziej dziwi mnie nieracjonalna akcja odwołania Rady Miejskiej. Nie wyobrażam sobie kilkudziesięciu radnych miejskich biegających po mieście i nawołujących mieszczan, by ich (radnych) odwołali, bo nie są godni piastowanych funkcji. …Chyba by się na głowy z zwolennikami referendum pozamieniali… Oni (radni) podejmą działania odwrotne, wykazujące ich przydatność w służbie miastu. A opinia radnych ma większe znaczenie niż akcja prących od odwołania wszystkich i wszystkiego, by potem zapanowała anarchia. Na to Wrocławianie nie dadzą się nabrać.
I wreszcie, żadna partia, tak mi się wydaje nie chce przyspieszonych wyborów, bo to listy wyborcze trzeba układać, pieniędzy na kampanię szukać, z koalicjantami się od nowa układać. Tak więc, w mojej ocenie, z tym drugim referendum będzie jeszcze większa wpadka niż z poprzednim, ale głowy za to nie dam, chyba, że nie swoją, bo różne rzeczy w polityce widziałem.
I na koniec. Co zrobi radny Uhle po tej nieudanej akcji. Czy w imię zasad sam zrezygnuje ze swojego
mandatu radnego? Oto jest pytanie.


