Bez łączności nie da się zarządzać miastem w czasie wojny

Fot. Archiwum prywatne.

Wrocław, jedno z największych miast Polski, zmaga się z niewystarczającą gotowością na zagrożenie lotnicze. Zły stan techniczny schronów, braki w inwentaryzacji i konieczność pilnych remontów stawiają pod znakiem zapytania bezpieczeństwo mieszkańców. Jak miasto przygotowuje się do obrony? Ze Stanisławem Kolouszkiem, szefem Wrocławskiego Stowarzyszenia Fortyfikacyjnego rozmawia Marcin Lustig.

– Marcin Lustig: Jaki jest obecny stan techniczny istniejących budowli ochronnych we Wrocławiu i jakie są największe wyzwania w ich modernizacji? 

– Stanisław Kolouszek: Stan istniejących schronów jest zróżnicowany. Tych budowli jest tak naprawdę ponad 400. Niektóre pełnią rolę piwnic i pozostają w niezłym stanie, ale generalnie nie jest dobrze. Niektóre schrony i ukrycia są w stanie tragicznym. Nie ma się zresztą czemu dziwić, wychodzi ponad trzydzieści lat systemowych zaniedbań. Winy za istniejący stan rzeczy nie ponoszą pojedynczy ludzie, ani zmieniające się ugrupowania polityczne u steru władz państwowych i miejskich.

Nie potrzebowaliśmy schronów i korzystaliśmy od 1989 na paradygmacie demokratycznego pokoju. W końcu kto po upadku Muru Berlińskiego i rozpadzie Związku Radzieckiego mógł się spodziewać, że będziemy kiedyś w ogóle rozważali zapotrzebowanie na schrony przeciwlotnicze? Są jednak rzeczy, które warto mieć i nie musieć ich nigdy wykorzystać, niż nie mieć i nie móc ich użyć w potrzebie. Takiej zapobiegliwości zabrakło. Szkoda tylko, że w całym okresie zawartym między rokiem 1951 a 1990 jako społeczeństwo wydaliśmy na budowę schronów krocie. Ten wysiłek i środki wydane nie tylko na budowle ochrony zbiorowej, ale cały system Obrony Cywilnej zostały niestety niemal całkowicie zmarnotrawione.

– Ile z około 320 zidentyfikowanych budowli ochronnych we Wrocławiu nadaje się do natychmiastowego użytku w razie ataku, a ile wymaga remontów?

– To ciekawe. Zidentyfikowano 320 schronów, powiada Pan? Mnie w badaniach nad fortyfikacjami miasta Wrocławia udało się naliczyć ponad 450 budowli ochrony zbiorowej wybudowanych po 1951 roku. Trzeba jednak wiedzieć, że system Obrony Cywilnej w Polsce ma długą i dość zawiłą historię. Przed wojną mieliśli Ligę Ochrony Powietrznej Przeciwgazowej w tym samym czasie w niemieckim Breslau działał Reichsluftschutzbund. Nasz LOPP wybudował w Polsce niewiele schronów, ze względu na szczupłość środków finansowych.

Niemcy zresztą nie byli w dużo lepszej sytuacji i między 1936 a 1940 rokiem wybudowali we Wrocławiu raptem trochę ponad 20 publicznych schronów przeciwlotniczych pod budynkami. Ogółem we Wrocławiu między 1936 a 1945 wybudowano grubo ponad 1000 schronów i ukryć, z czego nie wszystkie przetrwały wojnę. Duża część tych budowli ochronnych powstała zresztą jako skutek doraźnej improwizacji. Nie spełniałyby dzisiaj żadnych standardów. Powiedziałem – duża część, ale nie wszystkie.

Przejdźmy jednak do naszej OC. Początkowo w roku 1951 zaczęła działać Terenowa Obrona Przeciwlotnicza, w skrócie TOPL. Wtedy dokonano pierwszego odsiewu. Zinwentaryzowano, ale niezbyt dokładnie, istniejące schrony poniemieckie i zaczęto budować własne. W nowym standardzie, choć nie od razu. Pierwsza seria schronów, była adaptacją pomysłów niemieckich. Później, po 1953 roku zaczęły się pojawiać krajowe pomysły i rozwiązania. Do takich rozwiązań, zaliczały się tunelowe wyjścia ewakuacyjne, pozwalające na opuszczenie schronu poza strefą rozsypu gruzów z trafionego budynku. Niemieckie schrony, miały tylko przebicia między ścianami piwnic i wyjścia przebudowanymi zsypami na węgiel.

Później, w drugiej połowie lat 60. TOPL po prostu zerodował. Rozsypały się struktury i organizm przestał działać. Pod egidą MSW sformowano wówczas Powszechną Samoobronę po czym od razu przystąpiono do kolejnej inwentaryzacji dobytku, w tym także schronów. PS podzielił po jakimś czasie los TOPLu, i w ten sposób doszło do powstania na przełomie lat 70. i 80. Obrony Cywilnej, ponownie pod skrzydłami MONu. Oczywiście znów zrobiono inwentaryzację. Później wymieniono jeszcze raz karty ewidencyjne i zbiorcze inwentarze z ewidencją budowli ochronnych.

Za każdym razem, przy przepisywaniu papierowych dokumentów coś pomijano. Niektóre schrony, traciły zresztą swoją pierwotną funkcję i były skreślane z ewidencji. Czasem przedwcześnie. Stąd rozbieżność w liczbach. W końcu nikt z obecnych włodarzy, nie miał żadnej potrzeby chodzić po archiwach i szukać informacji o schronach. Trzeba jednak wiedzieć, że jest kategoria budowli zapomnianych. To znaczy takich, które zbudowano z myślą o ochronie ludności i są konstrukcyjnie przygotowane do tej funkcji, ale nie znajdują się we współczesnych ewidencjach. Z różnych przyczyn.

Fot. Urząd Miejski Wrocławia

– Dlaczego uważa Pan, że garaże podziemne i przejścia podziemne nie zapewniają odpowiedniej ochrony w warunkach wojennych? 

– Garaże podziemne nie nadają się na schrony z wielu przyczyn. Pierwsza i najważniejsza przyczyna jest natury technicznej. Garaże mają z reguły żelbetowy strop o znacznej rozpiętości i niewielkiej grubości, który przewidziany jest tylko (z małym naddatkiem) na dźwiganie obciążenia konstrukcją budynku, względnie także trawnika przed budynkiem. Normalnie, gotowy blok albo biurowiec pod którym jest garaż jest obiektem statycznym. Jeśli jednak myślimy o warunkach wojennych, trzeba w projektowaniu budowli ochronnej brać jako jeden z głównych wyznaczników ewentualność obciążenia stropu ponad schronem ciężarem całej konstrukcji obiektu położonego nad schronem. Do tego, trzeba założyć, że w momencie zawalenia nie będzie to obciążenie statyczne ale dynamiczne. Oczywiście w ten sposób nie projektuje się garaży podziemnych.

Gdyby tego było mało, garaż podziemny jest przeznaczony dla samochodów. Samochody muszą się jakoś dostawać do wnętrza budowli. Służy do tego na ogół rampa i wcale nie małe wrota. W momencie detonacji ładunku wybuchowego powstaje fala wysoce sprężonego powietrza i jeśli detonowanym ładunkiem był granat artyleryjski również odłamki. Przez wielkie wrota garażu podziemnego do wnętrza takiej budowli dostaje się nadciśnienie fali uderzeniowej (podmuchu detonacji) oraz oczywiście odłamki.

Oba czynniki mogą są szalenie niebezpieczne dla przebywających w takim niby ukryciu ludzi. Paradoks polega na tym, że w zasadzie lepiej być na zewnątrz, niż wewnątrz betonowego pojemnika do którego dostają się odłamki pobliskiej detonacji. Kolejnym czynnikiem, który powoduje, że garaż podziemny nie jest dobrym schronem, jest brak wyjścia ewakuacyjnego wyprowadzonego poza ewentualną strefę zagruzowania. No i na sam koniec – garaż posiada wprawdzie wentylację mechaniczną i to może być wystarczające, ale nie posiada na ogół sanitariatów. Generalnie – garaże i przejścia podziemne nadają się na schron czy raczej ukrycie skrajnie nieudolnie i tylko i wyłącznie w ostateczności.

– Jakie konkretne problemy techniczne, takie jak rozhermetyzowanie czy brak urządzeń filtrowentylacyjnych, najczęściej występują w wrocławskich schronach? 

– To akurat proste pytanie. Wrocławskie schrony są tak ogólnie po prostu całkowicie rozkradzione. Na przykład. Drzwi gazoszczelne. Niby są, ale nie ma uszczelek. Agregat filtrowentylacyjny jest, ale bez silnika. Do tego dochodzi rozhermetyzowanie, termoizolacja zasłaniająca czerpnie i wyrzutnie powietrza i coś nagminnego i porażająco bezmyślnego – zasypywanie wyjść awaryjnych ze schronów w ramach modernizacji i rewitalizacji podwórek. Do tego – prawdopodobnie nie ma takiego schronu we Wrocławiu, w którym byłyby filtropochłaniacze agregatu filtrowentylacyjnego młodsze niż pięćdziesięcioletnie.

Do takiego stanu doprowadził brak dozoru i konserwacji. Rozhermetyzowania są dużym problemem następowały przy przebudowach, kiedy przez schron prowadzono czasami obce instalacje jak światłowody czy piony wod-kan. No dobrze, a co to wszystko znaczy? Agregat filtrowentylacyjny to płuco schronu. Jest to urządzenie, dzięki któremu można do wnętrza budowli ochronnej doprowadzić powietrze z zewnątrz z możliwością jednoczesnego oczyszczenia ze skażeń. Nie tylko zresztą promieniotwórczych czy chemicznych, także zwykłego dymu.

Hermerytzacja zaś służy temu, aby do schronu nie mogły dostać się żadne skażenia z zewnątrz. Dlatego właśnie, przy pracującym filtrowentylatorze w schronie powinno panować nadciśnienie. Hermetyzacja ma jednak też negatywną stronę. Jeśli schron jest hermetyczny, albo przynajmniej bliski szczelności, wówczas umieszczanie w nim ludzi bez działających filtrowentylatorów jest zbrodniczą głupotą. To są sprawy, których trzeba być pewnym i nie ma tu miejsca na fuszerkę. Słowem musi działać. Rzecz teraz w tym, że generalnie to te urządzenia są na dziś niesprawne.

Dobrze, że w przypadku jeśli uchowały się stare filtrowentylatory, zwykły mechanik jest w stanie je dość łatwo naprawić. Bez filtropochłaniaczy sam wentylator wchodzący w skład agregatu może służyć normalnej wentylacji schronu, a to już coś. Czerpnie powietrza były wyprowadzane na ogół na wysokość stropu parteru.

– Jak ocenia Pan postępy w inwentaryzacji i weryfikacji budowli ochronnych we Wrocławiu w porównaniu z innymi regionami Polski? 

– Nie mam dostępu do informacji ile i czy w ogóle coś zostało zinwentaryzowane. Jeśli jednak, jak przypuszczam, jest tak, że magistrat przesyła do odpowiednich służb listę obiektów do potencjalnej weryfikacji, to mogą przesłać tylko to, o czym współcześnie wiedzą. W ten sposób cała gama różnych obiektów zostanie pominięta. Obserwuję zresztą osławioną aplikację dotyczącą budownictwa ochronnego. Wnioski mogą być zaskakujące. Dla przykładu w nieodległej przecież Nysie, żelbetowe poniemieckie szczeliny przeciwlotnicze są zidentyfikowane jako ukrycia.

I słusznie! Monolitycznej konstrukcji szczelina przeciwlotnicza została przecież zbudowana z myślą o ochronie ludności przed odłamkami i podmuchem detonujących bomb lotniczych. Skoro budowla taka spełniała swoją rolę w 1945 roku i była przewidziana do wykorzystania w latach 60. 70. i nawet 90. to często będzie się nadawać równie dobrze dziś i za trzydzieści lat. Niekiedy w tych obiektach dokonywano zresztą modernizacji, instalując na przykład już nasze, całkiem nowoczesne drzwi gazoszczelne oraz aparaturę filtrowentylacyjną.

Zadziwiające, że we Wrocławiu szczelin przeciwlotniczych nie bierze się pod uwagę w aplikacji poświęconej schronom. Dlaczego? Pewnie dlatego, że w 2010 roku szczeliny przeciwlotnicze gremialnie wykreślono z ewidencji. Nie jest jednak tak, że wszystko co kiedykolwiek było w ewidencji budowli ochronnych będzie się dziś nadawać do funkcji ochrony ludności. To nie takie proste. Proszę jednak pamiętać, nikt się nie bawi w jakieś badania historyczne.

Dostarczane są takie informacje, jakimi dana jednostka operuje. Jest też druga kwestia, nad którą zadaje się nikt nie łamał sobie dotąd głowy. To kwestia publicznego dostępu do schronów i ukryć przeciwlotniczych. Wyobraźmy sobie bowiem tragiczną sytuację, kiedy ni z tego ni z owego zaczyna się alarm powietrzny. Słowem w przestrzeni powietrznej Polski pojawiają się jakieś obce środki rażenia. Masowo. Działa OPL, próbując zażegnać zagrożenie. Mimo wszystko wrogie rakiety i drony przemieszczają się w różnych rejonach kraju. Wyobrażamy sobie zatem bardzo nerwową sytuację! Proszę mi powiedzieć, co Pan zrobi – jest alarm, ma Pan w piwnicy schron.

Zabiera Pan żonę i dzieci i biegnie do schronu razem z sąsiadami. To oczywiste. A niech Pan powie, kto otworzy drzwi od bramy, żeby przechodnie mogli wejść do schronu, którego wejście znajduje się w pańskiej bramie?! Powiem Panu. Nikt tych drzwi nie otworzy. Zatem schron, który mógłby pomieścić przykładowo 250 osób, zostanie zamknięty z 35 osobami wewnątrz. Co więcej, nawet gdyby stukali i pukali, raz zamkniętych drzwi nikt nie otworzy. Panika. Bez szkoleń, mniej więcej tyle warta jest przesławna, ale za to bardzo droga aplikacja. Dlaczego wspomniałem o tych szczelinach przeciwlotniczych? To nie są wprawdzie schrony, ale są to budowle ochrony zbiorowej znajdujące się na otwartym terenie, przez to jest szansa, że gdy nalot zastanie Pana na przykład w tramwaju, będzie Pan miał gdzie się schować. Niestety, wygląda na to, że dotychczas nikt u nas o tym nie pomyślał.

Fot. Urząd Miejski Wrocławia

– Jakie rozwiązania, np. wykorzystanie sprzętu z czasów PRL, mogłyby obniżyć koszty remontów schronów? 

Koszta mogłyby zostać obniżone przede wszystkim próbą zweryfikowania czy z czasów Obrony Cywilnej w ogóle jeszcze coś zostało na składach. Skoro jednak jeszcze parę lat temu, można było kupować maski przeciwgazowe i umundurowanie Obrony Cywilnej całymi kartonami to sądzę że zmagazynowanego sprzętu jest już niewiele. Rzecz w tym, że nowoczesne filtrowentylatory są dużo bardziej skomplikowane niż starsze wersje. To są po prostu bardzo drogie rzeczy. Być może, gdyby wznowić produkcję choćby agregatu RM 200/68 w kraju byłoby to może troszkę taniej.

Druga rzecz to standard wykonania prac remontowych. Gdybym miał to planować, wolałbym pięć schronów z gołymi cegłami pobielonymi wapnem, niż jeden z tynkami strukturalnymi. Mówiąc najbardziej ogólnie – to nie mają być reprezentacyjne wnętrza. Tu chodzi o możliwą do pozyskania ilość miejsc schronowych (czyli koniec końców liczbę ludzi, jaką jesteśmy w stanie ukryć w schronie) kluczowe jest zachowanie pewnej ustalonej normami przestrzeni na osobę. Poza tym schron musi mieć jak najprostsze wyposażenie. Tak można trochę ograniczyć koszty. Trzeba jednak pamiętać, że każdy kolejny rok zwłok w pracach, to kolejne tysiące złotych do wydania. Oczywiście te wydatki trzeba ponieść tylko jeśli się rzeczywiście chce mieć jakieś budowle ochronne. Zawsze można przecież powiedzieć, że jest super… Zwarci, silni, gotowi…

– Jakie są Pana zdaniem priorytety w modernizacji schronów we Wrocławiu, aby zwiększyć gotowość miasta na nagły atak? 

Absolutnym priorytetem dla włodarzy powinno być jak najszybsze przywrócenie do działania kablowej, podziemnej sieci łączności dedykowanej dla potrzeb Obrony Cywilnej. Równocześnie, a kto wie czy nie na samym wstępie trzeba by odbudować stanowiska kierowania Obrony Cywilnej na szczeblu miasta i województwa. Razem z pracami budowlanymi na stanowisku kierowania, trzeba by utworzyć kompetentny, a nie polityczny sztab obsługujący podstawowe piony OC. Jeśli nie ma kogoś, kto potrafi rozłożyć i złożyć filtrowentylator, trzeba przeszkolić takiego specjalistę.

Tak, żeby mógł przekazywać wiedzę i kompetencje na kolejne, niższe szczeble. Utworzony sztab powinien zostać wyposażony w szerokie plenipotencje do kontrolowania działań w sferze OC i planowania takich działań. Słowem, oprócz budowli potrzeba specjalistów. Same stanowiska dowodzenia mieliśmy we Wrocławiu i były to solidne obiekty umocnione. Większość tych obiektów albo nie istnieje, albo z różnych przyczyn nie nadaje się do użytku. W miejscu dwóch takich budowli znajdują się dzisiaj osiedla mieszkaniowe.

To, o czym wspomniałem to są rzeczy podstawowe. Bez stanowiska dowodzenia wyposażonego w sprawną łączność nie da się zarządzać sytuacją w mieście w razie wojennego zagrożenia.

– Jak ocenia Pan przygotowanie Wrocławia do koordynacji akcji ratunkowych w warunkach wojennych, zwłaszcza w kontekście braku umocnionych stanowisk dowodzenia Obrony Cywilnej?

– Pyta Pan o scenariusz, w którym nie mielibyśmy czegoś takiego, a zastałyby nas działania wojenne? Byłaby to katastrofa o absurdalnych rozmiarach. Chaos, bezwład i panika. Wyobraża Pan sobie co by to było, gdyby Wrocław, milionowe miasto ogarnęła panika? Wojna to nie tylko nasze czołgi i piękne ordery. Odporność państwa to nie tylko myśliwce, ale i system OC.

System, dzięki któremu nie da się terroryzować władz państwa poprzez intencjonalne niszczenie naszych miast i mordowanie naszych cywili pod gruzami ich domów. Żeby ten system działał, trzeba mieć sztaby z prawdziwego zdarzenia, specjalistów z prawdziwego zdarzenia i kolokwialnie mówiąc, porządny bunkier gdzie ci specjaliści mogą otrzymywać informacje, analizować je i dysponować posiadanymi siłami i środkami. Ład i porządek. Swoją drogą, aż dziw bierze i lód jakiś przejmuje do kości szpiku, że w naszym społeczeństwie, tak przecież gorzko doświadczonym dwiema wojnami światowymi trzeba o takich rzeczach przypominać.

– Czy rządowe wsparcie finansowe, takie jak Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności, jest wystarczające dla Wrocławia, biorąc pod uwagę ograniczenie do 10 mln zł zamiast planowanych 30 mln zł? 

– Wie Pan co? Na początek dobre i to. Ja bym sobie tylko życzył, żeby te pieniądze trafiły rzeczywiście na odbudowę systemu OC i żeby się nie okazało, że to poszło przypadkiem na coś innego.

– Jakie działania, poza remontami schronów, powinno podjąć miasto, aby poprawić gotowość mieszkańców na zagrożenia, np. poprzez edukację lub aplikację „SCHRONY”?

– Widzi Pan, Obrona Cywilna to nie tylko schrony. To też służba rozpoznawania skażeń, służba ratownictwa technicznego, służba medyczno-sanitarna, i tak dalej i tak dalej. Jest tego trochę. Trzeba szkolić kadry. Choćby się to miało nigdy nie przydać.

 

 

Show Comments (0) Hide Comments (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.