Akcja Czysta Odra: Opony znikają, ale „małpek” jest wciąż bardzo dużo

Fot. Dominik Dobrowolski/Facebook.

Każdego roku do polskich rzek trafiają setki ton odpadów, które zamiast do recyklingu płyną prosto w stronę Bałtyku. Choć walka z plastikiem przypomina czasem starcie z hydrą, uczestnicy Akcji Czysta Odra udowadniają, że zmiana jest możliwa. Z Dominikiem Dobrowolskim, ekologiem i współorganizatorem akcji, o tym, jak system kaucyjny realnie oczyszcza koryto rzeki i dlaczego dorośli bywają trudniejszymi uczniami niż przedszkolaki, rozmawia Marek Zoellner.

– Marek Zoellner: Zbigniew Herbert pisał, że płynie się zawsze do źródeł pod prąd, bo z prądem płyną tylko śmieci. Pan świadomie płynie z prądem – po to, by te śmieci z wody wyławiać. Jak rzeka wygląda z tej perspektywy? Jest bardzo źle?

– Dominik Dobrowolski: Bardzo trafny cytat. Warto jednak pamiętać, w jakich czasach żył Herbert. Wtedy rzeki traktowano katastrofalnie – jak kanały, jak ścieki. Vaclav Havel powiedział kiedyś, że komuniści „kucali nad rzekami”, zamiast patrzeć im prosto w twarz. I to nie był tylko polski problem. W latach 60. czy 70. nawet w bogatej Szwajcarii rzeki były skandalicznie zanieczyszczone. Dopiero gdy zaczęliśmy się nimi realnie interesować i dostrzegać, że dają nam o wiele więcej niż tylko odbiór nieczystości, podejście zaczęło się zmieniać.

– Pan to zainteresowanie zamienił w konkretne działanie.

– W 2011 roku wymyśliłem projekt Recycling Races. Chciałem zobaczyć na własne oczy: gdzie te odpady trafiają do wody, kto je tam wrzuca i co zrobić, żeby przestały płynąć. Z tych doświadczeń narodziła się Akcja Czysta Odra, która świętuje właśnie swoje pięciolecie.

– Pięć lat to sporo czasu. Czy przez ten okres zmieniła się skala i cel tych działań? Czy to wciąż „tylko” sprzątanie, czy coś więcej?

– Na początku pływałem kajakiem, spotykałem się z ludźmi i namawiałem: „zatroszczcie się o swój kawałek rzeki”. Ale szybko zrozumiałem, że samo sprzątanie to leczenie objawowe. Jeśli nie zmienimy systemu, będziemy to robić w nieskończoność. Dlatego Akcja Czysta Odra stała się ruchem systemowym. Zaczęliśmy naciskać na polityków, pokazywać rozwiązania z innych krajów. Efektem tych wieloletnich nacisków jest m.in. wprowadzenie systemu kaucyjnego w Polsce.

– I to faktycznie działa? Widać różnicę nad brzegami?

– Widać! Choć Akcja Czysta Odra ma swój szczyt od 21 marca do 30 kwietnia, działamy przez cały rok. Podczas ostatnich akcji pod Szczecinem czy w okolicach Raciborza zauważyliśmy, że opakowań objętych kaucją jest w rzekach symboliczna ilość. Jeszcze rok temu puszki i butelki typu PET stanowiły masę odpadów. Kamil Zaremba z wrocławskiego Odra Centrum też to potwierdza – z rzek znikają „wielkie gabaryty”, stare kanapy, opony czy części samochodowe. Niestety, wciąż mamy problem z „małpkami” i ogromną ilością odpadów wędkarskich: żyłek, opakowań po robakach czy zanętach.

– Wspomniał Pan o systemie kaucyjnym. To taka „marchewka” – oddaję butelkę, dostaję grosz. Ale w Akcji Czysta Odra, której współorganizatorem jest też Credit Agricole, pojawiają się też granty dla wolontariuszy.

– Zgadza się, ale trzeba tutaj podkreślić, że granty to środki na wsparcie akcji, a nie wynagrodzenie. My nie płacimy ludziom za sprzątanie. Finansujemy zakup rękawic, worków, chwytaków czy kaloszy. Czasami, gdy gmina nie może pomóc, pokrywamy koszty wywozu odpadów. To są też pieniądze na symboliczne podziękowanie wolontariuszom. Pizzę dla dzieciaków ze szkoły czy paliwo do motorówek dla WOPR-u i Straży Rybackiej, którzy pomagają nam pro bono. Granty to paliwo dla oddolnej energii, a nie komercyjna transakcja.

– A kto jest trudniejszym uczniem w tej rzecznej edukacji? Dzieci czy dorośli?

– Przedszkolaki są cudowne! Można im opowiedzieć „bajkę” o czystej rzece, a one z zachwytem wejdą w każdą, nawet najbardziej brudną akcję. Kryzys przychodzi około 15-16 roku życia. Testosteron, makijaż, paznokcie – wtedy pojawia się opór i chęć popisania się przed grupą, co czasem kończy się właśnie śmieceniem. Dorośli? Tu bywa różnie. Najgorszy jest anonimowy hejt w sieci. Ale ci, którzy działają z nami, to często fantastyczni pasjonaci.

– Nad rzeką często słyszy się: „To obowiązek urzędów albo gminy, ja nie będę po nikim sprzątać”. Jak Pan na to reaguje?

– To prawda, systemowo odpowiadają za to Wody Polskie czy samorządy. I my ich do tego mobilizujemy. Często nasza akcja to taki poligon współpracy. Ludzie dają ręce i czas, a lasy państwowe czy gmina dają worki i transport. Najdroższym elementem jest logistyka śmieci – ich utylizacja kosztuje krocie. Ale tam, gdzie pojawia się gospodarz, gdzie ludzie czują, że to „ich” miejsce, śmieci ubywa. To teoria wybitego okna. Gdy wszystkie szyby są całe, nikt nie podniesie kamienia, ale wystarczy, że jedna zostanie stłuczona i mamy efekt motyla. Tutaj jest tak samo, jeśli miejsce jest zadbane, trudniej rzucić tam pierwszy papierek.

– To dobre argumenty dla aktywnych. A co z leniuchami? Nie śmiecę, ale nie chce mi się ruszać z kanapy, żeby zbierać cudze brudy. Jak Pan kogoś takiego zachęci do działania?

– Po pierwsze podziękuję za to, że nie śmieci. To już jest bycie uczestnikiem akcji. Ale jeśli kogoś takiego wkurza brud, a nie ma zacięcia do sprzątania, niech chociaż zrobi zdjęcie i wyśle je do mnie. Może dzięki temu zorganizuję ekipę? Każda forma aktywności – napisanie o akcji, przesłanie informacji – ma wartość. Odra nas łączy, rzeki nas łączą. Chodzi o to, byśmy wspólnie monitorowali to, co dla nas cenne.

– Co dalej? Skoro akcja przynosi rezultaty, a system kaucyjny już mamy, to jaki jest następny cel?

– Teraz walczymy o ROP – Rozszerzoną Odpowiedzialność Producenta. W Polsce wielkie korporacje płacą śmieszne kwoty za tonę wprowadzonego na rynek plastiku. W Niemczech czy Skandynawii te opłaty są wielokrotnie wyższe i to z nich finansuje się recykling i czyszczenie środowiska. Dopóki producenci nie wezmą pełnej odpowiedzialności za swoje opakowania, będziemy gonić własny ogon. No i musimy edukować o PSZOK-ach, czyli punktach selektywnej zbiórki. Wiele osób wciąż nie wie, że może tam bezpłatnie oddać opony czy starą wersalkę. Zamiast do lasu, kierujmy się do PSZOK-ów. To prostsze i nie przynosi wstydu.

Show Comments (0) Hide Comments (0)
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.