A może półmaraton to za mało i czas na maraton we Wrocławiu?

Fot. Redakcja.

6 czerwca Wrocław po raz kolejny udowodnił, że bieganie ma wpisane w swój miejski kod. 12. Tarczyński Nocny Wrocław Półmaraton przyciągnął rekordowe 26 066 osób, które wykupiły pakiety startowe. Na starcie stanęło ostatecznie niespełna 22 tysiące biegaczy, w tym aż 9 tysięcy Wrocławian. Zawodnicy z 58 krajów, kobiety stanowiące 36 procent stawki, 1300 wolontariuszy, 200 osób techniki scenicznej. Logistyka jak w zegarku, atmosfera jak na święcie miasta, ale też na przykład hałas. I właśnie dlatego coraz częściej wraca pytanie: czy po takim sukcesie półmaratonu Wrocław nie powinien znów organizować maratonu?

Przecież tradycja jest długa i bogata. Wrocławski maraton, choć pod różnymi nazwami, od Maratonu Ślężan w 1983 roku, przez Maraton Wrocław, Hasco-Lek Wrocław Maraton, aż po PKO Wrocław Maraton, był obecny w kalendarzu miasta przez ponad trzy dekady, do 2019 roku. Miał certyfikaty IAAF, AIMS i PZLA. Gościł Mistrzostwa Europy Masters. Był jednym z tych wydarzeń, które nie tylko promowały sport, ale i budowały tożsamość miasta. Ale maraton to coś więcej niż statystyka i certyfikat.

Pamiętam te wrześniowe niedziele z lat 90., gdy trasa oplatała niemal cały Wrocław. Co roku praktycznie inna, a jednak zawsze ta sama w swojej wszechobecności. Biegacze pojawiali się nagle pod oknami na osiedlu, potem znikali za zakrętem, by po chwili „wypłynąć” na jednej z wielkich arterii. Miasto było jak organizm, przez którego żyły płynął kolorowy strumień spoconych koszulek.

Bywało też mniej romantycznie. Kto mieszkał przy trasie, ten wie: wyjazd z osiedla graniczył z cudem. Trzeba było cierpliwie czekać, aż policjant pozwoli włączyć się do ruchu. Niedzielny mecz żużlowy Sparty? Wizyta w zoo? Wycieczka do Panoramy Racławickiej? Najpierw maraton. Dopiero potem reszta świata.

I choć wtedy, jako kierowca czy pasażer, człowiek potrafił się zirytować, to z perspektywy czasu myślę, że była w tym jakaś nieokreślona magia czy wspólnotowość, choć, nocą, też jej chyba nie brakuje, ale po zmroku to już inna opowieść. Można było wyjść z domu i przez kilka godzin dopingować biegaczy. Wystawić przed blok czy kamienicę stolik z kubkami wody. Pokroić arbuza. Podawać owoce. Być częścią wydarzenia bez numeru startowego przypiętego do koszulki.

Półmaraton nocny ma swoją magię, czyli światła, muzykę, stadionową oprawę na Tarczyński Arenie, a wcześniej na Stadionie Olimpijskim. Jest dynamiczny, efektowny, łatwiejszy logistycznie. Trasa zamykana na kilka godzin w późny sobotni wieczór mniej dezorganizuje życie miasta. To format nowoczesny, skrojony pod rytm metropolii, która nie chce się zatrzymywać.

Ale maraton to zupełnie inna opowieść. To 42 kilometry 195 metrów. Dystans symboliczny. To wyzwanie, które przyciąga nie tylko biegaczy, lecz także prestiż. Miasta budują na maratonach swoją markę: Berlin, Londyn, Praga. W Polsce jest Warszawa, Kraków, Poznań, maratończycy biegają też na Górnym Śląsku. Wrocław przez lata był w tym gronie. Wypadł, choć w każdej chwili mógłby wrócić na trasę.

Ale czy dziś, po sukcesie półmaratonu, jest gotowy wrócić? Organizacyjnie – zapewne tak. Liczby pokazują, że potencjał jest ogromny. Skoro 26 tysięcy osób wykupuje pakiety na półmaraton, to znaczy, że bieganie nie jest modą, lecz trwałym elementem miejskiej kultury. 9 tysięcy wrocławian na starcie to sygnał jeszcze ważniejszy: to nie jest impreza „dla przyjezdnych”, to jest nasze wydarzenie.

Pytania brzmią raczej: czy chcemy znów na jeden dzień oddać miasto biegaczom w całości? Czy jesteśmy gotowi na te niedogodności, objazdy, korki, zamknięte ulice? Czy umiemy zobaczyć w tym coś więcej niż utrudnienie w drodze na niedzielny obiad i wycieczkę nad Odrę?

Może właśnie dziś, w czasach, gdy tak bardzo jesteśmy podzieleni – politycznie, światopoglądowo, pokoleniowo – potrzeba nam wydarzeń, które dosłownie i symbolicznie łączą brzegi Odry, osiedla, ludzi. Maraton, który oplata całe miasto, mógłby być takim gestem wspólnoty. Ale zorganizowany w taki sposób, by jak najmniej uprzykrzyć życie tym, których bieg nie interesuje.

Nie chodzi o nostalgię za latami 90. ani o powrót do przeszłości dla samej idei. Chodzi o ambicję. Wrocław lubi myśleć o sobie jako o mieście otwartym, europejskim, dynamicznym. Maraton jest tego naturalnym dopełnieniem. Półmaraton pokazał, że potrafimy. Teraz pytanie, czy chcemy znów pobiec dalej. Nie tylko 21 kilometrów. Ale pełne ponad 42 kilometry.

Maraton Wrocław.
Fot. Mat. prasowe.
Show Comments (3) Hide Comments (3)
guest

3 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Jacek
Jacek
1 miesiąc temu

Dzięki za ten tekst Jarku, tak maraton powinien wrócić.

rafka
rafka
1 miesiąc temu

Trafny komentarz. Wrocławski Maraton – mimo iż był jednym z największych i najstarszych w Polsce – zniknął, ponieważ przyszedł nowy gospodarz. Brakuje odwagi lidera, który potrafi wskazać kierunek, powiedzieć co jest ważne. Jest lęk przed sytuacjami konfliktowymi i chorobliwa chęć bycia popularnym. COVID-19 wykorzystano jako pretekst, aby zlikwidować tę imprezę, która zawsze budziła kontrowersje. Potem rozważano ją już tylko w wariancie pozamiejskim – jak w latach ’80, bieg wśród pól do Sobótki. Ale nawet na ten tchórzliwy wariant nie ma dziś odwagi – bo przecież przez miasto trzeba byłoby jednak jakoś przebiec.
Do 2029 roku o maratonie Wrocław może zapomnieć.

Mateusz
Mateusz
1 miesiąc temu

Logistyka jak w zegarku? Nie wiem, czy przyglądaliśmy się tej samej imprezie. Organizatorzy najpierw ogłosili koniec ustawiania sie we wszystkich strefach o 21:30, planując start żółtej na 23:20… na prosby o zmiane nabrali wody w usta. Na miejscu chaos, biegacze pomieszani z ludzmi na rowerach i z psami, ktorzy przyszli pokibicowac. Na trasie, z perspektywy debiutanta, spoko. Szybsi narzekali na wygaszony odcinek, na ktorym byly potkniecia i interwencja medyków. Po finiszu? Zakorkowane schody na stadionie, scisk w tramwajach, mdlejacy biegacze wysadzani na przystankach przez motorniczych. Groteska.

Dołącz do newslettera!

Co słychać we Wrocławiu? Sprawdź pierwszy. Nie przegap tego, o czym mówi miasto

Zapisując się, akceptujesz nasz Regulamin oraz Politykę prywatności. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki newslettera.